rosarka30
11.10.04, 09:33
Jesteśmy po ślubie kilka lat. Mój mąz jest strasznym cholerykiem (a dodatkowo
malkontentem, ale z tym jakoś sobie radzę). Powoli boję się do niego
cokolwiek powiedzieć, bo nie chcę słyszeć krzyków, przekleństw albo
przekamarzania mnie. Przykłady?
Oderwana listwa w samochodzie po mojej stronie. Wysiadam z samochodu,
pokazuję mu, ze coś się tu zepsuło. Reakcja: K...w! Ciągle coś psujesz! Tyle
lat jezdzę i nic, a Ty wsiądziesz i od razu zepsute! Wydziera się, robi z
tego tragedię życiową!!!
Tak jest ze wszystkim! Z rozlanego soku, zwrócenia njamniejszej uwagi,czasem
nawet prośby (pośpiesz się, bo nie zdążymy) robi koszmarne awantury!!
Włącznie z przekleństwami, obrażaniem mnie i wyzwiskami. Nie są to niestety
tylko moje spostrzeżenia. Ale także rodziny (po jego stronie też) a nawet
obcych osób, np. Pediatry naszego dziecka, który przy każdej wizycie pyta,
jak ja to wytrzymuję..........
Wiele razy z nim już rozmawiałam i prosiłam, zeby panował nad sobą. Wiecie co
słyszę? Że to ja mam się zmienić!! On jest cholerykiem i tyle! Pokrzyczy a ja
mam się nie przejmować, usmiechać, uspakajać go i tworzyć miłą atmosferę w
domu aaaaa i NIE PROWOKOWAC!!!!!!
Powiedzcie, co mam zrobić? Czy jest jakieś leczenie? Jakieś proszki?
JAK MAM Z NIM ŻYĆ??? Żeby wiecznie nie płakac, nie łkać po nocach, nie mieć
depresji??????
Pomóżcie proszę.......