Chyba już z 6 raz jestem wracam z zakupów z pustymi rękami. Nie mam w czym chodzić a nie umiem sobie nic kupić. Nie wiem o co chodzi. Pastele, baby blue, fiolety, wściekłe zielenie, musztardowy, falbanki, printy, wyraziste wzory - no nic z tego co widzę obecnie w sklepach nie wpisuje się w mój styl. A raczej chyba jego brak
Nie mam już fizycznie siły chodzić i szukać. Albo to wciąż problem w mojej figurze i dlatego mi się nic nie podoba. Mam odstający brzuch, płaski tyłek, uda za masywne, kostki niewystarczająco szczupłe, 170cm i 66 kg... Rozmiar wciąż 40. Niby próbuję ćwiczyć ale mam wrażenie że po siłowni uda są jeszcze grubsze.
Sukienek i spódnic nie noszę. Spodni jeden fason (wąskie i konieczne ciemne) w innych czuję się źle. Idzie wiosna a mnie te "wiosenne" kolekcje dobijają.
W sumie nie wiem jak możecie mi pomóc ale może ktoś miał podobny kryzys wizerunkowy i jakoś się z nim uporał?