Niestety musze dodac, ze to prosba dlugotrwala. W gwoli przedstawienia: czytam Was e-matki namietnie rycze ze smiechu albo kibicuje. Pare razy popelnilam watek. A teraz do rzeczy...
Tak sie zlozylo, ze zycie zafundowalo mi nieprzecietny rozdzial. Rozwalilo sie wszystko, co do tej pory bylo pozornie nie do zmiany. Po prostu totalne zmiany w kazdym aspekcie zycia. Wiem, nie do uwierzenia - sama rozgladam sie, czy to nie ukryta kamera... Nie bede (na razie) wchodzic w szczegoly. Bardzo bym jednak prosila o duchowe wsparcie, bo niewiele osob mam w otoczeniu, ktore takowe mogly by mi dac.
W pracy po trzesieniu ziemi pokazalo sie niebo. Zmiany najcudowniejsze, chociaz kosztowaly duzo sil, depresje i totalny burn out. Mam najcudowniejszych szefow pod sloncem, slowo daje! To jak wygrana w lotka. Zeby za slodko nie bylo... : malzenstwo, w ktore do tej pory wierzylam, posypalo sie doszczetnie. Zgliszcza i nic wiecej...
Pierwszy raz w zyciu mam wrazenie, ze musze o siebie zawalczyc. I jesli tego teraz nie zrobie, to nie stanie sie nigdy. Zawsze bylam dla kogos. Od dziecka nauczona byc na zawolanie, tak tak "stara malenka" (tak tak wzorowa dysfunkcyjna rodzina, jaka mozecie sobie wyobrazic). I teraz mam egzamin z zycia, aby stac sie pelnowartosciowa osoba, ktora mysli tez o sobie i nie zawsze zle.
Jesli macie jakies zapasy energii i chcialybyscie komus poslac... Bardzo prosze. Jak tylko stane na dwoch nogach, obiecuje podam dalej!
Wiem koszmarnie enigmatycznie, ale to takie przelamanie lodow. Moze nikt na ten post nie odpowie i bede sie bez sensu wyzewnetrzniac... I tak nie wszystko moge Wam powiedziec.
Ehhh...
Slonecznego lata wszystkim e-matkom zycze! Niezaleznie, czy ktos odpowie, czy nie.