Jest sobie małżeństwo Adam i Anna. Adam i Anna mają rodzeństwo. Oni sami i to rodzeństwo ma małżonków i dzieci. Jest Celina i Cezar z Czarusiem , Dominika i Dariusz z Dawidkiem, Dorotką i Doriankiem itd. Wszyscy żyją na dobrym poziomie, ich dzieci mają "wszystko" jak to w tych czasach bywa w większości rodzin. Dzieci Anny i Adama oraz dzieci ich rodzeństwa dostają prezenty większe i mniejsze i całkiem drobne na różne okazje i bez okazji od dziadków, cioć i wujków (czyli od Anny, Adama i ich rodziców i rodzeństwa). Jakiś czas temu ożenił się brat Adama, Bartosz. Wychuchany, najmłodszy niuniuś. Jego żoną została Beata. Urodziło im się dziecko Błażejek. Parę miesięcy wcześniej po raz kolejny ojcem został Adam i na świat przyszła Amelka. Mają dzieci z jednego roku. Adam i Anna traktują Błażejka jak i innych siostrzeńców i bratanków i z okazji narodzin, na zajączka, BN itp i co jakiś czas bez okazji dają Błażejkowi prezenty lub prezenciki. Bartosz i Beata nie widzą innych dzieci w rodzinie. Amelka dostała coś tam jak się urodziła a potem na roczek drobny prezent, o reszcie dzieci nie pamiętają.
Bartosz i Beata nie są młokosami, mają po 30 lat. Annę i Adama a także Celinę i Cezara oraz Dominikę i Dariusza dziwi ich postawa. Tym bardziej, ze przed ślubem Bartosz pamiętał o dzieciakach i coś tam dostawały. Nie chodzi o wielkie prezenty ale o pamięć. Dzieci cieszą się i z ołówka za 3 zł z brylancikiem albo fajnym obrazkiem. Zresztą nie chodzi o pieniądze Bartosz i Beata świetnie zarabiają (2 razy tyle co Anna i Adam) o czym Adam dowiedział się gdy Bartosz poprosił go o rozliczenie PITa.
Co na to ematka. Anna i Adam powinni zaakceptować fakt że jedna odnoga rodziny jest inna czy jakoś delikatnie sugerować, że tu inne zasady panują

To w sumie nic takiego, tylko jakiś taki niesmak...