slonko1335
29.08.18, 21:03
Córka uczyła się jeździć w stajni gdzie był bardzo duży nacisk kładziony na bezpieczeństwo. Tak przesadnie nawet. Długo na lonży, potem bez lonży ale sam na sam z instruktorem(w ramach lonży to się dobywało), potem w grupie na kucykach najpierw, kilka ładnych razy zanim dostała dużego konia. W pewnym momencie stanęła w miejscu i musiałyśmy zmienić stajnię. W nowej poszła jak burza, nauczyła się wielu nowych rzeczy w imponującym tempie, będzie się przygotowywać do odznaki. Zaczął jeździć syn w tej nowej stajni, no i tu mam zgrzyt. Był na trzech lonżach dotychczas, dwa razy na dużym koniu, raz na większym kucu. Idzie mu podobno dobrze(ja się nie znam to słowa instruktorki, to nie jest ta sama z którą uczy się moja córka-jest osobna instruktorka do lonży) i dzisiaj dowiedziałam się, że jak na następnej lonży będzie podobnie to trafi do grupy co mnie jednak nieco zatkało bo do wprawy i pewności z jaką jeździła córka zanim weszła w grupę mu daleko. Tam chyba ta ostrożność przesadna była, tu mam wrażenie, że przeciwnie....to jednak duże, silne zwierzęta i nie wiem czy rzucenie na głęboką wodą to nie przegięcie? Słuchać intuicji i nie pozwolić na grupę czy jestem matka kwoką i przesadzam i to normalna kolej rzeczy w każdej stajni?