No i znowu mam potrzebę pisania. Chyba bloga założę....

A tak serio. Może ten wpis pomoże komuś, mnie samej bo się wygadam. Więc piszę.
Daję sobie radę. Chwilami boli strasznie. Najtrudniej zaakceptować fakt ze maż tak niesamowicie szybko znalazł nową miłość. Jeszcze trudniej przez fakt że dowiedziałam się jak się nazywa, wygooglałam ją...Jest ukrainką. W moim wieku. Ładna. Może nie miss świata ale atrakcyjna. Wiem jak ją znalazł. Portal typu "russian girls for u" Po 4 dniach spotkania "na żywo" a wcześniej kilku dniach korespondencji (dosłownie) zakochał się po uszy. I z faceta który kochał mnie nad życie zmienił się w faceta który ma mnie totalnie gdzieś.
No boli.
Ale...
Sama podjęłam decyzję o rozwodzie. Fakt że w sytuacji kryzysowej, można powiedzieć że traumatycznej. Ale miałam NAPRAWDĘ potwornie dość.
Więc teraz trzeba wziąć to na klatę. Wyraźnie powiedział mi że czekał nie będzie...
Może to dobrze. Odwrotu nie ma.
Mam mieszkanie, pracę ( w sumie na dwa etaty już) Z dzieciakami daję radę dobrze. Nowa szkoła to strzał w dziesiątkę.
70-80% czasu mam się dobrze. Mam terapię 2x w tygodniu, trenera zawodowego, trenera na siłowni (pierwszy raz w życiu - jest MEGA!!!!)
Ale od czasu do czasu łapie mnie taki smutek, taka rozpacz i taki strach.......Na szczęście coraz rzadziej.
Mam ogromną nadzieję że za kilka miesięcy napiszę że jest dobrze, o niebo lepiej i nie żałuję.
Dziękuję za uwagę