Nie, nie mam na myśli luksusowych prostytutek

Chodzi mi o pracowników świadczących usługi dla ograniczonej grupy odbiorców, także niezamożnych, głównie w szeroko pojętej kulturze. Muzycy w filharmonii, muzealnicy, pracownicy ośrodków kultury, bibliotekarze itp. Ustaliliśmy we wcześniejszych wątkach, że są to nisko opłacane zawody dla hobbystów i żaden szanujący się człowiek nie będzie pracował za takie grosze. Nie są też tak potrzebni jak personel medyczny, nauczyciele, kierowcy czy śmieciarze. Czy coś by się zmieniło, gdyby cały ten segment zniknął z dnia na dzień z rynku pracy?