We względnym pobliżu

mam idiotyczne kluby fitness sieciowe i nie ufam umowom z nimi.
Ucieszyłam się więc, że otworzyli coś nowego, i przymknęłam oko na debilną nazwę.
A tu co?! Żadnego fitnessa, tylko taniec na rurze taki i owaki. Won.
Przy sposobności - skoro taniec na rurze kompletnie nie wiąże się z żadnym klubem nocnym i jest wyłącznie sportem, to czemu nie nazwać go po polsku?
Bo jak się uprzeć, "pole dance" może oznaczać również "taniec na biegunie".