yenna_m
08.05.19, 18:12
Mój mąż jest chrzestnym dziewczynki w rodzinie. Dziewczynka jest córką jego siostrzenicy (mąż jest dziadko-wujkiem dziewczynki - nie wiem, jak prawidłowo określić tę relację, gdy idzie o koligacje).
Dziewczynka ma 9 lat, jej rodzice nigdy jej do nas nie przyprowadzili w gości. Dziewczynkę widzałam kilka razy w życiu i to my bylismy stroną odwiedzającą.
Ja nie utrzymuję kontaktów z rodziną męża po tym, gdy rodzina męża wypieła się totalnie na mnie i dzieci, gdy parę lat temu mąż dostal zatoru płucnego. No i po paru innych niefajnych sytuacjach. Bywa. Do momentu konfliktu i mojej separacji to ja dbalam o prezenty dla dziecka - o te prezenty bez okazji, i te prezenty z okazji urodzin, pod choinkę itp. Potem zostawiłam sprawę mężowi (olał sprawę).
W grudniu jednak, z uwagi na pogrzeb tesciowej, postanowiłam mimo wszystko na odstepstwo od ten zasady, iść na pogrzeb i postarać sie, aby osoby postronne nie domyslily się, że miedzy mną a szwagierką i jej córkami nie jest za fajnie.. Myslę, ze mi się to udało.
Na pogrzebie siostrzenica męża poinformowala nas, że w tym roku mała ma komunię.I ok.
Temat wyplynął w poprzednią niedzielę (05.05) , gdy szanowny małzonek radosnie ponifrmował mnie, że 12.05 jest komunia dziewczynki.
Zaproszenia z poinformowaniem o terminie komunii mama dziewczynki wysłała w zeszlym tygodniu (nie wiem, czy doszły, ale nie widzialam ich w korespondencji). A dziś dzwoniła do mnie aby potwierdzić, czy będziemy na komunii.
Niestety - bylam z kotem u weta i nie mogłam odebrać telefonu. Wyslałam info smsem, że nie mogę rozmawiać bo jestem u weterynarza.
No więc... w drodze smsa zostałam zapytana, czy przyjdziemy na komunię.
Co zrobiłybyscie na moim miejscu?
Ja na dziś czuję się urażona, nie znam tego dziecka, nie poznałabym go nawet na ulicy, a jego rodzice nie zrobili nic, by i ono bylo u nas gosciem (mieszkalismy dlugo w jednej miejscowości, potem dziewczynka z rodzicami przeprowadzila się do mojej szwagierki i kontakty odbywaly się jedynie z naszej inicjatywy, przy okazji spotkań rodzinnych, u tesciowej lub siostry męża).
Nie podoba mi się sposób oraz czas, w jakim nas zaproszono (de facto na tydzień przed komunią). Odbieram to jako brak szacunku bo przecież termin komunii jest znany z duźym wyprzedzeniem. I naprawdę mozna bylo nas poinformować, chocby smsem, duzo wcześniej. A potem wysłać oficjalne zaproszenie.
No i moze trgo glupie ale... ten odwieczny problem kobiety - ani ciuchów, ani butów (noszę się na sportowo i jeszcze nie zdążyłam nic stosownego nabyć, a to, co mam w szafie niestety srednio się nadaje), ani umówionego fryzjera (chociaż pewnie to by się pewnie dało to wszystko jakoś ogarnąć), dodatkowo umówiłam się z przyjaciółką z Wawy.
Co byscie zrobily na moim miejscu?