ekrid
01.07.19, 12:19
Po kilku latach separacji rozwiodłam się. Z exem nie mieszkam od prawie 3 lat. syn - 16latek z autyzmem - mieszka ze mną. Początkowo kontakty syna z exem były regularne, zreszta sama o to bardzo zabiegałam. Po pewnym czasie zorientowałam się, że spotkania u mnie w domu to bardzo zly pomysl. Ex zachowywal się niewłasciwie, wszystko krytykował a także potrafił mnie przy dziecku wyzywać. Syn spotyka się z exem u exa w domu i ewentualnie gdzies jadą.
Wyrok sądowy precyzyjnie ustala daty spotkań. Co drugi weekend ( caly ) i dwa tygodnie wakacji w sierpniu.
Tylko że. Ex jest w zwiazku ( jeszcze w maju na sprawie rozwodowej twierdził, że pozostaje w luźnym związku ). Mieszka z nową partnerką. Owa partnerka własnie zaciązyła i żle się czuje. Młody z nimi też źle się czuje. Nie ma mowy, żeby ojciec zabrał go gdzieś samego - wszędzie pani idzie z nimi. Chociaz syn prosil o chociaz spacer tylko z ojcem. W weekend młody siedzi sam w salonie połączonym z kuchnią pól dnia a oni zamknięci w sypialni. Do spania dostał stare łozko i koc do przykrycia. Nawet wodę ma przywozic z domu, bo ex nie ma pieniędzy ( komorka za 4k, auto w leasingu, wlaśnie ex jest w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania, kupili 4 pokoje , gdzie ma byc gabinet dla exa i pokoik dla dziecka, mlody ma spac znowu w salonie z kuchnia ) . Co do tych dwoch tygodni to ex juz powiedzial synowi ze oczywiscie go zabiera, ale nie bierze urlopu, więc mlody bedzie 10 godz siedzial sam w domu. Nie, nie wyjdzie do kolegow bo po pierwsze ich nie ma a po drugie ojciec zaraz bedzie mieszkał w miejscu, którego młody nie zna.
Młody wczoraj płakał. Nie chce jeździć do ojca a przynajmniej nie na warunkach proponowanych przez ojca. Na te dwa tygodnie tez nie chce do niego jechac. Ja nic nie mogę - ex nawet nie odbiera ode mnie telefonu. Nie konsultuje ze mną ani gdzie zabiera syna ani kiedy, zabiera go zgodnie z wyrokiem sądowym i tyle. Chyba ze nie zabiera, o czym informuje ( albo i nie ) syna sms dzien wczesniej,
Chętnie bym synowi powiedziala, co myślę o jego tatusiu, ale ... Zawsze uwazalam, źe rozwiedlismy się my a nie ojciec z synem. Chętnie też bym synowi powiedziała, że jak nie chce tych kontaktów, to ich mieć nie musi. Uważam, że lepiej nie miec ojca niż mieć miernego. Ale się nie odzywam, bo wyjdzie, że zła była zona utrudnia kontakty. Prosilam syna, żeby probował porozmawiać z ojcem, ale syn się i boi tych rozmów i mówienie nie daje dużo, bo ojciec to co proponuje uważa za najlepsze.