rexona_sport
24.07.19, 20:57
Kochane forum, zmagam się z następująca sytuacja życiowa: moi rodzice byli zawsze zgodnym małżeństwem, mama łagodna, ciepła „strażniczka ogniska domowego”. Teraz przed emerytura (wiek 59 lat). Tata dobrze zarabiał o nie było potrzeby żeby mama pracowała, w czasach ich młodości to nie był nietypowy model rodziny żeby kobieta po prostu dbała o dom. Mama została w domu jak miała nas (mnie i brata), a ze nie jest ematkowa wonska specjalistka cieszyła się ze jej mąż a nasz tata dobrze zarabia i może nas spokojnie utrzymać. Tata zreszta bardzo ten układ lubił, dom zadbany, wszystko poprane i poprasowane, gorący obiad na stole, wiadomo.
Wszystko się popsuło kiedy tata spotkał swoją dawna miłość życia i w krótkim czasie zostawił mame żeby być z ta druga. My jako dzieci nie wtracalismy się, nawet nie wiedziałabym jak wejść w role sędziego? mediatora? pomiędzy własnymi rodzicami. Starałam się wspierać mame w tych bardzo trudnych dla jej chwilach ale pozostawiłam jej układanie się z mezem samej, okazuje się ze zgodziła się na rozwód bez orzekania o winie za co dostała polowe mieszkania i całe oszczędności. Po zakupie kawalerki. nie wiele z tego zostało, do tego raczej symboliczne alimenty na mame od ojca niedługo się skończą.
Oboje z mezem pracujemy, staram się pomagać mamie w miarę możliwości żeby chronić ja przed ubóstwem ale mąż coraz bardziej krzywo na to patrzy, zaczyna mruczeć o działaniu na szkód rodziny. Nie doszło jeszcze do nazwania mamy pasożytem ale atmosfera w domu robi się nieprzyjemna.
Mama ma prawie zerowe doświadczenie zawodowe i brak szansy na wypracowanie emerytury, dostępna dla niej praca to może wykładanie towaru na polkach za które ledwie da radę się utrzymać przez góra trzy lata, raczej za cenę rozwalonego kręgosłupa (mama nie jest sportsmenka, jest typowa panią domowa pod 60, zdecydowanie nie z tych co przebiegną półmaraton a potem nagotuja obiadu na trzydzieści osób). Wg mnie wysyłanie jej do ciężkich prac fizycznych za grosze, szczególnie przy konkurencji gości z Ukrainy, może co najwyżej odroczyć problem utrzymania mamy o ok 3 lata, za cenę odebrania mamie godności (jakby porzucenie po 35 latach małżeństwa nie wystarczyło, ma teraz jeszcze starym ludziom myć tyłki za grosze i tracąc przy tym zdrowie). Emerytury i tak nie wypracuje, oszczędności nie odłoży z pensji niewykwalifikowanego pracownika.
To jest moja mama, spędziła młodość wycierając moje i brata gluty i dbając o nas, teraz stać mnie aby jej się odwdzięczyć i oszczędzić jej losu jeżdżenia na szmacie dopóki zdrowie pozwoli a potem nie wiem, zebrania o kromkę chleba? Jaki problem wiec? Otóż wg męża „działam na szkodę rodziny”, on by chciał NASZE (a wiec również moje) pieniądze odkładać na konto oszczędnościowe albo i mniej pracować (bo już się napracował i teraz by sobie odpoczął), ja tego nie ogarniam. Przeraża mnie mysl co będzie potem, jak mama będzie zbyt stara żeby pracować. Niby jesteśmy rodzina ale już moja mama to w jego oczach pasożyt który powinien brać się za ściere żeby mniec co do garnka włożyć, skoro w ciągu życia zle wybrała i usługiwała facetowi który ja w podzięce na stare lata kopnął w dupe. Zawsze współczułem takim starszym osobom, myslalam ze są samotne, nie maja rodziny bo jaka rodzina patrzyłaby na stara matke myjąca kibel jakiejś dziuni za minimalna stawkę, byleby oszczędności odpowiednio szybko rosły na koncie. Teraz nie wiem co robić, jak przekonać męża, pomocy drogie forum 😭😭😭