dariawerbowy
22.01.20, 16:04
Zauważyłam, że usunięty został temat o porównaniu ferm i ubojni do obozów przez pewną posłankę. Dziwne. Niemniej, odpowiem na niego.
Pozwólcie, że odniosę się tylko do treści, nie do posłanki. Słabo ją znam, wiem, że ma na swoim koncie niespójne wypowiedzi i to tyle. Ale do rzeczy. Po pierwsze w Polsce brakuje dobrej centrowej partii. To, że ktoś broni zwierząt, nie oznacza z automatu, że jest z lewicy. A teraz przejdźmy do grafik - są one od dawna znane, głównie weganom, ale nie tylko, nie jest to nowy temat. W bardzo bolesny dla ofiar i ich rodzin i nieprzemyślany sposób używają symboliki obozowej, natomiast porównanie sytuacji zwierząt hodowlanych do więzienia w obozie jest również od dawna znane, dyskutowane, a co najgorsze - trafne. Żeby zrozumieć temat, czasem trzeba oglądnąć kilka filmów, np. Earthlings (Ziemianie), poczytać książki np. Mięso, poszukać relacji osób pracujących w ubojniach. I wtedy widzi się ogrom podobieństw, co jest nie do odzobaczenia i potrafi załamać. To, co się ciągle przewija, to strach, panika, bicie, maltretowanie, świadomość śmierci innych i świadomość własnej śmierci w najbliższej przyszłości, krzyki, płacz (jęki jeśli ktoś woli), katowanie, znakowanie etc. Nie wiem, czy nadal paszą bywa mączka kostna, natomiast na pewno wiem, że kurczęta płci męskiej mieli się żywcem. Po prostu jadą na taśmie w kierunku maszyny do mielenia. Tego wszystkiego jest multum. Znam z pierwszej ręki zarówno relacje osób mieszkających obok ubojni (które opowiadają o okropnych odgłosach, przypominających płacz), jak i pracowników - ci z kolei często mówią, że musieli odejść, bo wysiadała im psychika, znali również takich, którzy się nad zwierzętami znęcali, katowali. Nie raz na jakiś czas, tylko codziennie. Temat jest mocny, nie sposób go tu rozwinąć.