Kolejny weekend, kolejne utonięcia.
Ten spędzałam nad jeziorem i uważam za cud, że nikt się nie utopił.
Łodzie, rowery - stare, pordzewiałe, rozpadające się dziadostwo. Nikt nie kontroluje ani nie monitoruje stanu tych urządzeń, które wizualnie ale i technicznie pamiętają komunę.
na głęboką wodę wypływają różnej maści dmuchane lody, arbuzy, pseudomateracyki i oczywiście wielkie flamingi, które absolutnie nie stanowią żadnego zabezpieczenia jesli się z nich spadnie a prądy występują nawet na jeziorach i potrafią mocno zwiać na środek albo kogoś na tym czymś - albo sam materacyk kiedy akurat użytkownik wskoczy na chwilę do wody. o tych dmuchanych rekinach czy krokodylach czy innych delfinach to już nawet nie mówię bo sa dodatkowo bardzo niestabilne. I jeszcze jednen szczegół - materac styka się na całej długości z wodą - taki delfin - dziobem i ogonem, dlatego, że bez obciążenia przyjmuje pozycję która niemal nie ma styczności z podłożem. Wystarczy leciutki podmuch - i leci po wodzie nawet w bezwietrzny dzień na odległość kilku metrów i nie sposób go dogonić.
mężczyźni - wielokrotnie są albo na kacu/ albo kacu i z klinem (czują się dobrze ale sa osłabieni) albo zwyczajnie pijani.
kilku z nich wczoraj właśnie miało chellenge pt przepłyńmy na drugą stronę jeziora ( zbiornik miał na pewno lekko 2 km długości, co oznacza, że muszą przepłynąć równowartość 40 długości basenu) dobrze że ich nieco trzeźwwiejsze dziewczyny wybiły im ten pomysł z głowy.
nastolatki ( wczesne ) wypływają za głęboko lub grają w piłkę po którą płyną tam gdzie już nie ma gruntu. dochodza wygłupy w wodzie które mogą się skończyć tragedią.
i dzieci.
dzieci są pozostawiane bez opieki. Obok mnie wczoraj nie było godziny żebym nie stała koło jakiegoś dziecka które nie miało ani 5 lat ani żadnych zabezpieczeń. Po szyję w wodzie. Gdyby poszły krok dalej zakryłoby je kompletnie, bo jezioro miało uskoki gdzie każdy krok to było -30cm. Plaża nie była strzeżona więc mój wypoczynek polegał na pilnowaniu własnych i cudzych dzieci bo nie wybaczyłabym sobie do końća życia gdyby się któryś utopił. Zwracanie uwagi rodzicom nie ma sensu. Jedno stwierdzili, że ich Jaś wie, że ma dalej nie wchodzić, natomiast rodzice 5 letniej dziewczynki stwierdzili że się czepiam, bo dziecka pilnuje siostra ( a siostra miała na oko z 7-8 lat)
I to było jezioro, z ciepłą wodą, bez fal i wiatru.
A teraz zmieńmy to na rzekę z prądem i zimną woda
lub morze - z falami, prądami wstecznym i też niewiele cieplejszą wodą.
na koniec dnia kilkukrotnie cofałam z wody 4 latka, który kąpał się bez opieki. widziałam gdzie jest jego matka. jej pilnowanie dziecka polegało na tym, zerkała średnio co 10 minut czy młody jest ponieważ leżała tyłem do jeziora, dodatkowo dziecko było od niej o jakieś 30-40 m w prawo a na plaży tłum. No i młody po pewnym czasie uznał że już nie chce się kąpać i poszedł w zupełnie przeciwnym kierunku plaży bo zauważył jakieś dmuchańce. Złapałam go i kazałam usiąść na brzegu tylko bliżej plaży i poczekać aż mama przyjdzie. Miałam pomysł by po nią pójść - ale ponieważ mały zajął się grzebaniem w piachu celowo obserwowałam co zrobi matka i minęło dobre 5 minut zanim zaczęła go szukać - najpierw wzrokiem - dopiero po kilku minutach wstała. Przyznam, że z premedytacją odczekałam jeszcze parę minut obserwując jak gorączkowo szukała go w wodzie zanim przyprowadziłam jej dziecko, które gdyby nie moja interwencja poszłoby w cholerę i nikt by nie wiedział czy szukać go na lądzie czy w wodzie. Może to było niefajne - ale stwierdziałam, że jeśli wyobraźnia przed jej nie działa - to może jak w jej mózgu zrodzi się realna myśl, że dzieciak potencjalnie mógł się utopić, to wreszcie zacznie go pilnować i zajmie się jak należy.
Ale zawiodę was. Madka roku nie miała sobie nic do zarzucenia i jeszcze opierdzieliła syna, że miał się bawić w wodzie, a nie na lądzie. Więc kolejne dwie godziny patrzałam również na niego, a kto będzie patrzeć w najbliższy weekend nie wiem. Oby ktoś się znalazł.
Także weekend bez tragedii - ale o krok od kilkunastu.