Syn 10 lat, zakolegowal sie ostatnio się z chłopcem z klasy cos a'la dziewczyna przeszkadzajaca na lekcji z watku obok.
Siedziec im razem zabronilam kategorycznie bo tamten gada, przeszkadza rozprasza a mojemu do rozproszenia wiele nie trzeba.
Powiedzislam ze na przerwach etc niech sie bawią do woli, na pkastyce,technice niech siedza ale nie na kluczowych przedmiotach.
Na szczescie nauczyciele rozwiazali ten prkblem samj bo zakazali siedzenia raz z jednym raz z innym , naja suedziec z 1 osoba...dodam ze kazda kekcja w inneh klasie.
Ale wtacajac do kolegi

Chlopak zaczal po szkole przychodzić do nas oczywiscie bez zapowiedzi,,,syn mowi ze nie da sie mu tego wyperswadowac bo tamten twierdzi ze uprosi mnie i ja sie zgodze na wizytę.
Byl kilka razy i podsłuchalam jego rozmowe z matką i gówniarz kłamie ze np jest na przystanku, uciekł mu autobus, pani przedłużyła lekcje. Powiedzialam mu ze nie może oklamywac rodzicow i oni muszą wiedzieć gdzie jest.
Syn go bardzo lubi i oczywjscie pasuje mu taki nadskakujący kumpel. Dzwonic do jego rodziców z info ze bywa u nas bez ich wiedzy? Wtedy syn wyjdzie na skarzypyte...