trampki-w-kwiatki
23.03.21, 10:08
Temat z pozoru banalny, ale no, nie wiem jak to ugryźć. Ja wiem, przy dzieciach się nie powinno absolutnie, za żadne skarby i w ogóle tylko piękna polszczyzna oraz cytaty z Kochanowskiego. Wszystko to wiem i staram się jak tylko mogę. Codzienna mowa wychodzi mi gładko. Niestety, przyzwyczajenia mam fatalne, w pracy klnie się u nas jak diabli, bo terminy, porąbani klienci, sprawy lubią się walić nagle i zmieniać bieg wydarzeń i tą soczystą urwą przynosimy sobie ulgę. Do rzeczy. Zdarza mi się odbierać służbowe telefony, które podnoszą mi ciśnienie pod sufit, albo wkurzyć się okrutnie za kierownicą, gdy mi jakiś dziad zajedzie drogę na samym środku skrzyżowania. I wtedy wyrywa mi się jakieś mięsiste słowo, nie potrafię tego powstrzymać. Zdarzyło mi się też urwą rzucić, gdy dziecko rozpaliło moje nerwy do czerwoności (czterolatki potrafią, zwłaszcza gdy człowiek się spieszy). W domu tego po mnie nie powtarzała, choć jak usłyszała jak babcia mówi "dupa" to tę dupę potem śpiewała przez kilka dni non stop, tak ją to emocjonowało. Aż tu nagle dowiaduję się od jej kuzynki, że gdzieś tam potajemnie, podczas zabawy, moje dziecko rzuca sobie tą nieszczęsną "urwą" (może raz, a może i więcej razy, kto wie). Rzecz trafiła do uszu mojej matki, która natychmiast uznała, że dziecko w patologii wychowuję.
A jak wy sobie radzicie z tym problemem? Udaje Wam się powstrzymać język w każdej sytuacji? Wasze dzieci są świadkami słabości Waszego języka?