Dla mnie to użeranie się z kurierem, a potem długo, długo nic.
Dzisiaj na dworze piękna pogoda, spaceruję z dzieckiem w parku, a tu nagle mąż uszcześliwił mnie informacją, że kurier z bardzo ważnym dokumentem (umowa o pracę) będzie między 11 a 17. Wróciłam w te pędy do domu i czekam. Dzień w plecy, bo pewnie przyjedzie przed 17.
Tu apel i prośba do haerówek - wysyłajcie umowy pocztą polską, błagam! Z dwojga złego lepiej postać chwilę na poczcie, niż kiblować w środku dnia 6 godzin w domu czekając na kuriera.
Co waszym zdaniem przebija kuriera? Rozlana butelka oleju na podłodze? Kocie siki w łóżku? Psia kupa w bucie dziecka? Poczytam dla zabicia czasu.