k1234561
26.01.22, 20:37
Tuz przed Świętami zdałam sobie sprawę ,że zachowanie męża jak i całokształt naszego związku dopchnęły mnie do ściany.Stwierdziłam ,że już mam dosyć , dalej nie dam rady tkwić w tym chorym układzie.Muszę od niego odejść.Nałożyło się tak wiele rzeczy, że ja już po prostu nie daję rady.Rozmowy na argumenty i prośby na nic się zdają.Generalnie można by to spłycić do stwierdzenia , że zakochałam się i wychodziłam za mąż za zupełnie innego człowieka.Biznes , duże pieniądze , przeogromna pewność siebie i przekonanie o swej niesamowitości , władczość i umiejętność podporządkowania sobie innych ze względu na pieniądze , sprawiły , że mój dotąd kochany mąż stał się zupełnie innym człowiekiem.Natomiast moje życie sprowadził do robienia wszystkiego czego on zapragnie i na każde skinienie.Miałam być żoną idealną.Moje potrzeby i marzenia ma od kilkunastu dobrych lat w nosie.Oczywiście pod względem materialnym nic mi nie brakuje , ale nawet złota klatka może uwierać i na zawsze pozostanie klatką czyli rodzajem więzienia.....Generalnie mogę mu tylko przytakiwać,ponieważ to on decyduje o wszystkim.Wszelki sprzeciw z mojej strony , wyrażenie zdania innego niż ma on doprowadza go do furii , kłótni i na koniec obrazy majestatu pana męża oraz mega focha.
Dzięki Bogu mam swoją pracę i działalność.Mam wspierających rodziców i wspierającą mnie córkę (studentka)
Przygotowuję się do odejścia.On jeszcze o niczym nie wie.Na początek szykuję sobie lokum.Na dniach będę podpisywać umowę kredytową na zakup mieszkania( wiem , że wybrałam sobie fatalny okres) oraz umowę kupna mieszkania (cóż trafiło się ładne w dobrej cenie , taniej już tu w naszym regionie nie będzie). Mieszkanie śliczne ,w stanie deweloperskim , więc jeszcze czeka mnie inwestycja w urządzenie go.
Kredyt mam na 20 lat.Obliczyłam wszystko - dam sobie radę , będę powoli spłacać kredyt i urządzać mieszkanie również powoli, ponieważ nie stać mnie , aby wszystko ogarnąć w jednym roku. I tu pojawia się problem.Tak sobie liczę , że wyposażanie tego mieszkania zajmie mi ok.2-3 lata. Jak wytrzymać w tym czasie w domu i nie zwariować i nie stworzyć sobie nawzajem piekła na ziemi? Może ktoś miał taką sytuację i może mnie podnieść nieco na duchu.Nie ukrywam , że ciężko mi teraz jak diabli pod każdym względem.