Dodaj do ulubionych

To jak z tą pomocą?

21.06.22, 12:52
Na fali wątku, a właściwie wielu wątków o dziadkach i pomocy,
bo te najczęściej się pojawiają. Ale temat jest przecież szerszy. Nie ma obowiązku pomagać, to już jasne i ustalone. Czy jednak jeśli już to robimy, to pomoc polega na tym, żeby narzucać korzystającemu z niej swoje wizje? Przecież to jest wykorzystywanie faktu, że ktoś jest w potrzebie. Po co, żeby pokazać władzę?
Jeśli chcę komuś pomóc, to pytam, jak, czego potrzebuje. I jeśli mnie przerasta zastosowanie się do tego, co usłyszę, to się nie podejmuję. Wydaje się, że to całkiem proste...
Obserwuj wątek
    • gajmal Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 12:59
      Tylko widzisz po przeczytaniu tych pozostałych wątków można stwierdzić jedno - niektóre emamy chcą, żeby im udzielano pomocy wyłącznie na ich zasadach oraz, że one udzielają pomocy (aczkolwiek bardzo niechętnie...) też tylko i wyłącznie na swoich zasadach.....
      A wzajemny szacunek, kompromis, szanowanie nawzajem swoich potrzeb i przyzwyczajeń nie istnieje.
      Smutne to.
      • madzioreck Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:20
        gajmal napisała:

        > Tylko widzisz po przeczytaniu tych pozostałych wątków można stwierdzić jedno -
        > niektóre emamy chcą, żeby im udzielano pomocy wyłącznie na ich zasadach

        No ale co w tym złego? Potrzebuję a i b, a ktoś do tego na siłę wciska c i d, albo olewa to, czego potrzebuję.
        Przykład - idę pomóc koleżance, z małym dzieckiem, która się pochorowała. Pytam, czego potrzebuje i robię go. Wieszam pranie, albo gotuję komuś obiad (i niekoniecznie akurat to, czego ona nie cierpi, bo ha, mogę, więc czemu nie) albo zabieram młode na spacer, żeby mogła odetchnąć.

        oraz, ż
        > e one udzielają pomocy (aczkolwiek bardzo niechętnie...) też tylko i wyłącznie
        > na swoich zasadach.....

        No i? Tylko trzeba o tym mówić, a nie wpuszczać jednym uchem, a drugim wypuszczać i robić po swojemu. Wtedy korzystający z pomocy ma wybór. Ja np. nie będę pasła królika chlebem, a świnki morskiej ziarnem, bo to się może źle skończyć. Jeśli ktoś tego nie akceptuje, szuka innego opiekuna, bo ja nie będę ryzykować, że prosię u mnie zejdzie z powodu ziarna wbitego w jelito.

        > A wzajemny szacunek, kompromis, szanowanie nawzajem swoich potrzeb i przyzwycza
        > jeń nie istnieje.
        > Smutne to.

        Jaki, urwa, kompromis? Prosi ktoś, żebyś nie dawała jego dziecku słodyczy, albo dała 1 batonik, a Ty dajesz 3 i do tego lody, tak, wtedy to jest smutne.
        • runny.babbit Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:23
          madzioreck napisała:

          >
          > Jaki, urwa, kompromis? Prosi ktoś, żebyś nie dawała jego dziecku słodyczy, albo
          > dała 1 batonik, a Ty dajesz 3 i do tego lody, tak, wtedy to jest smutne.
          Jaki kraj, taki kompromis. Już jeden, aborcyjny, przecież mieliśmy...
    • aqua48 Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:03
      madzioreck napisała:

      > Jeśli chcę komuś pomóc, to pytam, jak, czego potrzebuje. I jeśli mnie przerasta
      > zastosowanie się do tego, co usłyszę, to się nie podejmuję. Wydaje się, że to
      > całkiem proste...

      Bo to JEST proste. Ja jestem babcią. Dzieci do mnie dzwonią i pytają czy możesz przyjść wtedy i wtedy na tyle i tyle, zrobić to i to. Jeśli mogę to mówię że tak, jeśli nie bo mam coś innego ważnego zaplanowane to odpowiadam, że nie dam rady albo próbuję znaleźć wyjście satysfakcjonujące obie strony..Ważne jest żeby ROZMAWIAĆ i szanować się nawzajem.
      Jeśli jest taka potrzeba to podaję wyznaczone leki, robię inhalacje, a jak rodzice wracają do domu, to zdaję relację co dzieci zjadły, a czego nie, czy spały czy nie i co robiłyśmy razem. Wydaje mi się że to norma.
      • gajmal Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:09
        Tak powinno być. Ale Ty nauczyłaś swoje dzieci (poprzez własny przykład) prosić, słuchać, szukać kompromisów . Dlatego to tak działa.
        Fajnie mieć taką babcię pod ręką big_grin.
        • aqua48 Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:16
          Wiesz, ja po prostu nie miałam takiej pomocy (moja Mama była mocno schorowana i pomagała tylko wówczas gdy miała siły i dobry dzień co niekoniecznie pokrywało się z naszymi potrzebami) teściowie byli mocno zaabsorbowani sobą i swoimi sprawami, na dodatek teściowa nie lubi małych dzieci i na ich pomoc prawie zupełnie nie można było liczyć, więc po pierwsze - wiem jak bywa ciężko, a po drugie ja moje wnuczki zwyczajnie bardzo kocham i kocham też moje wszystkie dzieci, bo trafiły mi się fantastyczne synowe, które traktuję jak córki.
      • extereso Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:11
        U mnie też tak właśnie było. Zostawiałam dzieci ufając w zdrowy rozsądek dziadków, ale z zaleceniami, leki takie, nie dawaj nabiału, proszę, jakby co- dzwon. Dostawałam szczęśliwe dzieci i sprawozdanie co i jak. Dziadkowie ( teściowie) dawali więcej słodyczy, ale czas organizowali rewelacyjnie. Mąż wprowadził ograniczenie słodyczy, ale dzieci mogły więcej niż w domu. Stwierdziliśmy, że raz na dwa tygodnie, średnio tak często dziecko spędzało kilka godzin u dziadków, dziury w niebie nie będzie. Natomiast jak już o coś poprosiliśmy, to trzymali się. Moi rodzice tak samo, tylko bez słodyczy, bo mama prowadzi kuchnię zdrowsza niż ja.
    • leni6 Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:09
      A co to znaczy "narzucać swoje wizje" i kto je komu narzuca ? Jak ktoś przyjmuje wnuki czy dzieci sąsiadki to zwykle nie robi nic na złość rodzicom, tylko zgodnie ze swoja "wizja" zajmowania się dziećmi, "wizji" rodziców tych dzieci może nawet nie znać. Mnie dziwi takie oburzenie na zabieranie dzieci do kościoła, jestem niewierząca, ale jakbym zawiozła dzieci w niedzielę do dziadków, którzy zawsze wtedy chodzą do kościoła, to bym nie oczekiwała, że zmienią swoje plany z tego powodu.
      • arthwen Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:23
        A ja oczekiwałabym, że i owszem, mają jakiś plan zapewnienia opieki na ten czas kiedy będą w kościele, skoro zapraszają akurat na niedzielę, a wiedzą, że dziecko jest nieochrzczone i trzyma się samo od kościoła z daleka.
        No ok, mój już na tyle duży, że zwyczajnie zostałby sam w tym czasie, ale zakładając, że dziecko młodsze i jeszcze samo nie zostaje.
        • 3-mamuska Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 22:22
          arthwen napisał(a):

          > A ja oczekiwałabym, że i owszem, mają jakiś plan zapewnienia opieki na ten czas
          > kiedy będą w kościele, skoro zapraszają akurat na niedzielę, a wiedzą, że dzie
          > cko jest nieochrzczone i trzyma się samo od kościoła z daleka.
          > No ok, mój już na tyle duży, że zwyczajnie zostałby sam w tym czasie, ale zakła
          > dając, że dziecko młodsze i jeszcze samo nie zostaje.


          A dlaczego skoro im narzucasz obecność dzieci bo chcesz iść na wakacje zostawisz za darmo i jeszcze oczekujesz znajda opiekę na ten czas? Można maja komuś zapalić żebyś ty miała darmowa opiekę i trzymała dzieci z dała od kościoła?
          Skoro oni chodzą od 30 lat do kościoła trzymają się mocno kościoła to czemu twoje trzymanie z dała jest ważniejsze?
          Skoro wiesz ze chodzą do kościoła co niedziele to szukasz sobie innej opieki skoro ich cię nie zadowala.
          • arthwen Re: To jak z tą pomocą? 22.06.22, 18:44
            Gwoli ścisłości, to ja nigdy nie zostawiłam dziecka dziadkom na dłużej niż parę godzin, a i to tylko wtedy jak sami proponowali tongue_out
            I tak, jeśli ta opieka miałaby być nieodpowiednia (i sprowadzać się do ciągnia dziecka po kościołach) to oczywiście, że bym szukała innej opieki albo zrezygnowała całkiem z pomysłu.
            • 3-mamuska Re: To jak z tą pomocą? 22.06.22, 20:19
              arthwen napisał(a):

              > Gwoli ścisłości, to ja nigdy nie zostawiłam dziecka dziadkom na dłużej niż parę
              > godzin, a i to tylko wtedy jak sami proponowali tongue_out
              > I tak, jeśli ta opieka miałaby być nieodpowiednia (i sprowadzać się do ciągnia
              > dziecka po kościołach) to oczywiście, że bym szukała innej opieki albo zrezygno
              > wała całkiem z pomysłu.



              Bo i dobrze. Bo-Jak chce mieć opieka taką jaką sobie wymyślisz płacisz wymagasz. Jak bierzesz darmowych dziadków idziesz na ustępstwa.
              Dziecko ma bym w normalny niepatologicznym środowisku (alkohol/narkotyki/przedawkowanie leków) i dbającym o bezpieczeństwo i zdrowie.
              W kościele nie umrze najwyżej się wynudzi od 1/2 pobytów w kościele rocznie księdzem nie zostanie.
              • arthwen Re: To jak z tą pomocą? 22.06.22, 21:45
                Cóż, nie, jak chcę mieć opiekę jaką sobie wymyślę, to się dogaduję. Z rodziną również. Jak sie nie da dogadać, to wtedy masz opcję rezygnujesz z darmowej, płacisz i wymagasz (albo rezygnujesz z przekazania dziecka pod opiekę i tyle).
                Zwyczajnie otwierasz paszczę i ustalasz to na czym ci zależy, a druga strona mówi, czy się na to zgadza czy nie.

                Moje dziecko z babciami nie zostawało na dłużej nie dlatego, że się z nimi nie dało dogadać (tzn i owszem, pisałam tam niżej, z dziadkami nie zostawało, bo się nie dało, za to z babciami i owszem i wszystkie nasze zalecenia były realizowane w 100%) tylko głównie dlatego, że jak było małe, to i babcie, i dziadkowie pracowali.
      • madzioreck Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:27
        Chodzi o robienie dokładnie odwrotnie, niż ktoś prosi. Prosi aby nie podawać słodyczy, a pomagający ma to w zadzie. Mówi ktoś, żeby roczniakowi nie podawać grochówki, a babunia to olewa (teściowa mojej siostry). I w dodatku kłamie, że tylko łyżeczkę na spróbowanie, podczas gdy ja po przejęłam siostrzeńca z pieluchą pełną grochu i bolącym brzuchem. Takie wizje, bo ona wychowała syna i go nie otruła, a jakieś gówniary nie będą jej pouczać.
        • la_mujer75 Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:59
          O, tu leży sedno sprawy.

          Starszy miał 10 miesięcy, jak miałam pogrzeb w rodzinie mojego ojca. Poprosiłam teściową, aby zajęła się małym na te dwie godziny. Na stypę nie szłam.
          Pokazałam, co ma zjeść. To było starte jabłuszko, które sama przygotowałam wcześniej. Wiedziałam, że z głodu nie padnie podczas mojej nieobecności.
          I co zrobiła teściowa? Dała mu wlasne jabłko (nawet nie te, co leżały na tacy), ze skórą. Nie przyznała się.
          Następnego dnia mały dostał wysypki. Płakał. Jezu, ile ja sie nagłowiłam od czego! Dopiero potem patrzę, a na tacy leży jakies inne jabłko, z dziwnymi śladami. To były ślady po całych dwóch zębach, które wówczas syn posiadał smile
          I tak było zawsze!
          Mój Starszy może żreć, a nie jeść. Jak był młodszy, jadł do wymiotów. Nie miał czegos takiego, jak poczucie najedzenia.
          Pilnowaliśmy ile i co je. Nie chciałam, aby miał nadwagę.
          Byłam w szpitalu (miałam sepsę), mąz korzystał z pomocy swojej matki. I dopiero po kilku dniach zajarzył, że ona potrafiła 8 letniemu dziecku dac na kolację 6 wielkich kanapek! A dwie godziny wcześniej dzieciątko wrabało 4 gofry!
          I prosiliśmy, tłumaczyliśmy, że tak nie wolno, a ta swoje. Innych wnuków tak nie pasła, a reszta chuda i ruchliwa.
          Brała czasami wnuki do siebie. Brała, bo chciała (głównie chciała odciążyć drugą synową, nie mnie) W sumie wowczas kręciło się 4 dzieciaków u niej.
          Ona mieszka na I piętrze. I kuźwa, okna na pełną szerokośc otwierała, przytrzymując je krzesłami. Jak to zobaczyłam, to mało zawału nie dostałam. Prosiłam, aby tak nie robiła, to usłyszałam, że jestem przewrażliwiona... Zakazałam* chodzić dzieciom do babci, skoro babcia nie rozumiała, że to co, robi, jest totalnym idiotyzmem.
          Sporadycznie (jak już nie miałam wyjścia) korzystałam z pomocy teściowej.
          Bo ona z tych, że ona tak byla wychowywana, tak wychowywała swoich chłopaków**, a ja jakies nowomody wprowadzam!

          * szłam na górę, zamykałam te okna, robiąc je w pozycji uchylnej, zanim zeszłam do siebie, już słyszalam, jak ona nimi trzepie, aby je otworzyć na oścież!
          ** jej synowie mieli więcej szczęścia niż rozumu, że przeżyli dzieciństwo przy takiej opiece, którą ona im serwowała, a raczej braku opieki.
      • panna.nasturcja Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 17:07
        Narzucać swoje wizje to znaczy robić z dzieckiem to, czego rodzice wyraźnie sobie nie życzyli. Na przykład dawać mus łodydze, sadzać na cały dzień przed telewizorem, pozwalać grać na smartfonie, zostawiać na podwórku bez opieki, wozić samochodem bez fotelika ….
        Jak dziadkom to nie pasuje to powinni to jasno powiedzieć.
        A często potakują rodzicom a potem robią swoje i to jest niedopuszczalne.
    • tt-tka Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:11
      Coz, u nas zawsze byla regula "moj kram, moje zasady" - jezeli babcia byla proszona o przyjscie i zajecie sie wnukiem w domu dziecka i jego rodzicow lub sama to proponowala, stosowala sie do zwyczajow domu.
      Jesli babcia byla proszona o wziecie wnuka do siebie/sama to proponowala, jasne bylo, ze bedzie tak, jak jest u niej.
      Z tym ze problemow zdrowotnych ani przemocowych nie bylo, po prostu cokolwiek odmienne swiaty. Dalo sie.
    • triss_merigold6 Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 13:23
      Równowaga i adekwatnie do możliwości.
      Teściowa nie mogła odbierać młodszej ze żłobka, bo miałaby problem z wózkiem, za to czasem mój partner ją przywoził i zostawała z małą, dawała nam też dary spożywcze.
      Mój partner robi jej cięższe zakupy i zabiera na spacer, bo sama już nie wychodzi z domu, ale może to robić w sobotę, a nie w środku tygodnia. Czyli pomaga regularnie, ale nie na gwizdek.
    • te_de_ka Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 14:12
      No to taka pomoc: dziadkowie chętni do pomocy, deklarują, że w razie potrzeby zaopiekują się wnukami. Rodzice muszą wyjechać, dziadkowie zadowoleni, że wreszcie będą mogli pomóc, przychodzą do wnuków na dwa dni celem zaopiekowania się nimi, żeby nie zatrudniać opiekunki i żeby dzieci nie musiały podrózowac z rodzicami. No i w ramach tej opieki dziadkowie zapraszają znajomych na spontanicznego grilla. Dorośli mają fajną domóweczkę, przy okazji dzieci cichaczem częstuja się frykasami z dodatkiem alkoholu i biegają godzinami w pełnym slońcu, bo nikt nie pomyslał o ochronie przeciwsłonecznej w ferworze przygotowań do wieczornego grilla. Po przyjeździe rodziców dziadkowie wkurzeni, że dzieci pomyliły likier z soczkiem i nieco się podtruły a po drugie głupie dzieciska nie pomyślały, żeby nasmarować sie olejkiem z filtrem i poparzyły sobie wystawione na słońce części ciała. Rodzice bywali już z wnukami na takich grill-party u dziadków tyle, że wtedy pilnowali dzieci, żeby nie częstowały się wszystkim jak leci ze stołu biesiadnego i chronili je przed słońcem w upalne dni. Dziadkowie przyzwyczajeni, że dzieci zawsze biegają luzem koło domu i jedzą co chcą, po prostu zaopiekowali się nimi na swoich zasadach. Znajomi, którzy mi to opowiadali powiedzieli, że podziękowali dziadkom za zajęcie się wnukami bez słowa krytyki i już nigdy więcej nie oddali dzieci pod opiekę dziadkom zawsze chętnym do pomocy. No jednak to nie takie proste, że niby zawsze można się dogadać albo że przecież raz na ruski rok standardy opieki mogą się zmienić.
    • bi_scotti Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 14:13
      Wysylalam dzieci na wakacje do PL, do babc, dziadkow, innych chetnych i kochajacych relatives. Sure, podawalismy jakies basic info typu "nie przegrzewac - dzieci same decyduja, w co sie ubieraja - lepiej gdy zmarzna niz sie zgrzeja; nie namawiac do jedzenia - sa niejadkami, that's fine, z glodu nie umra" ale poza tym odpuszczalismy jakiekolwiek detailed instructions. Czasem nie bylo latwo, bo rozne nasze domowo-rodzinne "rules & regulations" wyraznie byly zawieszane na kolku na czas wakacji wink no ale przeciez to byl nasz wybor - moglismy dzieci do PL nie posylac! Gdy juz tam byly, opiekujacy sie nimi dorosli, robili to wedlug wlasnych zasad, creativity, wygody, mozliwosci ... I robili to z miloscia, radoscia, a dzieci odpalacaly im tym samym smile Nie da sie babci/dziadka "ustawic" pod siebie, moim zdaniem. Albo sie ufa i zaklada, ze w ogolnym rozrachunku dziecko zyskuje (nothing/nobody is perfect!), albo sie nie ufa i za opieke placi obcym ludziom, ktorych sie rozlicza jak pracownikow. Life.
    • tt-tka Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 14:52
      Tak jeszcze a propos prawatku - nie ma obowiazku pomagac, nie ma rowniez obowiazku korzystania z czyjejs pomocy. Jezeli stanowczo nam nie odpowiada to, co robia dziadkowie, nawet czysto subiektywnie, lub jesli obiektywnie opieka dziadkow dziecku szkodzi - to sie dziecka u dziadkow nie zostawia, po prostu.

      i rozkminy, co z ta Afryka we dwoje, gdy wiadomo, ze chore dziecko bedzie nieodpowiednio karmione i nie bedzie mialo podawanych zastrzykow to dla mnie kosmos. Jasne jest, ze w tej sytuacji jedzie sie z dziecmi/nie jedzie sie/szuka dla dziecka innej opieki, odpowiedniej dietetycznie i medycznie.
      • madzioreck Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 16:37
        tt-tka napisała:

        > Tak jeszcze a propos prawatku - nie ma obowiazku pomagac, nie ma rowniez obowia
        > zku korzystania z czyjejs pomocy. Jezeli stanowczo nam nie odpowiada to, co rob
        > ia dziadkowie, nawet czysto subiektywnie, lub jesli obiektywnie opieka dziadkow
        > dziecku szkodzi - to sie dziecka u dziadkow nie zostawia, po prostu.

        Jasne, ale ja pytam jakby od drugiej strony. Czy takt, że komuś pomagamy, upoważnia nas do tego, aby mu formę pomocy narzucać.

        > i rozkminy, co z ta Afryka we dwoje, gdy wiadomo, ze chore dziecko bedzie nieod
        > powiednio karmione i nie bedzie mialo podawanych zastrzykow to dla mnie kosmos.
        > Jasne jest, ze w tej sytuacji jedzie sie z dziecmi/nie jedzie sie/szuka dla dz
        > iecka innej opieki, odpowiedniej dietetycznie i medycznie.

        Do tego się w ogóle nie odnoszę, po prostu temat przewija się wielokrotnie.
    • iwoniaw Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 16:57
      Widzę to tak, że jeśli ktos prosi o pomoc, to proszony ma opcję odmowy albo wniesienia zastrzezeń (zostanę ci z dzieckiem - ale nie licz, że będziemy składać origami, mogę je posadzic przed tv i monitorować, by się nie zabiło, ugotuję ci obiad, ale tylko w wersji pomidorowa z ryżem - nie, nie ma opcji, że usmażę naleśniki, mogę ci przywieźć zakupy w środę rano - nie, czwartek nie wchodzi w grę itd), wtedy proszący o pomoc niech sam oceni, czy to dla niego pomoc i korzysta, czy jednak nie o to mu chodzi i podziękuje, szukając innych opcji.

      Nie jest natomiast ok, jesli ktoś prosi o coś konkretnego (czyli zabawianie dziecka przez x h w określony sposób, ugotowanie potrawy właśnie X, nie Y ani Z, przywiezienie czegoś w terminie A, nie B czy C), dostaje zapewnienie, że oczywiscie, pomagający tak wlasnie zrobi, po czym pomagajacy robi zupelnie inaczej, bo mu sie odwidziało/specjalnie oszukał proszącego, żeby mu udowodnić, że jego pomysly są durne, a on, pomagacz, ma lepsze.

      • panna.nasturcja Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 17:14
        Dokładnie tak.
        Jak proszę o pomoc to chciałbym dokładnie tego, o co proszę, ewentualnie niech pomagający powie, co może zaoferować a ja powiem czy pasuje czy nie.
        Ale zgoda na to, o co proszę, a zrobienie zupełnie czego innego wcale mi nie pomaga a często szkodzi.
    • panna.nasturcja Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 17:01
      Z pomocą w ogóle jest inaczej niż z pomocą dziadków przy wnukach. Ta ostatnia to bardzo często pokazanie władzy nad dorosłymi dziećmi oraz rywalizacja o uczucia maluchów (babcia dumna, ze wnusie kochają ją bardziej niż mamę), jedno i drugie jest chore.
      • madzioreck Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 17:56
        panna.nasturcja napisał(a):

        > Z pomocą w ogóle jest inaczej niż z pomocą dziadków przy wnukach.

        Pozornie. Ludzie często "wiedzą lepiej". I pewnie w zależności od tego, jak bardzo potrzebujący jest pod ścianą.
        • tt-tka Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 21:31
          Nie tylko wtedy... przykladowo, nie dajesz dziecku mies/mocno przetworzonej zywnosci i opiekunka (platna) to respektuje, ale jesli wpadnie babcia czy ciocia z paroweczka specjalnie dla dzieciny, masz jak w banku, ze dziecina te parowke zezre. A ty dowiesz sie o tym lub nie, lub nie od razu.
    • ladymercury Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 17:02
      Zgadzam się. I z drugiej strony, jeśli przyjmuje pomoc okazjonalna, darmowa i grzecznościowa, nie robię cyrku z nakazami i własną wizją. Jeśli chce egzekwować punkt po punkcie, wynajmuje nianie i płace za przestrzeganie zasad.
      Oczywiście nie mówimy tu o rzeczach bezdyskusyjnych typu opieka nad wodą czy podawanie leków.

      .
    • kamin Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 18:09
      Ja wychodzę z założenia, że egzekwuję sprawy ważne np. wożenie w foteliku.
      Ale karnią dziadkowie po swojemu. Wychdzę z założenia, że słodycze nie są trujące i okazjonalne spiżycie 3 deserów mi dzieci nie utuczy.
      Chociaż nieco mnie wkurza podawanie truskawek z cukrem smile
      • bi_scotti Re: To jak z tą pomocą? 21.06.22, 21:37
        kamin napisał(a):

        > Chociaż nieco mnie wkurza podawanie truskawek z cukrem smile

        Najcudowniejsze obiady w szkolnej stolowce: makaron (za moich czasow robiony recznie przez panie kucharki!) z truskawkami, smietana i .... duuuuuzo cukru big_grin The best ever, nawet lepszy od nalesnikow z serem na slodko w barze mlecznym wink
        BTW, osobiscie od lat jadam z maple syrup ale tez go przeciez nie zaluje tongue_out Cheers.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka