Dodaj do ulubionych

Problem małżeński.

24.06.22, 08:53
Cześć, nie jestem tu nowa, nick na potrzeby wątki, bo mężu wie że uwielbiam ematkę. Żaden ze mnie troll, siedzę z Wami od czasów szczotek do kibla w zmywarce.
Wczoraj dowiedziałam się, że mężowi zmarł dziadek. Mąż poinformował mnie o tym telefonicznie, bo byłam w trasie i dojeżdzałam do domu. Napisałam mu tylko, czy pogrzeb będzie w Polsce czy za granicą, gdzie dziadek mieszkał od wielu lat w jednym z sąsiednich państw. Dziesięć godzin jazdy autem w jedną stronę. Na co on mi, że jeszcze nic nie wiedzą. No i po paru godzinach docieram do domu, i mówię że teraz to wogóle nie wiadomo czy nie czeka nas wycieczka za granicę ( mysleli nad opcją sprowadzania ciała) a mąż na to ,,A, wogóle to ustaliliśmy (on, ojciec, siostra i jej mąż) że jedziemy w czwórkę, tylko tam i z powrotem". No i ja z kwaśną miną zapytałam, czemu ja nie jadę, chodzi o naszego syna (lat 13?) a on mi, że siostra tez swojej córki (lat 5) nie zabiera, bo wogole nie bedzie miejsca, ale jak tak bardzo chcę, to mogę jechać eh. Nie wiem jak z miejscem noclegowym, aczkolwiek jak dziadek był jeszcze zdrowy, to byliśmy zapraszani na ferie zimowe i wtedy miejsce było. Szwagierka ma auto siedmioosobowe. Obraziłam się i nic nie mówiłam, musiałam sobie to przetrawić, na co mąż jak gdyby nigdy nic chciał sie przytulać, ja nie miałam humoru wiec go odepchnęłam bo nie umiem udawać że tematu nie ma - a ten się też obraził i poszedł spać. Jest kwas.
Co robić, drogie bravo. Czy to ja mam rację, bo jestem jego żoną i słusznie czuję sie choćby pominięta w ustalaniu decyzji ( mnie się nawet nie chce koniecznie na ten pogrzeb jechać, syn ma chorobę lokomocyjną i podróż autem znosi źle, ale jakoś tak z automatu uznałam, że jedziemy, bo jak to tak. Znałam tego dziadka choć widziałam go trzy razy w ciągu ostatnich kilku lat, kontakt mieli rzadki.
Czy też nie mam racji i rzucam fochy zamiast wspierać męża - nie przeżywa jakoś ciężko, tak jak mówię, odkąd są dorośli kontakt mieli bardzo sporadyczny. Na pewno jest mu przykro, ale to typ wybitnie introwertywny i nie rozczulający sie nad sobą. A powiedzieć o decyzji powiedział.
Drogie Emamy, proszę o ocenę z boku.
Obserwuj wątek
      • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:05
        Nie chodzi mi o wycieczkę, bo to dla mnie nie wycieczka. Męczarnia raczej, tylogodzinna podróż autem. Raczej o to, że mnie nie zapytal czy chcę jechać czy nie. Stąd wątek, bo sie zastanawiam czy stroję fochy ;p
          • ajr27 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:01
            Wcale nie stroi. Ematka jak zwykle tylko w gębie mocna, a własnemu staremu to by kołki ciosała w zaciszu domowym.
            Oczywiście, że jest Ci przykro. Oczywiście, że zostałaś pominięta. Są faceci bez wyczucia taktu w podobnych sytuacjach, sama takiego mam, więc rozumiem doskonale. Wystarczyło poczekać na Twój powrót i zaproponować: Kochana, pomyślałem, że nie musisz jechać, ale jeśli Ci zależy, jedźmy razem.
            • shellyanna Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:21
              Szczerze bym się zdziwiła gdyby mój mąż oczekiwał ode mnie konsultacji z nim w sprawie pochówku mojej babci czy dziadka.
              I w druga stronę - pogrzeb jego dziadka załatwiał on i teściowa z babcia. Tez wyjazdowo. Ja zostałam w domu. Byłam tylko na pogrzebie.

              To jest trudny czas i pewnie chcą to ogarnąć wg pomysłu siostry i ojca.
              Ten mąż siostry pewnie jedzie, bo jest kierowca.
              • ajr27 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 13:43
                Nie widzę z opisu, żeby strzelała focha. Zrobiło jej się przykro i słusznie. W zdrowym związku im bardziej przykra sytuacja tym bardziej więź powinna być zacieśniania, a nie rozluźniana. Miała prawo się zdziwić, że postawił ją przed faktem dokonanym, zamiast chociażby stworzyć pozory, że decyzja jest wspólna.
                • krypteia Re: Problem małżeński. 24.06.22, 13:51
                  ajr27 napisała:

                  > Nie widzę z opisu, żeby strzelała focha.

                  Przeczytaj jeszcze raz pierwszy autorki powoli i ze zrozumieniem.

                  "Obraziłam się i nic nie mówiłam, musiałam sobie to przetrawić, na co mąż jak gdyby nigdy nic chciał sie przytulać, ja nie miałam humoru wiec go odepchnęłam bo nie umiem udawać że tematu nie ma - a ten się też obraził i poszedł spać. Jest kwas."
                  • ajr27 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 15:58
                    Dobra, napisała. Ponosi mnie w jej obronie, bo drażni ta maniera na forum, że każde zwierzenia w stylu " problem z mężem" natyka się na tak potężny hejt kobiet na kobietę. Za fochy, za wyolbrzymianie, za roszczeniowość. Gdzie nasze siostrzaństwo?
                      • ajr27 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 16:23
                        Każda słyszy, że ją poniosło i księżniczkuje, gdy zwierzy się, że zrobiło jej się przykro na zachowanie partnera. Archetypiczna ematka w sytuacji zgonu kogoś z rodziny odbywa z partnerem następujący dialog:
                        - Elo, dziadek umarł
                        - A, to szkoda. Jedziesz z siostrą?
                        - Tak. Ty nie musisz
                        - A to spoko, nara.
                        • panna.nasturcja Re: Problem małżeński. 24.06.22, 17:13
                          No nie wiem. Mój teść zmarł kilka tygodni temu. Od początku do końca wszystkie formalności o sprawy związane z pogrzebem załatwialiśmy z mężem razem, nawet ubranie do trumny kupowaliśmy wspólnie.
                          Nie wyobrażam sobie zostawienia męża z tym samego.
                          A i dla niego jest oczywiste, ze jego problem to jest nasz problem.
                          • tt-tka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 17:27
                            Tu mowa nie o tesciu, tylko o ojcu tescia. Pogrzebem zasadniczo zajmuje sie syn, nie wnuki, ma sie z kim podzielic tym zajeciem i niekoniecznie jest to synowa, skoro egzystuja syn i corka.
                        • 3-mamuska Re: Problem małżeński. 25.06.22, 14:25
                          ajr27 napisała:

                          > Każda słyszy, że ją poniosło i księżniczkuje, gdy zwierzy się, że zrobiło jej s
                          > ię przykro na zachowanie partnera. Archetypiczna ematka w sytuacji zgonu kogoś
                          > z rodziny odbywa z partnerem następujący dialog:
                          > - Elo, dziadek umarł
                          > - A, to szkoda. Jedziesz z siostrą?
                          > - Tak. Ty nie musisz
                          > - A to spoko, nara.

                          Wiesz rozmowa o śmierci była przez telefon.
                          Zanim dojechała to członkowie najbliższej rodziny zadecydowali o charakterze wyjazdu.
                          Czyli jadą 2 kierowców 10 godzin pogrzeb i powrót kolejne 10 godzin bez zbędnych przystanków być może bez noclegu. Na szybko na biegu „odbębnić” przykry obowiązek obecności.
                          Możliwe ze gdyby nie potrzeba zmiany kierowcy nie jechałby również szwagier. Gdyby prawo jazdy miał jej maz to zapewne pojechałby we 3.

                          Mąż wie ze ich dziecko jest problematyczne w podróży, gdzie 20 godzin w aucie w krótkim czasu to koszmar wiec widząc jaki charakter podróży/wyjazdu przyjęli tam i z powrotem wiedział ze syn nie jedzie pojawi się problem opieki and dzieckiem ,no wybór osoby która jedzie był łatwy, bo to jego rodzina nie jej.
                          Może przekazał trochę w niezbyt empatyczny sposób. Ale smierć dziadka może tu być okolicznością łagodząca.
                          Skoro autorka nie ma więzi ze zmarłym nie chce jechać. Razi ja tylko decyzja męża poza jej plecami.
                          To powinna mu powiedzieć raz : kochanie wiesz mogłeś się chociaż spytać czy chce jechać a nie decydować za mnie, dwa :docenić ze maz widząc o problemach z synem znając żonę wiedział ze nie będzie chciała zostawić dziecka. Czyli myśli o własnej rodzinie.
                        • mashcaron Re: Problem małżeński. 24.06.22, 18:12
                          A jeżeli ja nie rozumiem problemu, do tego uważam zachowanie autorki za nielogiczne a nawet nieco chamskie w stosunku do męża ( odepchnięcie przy próbie przytulenia) to powinnam udawać że rozumiem i głaskać, żeby być "siostrzana" ?
                        • tt-tka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 18:13
                          To jest problem z gatunku "z dudy go sobie wygrzebie, zeby kogos nim obarczyc"
                          mowi sie "tez chce jechac i handluj z tym mezu" albo "ok, nie jade" albo "kto z nich, do cholery, wymyslil, ze postanawiacie beze mnie, bo ciebie, kochany, o to nie podejrzewam" albo "jak mogles zgodzic sie bez pytania mnie o zdanie". Ale z kims, kto sie focha, rozmawiac nie warto.
                    • iuscogens Re: Problem małżeński. 25.06.22, 13:17
                      ajr27 napisała:

                      > Dobra, napisała. Ponosi mnie w jej obronie, bo drażni ta maniera na forum, że k
                      > ażde zwierzenia w stylu " problem z mężem" natyka się na tak potężny hejt kobie
                      > t na kobietę. Za fochy, za wyolbrzymianie, za roszczeniowość. Gdzie nasze siost
                      > rzaństwo?


                      Może siostrzenstwo polega na zrozumieniu szwagierki, która niekoniecznie chciała robić za szofera obrażalskiej pani i dziecka z choroba lokomocyjna jadąc na pogrzeb SWOJEGO dziadka???
                    • jednoraz0w0 Re: Problem małżeński. 26.06.22, 15:39
                      Ale jaki hejt na kobietę? Laska sama pyta czy jej reakcja jest OK. No to wyobraź sobie, ze tobie zmarł dziadek, ty nie masz fury, rodzeństwo cię bierze samochodem na pogrzeb, a ciebie mąż odpycha z obrazą bo nie stworzyłaś pozorów propozycji żeby z nimi pojechać. Przecież to jest pojebane myślenie, niezależnie od płci.
                  • 3-mamuska Re: Problem małżeński. 26.06.22, 18:28
                    jednoraz0w0 napisał(a):

                    > > W zdrowym związku
                    >
                    > …..
                    >
                    > > stworzyć pozory, że decyzja jest wspólna.
                    >
                    > E?

                    Ta pozory, miał z niej zrobić głupka aby jej się wydawało ze podjęła decyzje sama. Miał być manipulatorem tak aby ona się nie kapnęła paradne….
        • jdylag75 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:14
          Jeżu, skoro nie o wyjazd chodzi tylko o współdecydowanie to powiedz mu: złoszczę się/przykro mi, bo jako małżonka nie brałam udziału w ustaleniach, tym bardziej, że maż siostry z identycznym stopnie nie-porewieństwa brał udział. Chcę w takich sytuacjach współdecydować. Wtedy on powie, ze nie pomyślał, Ty zrobisz minę, on Cię przeprosi i on pojedzie jak planował a Ty nie pojedziesz - jak planowałaś.
        • evolventa Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:23
          Nie stroisz. Też bym się wkurzyła, gdyby za moimi plecami zdecydowano rodzinnie, że mam nie jechać. Co to ma być? To, czy uczestniczysz w jakiś uroczystościach rodzinnych czy też nie, to powinien być Twój wybór, a nie arbitralna decyzja kogoś tam. Owszem mogli Cię poprosić, żebyś nie jechała, ale nie tak, że decydują bez pytania Ciebie.
          • m_incubo Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:32
            Chyba żartujesz?
            Postąpiłabym dokładnie tak samo, jak ten mąż, informując go po prostu o ustaleniach, on by zrobił tak samo i nikt nie miałby focha o nic.
            Może jeszcze dziadek powinien z autorką ustalić datę swojej śmierci, żeby nie czuła się pominięta?
            • evolventa Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:45
              Nie. Ale może ona po prostu była jakoś tam związana emocjonalnie z tym dziadkiem i chciałaby być na pogrzebie? O ile mi wiadomo, uczestniczenie w takiej imprezie jest dobrowolne, a nie, że ktoś decyduje: "Ty możesz być, a ty nie"
              • tt-tka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:54
                evolventa napisała:

                > Nie. Ale może ona po prostu była jakoś tam związana emocjonalnie z tym dziadkie
                > m i chciałaby być na pogrzebie?

                nie wynika z wpisow, zeby byla ani ze chce jechac
                obraza tylko o to, ze ustalano nie z nia i ze szwagier jedzie

                >O ile mi wiadomo, uczestniczenie w takiej impre
                > zie jest dobrowolne, a nie, że ktoś decyduje: "Ty możesz być, a ty nie"
                >

                Jak najbardziej decyduje najblizsza rodzina. Moga chciec zegnac zmarlego tylko we wlasnym gronie, mogl tesc (syn zmarlego dziadka) uznac, ze woli byc tylko z wlasnymi dziecmi plus ziec jako zmiennik przy kierownicy albo jako wsparcie dla corki. Maz autorki jak widac jej wsparcia nie dostanie, wiec i na pogrzebie, i w drodze (wielogodzinnej !) jest zbedna.
              • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:55
                Emocjonalnie bardzo nie, ale go lubiłam po prostu (przyjeżdzał do teściów kiedyś raz na rok potem już rzadziej bo niedomagał). Po prostu wydawało mi się, że żona w takim wypadku ma jechać i koniec a mąż z żoną chyba że wspólnie ustalą że nie bo cośtam i jedzie sam mąż/żona. No ale może sie mylę, bo piszecie że to jego rodzina jest i mają prawo sobie poustalać to sami.
                • z_lasu Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:20
                  Czy mąż często podejmuje decyzje za Ciebie i często są one niezgodne z Twoją wolą? Bo tylko wtedy rozumiałabym Twoją reakcję. Ja mam tyle na głowie, że jak mąż zdecyduje o czymś za mnie to się cieszę, że ja już nie muszę się tym zajmować. Jeśli w szczególności podejmie decyzję zwalniającą mnie z jakichś dodatkowych obowiązków to cieszę się w dwójnasób.

                  Obecność małżonków na pogrzebie nie jest obowiązkowa, w szczególności jeśli pogrzeb wymaga dalekich podróży. Wszyscy to rozumieją, że rodzina ma też inne obowiązki (pracę, nieletnie dzieci). U nas jest tak, że raczej nie ciągamy się nawzajem na pogrzeby, chyba, że małżonek był z daną osobą jakoś związany albo pogrzeb jest bardzo blisko.
                • te_de_ka Re: Problem małżeński. 26.06.22, 15:24
                  Najbliższa rodzina ogarnia kwestie organizacyjne i tutaj rzeczywiście nie ma co się mieszać w ich ustalenia. Ale przecież pogrzeb to nie tylko kwestie organizacyjne ale i emocjonalne. Nie bezpodstawnie mówi się o pogrzebie ostatnie pożegnanie. Jeśli ktoś czuje potrzebę pożegnania się ze zmarłym, to temu właśnie służy pogrzeb. Gdybym zdała sobie sprawę z tego, że chcę pożegnać człowieka, który coś dla mnie znaczył, to po prostu bym jednak starała sie pojechać na pogrzeb. To samo dotyczy trzynastoletniego dziecka, którego nie można porównywać w tej sytuacji do dziecka pięcioletniego. Ja bym zapytała to starsze dziecko, czy czuje potrzebę, aby pojechać na pogrzeb pradziadka, żeby się z nim w ten sposób pożegnać? Może warto jeszcze raz porozmawiać z mężem i opisać mu, co czujesz po tym, gdy sie dowiedziałaś o śmierci pradziadka?
              • leosia-wspaniala Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:00
                >Ale może ona po prostu była jakoś tam związana emocjonalnie z tym dziadkiem i chciałaby być na pogrzebie?

                Nic o tym nie wspomniała.

                >O ile mi wiadomo, uczestniczenie w takiej imprezie jest dobrowolne, a nie, że ktoś decyduje: "Ty możesz być, a ty nie"

                Przecież nikt jej nie zabrania jechać.
                • te_de_ka Re: Problem małżeński. 27.06.22, 14:15
                  Ja wyczytałam, że gdy dziadek był jeszcze zdrowy, to byli zapraszani na ferie zimowe i wtedy było dla nich miejsce = dla całej rodziny. Stąd wnioskuję, że spędzili u dziadka przynajmniej raz kilka dni zimą. Oczywiście mogło być tak, że dziadek dał im dach nad glową i tyle a może jednak spędzili ten czas równiez z nim a nie tylko u niego na kwaterze? Późnjej chyba gdzieś zostało dopowiedziane, że widywali dziadka u teściów. Czyli może jednak ten dziadek nie był jednak nieznanym czlowiekiem, o którym wie się tylko ze zdjęć i z opowiadań? Dziecko chyba też nie zapomniało, że było kiedyś na feriach u pradziadka w Austrii, w Czechach albo na Słowacji. Nawet jak było jeszcze małe, to może rodzice jakieś foty cyknęli?
      • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:12
        Ja też jestem w gruncie rzeczy ;p No ale nie wiem, uważałam że to obligatoryjne. I smutno mi, że nie zapytał albo od razu nie przedstawił ustaleń tylko musiałam to od niego wyciągać (jak wszystko zresztą). Ale gdzieś mi tam świata że to chyba egoistyczne z mojej strony może. i że jestem jego żona ale to jego rodzina (choć ja bym chciała żeby jechał ze mną na pogrzeb mojego dziadka).
          • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:32
            Ależ ja nie wątpię w jego Rozsądek. ogolnie to mam go za bardzo inteligentnego faceta, inaczej by tym mężem nie był ;p Chciałam tylko ,,żono, wiesz co, więc ustaliliśmy tak..." Chyba że nie miał do tego głowy od razu... ech, muszę z nim pogadac.
            • kk345 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:40
              kubekwsandalki napisała:

              > Ależ ja nie wątpię w jego Rozsądek. ogolnie to mam go za bardzo inteligentnego
              > faceta, inaczej by tym mężem nie był ;p Chciałam tylko ,,żono, wiesz co, więc u
              > staliliśmy tak..." Chyba że nie miał do tego głowy od razu... ech, muszę z nim
              > pogadac.

              Czekaj, przecież piszesz wyżej " ,,A, wogóle to ustaliliśmy (on, ojciec, siostra i jej mąż) że jedziemy w czwórkę, tylko tam i z powrotem". Czyli powiedział dokładnie to, co chciałaś usłyszeć, a ty z tego powodu strzeliłaś focha?
            • te_de_ka Re: Problem małżeński. 26.06.22, 15:37
              Nawet rodziny, które wiedzą, że krewny odchodzi są w ciężkim szoku, gdy ten moment nadchodzi. Zaraz po śmierci trzeba ogarnąć organizację pogrzebu, więc oprócz szoku pojawia się jeszcze stres. No i to jest już kombo, dlatego moim zdaniem pomysł, żeby z nim pogadać jest ok. To nie był nieznany dziadek gdzieś tam za granicą tylko krewny, którego się znało i bywało. Wszyscy będziecie w żałobie, warto się wspierać i trzymać w trudnych chwilach razem bez względu na to, kto jedzie na pogrzeb a kto nie.
        • turbinkamalinka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:32
          Nie rozumiem. Wyjazd na krótko, ty nie bardzo chcesz jechać, wasze dziecko w czasie podróży choruje, dziadka znaliście słabo (właściwie wcale), co do ustaleń pogrzebowych nic ci do tego, do jakiegokolwiek dysponowania nawet pamiątkami po obcym człowieku nie masz prawa. W gruncie rzeczy cieszy cię, że nie jedziesz. O co ten foch? Skoro to długa podróż, to szwagier może jechać jako drugi kierowca. Może siostra była z dziadkiem bliżej, albo jest wrażliwsza i mąż jest jej potrzebny. Mąż o wsparciu z twojej strony nie pomyślał, bo w ogóle nie jest mu potrzebne.
          Fochy z du...
        • m_incubo Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:34
          kubekwsandalki napisała:

          > tylko musiał
          > am to od niego wyciągać (jak wszystko
          zresztą
          ).

          Powiedziałabym, że rzeczywiście masz problem małżeński, ale wcale nie ma on związku z organizacją pogrzebu.
          • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:41
            Tak, wkurza mnie to, o wszystko muszę dopytywac. On taki jest ogołem, nie zwierza sie nikomu (nawet kumplom ani siostrze ani matce), milczek i introwertyk wybitny. Tak, wiedziałam jaki jest, ,,widziały gały co brały" ogolnie ma kupę innych zalet i jest przekochany.
            • z_lasu Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:27
              Widzę jednak pewną różnicę między zwierzaniem się a przekazywaniem istotnych informacji organizacyjnych. Ja też się raczej nie zwierzam (a im więcej stresu mnie coś kosztowało tym większa szansa, że mąż się o tym nie dowie), ale informacje organizacyjne przekazujemy na bieżąco i to szczegółowo. Emocje to jedno, funkcjonowanie rodziny jako "przedsiębiorstwa" to drugie.
                • z_lasu Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:58
                  Autorka napisała "Tak, wkurza mnie to, o wszystko muszę dopytywac. On taki jest ogołem, nie zwierza sie nikomu". Więc chciałam zwrócić uwagę autorki, że to dwie różne sprawy. Zwierzać się nie musi (z tego jak się czuje w związku ze śmiercią dziadka), informacje organizacyjne przekazał - sam z siebie, bez dopytywania, odpowiednio szybko.
    • profes79 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:02
      Dziadek męża technicznie rzecz biorąc jest osobą obcą. Druga rzecz - sama piszesz, że może niekoniecznie chce ci się jechać. Trzecia - samochód może i być siedmioosobowy ale kilku(nasto) godzinna podróż to męczarnia.

      Ludzie naprawdę czasami sprawiają wrażenie jakby nie mieli się czym zająć w życiu i wyszukują sobie problemy na siłę.
    • ritual2019 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:05
      To dziadek a nie ojciec meza, kontakt sporadyczny, nie masz ochoty tak naprawde jechac, syn ma chorobe lokomocyjna...a ty robisz problem z niczego. Naprawde nie musisz byc zawsze w centrum uwagi. Przepros meza.
    • kachaa17 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:14
      Też bym się czuła pominięta, w końcu jesteś w tej rodzinie. Z drugiej strony to skoro podjęli taką decyzję to nie masz co się pchać na siłę - jak chcesz to możesz jechać - też mi łaska.
      • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:22
        Nie chciałam strzelać żadnych fochów, musiałam sobie to przetrawić w środku i przemysleć ze jest to irracjonalne, ale jak miałam stłumić wewnętrzny wkur.w? Kłociłam sie sama ze sobą wewnętrznie, ale mąz to typ nie wylewny słownie a fizycznie, chciał się przytulic, ja sie odsunęłam i się obraził. Nie rozmawialiśmy potem a rano on wyszedl do pracy. Zastanawiam się, jak to poskładać. Nie chcę być egoistką. Chcę być informowana o ustaleniach na zasadzie ,,co ty na to jeśli pojadę sam..."
        • dreg13 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:35
          Strzelasz i to takie na niskim poziomie. Jestem fochmistrzynią pierwsza klasa i potrafię strzelić mężowi na zawołanie, ale akurat w przypadku pogrzebów nie zrobiłabym tego. Sama też nie chciałabym, żeby mi w takich przypadkach fochy strzelał. W ogóle on chciał się przytulić, bo JEMU zmarł dziadek, a ty wtedy foch? O rany, no na coś takiego na jego miejscu strzeliłabym focha level master
          • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:39
            Nie, on sie chciał przytulić, bo nie było mnie dwa dni w domu. Taki mamy styl, że czesto gęsto wisimy na sobie. Nie byl załamany ani nawet smutny, grał sobie na konsoli podczas. Chyba, że znowu to głęboko ukrywa.
            • sweterwkrate Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:27
              kubekwsandalki napisała:

              > Nie, on sie chciał przytulić, bo nie było mnie dwa dni w domu.

              To faktycznie masz się o co fochać. 🤦‍♀️
              Zwyczajnie nie pomyślał, że będzie Ci szkoda, że nie jedziesz, bo nie miałaś kontaktu z dziadkiem.

    • mamtrzykotyidwato5 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:17
      Tak masz fochy. Zachowujesz się tak, jakbyś to ty była w tym momencie najważniejsza, a tak nie jest. To ich dziadek, mogą ustalać co chcą, ty się powinnaś dostosować, bo to ciebie nie dotyczy. Mąż uznał, że nie ma potrzeby cię w to angażować, a ty masz o to pretensje? Zupełnie nie na miejscu te pretensje.
    • sonnija70 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:22
      Problem z dudy wziety. Sama nie jezdze na zadne pogrzeby kilkaset km, bo nie wiem po co mialabym to robic. Umarly raczej nie zauwazy twojej nieobecnosci, ani nie bedzie uradowany jak przyjedziesz.
    • m_incubo Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:28
      I ten mąż zaglądający na ematkę nie połapie się, czytając historię o swoim dziadku, wszystko jedno pod jakim nickiem?
      A jeśli nie czytuje ematki pasjami, to po jaką cholerę zmieniać nicka?
      Co do pogrzebu - tak, masz dziwne fochy. To nie wesele, żebyś obrażała się, że idzie bez ciebie.
      Ani nie masz ochoty jechać, ani dziadka nie znałaś specjalnie, syn podróż znosi kiepsko, ale to nieistotne, najważniejsze, że rodzina dziadka nie uzgodniła z tobą formy pogrzebu.
      Od razu widać, że jesteś prawdziwą ematką.
    • ruscello Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:33
      Ja bym była wkurzona. Ktoś decyduje za mnie, mąż szwagierki jedzie, a takie samo powinowactwo jak ja. Co innego, gdyby mąż zapytał wcześniej, nawet z sugestią, że chyba byłoby lepiej, gdybym została w domu. Nie toleruję takiego załatwiania spraw.
      • kubekwsandalki Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:37
        Sama nie wiem, większość głosów że mieli prawo sobie ustalic bo to ich dziadek a nie mój. Ale ja bym zapytała po prostu (w drugą stronę) czy mąż chce jechać, i wspólnie dojść do wniosku że to bez sensu.
      • m_incubo Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:40
        Kiedy miał pytać wcześniej?
        Miał z nią telekonferencję prowadzić, gdy była poza domem i w trasie i czekać z ustaleniami na akceptację?
        I ciekawa jestem, co robisz w takiej sytuacji, skoro nie tolerujesz?
        Przeprowadzasz z mężem dyscyplinującą rozmowę na szybko przed pogrzebem czy tak jak autorka, zarzucasz focha i odpychasz (???) męża z nadąsaną miną?
    • 1matka-polka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:38
      "wogóle to ustaliliśmy (on, ojciec, siostra i jej mąż) że jedziemy w czwórkę, tylko tam i z powrotem"

      Nie wyobrazam sobie, ze maz podejmuje takie decyzje beze mnie. Czy pierwszy raz tak zrobil?
    • jasnozielona_roslinka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:44
      "mnie się nawet nie chce koniecznie na ten pogrzeb jechać, syn ma chorobę lokomocyjną i podróż autem znosi źle" ale zrobię sobie na złosć i bede sie wykłócać o to ze chcę jechać. Powodzenia jeśli istniejesz
      Mąż się obraził i poszedł spać ... biorąc pod uwagę jak odbierasz świat to pewnie maż po prostu poszedł spać.
      W najgorszej sytuacji jest szwagierka jak bedzie musiała cię taka nieszczesliwa wieźć na pogrzeb nie twojego dziadka, oczywiscie nieszczesliwa bo cały swiat sie nie kreci wokół ciebie .
      Powinnas jeszcze teraz zadzwonic z pretensjami do szwagierki, niech sie wytłumaczy...
      • kubek0802 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 10:07
        Moim skromnym zdaniem nie ma znaczenia czy autorka chce jechać czy nie, oraz że to dziadek męża z nią niespokrewniony. Chodzi wyłącznie o relację mąż -żona i takie załatwienie sprawy jest niefajne.
        • alicia033 Re: Problem małżeński. 24.06.22, 12:08
          kubek0802 napisała:

          > i takie załatwienie sprawy jest niefajne.

          gdyż?
          W jakich jeszcze sprawach, poza ustaleniem pochówku dziadka męża żona musi zostać obligatoryjnie zapytana o zdanie?
        • jasnozielona_roslinka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 14:07
          w sensie to kto pojedzie na pogrzeb staruszka z którym forumka nie była zwiazana jest kwestia relacji maz zona? Strasznie kruche te relacje jesli podważają je takie decyzje (na dodatek sensowne). Nie, nie każda decyzja jaka podejmujemy w zwiazku musi byc konultowana z druga strona.
          Tutaj nie relacja a kruche ego forumki cierpi (bo jakto tak bez jej udziału zapadła decyzja luźno z nią zwiazana).
          No nie wyobrażam sobie że mój maż jakies fochy stroi, na forach sie rozpisuje bo wraz z członkami mojej rodziny pochodzenia podjęliśmy decyzje ze najwygodniej jak sami pojedziemy 10 h na pogrzeb mojego dziadka...
    • leosia-wspaniala Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:52
      Dorosłemu facetowi umarł dziadek, z którym nawet nie był blisko - nie sądzę, żeby go to specjalnie ruszało. Zaplanowali z rodziną wyjazd, żeby było sprawnie, nie brał cię pod uwagę, bo pewnie założył, że dla ciebie ten dziadek to już w ogóle obcy człowiek. Bijesz pianę bez sensu.
    • furiatka_wariatka Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:52
      Straszne fochy stroisz. Przecież to sprawa twojego męża i jego rodziny jak załatwią pogrzeb. Jak chcesz zgrywać taką dobra i wspierająca żonę, to daj mu zwyczajnie spokój, pewnie w jakiś sposób przeżywa śmierć dziadka i potrzebuje wsparcia, a nie robienia fochów w sprawie wycieczki na pogrzeb.
    • obrus_w_paski Re: Problem małżeński. 24.06.22, 09:55
      Egzaltacja i Nagromadzenie specyficznych emotikonek sugeruje bardzo konkretna emame, nawet odległości między teściami a jej aktualnym miejscem zamieszkania sie zgadza. A wiek dzieci i inne drobne szczegóły pewnie zmieniła dla niepoznaki