Ten tytuł nie wziął się znikąd. Jestem mamą wcześniaczka; moje dziecko
opusciło pare dni temu szpital. Konieczna była wizyta u okulisty, skierowano
nas do CZD. Umówiłam się telefonicznie na wizytę na 8.15 Do gabinetu weszłam
zaś po 11.00! Czekaliśmy z maleńkim dzieckiem na korytarzu pełnym ludzi,
rejestracji było co niemiara i wiążąca się z tym konieczność przemieszczania
wśród ludzi kłebiących się na korytarzu. Nikt mi nie zagwarantuje, że wśród
nich nie było tych z grypą lub innym paskudztwem (korytarze dość wąskie,
wydzielone miejsca jako poczekalnie zbyt małe jak dla takiej ilości dzieci i
ich rodziców).
Na wcześniaczki tuż po urodzeniu do czasu opuszczenia przez nie szpitala po
prostu dmucha się i chucha i to samo przekazuje sie rodzicom do kontynuacji w
domu (przynajmniej przez jakiś czas, az do osiagniecia przez nie słusznej wagi
i odporności, wiele z nich nie ma po prostu jeszcze prawie żadnych
szczepień!). Oczywisty jest zakaz odwiedzin rodziny i znajomych tuż po
wypisie. I teraz: niespełna tydzień po wypisie moje maleństwo dostaje się w
prawdziwy wir zarazkowy!
A można przy odrobinie pomyślunku tego wszystkiego uniknąć! Bo nie umawia sie
wszystkich, mających badanie tego dnia dzieci na jedną godzinę, jak to miało
miejsce w CZD. Personel powinien wiedzieć jakie są warunki i że przychodzą tam
wcześniaki (te większe ale i te zupełnie malutkie, jak moje dziecko!).
Zamurowało mnie, gdy pielęgniarka zakraplająca oczy kolejno każdemu dziecku
robi to BEZ RĘKAWICZEK!!!!! LEKARKA PODCZAS BADANIA TEŻ ICH NIE UŻYWA!!!!!!!
(skwapliwie i z wyraźnym zdziwieniem reaguja obydwie na moja prośbę założenia
ich do badania).
A juz poza tym: czekalismy długo, ale czekalibyśmy jeszcze dłużej gdybym nie
zainterweniowała. W małym korytarzyku ok. 20 dzieci wraz z rodzicami, wszyscy
do jednego gabinetu, dzieci ustawiane w fotelikach na podłodze, bo nie
mieszczą się na krzesełkach, ścisk, nie ma jak przejść. Wszystkie juz po
otrzymaniu kropelek poprzedzających badanie. I wychodzi pielęgniarka i
informuje, że pani doktor spóźni się ok godziny, półtorej, bo teraz prowdzi
szkolenie dla lekarzy piętro wyżej!!!!!!! Cholera mnie wzięła, dosłownie.
Zażadałam natychmiastowego przyjścia szanownej, bo mnie lekarze nie obchodzą
tylko moje dziecko! I zażądałam natychmiastowego badania. Pielęgniarka była
szczerze zaskoczona moją reakcją, inni oczekujący o dziwo również (widać
przyzwyczajeni już zostali do traktowania jak intruzi). Ale widać zdecydowanie
popłaca, bo pani pojawiła się za 5 minut! Przyjęła nas i jeszcze doje dzieci
i oddaliła się na ww szkolenie. Dalszego ciągu nie zaobserwowaliśmy.
Ucieklismy stamtąd w popłochu! Nie wiem, czy tam wrócimy mimo
specjalistycznych badań jakie Centrum oferuje i konieczności płacenia
niemałych pieniędzy za to samo prywatnie. Po prostu nie można dopuścić, żeby
to, co z takim poświęceniem i sercem w szpitalu na Karowej budowano, teraz
zaprzepaścić w ciągu jednego pobytu w takim miejscu! Zgroza! Tu po prostu
potrzebna jest kontrola, ale taka, żeby im wszystkim w pięty poszło! Bo to nie
chodzi o brak pieniędzy, to chodzi o zwykłą oraganizację i przestrzeganie
elemantarnych zasad higieny i traktowania pacjenów po ludzku! Zwłaszcza małych
pacjentów.
Joanna
P.S. Całe szczęście, wzrok mojego dziecka się polepszył

))