Dodaj do ulubionych

Dylemat moralny 4

    • georgia.guidestones Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 13:21
      Oni, czyli dalsza rodzina BYLEGO męża matki tragicznie zmarłego trzydziestolatka?
      W innej sytuacji, gdyby mezczyzna nie mial dziecka - dziedziczylaby jego matka, "rozwiedziona" z rodem - też by musieli się pogodzić z tym samym. Darmowe wakajki, goodbye.
      Drama level gazyliard dla wielbicieli darmowych wakajek, wątkodajko: jesteś jedna z nich?
      • bulzemba Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 07:22
        Zastanawiam się czy matka 30 latka musiała być rozwiedziona. Mogła zamieszkać w domu należącym do teściów i owdowieć zanim jej mąż stracił rodziców. Ponieważ była akceptowaną przez tesciów żoną nieboszczyka została na gospodarce do czasu gdy po dziadkach dziedziczy syn (30 latek).
    • hanusinamama Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 14:11
      Straszne- dom odziedziczy matka od kilku lat zajmująca się letalnie chorym dzieckiem, tatuś się wykpił alimentami ( o wielki bohater je płaci).
      I coż to za letalna choroba, która trwa juz 12 lat u tego dziecka (tatusiem został u progu dorosłości to chyba mając lat 18?)
      • alicia033 Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 14:35
        hanusinamama napisała:

        > I coż to za letalna choroba, która trwa juz 12 lat u tego dziecka

        np. któraś z dystrofii mięśniowych. Albo wad układu krążeniowego. Albo chorób metabolicznych.
    • asfiksja Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 15:21
      Ale gdzie jest ich dylemat moralny? Ból i niemożliwość pogodzenia się ze śmiercią jedynego syna i śmiertelną chorobą jedynego wnuka nie jest przecież niemoralny. Nawet dupościsk od rozczarowania, że kto inny jest spadkobiercą majątku, na który mieli chrapkę nie jest do końca niemoralny (raczej bardzo ludzki).
    • rycerzowa Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 17:21
      georgia.guidestones napisała:

      > Inna sprawa, że rycerzowa lubi gównoburze i dawkuje informacje jak mildenhurst/
      > la_bonne_cuisine, specjalnie pomijając istotne informacje. Tj na koniec napisał
      > a, że rodzice zmarłego 30-latka byli po rozwodzie, a nieruchomość odziedziczył
      > wczesniej ojciec mężczyzny.


      Te wszystkie poboczne informacje nie są istotne.
      Istotą sprawy jest banalna prawda, że życie pisze różne scenariusze, i czasem podstawa idei dziedziczenia, czyli KREW, doprowadza do tego, że dziedziczy ktoś absolutnie obcy.

      Jeszcze raz podkreślę, że w tej rodzinie nie ma problemu z pogodzeniem się z prawną stroną sytuacji, tylko jest szok i zdziwienie, że dorobek pokoleń - jak to się szumnie określa - przejdzie w zupełnie obce ręce.
      Jak to się mówi na emamie - ból tej części ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.
      (W środowiskach snobistycznych zwany moralnym dylematem).

      O ile znam się na prawie, po śmierci chłopca majątek odziedziczy chyba nie tylko matka ale i przyrodnie rodzeństwo; to tak na marginesie.

      Znam i inne ciekawe - chociaż nie aż tak - historie spadkowe, ilustrujące te ideę, np. zamożny znajomy ożenił się z dziewczyną z dzieckiem, adoptował to dziecko, i szybko a niespodziewanie zmarł. Potem - wiadomo, "obce ręce" etc.

      A innej sytuacji zapobiegliśmy. My, jako grupa znajomych.
      Cichy, skromny, "nieciekawy" facet poznał kobietę po przejściach, też z potomstwem, atrakcyjną, zaradną.
      W ciągu 20 lat ona pomogła mu postawić firmę na nogi, dorobić się, poprawić skutecznie samoocenę.
      Sama pracowała za dwoje.
      No i facet ciężko zachorował, ona opiekowała się nim troskliwie.
      Wtedy my zorientowaliśmy się, że oni nie mają ślubu, i w razie jego śmierci ona będzie musiała spakować walizki.
      Jego brat już na to czekał.
      Trochę kosztowało kolegów wyjaśnić facetowi w stanie terminalnym, że ma coś jeszcze do zrobienia na tym łez padole. Ślub odbył się 3 dni przed śmiercią.

      Brat, oburzony, że "majątek przejdzie w obce ręce", chciał zakwestionować legalność ślubu, ale wtedy wkroczyli rodzice, i zagrozili synowi, że w razie jakiegokolwiek zamieszania zadbają o to, by po nich nic nie odziedziczył.
      Ale my namieszaliśmy nie w tym celu, żeby to święty związek małżeński ( cywilny), był podstawą dziedziczenia, ale dlatego, że ów majątek był wypracowany w sporej części przez tę kobietę, i dzięki tej kobiecie.
      • georgia.guidestones Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 17:40
        rycerzowa napisała:

        > georgia.guidestones napisała:
        >
        > > Inna sprawa, że rycerzowa lubi gównoburze i dawkuje informacje jak milden
        > hurst/
        > > la_bonne_cuisine, specjalnie pomijając istotne informacje. Tj na koniec n
        > apisał
        > > a, że rodzice zmarłego 30-latka byli po rozwodzie, a nieruchomość odziedz
        > iczył
        > > wczesniej ojciec mężczyzny.
        >
        >
        > Te wszystkie poboczne informacje nie są istotne.

        Są, inaczej nie powstaloby kilkadziesiąt postow z dopytywaniem, dlaczego tylko syn, a nie matka, dziedziczyl nieruchomość po ojcu/męzu.

        > Jeszcze raz podkreślę, że w tej rodzinie nie ma problemu z pogodzeniem się z pr
        > awną stroną sytuacji, tylko jest szok i zdziwienie, że dorobek pokoleń - jak t
        > o się szumnie określa - przejdzie w zupełnie obce ręce.

        Tak jest zazwyczaj zawsze, gdy np dziadkowie przepiszą mienie na najstarszego wnuka, dodajmy najstarszego z baaaaardzoooo wieeeeluuuu wnuków (tu tym wnukiem byl rozwiedziony z żoną ojciec tragicznie zmarłego mezczyzny)
        • rycerzowa Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 17:50
          georgia.guidestones napisała:

          > > Te wszystkie poboczne informacje nie są istotne.
          >
          > Są, inaczej nie powstaloby kilkadziesiąt postow z dopytywaniem, dlaczego tylko
          > syn, a nie matka, dziedziczyl nieruchomość po ojcu/męzu.

          Są to informacje bez znaczenia. Ważne jest tylko to, że był on jedynym właścicielem.
          Podobnie jak istotne jest tylko to, że "Rozencwajgowa jest chora i może umrzeć", a bez znaczenia jest "a co jej jest?"
          • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 22:29
            rycerzowa napisała:



            > Są to informacje bez znaczenia.

            Nieprawda, bo bez tych informacji nie wiadomo, czy na przykład matka może się jakoś poczuć pokrzywdzona. Trochę by inaczej było, gdyby chłopak dziedziczył po jej ojcu, bo tak się ojcu widziało na przykład, nie?

            Swoją drogą, fascynuje mnie postać męża - jednorożca, który żeni się z samotną matką śmiertelnie chorego, wymagającego ogromnych nakładów pracy dziecka oraz decyzja o dwóch następnych bombelkach. Pan jest świętym świeckim czy kochał się w tej dziewczynie od liceum czy zakładał że dzieciak szybciej umrze czy jeszcze coś innego?
            • rycerzowa Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 00:32
              jednoraz0w0 napisał(a):


              >
              > Swoją drogą, fascynuje mnie postać męża - jednorożca, który żeni się z samotną
              > matką śmiertelnie chorego, wymagającego ogromnych nakładów pracy dziecka oraz d
              > ecyzja o dwóch następnych bombelkach. Pan jest świętym świeckim czy kochał się
              > w tej dziewczynie od liceum czy zakładał że dzieciak szybciej umrze czy jeszcze
              > coś innego?

              Mało tego - on ją wspiera w opiece również i nad tym dzieckiem.
              Tak się pewnie dobrali, dwoje trochę pokaleczonych przez los ludzi, i radzą sobie.
              Powtarzam opinię - dzieci zadbane, w domu czysto, wszystko na swoim miejscu, i to potwierdzam.
              Rozmawiałam z nią nie tylko o ewentualnej sprzedaży domu.
              Co im najbardziej doskwiera? Samotność. Wykluczenie towarzyskie. Na nic nie ma czasu.
              A dzieciak, który bełkocze, budzi niechęć otoczenia, czemu otoczenie daje wyraz.
              Może dlatego marzą o wyprowadzce z bloku i zamknięciu się w swoim domu, w swoim ogrodzie.

              PS 1. Maluchy chodzą do przedszkola, oczywiście, a chory chłopiec spędza kilka godzin dziennie w ośrodku, który nazywany jest szkołą.

              PS 2. Matka chłopaka faktycznie czuje się zdruzgotana, przede wszystkim z powodu śmierci syna. Ale nie tylko.
              Mieszkała w tym domu ponad 20 lat, zaprowadziła piękny ogród, bo ma do tego smykałkę.
              Już raz została tego pozbawiona przez rozwód, a teraz - definitywnie.

              • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 00:41
                A czyli dzieci małe a oni tam gdzie są nie mają jakichś cennych korzeni zapuszczonych? No a gdyby się faktycznie tam przenieśli, to ta babcia nie bywalaby tam odwiedzić wnuka, pomoc przy nim? Wtedy by to nie było tak definitywnie.
                Ogród na pewno podnosi wartość domu, więc gdyby sprzedawali to przynajmniej mogliby jej coś odpalić.
                • daniela34 Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 00:51
                  Przede wszystkim w chwili obecnej żeby sprzedać ten dom, póki dziecko żyje, musieliby uzyskać zgodę sądu pewnie by ją dostali i nawet nie jakoś strasznie długo na nią czekali, ale mimo wszystko kilka miesięcy by minęło. Skoro dziecko jest w takim a nie innym stanie to oni mogą woleć siè przeprowadzić niejako na gotowe a nie załatwiać zgodę i szukać domu do kupienia u siebie. Więc mogą mie chcieć sprzedać teraz nikomu, z rodziny czy obcemu tylko przeprowadzić się i korzystać.
              • asia_i_p Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 10:14
                Z tego opisu mam wrażenie, że uczuciowa rodzinka trochę życzeniowo podchodzi do oczekiwanej długości życia chorego dziecka. Jakby mu zostawały miesiące, raczej nie chodziłby do szkoły (tak, szkoły specjalne to też szkoły, a nie ośrodki nazywane szkołami). W momencie, kiedy to nie jest dziecko leżące nieprzytomnie pod maszynami, tylko istota żyjąca, doświadczająca życia, walcząca o życie, postawa rodziny zaczyna się robić lekko dreszczogenna.
                • asia_i_p Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 10:17
                  Aha - matce nadal współczuję, jakkolwiek dla jej własnego zdrowia psychicznego lepiej, żeby tego ogrodu nie dostała. W okresie żałoby psychika często się czepia z zadziwiającą siłą takich zastępczych celów i moment realizacji celu i dotarcia do świadomości faktu, że to jednak nie o to chodziło, jest bardzo bolesny.
                • georgia.guidestones Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 16:25
                  asia_i_p napisała:

                  > Z tego opisu mam wrażenie, że uczuciowa rodzinka trochę życzeniowo podchodzi do
                  > oczekiwanej długości życia chorego dziecka. Jakby mu zostawały miesiące, racze
                  > j nie chodziłby do szkoły (tak, szkoły specjalne to też szkoły, a nie ośrodki n
                  > azywane szkołami). W momencie, kiedy to nie jest dziecko leżące nieprzytomnie p
                  > od maszynami, tylko istota żyjąca, doświadczająca życia, walcząca o życie, post
                  > awa rodziny zaczyna się robić lekko dreszczogenna.
                  >
                  Może te słowa o letalnosci są od osobistej rodzonej matki dziecka. Widac jak na dloni, że zdążyłaś już zapomnieć na amen, jak broniłaś całkiem niedawno matki, która wypisywała o zamiarze morderstwa w internetach i odebrali jej niepelosprawnego syna na kilka tyg. Książka "Żeby umarło przede mną" to też żadna fikcja.
                  • asia_i_p Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 17:44
                    Matka dziecka podobno liczy, że będzie żyło lata, więc to raczej wizje rodziny.

                    Nie broniłam matki, broniłam dziecka, które zabrali niezagrażającej mu matce (brak zagrożenia potwierdził psychiatra) i zafundowali traumę, pakując w nieprzystosowane dla niego miejsce i odbierając najbardziej podstawowe pomoce służące do uspokajania się i do komunikacji. Potem doszli do światłego wniosku, że matka rzeczywiście nie zagraża i dziecko oddali, a z regresu spowodowanego tą całą akcją matka będzie dziecko teraz wyprowadzać przez jakiś rok.
                    • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 04.05.23, 18:34
                      Zapewniam, że mając oficjalny sygnał o napisaniu czegoś takiego przez matkę i będąc na stanowisku, na którym odpowiadałabyś za ewentualne zaniechanie, też być zabrała to dziecko.
                      • asia_i_p Re: Dylemat moralny 4 04.05.23, 19:12
                        Być może, gdyby mi nie dostarczono opinii od psychiatry. Nie wiem, czy ten sędzia miał ją w ręku czy nie. Całościowo, jak nie podzielimy na sąd i policję, wygląda to tak, ze zabrali dziecko mimo pozytywnej opinii psychiatry, po czym oddali po pozytywnej opinii psychiatry.

                        Tym niemniej, nie zabrałabym autystykowi kołdry obciążeniowej i narzędzi wspomagających komunikację. Za to powinien ktoś beknąć, bo to jest znęcanie się nad dzieckiem. Ale to wszyscy mają w dupie - że zabezpieczono go przed promilowym zagrożeniem, a w zamian za to był glodny (dieta wybiórcza i najwyraźniej jak się przegłodzi, to nie zje), spragniony (nie miał narzędzi, żeby poprosić o picie), przestraszony (brak matki, obce miejsce, nie miał jak dopytać, kiedy będzie mama, bo brak narzędzi do wspomagania komunikacji; prawdopodobnie nie łapie kalendarza), nie miał uspokajaczy (nie pozwolono na własny kocyk, kołderkę obciążeniową). Gdyby astmatykowi zabrać inhalator albo zakneblować neurotypowe dziecko, wszyscy byliby oburzeni, ale jakaś kołdra obciążeniowa, jakas wspomagana komunikacja - a co to w ogole za fanaberie i kogo to obchodzi.

                        No i się znowu wkurzyłam.
                        • paszczakowna1 Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 20:20
                          > Nie wiem, czy ten sędzia miał ją w ręku czy nie.

                          Nie miał. Sędzia orzekł o zabezpieczeniu wyłącznie na podstawie e-maila z policji (nie wspominającego ani słowem o tym, że jest już opinia psychiatry, tym bardziej jaka ona jest). Co wynika zarówno z akt sprawy (zaraz się tu zlecą pańcie skrzeczące, że skoro mam dodatkowe informacje jestem "nieobiektywna") jak i stwierdzenia rzeczniczki sądu.

                          Co nie znaczy, że sędzia nie dał d..., bo dał. Powinien był zażądać obecności matki, wtedy by się wiele wyjaśniło.
              • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 13:35
                Może gdyby przez ostatnie lata wspierała matkę swojego wnuka w opiece nad nim, a nie pielęgnowała ogród, nie byłaby do niego aż tak przywiązana.
            • ferra Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 16:02
              Mój znajomy. Po pierwszym rozwodzie (bez dzieci), ożenił się z dziewczyną - mającą maskarycznie chore dziecko (obecnie nastoletnie, od 3 lat pod opieką hospicjum domowego) przysposobił je. (Biologiczny ojciec zawinął manatki po diagnozie w wieku ok. 3 lat -dziecko urodzilo się zdrowe).
              Znajomy jest politykiem i autentycznym społecznikiem - tylko nieliczni wiedzą o sytuacji. Nigdy nie wykorzystywał wizerunku. Nie mają wspólnych dzieci z obecnego małżeństwa (obydwoje po 40).
              • ferra Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 16:03
                *masakrycznie
      • abidja Re: Dylemat moralny 4 02.05.23, 18:03
        Te obce rece to rozumiem brak wspolnych genow.
        Bo przeciez rodzina to nie tylko geny.
        Skoro rodzina z poczatkowej historii ma problem z "obce rece" to znaczy ze nie zadbali by ta kobieta stala sie ich rodzina. Nie zadbali o stworzenie wiezi. Nie dbali o to.
        Tak jak nie dbali o wlasne geny w ciele tego chorego dziecka. Pytanie a gdyby bylo zdrowe to jego matka nadal nie bylaby rodzina?
    • muireade Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 09:50
      Rozkmina z żalami dalszej rodziny jest przezabawna.
    • rycerzowa Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 13:38
      Hej, sprawa spadkowa jest już załatwiona, zamknięta, bez żadnych problemów.
      Ludzie są normalni i wiedzą, że dura lex sed lex.
      Zimą "Jednorożec" już tam coś ponoć przy domu robił, więc niewykluczone, że już się wprowadzają.
      Z babcią dziecka jakiś kontakt jest, pomogła przecież przy załatwianiu renty dla dziecka i sprawy spadkowej - szybko dostarczyła potrzebne dokumenty. Kontakt był minimalny, ze względu choćby na odległość.

      Matka dziecka, choćby chciała i była na tyle durna, by się spadku zrzec, nie mogła tego zrobić, co oczywiste.
      To dziecko dziedziczy, nie ona. I o wszystkim decyduje sąd.

      Ale to są wszystko didaskalia, nieistotne dla tematu wątku, to jest dla uczuć tej drugiej strony.

      Ta dalsza, szeroka rodzina ze strony ojca, a także inne pociotki, sąsiedzi i przyjaciele rodu - to ludzie, którzy dziecka nigdy nie widzieli, a kontakt z nim mają tylko finansowy.
      Ten 1% ( i nie tylko), to są czasem całkiem duże kwoty.
      I oni są właśnie zainteresowani, żeby dziecko jak najdłużej żyło, by to ono skorzystało z tego spadku, by wszystko odbyło się zgodnie z duchem prawa, nie tylko literą.
      Ale choroba ma swoje własne prawa, nawet respirator nie na długo pomoże, niestety.
      • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 16:32
        No ale to ich wybór że tego dziecka nie poznali a jego rodzinę traktują jak obcych.
      • hrabina_niczyja Re: Dylemat moralny 4 03.05.23, 16:43
        Padnę chyba zaraz. Kontakt babci z wnukiem polega na tym, że dostarczyła co trzeba do renty rodzinnej 🤣 Reszta nawet dziecka nie widziała, ale ubolewa, że jak przyjedzie celebrować umarłych to nie będzie miała lokum. Straszni ludzie, nie wiem gdzie tu dylemat moralny, bo żadnego nie ma. Moralnym jest, aby dziecko dziedziczyło po ojcu.
      • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 04.05.23, 18:41
        rycerzowa napisała:

        > Ten 1% ( i nie tylko), to są czasem całkiem duże kwoty.

        Nic nie rekompensuje lat wyrwanych z życia tej kobiecie, która świadczy nad nim szlachetną opiekę, przy wsparciu obcego temu dziecku człowieka.

        A już w szczególności 1% to nie jest pieniądz, którego wydanie na dziecko wiąże się z jakimkolwiek wyrzeczeniem z ich strony. Nie odejmują go sobie od ust, tylko nie przeznaczają na inną organizację, ale i tak by go z powrotem nie dostali.

        > I oni są właśnie zainteresowani, żeby dziecko jak najdłużej żyło, by to ono sko
        > rzystało z tego spadku, by wszystko odbyło się zgodnie z duchem prawa, nie tylk
        > o literą.

        Takie komentarze mogliby sobie czynić, gdyby dzieckiem pół na pół opiekowali się do tej pory matka i ojciec, przy walnym wsparciu rodzin z obu stron. A ponieważ szarpała się tylko matka przy wsparciu rodziny własnej, to nie wypada tak pisać. Nawet gdyby po odejściu tego dziecka byczyła się w tym domu i leżała do góry brzuchem, to też jej się należy regeneracja po traumatycznych przeżyciach.

        W Polsce nadal dziecko jest dzieckiem tylko matki, a nie ojca, zwłaszcza niepełnosprawne. A kobiety biorą udział w podtrzymywaniu tego sposobu myślenia, zwłaszcza gdy ich samych problem nie dotyczy.
        • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 04.05.23, 18:51
          Ale oni nie są zobowiązani do łoźenia na to dziecko i wspierania matki, inna sprawa że tak samo nic im po tym czy ktoś ich do tego domu zaprosi.
          • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 04.05.23, 23:04
            jednoraz0w0 napisał(a):

            > Ale oni nie są zobowiązani do łoźenia na to dziecko i wspierania matki,

            Do odmawiania domu, dziedziczonego ustawowo, tym bardziej.

            1% to nie wielka łaska, tyle chciałam napisać i napisałam.
            Jeśli jest go bardzo dużo, to ile może go być - 600 zł rocznie? 1200?
            Rzeczywiście góra mamony.
            • georgia.guidestones Re: Dylemat moralny 4 04.05.23, 23:25
              ardzuna napisała:

              > jednoraz0w0 napisał(a):
              >
              > > Ale oni nie są zobowiązani do łoźenia na to dziecko i wspierania matki,
              >
              > Do odmawiania domu, dziedziczonego ustawowo, tym bardziej.
              >
              > 1% to nie wielka łaska, tyle chciałam napisać i napisałam.
              > Jeśli jest go bardzo dużo, to ile może go być - 600 zł rocznie? 1200?
              > Rzeczywiście góra mamony.
              Jeżeli albo osoba z niepełnosprawnością, albo rodzice są przedsiębiorczy i baaaaardzoooo aktywnie szukają darczyńców poza kręgiem rodzinnym to raczej blizej 5000-6000
              • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 01:23
                Ciekawe, ile trzeba mieć rocznego przychodu, żeby 1% jednej osoby wynosił 5-6 tys.
                • georgia.guidestones Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 07:23
                  ardzuna napisała:

                  > Ciekawe, ile trzeba mieć rocznego przychodu, żeby 1% jednej osoby wynosił 5-6 t
                  > ys.
                  Chodzilo o łączne zbiorki 1%, teraz 1.5% i to u dzieci z bardziej obrotnymi rodzicami lub dorosłych którzy jakoś
                  rozpoznawalny sposob dzialaja w social media. Ten czlowiek z Life on Wheelz na pewno uzbiera wiecej..
                  • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 17:41
                    Nie, nie chodziło o to. Chodziło o to, ile "wcale niemało" są w stanie dać z 1%, teraz 1,5%, oczywiście sami sobie od ust nie odejmując, poszczególni członkowie rodziny zmarłego taty dziecka.

                    Ile sobie mamusia łącznie uzbiera dodatkowo, to jej własna zasługa i jej wsparcie. Trzeba tylko zaznaczyć, ze takie 6 tys. zł to koszt jednego turnusu rehabilitacyjnego. Żadne kokosy umożliwiające całoroczną rehabilitację na odpowiednim do potrzeb poziomie, nawet jeśli doda się do tego świadczenia dziecka z tytułu niepełnosprawności.
            • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 04.05.23, 23:26
              Przecież nie próbują odmawiać dziecku domu, autorka to wyraźnie napisała. 1% to żadna łaska, a dawali więcej - autorka pisze ze się nie ograniczali do 1%, nie podaje kwot ale tez nie każdy jest ematką której utrzymanie nieznanego dziecka noe sprawi znaczàcego uszczerbku w budżecie.
              • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 01:25
                Jeśli dziecko jest nieznane, to i dom powinien być im całkiem obcy.
                • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 18:20
                  Osobliwa logika. Dobrze znam na przykład dom mojej ciotki, zatrzymuję się w nim podczas świąt czy wyjazdów na groby, mam tam wspomnienia, znam tez moje kuzynki, ale ich dzieci już nie , bo powychodziły za mąż i powyprowadzały, czasem się zdarzy że zie spotkamy na jakimś wydarzeniu rodzinnym raz na ileś tam lat, ale to, że poznałam jakiegoś pięciolatka 15 lat temu nie znaczy, że dziś poznałabym go na ulicy. Gdyby ciotce i kuzynce się odumarło i dom odziedziczyłaby bombelek lub wnuczek kuzynki to tez bym sobie pewnie powiedziała „ooooo szkoda od ciotki z sądu były najlepsze jabłka”, ale nie czuję, że w związku z tym spoczywa na mnie jakaś obligacja wpłacania kasy na dzieci i wnuki kuzynek, zwłaszcza ze to jest chyba z 15 osób.
                  • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 18:30
                    jednoraz0w0 napisał(a):

                    > Osobliwa logika.

                    Twoja jest osobliwsza - traktujesz dziecko jak całkowicie obce tylko dlatego, że część rodziny nie bardzo się nim interesowała (poza łaskawym odpisem 1%, co ludzie robią i dla kompletnie nieznajomych). Więzy krwi mają to do siebie, ze istnieją niezależnie od tego, czy widzisz kogoś 2x dziennie, czy 2x w życiu.

                    Skąd wymyśliłaś kuriozalny pomysł płacenia na dziecko, żeby móc korzystać z domu? Ja napisałam, że dziecka za bardzo nie wspierali, a teraz mają życzenia, jak długo ma żyć, żeby jeszcze pokorzystało z domu, który do nich nie należał. Nie należał dokładnie tak samo, jak nie poczuwali się do żadnych więzów z dzieckiem poza 1%.

                    Nie do nich należy określanie, co musi się stać, żeby nie czuli, że dom został oddany matce poniekąd bezprawnie (nie w sensie prawa pisanego, ale porządku moralnego). Nie mieli żadnego udziału w opiece nad tym dzieckiem, a tylko on by jakoś uzasadniał czucie się uprawnionymi do tego typu uwag.
                    • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 18:57
                      Nie traktuję jak obce, ale nie traktuję jak zobowiązanie. Moi kuzyni też nie traktują moich dzieci jako ich zobowiązanie. Możemy sobie prezenty na święta kupić jeśli je będziemy spędzać razem, jeśli oni będą w mojej okolicy to ich ugoszczę i nawzajem.

                      To, źe dom został oddany dziecku poniekąd bezprawnie to sama sobie wymyśliłaś, autorka zaznaczyła, ze dla wszytskichbylo oczywiste ze prawo jest prawo.
                      • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 11:13
                        Ty lubisz się powykłócać, skręcając dyskusję na temat, którego nie dotyczyła od początku.

                        Nie, nie jest to zobowiązanie i nie musieli dawać nawet 1%. Ale skoro już dawali 1%, to ta czynność nie jest taką hojnością, żeby upoważniała ich w ich mniemaniu do określania, ile dziecko ma jeszcze pożyć i ile ma z domu pokorzystać. Rozumiem, że jest im domu żal, ale powoływanie się na łożenie na dziecko i jednoczesne wyrażanie nadziei, ile jeszcze pożyje (i to nie pod tym kątem, że życzą mu długiego i zdrowego życia, tylko pod tym kątem, żeby łatwiej przyjąć utratę domu) jest zwyczajnie małostkowe.
                        • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 13:51
                          Jak określania? Oni określają ile dziecko ma pożyć? Ty jakieś baśnie dopisujesz. A to czego i po co życzą to nie wiesz raczej, bo autorka to nawet nie jest ich znajoma.
                          • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 14:41
                            Tak, określają.

                            "Ta dalsza, szeroka rodzina ze strony ojca, a także inne pociotki, sąsiedzi i przyjaciele rodu - to ludzie, którzy dziecka nigdy nie widzieli, a kontakt z nim mają tylko finansowy.
                            Ten 1% ( i nie tylko), to są czasem całkiem duże kwoty.
                            I oni są właśnie zainteresowani, żeby dziecko jak najdłużej żyło, by to ono skorzystało z tego spadku, by wszystko odbyło się zgodnie z duchem prawa, nie tylko literą."

                            Więc napisałam, że sobie to zainteresowanie mogą w nos wsadzić, bo nie wysilili się na tyle, żeby mogli być zainteresowani, ile będzie żyło i po co.

                            Ty na to wygłaszasz durne tyrady, że nie mają obowiązku się wysilać. Nie mają, nie zrobili tego nadobowiązkowo, więc teraz niech nie wyrażają łaskawego "zainteresowania". A ty z łaski swojej nie awanturuj się bez sensu dla samej inby.
                            • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 14:54
                              Ja tylko prostuję twoje fikcje, to jest dalekie od inby. Ty wyciągasz za daleko idące wnioski. Nawet nie wiesz co mówią i może nawet autorka nie wie bo przecież ona jest znajoma matki a nie tych ludzi, a bycie zainteresowanym to nie to samo co określanie ile ktoś ma żyć i pod to „zainteresowanie” można podciągnąć wiele czynności, od troskliwego pytania o zdrowie Zyzia do poszukiwania eksperymentalnych terapii. Ponadto jest raczej niemożliwe, żeby cała liczna rodzina mówiła jednym głosem i miała taką samą wizję, a tym bardziej jest niemożliwe żeby autorka całą tę wizję znała, co ci nie przeszkadza oceniać tych ludzi, przecież to kompletna bzdura. No i last but not least, jeśli to jest choroba która może mieć podłoże genetyczne to wiadomo, że są zainteresowani i liczą na to, że finał będzie w miarę optymistyczny, bo to jakby nie było ich geny też, czyli mogą się zastanawiać czy jest ryzyko że ich dzieci czy wnukowie zachorują.
                              • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 16:07
                                jednoraz0w0 napisał(a):

                                > Ja tylko prostuję twoje fikcje, to jest dalekie od inby.

                                Prostujesz swoje fikcje, a najpierw sama sobie je tworzysz i mi je wmawiasz. Klasyczna inba, nie ma bardziej typowego trollowania niż to właśnie.

                                Ty wyciągasz za daleko
                                > idące wnioski. Nawet nie wiesz co mówią i może nawet autorka nie wie bo przeci
                                > eż ona jest znajoma matki a nie tych ludzi,

                                Nigdy nie wiemy, jak jest naprawdę, dlatego odnosimy się do treści przekazanych w wątku i to właśnie robię.

                                a bycie zainteresowanym to nie to s
                                > amo co określanie ile ktoś ma żyć i pod to „zainteresowanie” można podciągnąć w
                                > iele czynności, od troskliwego pytania o zdrowie Zyzia do poszukiwania eksperym
                                > entalnych terapii.

                                W tym przypadku po prostu nietaktownie wyrażają niezadowolenie z faktu utraty domu na rzecz Zyzia, tak jakby co najmniej sami z poświęceniem walczyli o jego zdrowie i życie, a matka leżała i pachniała, a jeszcze mogła wsadzić im kij w szprychy i umrzeć Zyzia.

                                > autorka całą tę wizję znała, co ci nie przeszkadza oceniać tych ludzi,

                                Podziwiam, jak z atakującej tę rodzinę zmieniłaś się we współczującą - wystarczyło, że pojawiłam się ja i żeby rozkręcać inbę trzeba było przyjąć przeciwne do mojego zdanie.

                                > mieć podłoże genetyczne to wiadomo, że są zainteresowani i liczą na to, że fin
                                > ał będzie w miarę optymistyczny, bo to jakby nie było ich geny też, czyli mogą
                                > się zastanawiać czy jest ryzyko że ich dzieci czy wnukowie zachorują.

                                Takiego pierniczenia dawno nie czytałam. Widać, że już kompletnie nie wiesz, co wymyślić, żeby ciągnąć trolowanie. Jeśli choroba jest genetyczna, robią sobie badania na nosicielstwo. Pewnie już zrobili. Jeśli nie jest genetyczna, nie ma ryzyka dla ich dzieci i wnuków. Dla żyjących i mających swoje lata dzieci i wnuków ryzyka nie ma, zespoły genetyczne objawiają się raczej wcześnie (pomijam choroby rzadkie, które są niezdiagnozowane przez wiele lat - one też dają objawy, tylko może nie być wiadomo, do czego je przyporządkować).

                                I na koniec - ta cała genetyka nie ma żadnego powiązania z czasem życia Zyzia. Gdyby Zyzio nie był świetnie zaopiekowany przez mamę i umarł wcześniej, to wszystko nadal by wyglądało dokładnie tak samo, jak wygląda dziś.
              • eriu Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 02:41
                Ale Wy wiecie, że darowizny na rzecz fundacji odpisuje się od podatku? Skoro na dziecko można przekazać 1,5% podatku to znaczy, że idzie to przez fundację. Także przekazywanie czegokolwiek więcej na dziecko jest też z korzyścią jeśli strona jest firmą, bo sobie taką darowiznę odpisuje od podatku.
                • eriu Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 02:42
                  Jednoosobowe działalności tez spełniają to kryterium.
                • ardzuna Re: Dylemat moralny 4 05.05.23, 17:44
                  eriu napisała:

                  > Ale Wy wiecie, że darowizny na rzecz fundacji odpisuje się od podatku?

                  Nie od podatku, tylko od dochodu przed opodatkowaniem. To zasadnicza różnica. Odpisanie od podatku byłoby zbyt piękne, żeby było prawdziwe.

                  Skoro na
                  > dziecko można przekazać 1,5% podatku to znaczy, że idzie to przez fundację.

                  A nawet jeszcze przez budżet państwa.
      • anorektycznazdzira Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 16:21
        "Ta dalsza, szeroka rodzina (..) oni są właśnie zainteresowani, żeby dziecko jak najdłużej żyło, by to ono skorzystało z tego spadku"
        Jezu. A bez spadku to im latało ile żyje i jak żyje? Teraz jego życie ma sens, bo im mniej szkoda pinionszków, skoro jednak jakiś krewniak korzysta? Dylemat moralny to chyba zatem polega na tym, jak mieć taką rodzinę i się z niej jakoś nie wypisać?
    • anorektycznazdzira Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 16:16
      Po kim on odziedziczył ten wielki dom z ogrodem w dobrej lokalizacji, skoro jego rodzice żyją?
      To raczej ktoś mu ten dom, z pomięciem tych rodziców zapisała. Czyli miał jakiś powód.
      Obecnie dziedziczy niepełnosprawne dziecko, którego utrzymanie w jakiej takiej formie musi kosztować krocie i pochłaniać oceany czasu i wysiłku, którego jak wynika z opisu rodzina chłopaka ponosi coś tak koło zera.
      Gdzie tu dylemat? Chyba, że komuś głupio i nie wie jak przepraszać, to wtedy rozumiem.
      • jednoraz0w0 Re: Dylemat moralny 4 06.05.23, 20:36
        Odziedziczył po ojcu który odziedziczył po swoim ojcu, czyli jego majątek odrębny. Rodzice rozwiedzeni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka