melisananosferatu
19.06.23, 10:08
Mam 16 lat, jestem mloda, sliczna. Moja przyjaciolka takoz. Pewnego letniego dnia idziemy sobie, rozmawiamy o tym jak fajnie byloby przejechac Route 66 i, ze ciagnie nas w nieznane bo lato, mlodosc, mlodzi surferzy i Malibu. Nagle ktoras z nas stwierdza, ze my nigdy nie lapalysmy stopa i jesli nie teraz to kiedy. Naszym pierwszym (i jedynym) okazuje sie przystojny facet okolo 30tki. 'Stary' ale auto sportowe, zawsze to inaczej niz wsiasc do auta bylejakiego. Pan sympatyczny, gadka- szmatka 'a co wy dziewczyny tak same chodzicie?', muzyka na full, fajnie jest. Prosimy pana zeby zatrzymal sie w kolo przystanku autobusowego ale pan nie slyszy. Powtarzamy raz jeszcze, wiadomo, muzyka, moze nie doslyszal. Pan nas ignoruje i zaczyna robic sie dziwnie. Pan przyspiesza, moj zoladek zaciska sie w kule i zaczynam miec poczucie, ze to nie ja siedze kolo Ani w tym pieknym, czerwonym aucie a jakas inna, glupiutka nastolatka, ktorej zaraz przytrafi sie cos o czym dowiaduje sie zazwyczaj z tv. Ania reaguje inaczej, ja zamrozona, ona w krzyk. Pan nadal nie slucha, patrzy przed siebie, zajezdza 'w krzaki'. 'Jedna sie rozbiera, druga siedzi cicho, same wybierzcie, ktora bedzie pierwsza'. Drzwi samochodu sa zablokowane ale szarpiemy za te klamki bo a nuz jedba pusci Pan odwraca sie do nas,my w krzyk. Pan kaze nam sie zamknac.
Sekundy trawaja wiecznosc. Pan sie odwraca i...odblokowuje drzwi. 'Wypad, gowniary i niech wam nigdy do glowy nie przyjdzie wsiadac obcym chlopom do auta'. Nie pamietam jak wysiadlysmy z tego auta, nie pamietam jak dlugo bieglysmy zanoszac sie placzem. Odechcialo sie nam Route 66 i surferow z Malibu.
Gdy tak przesledze swoje zycie to wiele razy bylam w sytuacji 'ryzykownej' (wracalam sama do domu po pracy wieczorowa pora, biegalam wieczorem w parku, poznalam nowych ludzi na imprezie studenckiej i bawil sie z nimi do rana). Nawet w zeszlym tygodniu poszlam na dluuugi spacer, na ktorym zlapala mnie burza i ulewa. Podjechalo znajome auto, kolega z pracy, podwiozl mnie, super. Od tych wszystkich zgwalconych, zamordowanych dziewczyn odroznia mnie...szczescie. Tylko i wylacznie. Szczescie, ze trafilam na normalnych ludzi a nie zwyroli (nadal nie wiem czy pan ze sportowego samochodu byl zwyrolem, ktory sie rozmyslil czy naprawde chcial nam dac nauczke). Pod rozwage tym, ktorzy zawsze winy szukaja w ofiarach.