justa87
27.12.23, 18:37
Dość dawno temu pisałam na ematce, ale chyba konto wygasło, w każdym razie nie mogłam się na nie zalogować. A mam... DOŚĆ, DOŚĆ, DOŚĆ. Dość swojego męża, który od prawie 3 lat pije dużo i coraz więcej. Niby chodzi do pracy, ale po pracy zawsze coś musi, jak on to ujmuje, "łyknąć". W weekendy najczęściej zalewanie się na umór. Ile ja się prosiłam, tłumaczyłam to nie zaliczę. Nawet jak coś podziałało, to podziałało tylko na parę dni. Dosłownie. Mąż nie jest agresywny po alkoholu, raczej kładzie się spać czy coś próbuje oglądać, ewentualnie marudzi pod nosem, ale to nie zmienia faktu, że coraz bardziej jego zapita twarz, zapach, wszystko działa na mnie jak płachta na byka. Syn i córka od dawna ochłodzili z nim relacje. Trzy tygodnie temu mąż postanowił się zaszyć. Zrobienie wszywki miało być starszakiem psychicznym, żeby nie brać alkoholu do ust i NIBY coś ze sobą zacząć robić wiecej (taaaa). Nie pił do...dzisiaj. Wróciłam po pracy, a mąż oświadczył, że wypił dwa piwa, "tylko dwa, powoli, bo nie wiedziałem, jaki będzie efekt, ale chyba mi wszyli jakieś witaminy, bo nic się nie dzieje". Ściana. Coś się przelało we mnie. Wyżalić się tylko chciałam, bo już teraz dotarło do mnie, że mąż obecnego stanu NIE chce zmieniać.
Czy możliwe, że zaszyto mu witaminy czy po prostu co organizm, to inna reakcja?