Muszę się wyżalić. Jestem właśnie na wyjeździe. Bałam się, że mnie to cholerstwo dopadnie w trakcie (miesiączkuję nieregularnie od dawna, więc trudno przewidzieć), więc byłam przeszczęśliwa, kiedy pojawiło się cztery dni przed - byłam pewna, że do wyjazdu minie, bo ostatnio choć boli bardziej niż dawniej (mam 47 lat), to trwa 2-3 dni i koniec. A tym razem nie. To już piąty dzień i krwawienie wcale się nie zmniejsza. Boję się, że się jeszcze pogorszy, a jestem za granicą, sama z córką. Wiem, że nie ma na to żadnego sposobu, może poza braniem cyklonaminy, której tu nie mam.
Chciałabym, żeby ktoś kiedyś uwolnił kobiety raz na zawsze od tego przekleństwa

Tak definitywnie, bez konieczności brania leków, które nie dla każdej kobiety są dostępne i mogą zaszkodzić zdrowiu. Ileż by to w naszym życiu zmieniło...