komunia23
20.02.24, 10:11
Mam nadzieję, że wątek nie poleci bo występuje w nim obcokrajowiec.
No więc wczoraj poszłam po smaczki dla psa i worki na odchody. Psu kupiłam golonkę z trixie, oszalał na jej punkcie.
Przede mną był pan, który mówi do kasjerki- dla kota. I pokazuje palcem. Pani pyta- tryptofan? Bo na to wskazywał pan. A on dalej, dla kota, dla kota, dla kota. Kobieta widziałam już wykończona poprosiła kolegę o pomoc, a mnie zaczęła kasować.
Okazało się, że pan chce ubranie dla kota, ale dalej nie potrafił wytłumaczyć jak duże i jaki rodzaj, bo kompletnie nie znał języka.
Co myślicie o takich przypadkach? Już pomijając translatory w komórce, to w życiu nie przyszłoby mi do głowy wybierać się do sklepu nie znając podstawowych zwrotów w danym języku.
Pan oczywiście wyszedł bez ubranka.