Dodaj do ulubionych

Jechać nie jechać

13.04.24, 19:54
Nie mam starych znajomych przy sobie więc nie mam z kim tego obgadac.

U syna, na odwyku, znowu jest dzień otwarty dla rodziny. Tylko że jak na pierwszy pojechałam bardzo chętnie i było super to teraz mam duży opór aby pojechać. Młody nie zrobił zadania które ustalił z terapeutą dlatego do tej pory nie przyjechał na przepustkę do domu, a za 3 tyg kończy mu się półroczny odwyk.
Co do pojechania do niego to: dzisiaj byłam pierwszy dzień w nowej pracy a musiałbym się już z kimś zamieniać aby mieć dany dzień wolny. A po drugie kasa, taki wyjazd to ok 800-1000 zł. Musiałabym wziąć z kupki. Przypomnę że sam wybrał sobie ośrodek ok 600 km od domu.

Wiem że będzie mu smutno jak nikt do niego nie pojedzie.
Ale będę się czuć źle jak będę "zmuszona" do niego pojechać. Już nie mówiąc że podróż powrotna pociągiem będzie trwała coś ok 12 godzin z przesiadkami, w nocy, abym jeszcze na godz 8 rano zdążyła do pracy.


Narazie wg mnie i tak i tak to będzie złe wyjście.



Obserwuj wątek
    • brenya78 Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 19:55
      Nie jechac. Poczekac az syn przyjedzie na przepustke.
    • brenya78 Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 19:56
      "Wiem że będzie mu smutno jak nikt do niego nie pojedzie."

      Moze to go zmotywuje do zrobienia zadania ktore ustalil z terapeuta.
    • alpepe Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:07
      Nie jechać.
    • hrasier_2 Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:13
      Masz ostatnio przechlapane. Kontakt telefoniczny jest? Niedługo przyjedzie sam. Były ma auto? Pisalaś kiedyś. Jedynie to. A tak bez sensu. Trzymaj się.
      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:23
        Mam auto, ale 8 godz jazdy to nie dla mnie i nie dla mojego auta (samochód od byłego wink) - to dwudziestolatek, tym bardziej z powrotem, po aktywnym dniu jechać całą noc całkowicie odpada.
        Kontakt telefoniczny taki jak syn zadzwoni. Poza tym popsuło się coś. Do lutego przez telefon był uśmiechnięty, pełen nadziei, mówił co czuje. Po spotkaniu przez 2-3 tyg miał cofnięte telefony, ze względu na brak zakończenia w/w zadania. Już nawet listy wtedy do niego pisałam. Teraz jak dzwoni to już bez tego optymizmu i ma tylko 5 min, dzisiaj zadzwonił aby mnie tylko poinformować o tym dniu rodziny.
        • hrasier_2 Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:39
          Ty się nadajesz na forum psychologiczne profesjonalne . Ktoś by Cię zawiózł jedynie. Lepiej zadzwoń do tych opiekunów co oni mogą na miejscu mu zrobić i jakie plany. Jak mu terapeuci nie pomogą to Ty w czym?
          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:48
            Prawdopodobnie zostanie tam dłużej jak te pół roku. Sam też mówi że boi się stamtąd wyjść , że najpierw chciałby przyjechać na przepustkę aby się sprawdzić.

            • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:51
              Pamiętam naszą rozmowę na temat długości trwania terapii. Nie jest czasem tak właśnie, że mu nastrój spadł przez ten strach? Czy czasem zostanie to nie nazbyt bezpieczna strefa komfortu? Pytam, nie atakuję, bo nie wiem, jak to jest w przypadku tak długich odwyków.
              • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:58
                Może być tak jak mówisz.

                Może się bać wyjścia , znaczy na pewno się boi. Sam to mówi. Może tam zostać i wg mnie niech tam będzie tak długo aż sam uzna że jest już lepiej. Są tam ludzie którzy po takim odwyku mieszkają tam i pracują dla ośrodka. Dla mnie to byłoby marzenie. Wiedziałabym że mam trzeźwego syna.

                U Siekielskiego byli ludzie którzy nawet 2 lata byli na odwykach.


                Cieszę się że jest w ośrodku gdzie ma terapeutów na wyciągnięcie ręki.

                • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 21:54
                  jeśli można zapytać; od czego twój syn przechodzi odwyk?
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 22:02
                    Jest na odwyku od narkotyków ale jest też uzależniony od alkoholu.

                    • hrasier_2 Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:12
                      U Kotańskiego w Monarze- nazywało się to tak. Zdjęcie maski. "Operacja zdjęcia maski, której dokonuje się na pierwszym spotkaniu terapeutycznym z nowo przyjętym, jest częstokroć najboleśniejszym z zabiegów terapeutycznych w całym okresie pobytu w domu "Monaru". Przypomina to zabieg wyrwania bolącego zęba, który trzeba najpierw rozchwiać i podważyć, zanim się go wyjmie. Trzeba dokonać cięć umożliwiających nowicjuszowi, który zdecydował się na walkę z samym sobą (czytaj: z narkomanem), spojrzenie w głębię zła narosłego w toku działań narkomańskich. Musi on sobie uświadomić i pozwolić, aby uświadomili mu to inni, ile - stracił przez nałóg, dokąd zaszedł i jaki jest jego stosunek do ludzi i samego siebie. Przykre dla matki, ale musi przez to przejść.
                      • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 03:35
                        To w sumie ciekawe, eagle przeszłaś taką konfrontację, czy to było tylko spotkanie ostatnio? Czyściliście?
                        • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 06:50
                          ikoniecikropka napisał(a):

                          > To w sumie ciekawe, eagle przeszłaś taką konfrontację, czy to było tylko spotka
                          > nie ostatnio? Czyściliście?

                          Już tu pisałam raz. Było ok 20 minutowe spotkanie z jego terapeutą, na którym co chwilę wspominał że dzisiaj nie ma czasu na dłuższe rozmowy. Była mała praca nad sobą, ale to już w rodzinach i później chwilę omówienia grupowego.
                          Może.ja za dużo oczekuję, za dużo filmów się na oglądałam.
        • znowuniedziela Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 04:11
          Jechać! Zawsze! Ma Ciebie, wspieraj go. To Twój Syn. Musi czuć i zobaczyć, że warto się starać dla Matki. Że Tobie zależy.
          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 11:05
            Tylko że dla mnie to naprawdę wyczyn i wyrzeczenie. Całkowicie nowej pracy muszę się zamieniać, dodatkowo po 12 godzinach jazdy pociągiem w nocy przyjadę od razu do pracy na 12 godzin, plus koszta na które, jakbym nie miała pomocy zewnątrz całkowicie nie mogłabym sobie pozwolić.
            A on za kolejne dwa tyg stamtąd wyjdzie ... Albo zostanie tam i każda wyprawa będzie dla mnie fizycznie ciężka. A tak naprawdę wystarczyłoby gdybym choć widziała minimalne staranie się z jego strony to pewnie bardzo bym chciała pojechać aby go wspierać. Podobno mają znacznie ograniczony kontakt telefoniczny z rodziną, bo to są dla nich przyjemności ... Więc niech stamtąd wychodzi i zacznie terapię gdzieś bliżej, 100-200 km od domu. Będę mogła i co miesiąc jeździć bez żadnych wyrzeczeń.
            • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 11:06
              Napiszę do niego list i wszystko mu wyjaśnię. Chyba tak będzie najlepiej
              • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:54
                To zdaje się być dobrym pomysłem, tylko pod warunkiem, że nie tylko będziesz się tłumaczyć, a napiszesz o trudnościach, które wygenerował i o jego zaniechaniu.
                • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 22:03
                  Jestem właśnie w trakcie pisania, rano wrzucę do skrzynki to w środę już powinien miec. Raczej się nie tłumaczę, bo nie mam z czego. Piszę o trudnościach i o tym że mimo wszystko jest to ciężkie dla mnie że mnie nie będzie. Oraz z propozycją aby zakończył o czasie daną terapię i poszedł na inną bliżej domu , tak 100-200 km.
                  • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 22:04
                    No i super, powodzenia, trzymaj się.
            • berdebul Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 20:22
              To jemu ma zależeć. Nie daj się wbić w poczucie winy.
            • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 12:48
              a to nie jest tak, ze wpadl w nalog miedzy innymi dlatego, ze od dziecka dla rodzicow zawsze bylo cos wazniejszego niz on sam?
              • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 12:50
                mnie by bylo przykro, jakbym miala nadzieje ma odwiedziny najblizszych, a dostalabym tylko list, ze „nie moglam przyjechac, bo praca, rozumiesz”. hmmm.
                ale nie wiem jaki jest on, moze na nic juz nie liczy.
                • pseudo_stokrotka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 12:56
                  Oczywiście, praca to taka fanaberia. Większość z nas pracuje dla przyjemności, ale w każdej chwili może rzucić robotę i nic się nie stanie.

                  OJP.
                  • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:02
                    pseudo stokrotka, rozumiem, ale nie rozumiem. mowimy o czyims synie- najwazniejszej osobie w zyciu, hipotetycznie . i o sytuacji przebywania na odwyku. to nie jest „mamo , popilnuj mi pieska w poniedzialek”. to jest sytuacja, ze tak powiem, wyjatkowa…

                    nie jestem pewna, czy osoby udzielajace rad maja do konca swiadomosc sytuacji i okolicznosci
                    • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:03
                      *o czyims synu 😖😖
                      • little_fish Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 18:20
                        Gdyby mu tak bardzo zależało na spotkaniu, to postarałby się o przepustkę.
                        • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:38
                          Przepustka stanowi ryzyko natychmiastowego zaćpania, on może być tego świadomy i nawet o nią nie zabiegać na tym etapie.
                          • turbinkamalinka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:51
                            panna.nasturcja napisała:

                            > Przepustka stanowi ryzyko natychmiastowego zaćpania, on może być tego świadomy
                            > i nawet o nią nie zabiegać na tym etapie.

                            Albo chłpak okopał się w bezpiecznym miejscu w którym nawet nie musi decydować co zje na śniadanie. Nie musi wziąć odpowiedzialności za swoje życie, unika odpowiedzialności, nie musi nic oprócz wykonania doribnych prac na rzecz ośrodka. Zawsze będzie ktoś kto mu pokaże palcem co ma zrobić.
                            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:55
                              Może tego potrzebuje? Może ma już dość decydowania o sobie, które i tak mu nie wyszło. Może wie, że jak wyjdzie to zostanie sam ze wszystkim, nawet z tym śniadaniem? To jest bardzo trudny temat i tych może jest dużo.
                            • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:59
                              Czyli terapia jeszcze się nie skończyła po prostu...
                            • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:04
                              Jeśli pobyt w zamkniętym ośrodku dla narkomanow uważasz za „bezpieczne miejsce” w którym wykonuje się tylko drobne prace na rzecz ośrodka to pojęcia nie masz o czym piszesz i serio szkoda klawiatury.
                              Widziałaś taki ośrodek od środka?
                            • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:13
                              Dokładnie.
                          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:25
                            panna.nasturcja napisała:

                            > Przepustka stanowi ryzyko natychmiastowego zaćpania, on może być tego świadomy
                            > i nawet o nią nie zabiegać na tym etapie.

                            On się bardzo boi tej przepustki.
                            Pierwsza i tak nie będzie sama tylko przyjedzie z opiekunem. Nawet myśli o tym aby nie brać ze sobą telefonu komórkowego. Może to go też stopuje z tym zadaniem.
                          • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:13
                            Na tym etapie? To pół roku.
                            • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:49
                              ikoniecikropka napisał(a):

                              > Na tym etapie? To pół roku.

                              Widocznie potrzebuje więcej czasu. Robert Rutkowski był na odwyku który trwał 2 lata, choć wytrwał tylko 9 miesięcy.
                              • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 23:01
                                To jasne, ale nie róbmy z tego znowu- oj biedactwo potrzebuje. Warto zdać sobie sprawę, że gdy wkroczy praca, na przykład rodzina to już to, co on będzie potrzebował nie będzie jedynką na liście priorytetów.
                                • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 02:58
                                  Rodzina nie „wkracza”, rodzinę się zakłada. On nie założył, nie ma dzieci wobec których miałby zobowiązania.
                                  I bardzo dobrze, że jest w ośrodku, skoro tego potrzebuje i nie słyszy tam bzdur i silnej woli, które wypisujesz. Nie, nie silną wolą wychodzi się z nałogu.
                                  • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 21:57
                                    Jeśli znasz się na psychologii, to w czym się konkretnie specjalizujesz?
                            • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 02:56
                              Tak, pół roku. Czyli bardzo mało jeśli mówimy o wychodzeniu z narkomanii.
        • agniesia331 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:26
          Nie jechać. Wybrał 600 km od domu to chyba,liczył się z tym,że to podróż w 2 strony dobę. Zajmij się sobą i swoją pracą,bo to tak jak z alkoholik9em- sam musi chcieć. Może brak tych odwiedzin mu w końcu pojdzie na ambicje?
    • przepio Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:36
      Za 3 tyg kończy, sam wybrał ośrodek tak daleko, mógł sam przyjechać, ale zawalił.. nie, wszystko by mi mówiło, by nie jechać.
    • berdebul Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:41
      Nie jedz. Szanuj siebie i swoje zdrowie. Masz prawo odpocząć, nie ruszać oszczędności, nie naginać się. Sam wybrał taki ośrodek, sam zdecydował o olaniu zadania.
    • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:44
      Sam wybrał to utrudnienie. Sam wybrał maksymalną izolację.
      • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 20:46
        Raz już wyszłaś mu naprzeciw, a niedługo ma być w domu.
    • cegehana Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 21:29
      W sytuacji, którą opisałas ja radzę nie jechać: syn jest pod dobrą opieką, nawet jeśli jak to określasz "będzie mu smutno", to ma tam ludzi, którzy mu pomogą. A i on i Ty musicie się uczyć szanowania swoich granic, bo w codziennym życiu z uzależnionym takich sytuacji będzie mnóstwo.
      • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 13.04.24, 21:59
        A ja mam mieszane uczucia
        Nie wiem jakie macie kontakty ale może gdy się tam pojawisz, powiesz mu parę słów coby podnieść na duchu (podejrzewam że ma kryzys) może jak poczuje że ma
        w Tobie oparcie to zmotywuje się do dalszej walki z uzależnieniem?
        • pseudo_stokrotka Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 12:02
          Ale ona rozważa niepojechanie nie dlatego, żeby mu na złość zrobić, tylko z konkretnych powodów.
          Ja bym nie pojechała.
        • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 12:14
          Trochę sam się tego pozbawił, zupełnie jakby chciał się odciąć. Wybrał ośrodek 600 km od domu, to ma swoje konsekwencje logistyczne.
          • little_fish Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 12:47
            I nie zrobił zadania, które gwarantowało przepustkę. Dlaczego tylko matka ma wkładać wysiłek w spotkania?
            • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 12:51
              I ogólnie robi wszystko, żeby tam zostać, nie zaznać normalnego życia. Ja rozumiem, że są takie długotrwałe terapie, ale to mi trochę kolonie przypomina.
              • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 12:58
                Nie chcę, żebyś mnie, eagle, źle zrozumiała, ale moim zdaniem Twój syn się okopał, najwyraźniej mu z tym dobrze, tego potrzebuje, więc to uszanuj, tak jak powinien uszanować to, że logistycznie się pozbawił kontaktów z bliskimi.
                • helka.na.zakrecie Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:49
                  Pozbawił sie tez kontaktów z cpajacym, pijącym towarzystem.. Może o to głw chodziło w tej odległości.. Odcięcie, noee życie etc...
                  • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:53
                    Bardzo prawdopodobne i ma sens, ale niesie też konsekwencje związane z kontaktami z rodziną, których chłopak nie chce, bo nawet nie poinformował eagle o możliwości odwiedzenia go w święta i nie zrobił nic, by dostać przepustkę. W kwestii tego z kolei, o czym mówisz, tu czas na pewno zrobi swoje, ale jeżeli chłopak po odwyku nie przeprowadzi się 600 km od domu, to znowu zacznie brać i pić? Nigdy do niej nie przyjedzie, bo tam jest to towarzystwo? Prędzej czy później trafi na te pokusy, nie uniknie ich, choć dobrze, że to wydłuża.
                  • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:40
                    Helka, dokładnie.
                    A także od odcięcie od potwornie kontrolującej matki, bycie jak najdalej.
                    Nie przypadkiem wybrał akurat ten ośrodek.
                    • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:04
                      Może odcięcie od znajomych, od okoliczności ćpania...
                      Moja córka powiedziała mi ostatnio, że w życiu nie będzie mieszkać tu w tym mieście po szkole, choć sugerowałam jej np. opcję wyprowadzki ode mnie i zamieszkania z jakimiś koleżankami...
                      Bo -pamięta, gdzie chodziła, gdzie co zdobywała, gdzie to w domu ukrywała (jej słowa), a zapewne za jakiś czas się dowiem (tzn. ja już wiem i widzę, ale usłyszę to od niej kiedyś), jakiego wątpliwego rodzaju są ludzie, których wciąż ma w swoim otoczeniu... Miasto nie jest aż tak duże, młodzież się zna...
                      • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:05
                        Tak właśnie jest. Utarte stare ścieżki, schematy, łatwo w nie wpaść znów w momencie kryzysu.
              • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:05
                Ale on zaznał życia, przed odwykiem. Tak naprawdę tylko takie życie zna - naćpane i pijane, w każdej jego pracy większość ludzi piła i ćpała. Tam się uczy trzeźwego życia. I jak trzeba niech tam zostanie jeszcze pół roku. Każdy miesiąc trzeźwości jest bezcenny i powoduje że i organizm się regeneruje i mózg zaczyna inaczej myśleć .
                • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:10
                  Oczywiście, niemniej rozmawiamy o tym, czy warto go odwiedzić czy nie. A więc:
                  a) wybrał ośrodek 600 km od domu, wykluczając Cię logistycznie
                  b) już poprzedni wyjazd spowodował problemy u Ciebie, tarcia z córką, problemy organizacyjne, wygenerował bardzo duże koszty i zabrał ogrom czasu, choć spotkanie trwało chwilę
                  c) syn informuje Cię o dniu rodziny, żebyś Ty przemeblowała dla niego swoją rutynę, choć sam nie wykonał zadania, aby dostać przepustkę do domu.
                  Krótko - myśli na zasadzie: daj, a ja wezmę, a nie dam, a ty weźmiesz.
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:19
                    Jeżeli chodzi stricte o sam wyjazd do niego to tak naprawdę nie zrobil nic więcej niż minimalna podstawa aby się ze mną zobaczyć. Odfajkowac poinformowanie mnie o dniu i koniec. O tym że na święta rodziny też mogły przyjechać nawet mnie nie poinformował.
                    • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:23
                      Tak więc najpewniej masz odpowiedź.
                    • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:00
                      a to nie jest tak, ze mlodzi ludzie popadaja w uzaleznienia, w duzej mierze z powodu problemow, jakie zaserwowali im rodzice we wczesnym/ pozniejszym dziecinstwie?wink nie wiem, czy doszliscie do tego, skad u niego wynikly te problemy i czy zostal wskazany jakis potencjalny winny, ale moze w przypadku zaniedban w czasie mlodzienczym to jest ten moment, w ktorym rodzic ma szanse sie wykazac i naprawic bledy z przeszlosci, m.in. w taki sposob, ze sie juz poswieci i pojedzie zobaczyc swoje odizolowane od wszystkiego i wszystkich bliskich, dziecko? ze pokaze, ze jest najwazniejszy, mimo tego, ze cos tam w zyciu mu nie wyszlo, tak jak i temu rodzicowi cos tam nie wyszlo…
                      hmm
                      syn moze sprawiac wrazenie obojetnego, jednak mam przeczucie, ze w glebi ducha kazdy z nas liczy na wsparcie i bliskosc rodziny- a na pewno matki, zreszta w tak delikatnej sprawie, jaka jest przebywanie na odwyku.

                      w nalogi najczesciej laduja sie ludzi o ogromnej, lecz nierzadko ukrywanej, wrazliwosci…
                      • aqua48 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 17:34
                        Przestań wbijać matkę w poczucie winy. Podła, w tej konkretnej opisanej sytuacji, manipulacja.
                        • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 17:45
                          Czy próbowała postawić sie w roli syna autorki ? Nic nie dzieje się bez przyczyny .
                          • aqua48 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:09
                            Lepiej Ci jak leżącemu dokopiesz?
                            • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:15
                              Przecież ona jest kompletnie niepoważna i ma g...niane pojęcie o mechanizmie uzależnienia, za to rekompensuje sobie własne kłopoty z dzieckiem, szukając okazji do dosrania (również umiem w wyszukiwarkę).
                            • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:46
                              Ty jako leżącego odbierasz autorkę, a ja jej syna . Ty uważasz, że autorka jest ofiarą, a ja że katem, a ofiara jest jej syn. Wszystko zależy od tego z jakiego punktu spojrzysz na całą sytuację , a nie tylko na tu i teraz . Problem tego dorosłego człowieka zaczęły się gdy był dzieciakiem .
                              • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:51
                                A ty dlaczego byłaś katem dla swojego dziecka?
                                Przecież też miało problemy.
                              • aqua48 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 21:55
                                Czyli już osądziłaś i wydałaś wyrok, a teraz go tylko wykonujesz?
                      • cegehana Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:02
                        Myślę, że jednak nie każdy - nie wiem jak jest z synem eagle, ale bywa tak, że bliskość właśnie rodziny jest niemile widziana. Zgadzam się z tym, że warto pokazać, że syn jest ważny dla matki tylko najtrudniej odpowiedzieć na pytanie jak to zrobić. W zdrowej rodzinie odpowiedź intuicyjna jest zwykle prawidłowa: pojedź, zadzwoń, bądź blisko. W rodzinie z nałogiem w pakiecie nie musi to działać.
                      • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:13
                        Nie, to nie zadziała ani trochę - nie wobec uzależnionego.
                        Wsparcie takiej osoby to danie jej decyzyjności i narzędzi, okazji do zrobienia własnego ruchu - możesz zrobić zadanie i jechać na przepustkę, możesz nie zrobić i nie jechać, ale możliwości rodzica, logistyczne i finansowe w tym momencie są wyczerpane.
                        To, co w normalnej rodzinie przychodzi naturalnie, czyli nauka przewidywania skutków własnych działań, doświadczanie granic możliwości rodziców, podejmowanie własnej inicjatywy lub zaniechanie jej - tutaj musi być wyuczone od nowa. Uzależnienie czeka na każdą słabość bliskich, każdą chwilę zawahania, każdą chwilę popuszczenia wzajemnie obowiązującym zasadom, żeby znowu zaatakować.
                        I to naprawdę nie jest tak, że rodzic ma być w pozycji tego, który ma się korzyć i poświęcić, bo zrobił dziecku krzywdę. Nawet jeśli zrobił, to tak nie działa.
                        Uzależniony człowiek potrzebuje widzieć rodzica, który wie, co robi, który stawia granice, podejmuje decyzje, nie daje się czarować. I tak dalej, i tak dalej...
                        • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:44
                          Alex, on mógł tego zadania nie zrobić celowo. Żeby nie jechać na przepustkę. Bo, mniej lub bardziej świadomie, czuje lub wie, że jest dla niego za wcześnie i przepustka źle by się skończyła.
                          Wcale nie musi być tak, źe chciał się zobaczyć z matką, ale nic z tym kierunku nie zrobił.
                          Mógł nie zrobić z powodów kompletnie z matką niezwiązanych, czego matka w ogóle nie bierze pod uwagę. Tak samo jak i tego, że nie ona była powodem wyboru ośrodka. On się zajmuje sobą, nie nią.
                          • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:54
                            Oczywiście.
                            Równie dobrze on może po prostu bać się wyjść z ośrodka i to opóźnia, sabotuje to zakończenie leczenia.
                            Dlatego sensowne wydaje mi się zajęcie się przez każde z nich tym, co w danym momencie pomaga im budować stabilne życie. Matka niech się zajmie robotą i nierobieniem sobie uszczerbków finansowych, a on zdrowieniem. Zwłaszcza, że jakiś czas temu jednak u niego była.
                            • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:03
                              Alex, tak, dokładnie tak.
                              Z tym, że matka powinna też zająć się własną terapią.
    • jowita771 Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 12:32
      Ja bym nie pojechała. Z tego co piszesz nie wynika, że syn wychodzi z nałogu. On się nie stara i nie daje wiele od siebie, ale wymaga od innych, jeśli oczekuje, że przyjedziesz. Ty masz się poświęcić, żeby się z nim zobaczyć (jazda taki kawał to poświęcenie). On się nie poświęci, żeby zobaczyć się z Tobą (nie wykonuje zadania od terapeuty). Źle to wygląda. Nie pojechałabym, żeby do niego dotarło, że to od niego zależy, jak będzie wyglądało jego życie.
    • aqua48 Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 12:34
      eagle.eagle napisała:

      > Wiem że będzie mu smutno jak nikt do niego nie pojedzie.

      No to będzie. Musi nauczyć sobie radzić ze swoimi emocjami samodzielnie jak dorosły człowiek. A w sytuacji którą opisujesz możecie Ty, lub jego terapeuta racjonalnie mu wytłumaczyć że owszem chciałabyś przyjechać, ale nie dasz rady. Nie musisz wcale rzucać wszystkiego i jechać, wybrał tak daleki od domu ośrodek ze wszystkimi tego konsekwencjami.
    • helka.na.zakrecie Re: Jechać nie jechać 14.04.24, 13:41
      Ale głównie nie chcesz jechać nt, ze syn nie wykonał zadania? Czy, ze to kosztowna i wysiłkowo i emocjonalnie, podróż? W zasadzie, to chodzi o Twoją motywację i przeżycie tej sytuacji..
      Bo jak pojedziesz na wkurzuto i tak emocjonalnie da sie to wyczuć i oboje będziecie rozczarowani. Syn, bo pewnie to odczuje, Ty, bo syn nie doceni wysilku?
      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:02
        Może jakbym miała dwa dni wolnego to bym pojechała ... Tylko że kasa ostatnio strasznie mi się rozchodzi , mam dużo wydatków. Nawet za syna musiałam ponad 6 tys zapłacić. I naprawdę gdyby nie kochanek to bym nie miała na chleb.
        Podróż też ciężka, zwłaszcza siedzenie od 21 do 24:30 na dworcu , a później w pociągu do 5 godz i znowu przesiadka - niecałe 10 min więc człowiek się denerwuję czy zdąży. Bo w robocie już jakoś dałabym radę.

        Wkurzam się że tak jakby on nic z siebie nie dawał, że tylko ja , on tam sobie po prostu będzie na mnie czekał. Może się mylę, mam nadzieję. Ale mogłabym pojechać tam z pretensjami do niego więc nikomu by się to nie przysłużyło. Ostatnio wspólną rozmowę z psychologiem mieliśmy ok 20 min co raz przerywaną że niestety ale nie mamy dzisiaj za dużo czasu.

        Tym bardziej że on za 3 tyg kończy tam terapię. Będę do niego pisać aby wyszedł i ewentualnie szukał drugiej ale już bliżej.
        • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 22:31
          eagle.eagle napisała:

          > Może jakbym miała dwa dni wolnego to bym pojechała ... Tylko że kasa ostatnio s
          > trasznie mi się rozchodzi , mam dużo wydatków. Nawet za syna musiałam ponad 6 t
          > ys zapłacić.

          A czemu?
          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 22:59
            O kasę chodzi?
            Oddałam za niego rentę rodzinną którą pobierał a nie należała mu się bo rzucił szkołę. Mam nadzieję że odda mi te pieniądze jak pójdzie do pracy ...

            A inne wydatki ... To już moje, sprawy sądowe, znaczy prawnik , już prawie 10 poszło ...
            • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:34
              Twoje oczekiwania są naprawdę ciekawe , podejrzewam , że większość forumek gdyby miało taka troskliwa mamusie skończyłaby jako cpunki
              • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:39
                makurokurosek napisała:

                > Twoje oczekiwania są naprawdę ciekawe , podejrzewam , że większość forumek gdyb
                > y miało taka troskliwa mamusie skończyłaby jako cpunki


                Mówisz o moim oczekiwaniu że dorosłe dziecko pozna co to są konsekwencje brania od państwa pieniędzy które mu się nie należą?!!!
                To nasze państwo w takim razie powoduje że wszyscy będziemy ćpać - bo to one zażądało zwrotu. I jeszcze do sądu z tym poszło.
                • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:44
                  Ja w ogóle jestem pełna podziwu, że uważasz, dobrze, niech się leczy, ile chce, jeśli zrobił coś takiego, Ty założyłaś, ledwo ściubisz, a jeszcze masz ściubić na wyjazd, bo ktoś nie pomyślał, jak ciężkie to będzie logistycznie i finansowo. Jesteś bardzo cierpliwa i chwała Ci za to. Ale to kolejny powód, by nie jechać.
                • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:46
                  Raczej niewielu osiemnasto-dziewietnastolatkow orientuje się w sprawach rent , podatków. Tak więc nie dziwi fakt , że nie zgłosił do ZUSu faktu rzucenia szkoly .
                  Dziwi natomiast fakt , że Ty o takim obowiązku nie wiedziałaś.
                  Twoja wypowiedź jasno mówi o tym , że twoj syn od dawna nie mógł na ciebie liczyć
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:49
                    Ja wiedziałam i on też wiedział. Tylko że był już wtedy dorosły i niewiele mogłam zrobić.
                    • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:50
                      eagle.eagle napisała:

                      > Ja wiedziałam i on też wiedział. Tylko że był już wtedy dorosły i niewiele mogł
                      > am zrobić.

                      Ale cicho, na policji powiedziałam że nie był świadomy. Inaczej ciężko byłoby umorzyć sprawę.
                      • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:50
                        Bravissimo, jeszcze bomblowi d... chroniłaś. Co za sprawę?
                  • riki_i Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:35
                    makurokurosek napisała:

                    > Raczej niewielu osiemnasto-dziewietnastolatkow orientuje się w sprawach rent ,
                    > podatków. Tak więc nie dziwi fakt , że nie zgłosił do ZUSu faktu rzucenia szko
                    > ly .
                    > Dziwi natomiast fakt , że Ty o takim obowiązku nie wiedziałaś.
                    > Twoja wypowiedź jasno mówi o tym , że twoj syn od dawna nie mógł na ciebie licz
                    > yć

                    Co Ty wygadujesz????

                    Fakt, że renta rodzinna dla dorosłego dziecka należy się tylko wtedy gdy ono się uczy jest powszechna.
                • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:49
                  Ono, nie one. Państwo jest winne, że biedne bombelki ćpają, bo żąda zwrotu renty???????
                • turbinkamalinka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 01:48
                  eagle.eagle napisała:


                  > Mówisz o moim oczekiwaniu że dorosłe dziecko pozna co to są konsekwencje brania
                  > od państwa pieniędzy które mu się nie należą?!!!
                  > To nasze państwo w takim razie powoduje że wszyscy będziemy ćpać - bo to one za
                  > żądało zwrotu. I jeszcze do sądu z tym poszło.

                  Ale czekaj. Ty nie zwalaj odpowiedzialności na państwo za to. Twój syn znał zasady. Uczy się= dostaje rentę. Jego obowiązkiem co jakiś czas było dostarczyć zaświadczenie o kontynuacji nauki. Nie zrobił tego. Zus nie jest w stanie zweryfikować każdego ucznia pobierającego rentę. Dlatego wymaga zaświadczeń a obowiązkiem dorosłej, uczącej się osoby jest dopilnować formalności. Jeśli nawet ty myślisz inaczej to marnie widzę zwrot tych pieniędzy bo twój syn będzie uważał że został skrzywdzony przez urząd. Z resztą chyba przy pierwszych twoich wątkach dortczacych syna dziewczyny ci mówiły że jak się nie uczy to niech tych pieniędzy nie rusza. Ale może pomyliłam wątki
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 06:55
                    Mój wpis, znaczy jego druga część to była ironia.

                    Ani ja nie uważam że ZUS/państwo jest złe bo chce zwrotu pieniędzy ani mój syn ( mam taką nadzieję).

                    To była odpowiedź na post w którym napisałam że mam nadzieję, że syn jak tylko wróci i pójdzie do pracy to mi je odda.


                    makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:34

                    Twoje oczekiwania są naprawdę ciekawe , podejrzewam , że większość forumek gdyby miało taka troskliwa mamusie skończyłaby jako cpunki
    • aankaa Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 18:58
      Młody nie zrobił zadania które ustalił z terapeutą dlatego do tej pory nie przyjechał na przepustkę do domu, a za 3 tyg kończy mu się półroczny odwyk

      ja bym nie pojechała
    • bi_scotti Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 19:12
      Ja bym pewnie nie pojechala ale Stary Bi_scott to by raczej i piechota ruszyl tych 600 km gdyby mial poczucie, ze mlodemu jest to potrzebne. I don't know - jesli zdecydujesz sie jechac, to paradoksalnie bardziej dla siebie niz dla niego - zeby sama zobaczyc na wlasne oczy how it's going, zeby miec poczucie, ze go nie opuscilas, zeby nie miec wyrzutow sumienia, ze jednak nie pojechalas wink Tak to jest z terrorem milosci - i tak zle, i tak niedobrze, eh. Good luck dla Was obojga - Ciebie & syna! Life.
    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 20:13
      Pojechałabym, przeciez to twoj dzieciak i jakby nie patrzec to w duzej mierze ty odpowiadasz za jego nałog.
      Taka trasę bardziej ekonomicznie jest przejechać pociągiem .
      • silenta Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 20:26
        W przeciwieństwie do jazdy pociągiem jak planuje autorka?
        • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 20:40
          Najpierw pisała o samochodzie i wydatku 1000 zł , to zdecydowanie nie koszt biletów PKP, ba nawet samolotem wychodzi sporo taniej.



          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 20:50
            Koszty ok 700-800 zł bo muszę tam wziąć hotel plus taksówkę już do samego ośrodka - inaczej nie da się tam dojechać.
            Bilety PKP można trafić i za 200 i za 100 zł zależy od godziny, oczywiście kupowałam najtańsze.
            • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:05
              Nie wiem jaka jest historia twojego syna , ale biorąc pod uwagę, że ma 20 lat i od pół roku jest na odwyku to prawdopodobnie zaczął cpac mając lat 16-17 , czyli jego problemy zaczęły się gdy ty byłaś za niego odpowiedzialna.
              Nie da się ukryć, że w tym wieku ucieka się od problemów domowych . Tak więc ty również jesteś wspolwinna obecnej sytuacji.
              Oczekujesz od syna , że weźmie pełna odpowiedzialność za swoje błędy ale sama unikasz odpowiedzialności za swoje .
              Jesteś jego matka , dzieci niezależnie od wieku należy wspierać, zwłaszcza gdy po części za ich problemy odpowiadamy my.
              • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:08
                Jeżeli przeze mnie zaczął ćpać to moja obecność raczej mu nie pomoże, wręcz może przeszkodzić.

                Tak, oczekuje że jako osoba dorosła będzie odpowiedzialna na swój los. Ja w jego wieku pracowałam i prowadziłam dom.
                Jeżdżenie na każde skinięcie przez całą Polskę nie uważam za unikanie odpowiedzialności - możesz mieć inne zdanie.
                • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:14
                  Zaczął cpac gdy nie był osoba pełnoletniość tylko nastolatkiem będącym pod twoja opieką. Tak więc raczej ch.. spełniłaś swój obowiązek rodzicielskich skoro nie zauważyłaś problemów syna . Od kogo w takim razie miał się tej odpowiedzialności uczuć skoro.

                  Wypierasz swoją odpowiedzialność za problemy syna .
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:19
                    Ch... spełniam swój obowiązek i dalej go tak wypełniam. Jak widać.
                    Nie mam ochoty po raz n-ty tu tego wszystkiego pisać. Więc sorry, ale nie pogadamy sobie.
                    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:30
                      Nie oczekuje od ciebie dyskusji , ale nie zamierz również klepać po ramieniu i być grupa wsparcia .
                      Stosujesz podwójne standardy .
                      Od syna oczekujesz dojrzałości i odpowiedzialności, a od siebie nie wymagasz niczego.
                      Ba mimo , że zaczął cpac będąc nastolatkiem , czyli będąc pod twoja opieka , ty nie czujesz się w żaden sposób odpowiedzialna za tą sytuację.
                • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:18
                  Zawaliłaś jako matka nastolatka , nie popełniaj tych samych błędów jako matka dorosłego chłopaka z problemami za które w dużej mierze ty odpowiadasz.
                  Twój syn ma kryzys i ewidentnie potrzebuje wsparcia.
                  Skoro oczekujesz od niego odpowiedzialności to sama też zacznij zachowywać się odpowiedzialnie .
                  • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:57
                    Nie byłabym pewna, syn eagle sobie celowo wybrał ośrodek 600 km od domu. Musiał więc sie liczyć z brakiem rodzinnego wparcia.
                    • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:57
                      *wsparcia
                    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:31
                      Nie koniecznie , można to też odbierać jako test czy ja kiedykolwiek dla ciebie coś znaczyłem lub ucieczkę od odrzucenia .
                      • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 20:59
                        makurokurosek napisała:

                        > Nie koniecznie , można to też odbierać jako test czy ja kiedykolwiek dla ciebie
                        > coś znaczyłem lub ucieczkę od odrzucenia .

                        Też tak to odbieram
                        Ja takie testy robiłam na moich rodzicach, i niestety wychodziło mi że niewiele dla nich znaczyłam, szczególnie dla matki
                        Ta rana dopiero niedawno się zamknęła
                    • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:49
                      Niekoniecznie. Mógł właśnie chcieć uciec od „wsparcia” rodziny, niezależnie czy było go słuszne czy nie, ale tak mógł czuć.
                • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:12
                  eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:08
                  Jeżeli przeze mnie zaczął ćpać to moja obecność raczej mu nie pomoże, wręcz może przeszkodzić.


                  droga eagle.eagle, wierz mi, ze to tak nie dziala.
                  w sytaucji patologii rodzinnych bardzo wazne, wrecz podstawowe i kluczowe jest naprawienie - a przynajmniej proba naprawienia - relacji rodzinnych. matka i dziecko to zawsze beda najwazniejsi dla siebie ludzie, niewazne co. w sytuacji, kiedy w domu rodzinnym zaczyna dziac sie zle, zle dzieje sie tez w glowach domownikow i poszukuja ucieczki. uciekaja w uzywki, w nienawisc. tak jest latwiej.

                  z tymze - kazdy chce byc szczesiwy i miec szczesliwa rodzine, moc powiedziec „moja matka jest super, kocham ja”. nigdy nie jest za pozno naprawic tego, co sie kiedys tam zesralo.

                  to jest TWOJ moment. do ciebie nalezy decyzja, ale proponuje ci pomyslec o synu w kategoriach uzaleznionego=nieszczesliwego czlowieka, ktory wciaz ciebie potrzebuje i liczy na ciebie. rodzina to podstawa, nasz fundament i jesli chcesz- sprobuj popatrzec na syna przez pryzmat bycia twoim synem, a nie myslac ile na niego juz wydalas i ile jeszczce cie czeka wydatkow z nim zwiazanych. jesli chcesz, by byl trzezwy.

                  powodzenia
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:38


                    To jak on o mnie pomyśli nie ma znaczenia czy ja pojadę teraz czy nie. Bardzo często mógł na mnie liczyć i jeżeli raz mojego życia nie podporządkowuje jemu to świat się nie zawali, a jak się zawali to dobrze że z terapeutami - może będą umieli go wzmocnić bo to nie jest powód aby popadać w czarną rozpacz.

                    Na forum piszę tylko suche fakty, bo nie zamierzam się uzewnętrzniać obcym osobom.
                    Mam już to przegadane z córką.
                    • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:44
                      Na forum piszę tylko suche fakty, bo nie zamierzam się uzewnętrzniać obcym osobom.
                      Mam już to przegadane z córką.


                      naprawde, z tego forum mozna wyciagmac przebieg calego twojego zycia rodzinnego z takimi szczegolami jak sponsorzy i uzalezniony syn, ale „nie zamierzam sie tlumaczyc obcym osobom”? naprawde ma pani problemy z realna ocena sytuacji w kazdym aspekcie zycia i przekonanie o wlasnej nieomylnosci, ze „swiat mu sie nie zawali” - moze nie zawali, a moze
                      zawali, i co? skad pani to moze wiedziec z gory, jest pani bogiem?
                      i w jakim celu pisze pani te posty, skoro pani juz wie co ma zrobic i w ogole to wie pani wszystko i „nie zamierza sie pani zwierzac” 😖😖 maslo w masle, polecam terapie PANI, bo widac, ze jest pani ciagle ta sama dziewczynka z patologicznego domu z nieprzerobionymi problemami, ktore odbily sie na wychowaniu syna (pisala pani, ze pani dzieci mialy lepiej w zyciu niz pani, wiec musialo byc grubo). zycze pani powodzenia. choc ciezko bedzie…
                      • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:58
                        No to mu się zawali i już. Matka już nie jest za to odpowiedzialna. I nie wybierała dla niego kolonii odwykowej 600 km od domu.
                        • turbinkamalinka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 14:13
                          ikoniecikropka napisał(a):

                          > No to mu się zawali i już. Matka już nie jest za to odpowiedzialna. I nie wybie
                          > rała dla niego kolonii odwykowej 600 km od domu.

                          Też tak to widzę. Chłopak nie przemyślał że taka odległość będzie kłopotem, moim zdaniem pomyślał tylko o sobie. Z jednej strony słusznie że pomyślał o swoim komforcie ale musi się liczyć z tym że inni mają swoje zobowiązania i jazda 1200km co kilka tygodni jest kłopotem. Jest dorosły, to on zawalił obowiązki (praca terapeutyczna) i powinien się liczyć z konsekwencjami. Autorka nie dość że spłaciła jego zobowiązania żeby dość miękko wylądował po wyjściu z ośrodka to też musi zadbać aby on miał dokąd wracać.
                        • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 18:41
                          Do swojego uzależnione go syna też stosujesz te zasady? Bo jakoś inaczej się odnosisz do bliższej ciału koszuli.
                          • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:20
                            Ja? Tak, owszem. Obowiązują go konkretne zasady. Ma postawione wymagania.
                      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 14:29
                        To że opisuje moje życie nie oznacza że się uzewnętrzniam. Piszę suche fakty, bez emocji i uczuć. Czasami potrzebuję spojrzeć na daną sprawę w inny sposób, na forum świetnie to się udaje.

                        Nauczyłam się nie tłumaczyć się z każdej głupoty którą ktoś napisze na mój temat bo tak sobie zinterpretował moje słowa albo po prostu nie doczytał ( tu mam na myśli o zdanie z moich sponsoramj), albo całkowicie zlekceważył pewnie fakty. Na szczęście zdanie na mój temat osób całkowicie randomowych nigdy mnie nie obchodziło.
                        W tym poście tylko zapytałam czy jechać czy nie jechać , nie chciałam aby ktoś oceniał tą sytuację przez swój pryzmat, aby robił moją psychoanalizę na podstawie kilku zdań, często napisanych ironicznie czy sarkazmem, jak również na wyrost w tytule po to aby się klikało ( tu do tych co szukają moich innych wątków).
                        I uwierz mi, tu na forum jest tylko mały wycinek tego wszystkiego co się u mnie dzieje.
                    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:29
                      Kiedy mógł na ciebie liczyć, skoro całą swoją uwagę o czym sama mówisz skupiałaś na córce.
                      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:39
                        makurokurosek napisała:

                        > Kiedy mógł na ciebie liczyć, skoro całą swoją uwagę o czym sama mówisz skupiała
                        > ś na córce.


                        Jezu, i córkę tu już wyciągasz ?!!!
                        Wątek o rencie przestał żreć?

                        Załóż sobie gabinet terapeutyczny i analizuj tam ludzi którzy tego będą chcieli a nie przypadkowe osoby na forum.
                        • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:50
                          W temacie renty jesteś tak samo odpowiedzialna jak i twój syn, doskonale wiedziałaś, że syn pobiera nienależną mu składkę i nie było to dla ciebie problemem, do momentu gdy nie zgłosił się ZUS po zwrot nienależnie pobranych składek.
                          Syna pokierować w sprawie renty nie potrafiłaś, za córeczkę w klasie maturalnej sama latach z papierami do ZUSu.

                          "Załóż sobie gabinet terapeutyczny i analizuj tam ludzi którzy tego będą chcieli a nie przypadkowe osoby na forum."

                          Zadałaś pytanie więc sama wykazałaś chęć na analizę twojego przypadku

                          Jak dla mnie stworzyłaś wyjątkowo patologiczną i niestabilną rodzinę. Nie ważne co robią dzieciaki , ważne żeby ci się kasa zgadzała.
                          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 16:07
                            Co do ZUS już odpowiedziałam na to pytanie. Ciężko dyskutować z kimś kto nie uznaje faktów.
                        • is-laura Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:58
                          Przecież sama o tym pisałaś na forum, nawet chwaliłaś się, że pilnujesz czy córka bierze tabsy.
                          Traktujesz dzieci bardzo nierówno.
                          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 16:04


                            Miałam sprawdzać czy syn prezerwatywę nakłada? Wtedy byłoby po równo?
                  • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 21:05
                    szafkanocna napisała:

                    > eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:08
                    > Jeżeli przeze mnie zaczął ćpać to moja obecność raczej mu nie pomoże, wręcz moż
                    > e przeszkodzić.
                    >
                    >
                    > droga eagle.eagle, wierz mi, ze to tak nie dziala.
                    > w sytaucji patologii rodzinnych bardzo wazne, wrecz podstawowe i kluczowe jest
                    > naprawienie - a przynajmniej proba naprawienia - relacji rodzinnych. matka i dz
                    > iecko to zawsze beda najwazniejsi dla siebie ludzie, niewazne co. w sytuacji, k
                    > iedy w domu rodzinnym zaczyna dziac sie zle, zle dzieje sie tez w glowach domow
                    > nikow i poszukuja ucieczki. uciekaja w uzywki, w nienawisc. tak jest latwiej.
                    >
                    > z tymze - kazdy chce byc szczesiwy i miec szczesliwa rodzine, moc powiedziec „
                    > moja matka jest super, kocham ja”. nigdy nie jest za pozno naprawic tego, co si
                    > e kiedys tam zesralo.
                    >
                    > to jest TWOJ moment. do ciebie nalezy decyzja, ale proponuje ci pomyslec o synu
                    > w kategoriach uzaleznionego=nieszczesliwego czlowieka, ktory wciaz ciebie potr
                    > zebuje i liczy na ciebie. rodzina to podstawa, nasz fundament i jesli chcesz- s
                    > probuj popatrzec na syna przez pryzmat bycia twoim synem, a nie myslac ile na n
                    > iego juz wydalas i ile jeszczce cie czeka wydatkow z nim zwiazanych. jesli chce
                    > sz, by byl trzezwy.
                    >
                    > powodzenia



                    100% racji
                    Wsparcie i bezwarunkowa akceptacja to jest najlepsze co można otrzymać od rodziców
                    Nie, że „kocham cię, ale pod warunkiem takim a takim…”
                    Tylko „kocham cię bez względu na to z czym teraz walczysz. Zawsze możesz liczyć na moje wsparcie”
      • berdebul Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:00
        Co za podły tekst.
        • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 21:11
          Dlaczego podły ?
          Za błędy nastolatków w dużej mierze odpowiedzialni jesteśmy my rodzice.
          Ani alkoholikiem ani ćpunem nie zostajesz z dnia na dzień, gdzie więc byli rodzice gdy ich syn zaczął wpadać w nałogi .
          Takie rozrywki do tanich nie należą, autorka twierdzi , że jest niezamożna czyli skąd nastolatk miał kasę na ćpanie i alkohol .
          • berdebul Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 22:08
            Możesz być najbardziej wspierającym rodzicem ever, a z nalogu na sile nie wyciągniesz.
            • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 22:28
              Ten człowiek wpadł w ten nałóg kiedy był nastolatkiem . Chłopak ma 20 lat , od pół roku siedzi na odwyku , a mamusia z kochasiem się zabawia ( jak sama wyżej napisała) . Tak więc na wspierających rodziców to chłopak raczej nie trafił.
              • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 22:36
                Poczekaj, poczekaj, nie tak prędko. Masz rację, nałóg powstał, gdy matka była za chłopaka odpowiedzialna, ale matka go już wsparła, a on jest w terapii pół roku. Już powinien wiedzieć, że choć może nie miał sprzyjających warunków w domu, to to, co stanie się teraz, zależy od niego i walczy sam o siebie, dłużej nie może zasadzać się na wywoływaniu u matki wyrzutów sumienia i obwinianiu jej za już dorosłe życie. Co więcej - powinien wiedzieć, że aby budować relacje dwoje musi chcieć tak samo. I zauważ - wybrał ośrodek 600 km od domu, matka już raz pojechała tam, syn później nie wspomniał jej, że mogłaby przyjechać na święta, nie wykonał zadania umożliwiającego mu przepustkę do domu, w ogóle okazuje się, że nie bardzo chce stamtąd wyjść.
                • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:29
                  Istotne byłoby tu prześledzenie całej historii , zaczynając od tego jaka panowała sytuacja w domu kiedy chlopak był nastolatkiem, kiedy doszło do rozwodu i jak szybko pojawili się nowi partnerzy , czyli jednym słowem znalezienie powodu dla którego nastolatek uciekł od problemów rodzinnych w ćpanie.
                  Dwudziestolatek to teoretycznie już człowiek dorosły ale nadal potrzebujący wsparcia rodziców, zwłaszcza w trudnych sytuacjach .
                  Tu natomiast mamy dwudziestolatka z ogromnymi problemami i nie mówię tu tylko o nałogach ale raczej powodach tych nałogów.
                  Podczas gdy rówieśnicy tego chlopaka rozpoczynali pierwszy rok studiów on rozpoczynał odwyk.


                  Oceniajac decyzje o wyborze osrodka warto postawić sie na miejscu tego młodego człowieka, który ze wszystkimi problemami od dawna jest sam , który nie ma właściwie domu , mamusi ma nowego sponsora , a on jest piątym kołem u wozu.
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:35
                    Rozwiodłam się jak dzieci miały 2 i 4 lata. Dzięki mojemu sponsorowi, który pojawił się długo po tym jak syn zaczął ćpać, syn nie będzie miał sprawy karnej, plus mogłam go odwiedzić.
                    Sytuacja w domu była cicha, całe życie pracowałam aby zarobić na życie. Alimenty miałam symboliczne, od ponad 10 lat dzieci mają rentę rodzinną.
                    Cała reszta się zgadza, jestem winna temu że syn ćpa- to nie ulega wątpliwości, tylko ja byłam w jego życiu, więc to jasna sytuacja.

                    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:51
                      Czyli twój syn jako 15 cz16 latek zaczął cpac , a ty zamiast zaregawac zajęłaś się swoim życiem milosnym i szukaniem sponsora .
                      Zajebista odpowiedzialność.
                      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:54
                        makurokurosek napisała:

                        > Czyli twój syn jako 15 cz16 latek zaczął cpac , a ty zamiast zaregawac zajęłaś
                        > się swoim życiem milosnym i szukaniem sponsora .
                        > Zajebista odpowiedzialność.


                        Daj Boże aby wszystkie matki były takie jak ty. Świat będzie piękniejszy, bez alkoholu i narkotyków. Jesteś moją idolką, prowadź.

                      • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:10
                        Pewnie, że cos nie zagrało, ale czy byłaś łaskawa zauważyć, że autorka się rozwiodła, a potem jej były zmarł? Zmarł ojciec dwójce dzieciaków, matka musiała je jakoś utrzymać. Teksty o zauważeniu brania mnie natomiast niezmiernie bawią, bo ostatnio jedna użytkowniczka pytała, czy mój syn narkoman badał się na HIV i HCV, co ślicznie pokazuje, że jednak wiedza w społeczeństwie o tym, co teraz biorą młodzi, jakie to daje objawy, jest znikoma. Uznano zresztą, że jest niepotrzebna, bo przecież dzieci użytkowniczek nie biorą. A więc jeszcze raz, mimo wyboru tak dalekiego miejsca leczenia, autorka ostatnio u syna była, kolejnych wizyt on ją pozbawił, nie współpracuje na terapii, chce ją kontynuować tak daleko, choć ma do odpracowania długi. Zaczął brać, będąc nastolatkiem, może z powodu matki, ale w tej chwili jest już odpowiedzialny za siebie, nawet swoje traumy musi nieść na sobie i w tej chwili ma już wszelkie środki, by być odpowiedzialnym za siebie i postanowić, czy chce brać czy nie, bo na ten moment matki nie będzie mógł już obwinić, dostał narzędzia na terapii, by się z nią rozliczyć i pójść dalej jako dorosły człowiek. Okradł ZUS, matka go kryła, za niego założyła. Ma na utrzymaniu jeszcze córkę, taki wyjazd kosztuje...
                        • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:26
                          Dzieci ogólnie kosztują. Co do kosztów weekendowego wyjazdu to wątpię jednak aby był tak wysoki jak podała autorka . Natomiast każdy człowiek, a już tym bardziej mlody ma prawo kryzysów, potrzeby bliskości . Od tego jest rodzic aby w trudnych chwilach być podpora.
                          Inna sytuacja byłaby gdyby chłopak rzucił leczenie , ale on póki co od pół roku jest na odwyku.
                          • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:36
                            Nie, dzieci dorosłe, które ani się nie uczą, ani nie pracują rodziców nie muszą kosztować. To, co piszesz to kuriozum, bo on właśnie nie wykazuje potrzeby bliskości, a jeśli nie, rodzic nie pomoże, nie, jak człowiek dorosły. Choćby chciał naprawić błędy, relacje... Dwie strony musiałyby chcieć. Jest pół roku na odwyku, owszem, ale tylko od innych wymaga wizyt, nie od siebie. A zapewne mógł się leczyć bliżej miejsca zamieszkania.
                  • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 15.04.24, 23:52
                    A zdajesz sobie sprawę, że ciągłe biczowanie się rodzica i ponoszenie wiecznej odpowiedzialności za nałóg dziecka, to piękne zdejmowanie z niego samego odpowiedzialności? Terapeuta, z którym pracujemy nad naszymi relacjami z synem, mówi nam, że możemy ubolewać nad powodami, bo możemy, ale tylko wtedy, kiedy dorosły już syn mówi narkotykom nie. Brak starań kończy wszystko, zamyka jakiekolwiek rozmowy, rozliczenia, dialog, bo za aktualne branie już nie moglibyśmy się obwinić, mógłby obwinić tylko siebie. Tak więc musi spełniać pewne zadania, tu syn eagle ich nie spełnił.
                    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:19
                      Nie zdejmuje odpowiedzialności z chlopaka , ale patrzę na problem z szerszej perspektywy.
                      Dodatkowo chłopak od pół roku jest w ośrodku, tak więc odpowiedzialność za siebie wziął.
                      W tym wątku jednak nie widać aby mamusia choć trochę poczuła się odpowiedzialna za całą sytuację, aby spojrzała na syna z innej perspektywy niż tylko przez pryzmat kasy.
                      • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:26
                        Makurokurosek, wyjątkowo paskudne i podle rzeczy wypisujesz. Zastanów się ciut następnym razem. Bo nie wiesz, do kogo piszesz. Jakie kto miał życie. I nasze dzieci to odrębne jednostki, ludzie, którzy popełniają błędy i same wybierają, co zrobią ze swoim życiem.
                        • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:30
                          Patrzysz na sprawę z końcowego punktu czyli widzisz dwudziestoletniego ćpuna, ale problem zaczął się gdy ten człowiek miał 15 czy 16 lat , a może jeszcze wcześniej.
                          O ile za decyzje dwudziestolatka odpowiada on sam , to za decyzje piętnastolatka odpowiada jego rodzic.
                          Wybielanie się i zrzucanie całej winy na dwudziestolatka to zwykle świństwo.
                          • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:34
                            I w tym nastoletnim życiu bywa różnie, nawet bardzo, bardzo różnie. I o zgrozo, nie zawsze rodzice to ci źli.
                          • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:40
                            A więc on jako dwudziestolatek poniesie konsekwencje tego, że matka wydała na niego 6 tys. i teraz nie ma pieniędzy, poniesie konsekwencje tego, że wybrał trudne dla odwiedzin miejsce terapii pod kątem logistycznym, poniesie konsekwencje niewykonania zadania terapeuty. Bo ma teraz dwadzieścia lat. I chcąc dobrze żyć nie może się wiecznie powoływać na to, co zrobiono mu w domu.
                            • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 01:43
                              Gdyby tak łatwo można było odciąć się od traum i trudnych doświadczeń z młodości to psychoterapeuci i psychiatrzy nie mieli y pracy.
                              Większość problemów psychicznych osób dorosłych jest konsekwencja tego czego doświadczyli jako dzieci czy nastolatkowie.
                              Przepracowanie "piekielka domowego " zajmuje lata.
                              Jako nastolatek uciekł w narkotyki , jako młody dorosły podjął leczenie .

                              I wybacz ale trudno mi uwierzyć w to , że obecny sponsor autorki jest jej pierwszym sponsorem .
                              • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 03:16
                                A masz jakieś pojęcie o uzależnionych? Wiesz, co oni po latach potrafią zrobić z niedostania lizaka w wieku trzech lat? To też usłyszeliśmy od terapeuty i powiem Ci, że to była jedna z najgorszych rzeczy - terapeuta nam powiedział, że jeśli cokolwiek się stało w rodzinie, a mamy do czynienia z imprezowiczem, to on popłynie, a potem użyje argumentu rodzinnego jako wymówki, to nie ja wziąłem, wzięła moja trauma. I tu paradoks - rodzic czuje wtedy, że już lepiej, gdyby był konkretny powód, bo, do cholery, chyba każdy wie, że to igranie z ogniem. I woli mieć momentami dziecko straumatyzowane niż głupie. Dalej? Wystarczy, że był rozwód, śmierć, matka musiała samodzielnie utrzymać dzieci, a były predyspozycje genetyczne, serio. I o tych latach... Nie do końca, wiesz? Wiesz dlaczego? Osoba pracująca, mająca normalne życie będzie potrzebowała lat, ale osoba będąca na zamkniętym leczeniu (przez pół roku!!! kto sobie może na to pozwolić, toż to luksu, all inclusive oddzielenia od pokus) ma inny dostęp do pomocy niż ktoś, kto zziajany po robocie biegnie raz w tygodniu do terapeuty, a potem nie przemyśli, bo będzie musiał dokończyć projekt do pracy.
                                • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 03:36
                                  Ponieważ mam problem ze spaniem poszperałam trochę na forum.
                                  Jeszcze w maju 2023 roku autorka uznawała, że jej syn pije sporadycznie i oczywiście zero używek, dodatkowo jest introwertykiem.
                                  Jednocześnie uznała , że nie odpowiada jej to , że syn nadal jest w domu i szukała sposobu na to jak najszybciej doprowadzić do tego by sięgnął dna.
                                  A teraz krotki obraz rzeczywistości domowej autorki. Teoretycznie nie czuje potrzeby wiązania się z facetami , ale co jakiś czas ma nowych sponsorów.
                                  Od ponad 7 lat autorka nie ma kontaktu z synem i nie czuje potrzeby nawiązywania z nim więzi, ot on taki introwertyk , zresztą córka taka zaborczy, że zawsze trzeba było ja stawiać na pierwszym miejscu.
                                  W chwili gdy chłopak poszedł do szkoly średniej matka przestała go finansować, zapewniając mu tylko dostęp do jedzenia i pozostawiając 400 zł z renty rodzinnej, za które nie tylko miał kupić swoje ubrania , ale była to kasa na wszystkie jego wydatki.

                                  Czytając wątki autorki powstaje bardzo smutny obraz zimnej kobiety nie potrafiącej okazać uczuć i zainteresowanej tylko kasa
                                  • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 03:46
                                    Nie, akurat moim zdaniem eagle doskonale wie, że pewnych rzeczy już nie naprawi. Tylko tyle i aż tyle. Ona zawaliła, ale swoje własne życie musi odbudować każde z nich z osobna, bo to już nie czas na pępowiny. Mogą to zrobić razem, mogą osobno.
                                    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 04:39
                                      Nie zauważyłam aby autorka w ogóle dostrzegała swoje błędy.
                                      Cała wine za nienależnie pobieranie ZUSu zrzuciła na syna ale zapomniała dodać, że część tej renty od niego brała na poczet jego część czynszu .
                                      Autorka w swoich finansowych rozliczeniach z dziećmi zapomniała , że ona również ma obowiązek je finansować .
                                      Autorka nie tylko nie zauważa ale w innych watkach wręcz oburza się na zarzuty ignorowania potrzeb syna i chłodnego , bezemocjonalnego podejścia do niego.
                                      Nawet w tym wątku syn przedstawiony jest jako jedyny winny , a warto zauważyć, że przez cały pobyt chłopaka w ośrodku autorka ami razu nie zadzwoniła do niego , kontak telefoniczny zawsze wychodził od sya.

                                      Zgadzam się co do jednego chłopak sam musi odbudować swoje życie , przestać liczyć na uczucia i zainteresowanie matki .

                                      Po przeczytaniu wcześniejszych wątków dochodzę do wniosku , że pobyt w ośrodku załatwił chłopakowi sponsor autorki i nie z powodu nałogów, a jako sposób załatwienia sprawy z ZUSem.
                                      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 07:37
                                        >Cała wine za nienależnie pobieranie ZUSu zrzuciła na syna ale zapomniała dodać, że część tej renty od niego brała na poczet jego część czynszu .

                                        Nie z tego brałam od niego na czynsz. Poza tym wtedy jeszcze myślałam że chodzi do szkoły.
                                        I tak, uważam że to jest całkowicie jego wina, że nie poinformował ZUSu o tym że rzucił szkołę. Był już wtedy dorosły i świadomy że jak nie chodzi do szkoły to mu się te pieniądze nie należą - i też takim działaniem działał na niekorzyść swojej siostry - bo gdyby zgłosił się do ZUSu to ona brałaby jego część renty - a w taki sposób te pieniądze przepadły na rzecz ZUSu.



                                        > , a warto zauważyć, że przez cały pobyt chłopaka w ośrodku autorka ami razu nie zadzwoniła do niego , kontak telefoniczny zawsze wychodził od sya.

                                        Tu też się wybielę. Bo nie ma możliwości abym do niego zadzwoniła. Tam jest bardziej rygorystycznie jak w więzieniu, tylko oni mogą dzwonić w drugą stronę już nie. Ja mogę dzwonić tylko do terapeutów, co robiłam.



                                        >Po przeczytaniu wcześniejszych wątków dochodzę do wniosku , że pobyt w ośrodku załatwił chłopakowi sponsor autorki i nie z powodu nałogów, a jako sposób załatwienia sprawy z ZUSem.

                                        To już grubymi nićmi szyte.

                                        Mówisz że chłopak jest zdrowy, i go tam wsadziłam bo ? Co ma do tego jego dług względem ZUSu ? Ja najchętniej kazałabym mu iść do pracy a nie paczki do ośrodka wysłała.
                                        Wiesz że to ośrodek otwarty, w każdej chwili można z niego wyjść.



                                        >Autorka w swoich finansowych rozliczeniach z dziećmi zapomniała , że ona również ma obowiązek je finansować .

                                        Naprawdę mam obowiązek finansowania dorosłego mężczyznę który nie chodzi do szkoły ?!!!!

                                        • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 09:40
                                          To ty pisałaś, że odkąd syn poszedł do szkoly średniej, z renty odliczalas za czynsz , a resztę mu dawałaś i miało to wystarczyć na wszystkie jego potrzeby. Zapomniałaś najwidoczniej , że to Ty masz obowiązek utrzymywania nieletnie dziecka , a nie ono ciebie.
                                          Pisałaś również, że dług w ZUSie to 6 tys , natomiast renta na syna to 750 . Nie trudno więc policzyć , że chodzi o płatności z 8 miesięcy. Chcesz powiedzieć , że przez 8 miesięcy nie załapałaś, że syn nie chodzi do szkoly i nie przygotowuje się do matury.
                                          On był jeszcze gówniarzem ty dorosła osoba , ale bez skrupułów wyciagałas rękę po kase z ZUSu, a gdy sprawa się rypła cała odpowiedzialność zrzucasz na syna.
                                          Zgodnie z twoimi wypowiedziami twój syn ma dług w ZUSie 3500 zl, 2500 zł to kwota która ty z tej rety brałaś, więc 2.5 tys to twój dług .

                                          To nie ja mówię, że chłopak jest zdrowy to ty to pisałaś niecały rok temu . Tak więc cpunem i alkoholikiem stał się w przeciągu maksymalnie pół roku.
                                          Czyżby ośrodek to realizacja twojego planu jak" pociągnąć syna na dno by sięgnął dna"
                                          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 09:48
                                            Całkowicie się mylisz.
                                            Za czynsz od niego brałam z wynajmu mieszkania które w 1/4 jest syna.
                                            A dług ZUS wyniósł ponad 6 tys bo są jeszcze trzynastki plus odsetki ustawowe.
                                            I tak, od lutego do kwietnia nie wiedziałam że nie chodzi do szkoły - bo to była klasa maturalna. Rentę brał do końca sierpnia.
                                            • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 09:55
                                              Taki kit to możesz przedszkolakowi wciskać, skoro jego renta to 750 zł to dług w wysokości 6tys nie zrobił się z powodu rzucenia szkoły 2 miesiące przed jej ukończeniem ( rok szkolny maturzystów kończy się w kwietniu) .
                                              Sama powinnaś udać się na psychoterapię, bo nawet przed sobą kłamiesz i wybielasz się, byle tylko nie wziąć odpowiedzialności za swoje decyzje.
                                              • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 09:57
                                                Ale wiesz że rentę rodzinną bierze się do końca wakacji , niezależnie kiedy się kończy rok szkolny ?
                                                • turbinkamalinka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 11:49
                                                  eagle.eagle napisała:

                                                  > Ale wiesz że rentę rodzinną bierze się do końca wakacji , niezależnie kiedy się
                                                  > kończy rok szkolny ?

                                                  Tak. Ale jeśli został skreślony z listy uczniów powiedzmy w maju to mu się renta do końca wakacji nie należy. Jeśli pobierał po skreśleniu z listy uczniów to ma obowiązek zwrócić to.
                                                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 11:55
                                                    Został skreślony już w lutym. Stąd to zadłużenie na 6 tys.
                                                  • turbinkamalinka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 12:02
                                                    No to widzisz smile. Ja odpowieadałam na to zdanie (wiem że wyrwane z kontekstu) w którym piszesz jakby to była wina urzędników że dopatrzyli się jakby nie było nadużycia "To nasze państwo w takim razie powoduje że wszyscy będziemy ćpać - bo to one za
                                                    > żądało zwrotu. I jeszcze do sądu z tym poszło."
                                                    Swoją drogą twój syn wie o tym pozwie, zwrocie pieniędzy, że ma dług? Co on na to?
                                                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 12:08
                                                    Tak, syn wie że te pieniądze trzeba było zwrócić , już rok temu dostał pismo ale je olał. Jak szedł na terapię to mu powiedziałam że spłacę jego zadłużenie aby mógł mieć spokojną głowę i na odwyku myślał już tylko o chorobie. Prawdę mówiąc nawet ja nie byłam świadoma że z tego może się zrobić sprawa karna. Choć jakby pomyśleć to logiczne.
                                                    Jeden mandat za jazdę bez biletu też mu opłaciłam - to jak na dzienny odwyk jeździł.
                                  • hrasier_2 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 04:34
                                    makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 03:36
                                    Ponieważ mam problem ze spaniem poszperałam trochę na forum. A teraz opowiedz nam o swoim życiu nie o cudzym. Tylko nikomu nie chce się szukać twojego. Choć jest wyszukiwarka. Żeby było ciekawiej. Pięknie po niej pojechałaś, a jaka jest cudowna rada by to naprawić. Bo jak poczytałaś cudzy życiorys to chłopak też miał ojca. Cudownie być taką osobą jej ty rozdaje klapsy każdemu. Z tobą życie musi być piękne, a dzieci doskonale, jeśli je masz.
                                    • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 04:43
                                      Mylisz się.
                                      Wychowanie dzieci jest nie tylko procesem długotrwałym i trudnym ale również skazanym na wiele błędów.
                                      Ważne jednak aby umieć się do nich przyznać, chocby tylko przed samym soba , a nie zrzucać je na dziecko .
                                  • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 14:33
                                    no kiepsko to wyglada. rozbita rodzina i smierc ojca, ponadto obraz matki jako kobiety niedostepnej emocjonalnie i ladujacej sie w jakies watpliwe finansowe uklady seksualne z mezczyznami, nic dziwnego, ze chlopak nie mogl juz tego zniesc i odplynal w dragi. strasznie smutne to wszystko. zwlaszcza, ze nie widzi sie u matki skruchy i checi naprawy, tylko idzie w zaparte. trudno, niech sobie radzi sama, jak nie chce zmienic perspektywy i uratowac sprawy
                                    • turbinkamalinka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 14:46
                                      To jest takie pitolenie żeby dokopać autorce.
                                      To jest dorosły chłopak. Po to jest w ośrodku żeby uporać się również z trudnościami z dzieciństwa. Nawet jeśli autorka popełniła milion błędów to nie może odpowiadać za chłopaka do końca życia. On wreszcie musi wziąć odpowiedzialność za siebie. Nikt nie będzie go prowadził za rękę dlatego że było mu ciężko. Autorka spłaca jego długi, dba aby miał gdzie mieszkać jak wróci z ośrodka, pewnie będzie go karmić, ubierać jak wróci z ośrodka. Pomoże mu zanim znajdzie pracę. Reszta nalezy do niego. Skoro jego jedynym obowiązkiem jest współpraca z terapeutą a on tego nie robi to autorka też nie ma obowiązku stawać na rzęsach aby go odwiedzic na dwie godziny. Szczególnie że on mógł być np na Swięta w domu (2 tygodnie temu) ale przez to że zawalił nie dostał przepustki. Może wyjść za kolejne 2 tygodnie ale pewnie nie do tego czasu nie ukończy terapii bo zawala zadania. To że nie wykonał jakiejś pracy to też wina autorki? I co zostanie na kolejne kilka miesięcy i autorka ma dymać 1200km co kilka tygodni bo syn wybrał ośrodek 600km od domu? Mógł wybrać bliżej.
                                      • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 14:48
                                        Zawsze matkę zgnoić najłatwiej, matka zawsze najbardziej winna. Cóż...
                                        • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:36
                                          Dzwonił właśnie. Powiedziałam że nie dam rady, po głosie nie było czuć zawodu, na szczęście bo byłoby mi bardziej smutno. Mówi że może za tydz uda mu się z przepustką.

                                          Czytam właśnie książkę Roberta Rutkowskiego, "oswoić narkomana", opisuje jakie są zasady w ośrodkach. I że jest ośrodek w którym się jest i 2 lata. Łatwo tam nie mają, samo ich traktowanie tam jest straszne, pewnie ktoś nie uzależniony by tego nie przetrwał.
                                          A my tu ich chcemy głaskać po główce, jechać na każde zawołanie. No ale matka to matka.
                                          • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:38
                                            "A my tu ich chcemy głaskać po główce, jechać na każde zawołanie. No ale matka to matka."

                                            Przecież ty nie chcesz i nie chciałaś jechać, więc o czym ty teraz pierdzielisz.
                                      • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:37
                                        To nie jest pitolenie, żeby dokopać autorce tylko spojrzenie na problem z szerszej perspektywy. Narkomanem i alkoholikiem nie stajesz się z dnia na dzień, natomiast za błędy nastolatków współodpowiedzialność ponoszą rodzice.
                                        Tego chłopaka nikt nigdy za rękę nie prowadził, o niskiej samoocenie i problemach syna autorka dowiedziała się od jego kuzyna, wszak skoro syn mało mówi to nie było sensu się nim interesować.
                                        Ten chłopak musiał stać się odpowiedzialny za siebie i swoje finanse w chwili gdy ukończył podstawówkę, więc o jakim prowadzeniu za rączkę mówisz.
                                • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 03:41
                                  I tak mam pojęcie o uzależnieniach.
                                  Autorka świetnie się wybiela , ale stare wątki pozostały i można do nich powrócić.
                                  • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 04:10
                                    Wiesz, mój syn to jeszcze niedawno miał wieczorno-nocne zrywy - wyjdziemy, pójdziesz ze mną, przejdziemy się (notabene skończyły się, jak trzeba było wstać do roboty)? To były akcje w stylu, skręca mnie, totalnie skręca, nie wysiedzę, a jeśli wyjdę sam, to może się to źle skończyć. Mamo, kontroluj. Robiłam to, ale jak musiałam skończyć coś do pracy, to powiedziałam sobie, cholera nie, to forma manipulacji, w której mnie bardziej zależy niż jemu. Bo jeśli mu odmówię, on się napije, on się naćpa, ale jeśli z kolei temu zapobiegnę, sama sobie narobię problemów. To nie było fair. Rzuciłam - a masz ojca? Raz wyszedł z ojcem, raz postanowił zostać w domu, innym razem przegadał ten moment z kimś innym. I super, sprawczość. Własna odpowiedzialność. Boli, ale trzeba zaryzykować. Czasem trzeba wyjść naprzeciw, czasem nie, jeśli ktoś nie rozumie Twoich motywów, i wtedy postawić na asertywność. To nasz syn ma dbać o swoją czystość i trzeźwość, nie my. My możemy przepracować nasze relacje na terapii, - o ile dwie strony się starają (trudno to robić na odległość 600km, z półroczną rozłąką, która się wydłuży), ale nad uzależnieniem pracuje sam syn. Wspólnie przyczyny, ale on sam skutki. Niestety nie ma innej drogi. Nawet jeśli jako rodzice jesteśmy winni, to jest to praca dziecka i choćby się chciało - nie wykona się jej za nie.
                                    • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:03
                                      Właśnie Kropka, a masz ojca? Ten ma ojca na cmentarzu. Niewspierająca zupełnie siostrę, której się tylko należy i która matka wspiera aż za bardzo. Do kogo w takim razie byś wysłała dziecko Eagle?
                                      • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:28
                                        Do terapeuty bym go wysłała, to już ma, czasem niestety musi wystarczyć.
                                  • hrasier_2 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 04:56
                                    makurokurosek napisała:

                                    > I tak mam pojęcie o uzależnieniach.
                                    > Autorka świetnie się wybiela , ale stare wątki pozostały i można do nich powróc
                                    > ić.
                                    Super. Tylko po co?????
                                    • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 05:01
                                      hrasier_2 napisał:

                                      > makurokurosek napisała:
                                      >
                                      > > I tak mam pojęcie o uzależnieniach.
                                      > > Autorka świetnie się wybiela , ale stare wątki pozostały i można do nich
                                      > powróc
                                      > > ić.
                                      > Super. Tylko po co?????
                                      Tak, to jest cudowne, jak jedna z drugą szukają w wyszukiwarce starych wątków, w poszukiwaniu jakichkolwiek smaczków, żeby później dowalać 🤦‍♀️
                                      • hrasier_2 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 05:18
                                        ankajagielonka napisała:

                                        > hrasier_2 napisał:
                                        >
                                        > > makurokurosek napisała:
                                        > >
                                        > > > I tak mam pojęcie o uzależnieniach.
                                        > > > Autorka świetnie się wybiela , ale stare wątki pozostały i można do
                                        > nich
                                        > > powróc
                                        > > > ić.
                                        > > Super. Tylko po co?????
                                        > Tak, to jest cudowne, jak jedna z drugą szukają w wyszukiwarce starych wątków,
                                        > w poszukiwaniu jakichkolwiek smaczków, żeby później dowalać 🤦‍♀️
                                        Szkoda ze swojego życiorysu nie powiedzą. Po to zmarnowały całą noc i nic z tego.nie wynikło. Tylko poznęcały sie nad kimś kogo nawet nie znają, a oceniły po jakiś wpisach z lat. Autorka wątku jest szczera i nic nie ukrywa, nawet nie próbuje się bronić. To można po niej pojechać i zasnąć w błogim nastroju. Miłego dnia.
                                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 07:07
                                    Trochę po łebkach czytałaś. To z czynszem np. i jeszcze to że dzięki temu że przestałam go żywic, a przynajmniej ograniczyłam to właśnie "dotknął swojego dna" i poszedł na odwyk. I nie uważam za nic złego brak opieki materialnej nad dorosłym człowiekiem który ani nie chodzi do szkoły ani do pracy. Takie jest życie.

                                    Napisałam że wiem że ja jestem winna, chociaż jeszcze w lutym syn nie miał mi nic do zarzucenia (pytałam, mieliśmy pół dnia na rozmowę ze sobą), więc widocznie jeszcze nie przepracował swojej relacji ze mną.
                                    Szkoda, byłoby mu wtedy łatwiej.
                                    • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 08:16
                                      Eagle, nie przejmuj się, niektórzy tak mają, że wiedza lepiej i chcą zbawić świat 🤦‍♀️. Nie znając całej prawdy albo skutecznie przeinaczając podane info.

                                      A mam do Ciebie jedno pytanie: jak się dowiedziałaś, że twój syn bierze? Były to typowe narkotyki czy też jakieś leki?
                                      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 08:27
                                        Od niego samego. To cholerstwo jest tak tanie że byłam pewna że jak nie ciągnie pieniędzy, to nic nie bierze.

                                        Jak powiedziałam mu że nie zamierzam go karmić i ma iść do pracy, to poszedł do jednej, wytrzymał 1,5 miesiąca , później druga robota i znowu to samo. I w końcu doszedł do swojej ściany i przestawał dawać sobie rady samym ze sobą i zaczął szukać pomocy. I jak nie umiał wytrzymac w pracy ponad 2 miesiące to na odwyk jeździł codziennie przez prawie 4, później postanowił że pojedzie na ten zamknięty.
                                        Byłam z nim na wycieczce przez parę dni i ... nic nie widziałam. Później, z jego notatek się dowiedziałam że czekał aż pójdę wtedy spać i szedł się napić .

                                        Później dopisze coś bo teraz nie mam już czasu.
                                        • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 09:25
                                          Już gdzieś pisałam. Jak pojechał na odwyk to znalazłam jego prace z dziennego odwyku. Przeczytałam aby lepiej to wszystko zrozumieć.
                                          To jak specjalnie się odsuwał ode mnie, aby się nie tłumaczyć, aby nikt mu nie przeszkadzał w ćpaniu. Pomimo wszystko raz w roku, tylko z nim, jeździłam na parę dni w Polskę. Lubimy w podobny sposób spędzać czas wolny. Dużo chodziliśmy, zwiedzaliśmy.
                                          I wiem że jest tu dużo mojej winy, ale uważam że i tak miał dużo lepiej w domu rodzinnym jak ja w swoim. O czym i oni wiedzą bo przecież znają swoich dziadków, kochają ich i na szczęście oni regulują ile razem spędzą z nimi czasu. Dałam mu wszystko co miałam i zawsze chciałam jak najlepiej dla moich dzieci. Dodam że od zawsze byłam z nimi sama. Rozwiodłam się jak miały 2 i 4 lata i praktycznie żadnej pomocy od ich ojca.

                                          • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 10:01
                                            Przepraszam, że tak Cię wypytuje, ale mój drugi, sporo młodszy syn (ma dopiero 15 lat) zachowuje się czasem... dziwnie. Niby w szkole uczy się normalnie i ma w miarę w porządku stopnie, nie zaniedbane nauki, tak ogólnie coś się zmieniło. Już np potrafi niegrzecznie odpowiedzieć nauczycielowi. Albo (w domu) krzyczy bez powodu, albo zaczyna rzucać jakimiś rzeczami u siebie w pokoju; zniszczył (dosłownie) dwie książki, potrafi kopać z całej siły w łóżko (tak sobie kiedyś załatwił paznokcia), komodę czy biurko, pociął swoją bluzę. Jak ma taki atak to ledwo można go uspokoić, bo to wygląda tak, jakby w jakimś amoku był. Jak mu kiedyś kazałam przestać i się uspokoić, to mi się kazał zamknąć i wynosić z pokoju. Starszy syn (już dorosły, 19) nigdy się tak nie zachowywał. Zresztą młodszy wcześniej też nie, a teraz.. jakby coś go napadło. I czasem zaczynam myśleć, czy też nie bierze czegoś, tyko nie wiem, czego i gdzie mam szukać. Na co uwagę zwracać. Czy właśnie czegoś nie przeoczyliśmy.
                                            • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 10:13
                                              Jedyne co mogę Ci poradzić to iść do centrum uzależnień najlepiej od substancji psychoaktywnych, ale takich jeszcze dość mało u nas. Tak jak wszędzie są Al-Anon to za to prawie wcale nie ma Nar-Anoncrying nie ma grup dla rodzin osób współuzależnionych. Znaczy jest jedna ale ... ale jakoś nie umiem się tam odnaleźć.

                                              Może przeszukaj mu rzeczy, szukaj woreczków, folii aluminiowej, słoika nawet, tabletek , nawet głupi syrop od kaszlu daje fazę.

                                              Może też spróbuj dawać mu coś na uspokojenie, oczywiście leki bez recepty, melisa też bardzo dobrze działa. Czy choćby olejek cbd, tabletki z apteki.
                                              I... chyba popytaj starszego syna, on najszybciej się dowie jakby młody coś brał. Tylko tak bardzo dyskretnie i go później nie wydaj że od niego wiesz.
                                              • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 10:45
                                                Starszy jest narazie totalnie rozwalcowany psychicznie (podejrzenie choroby, a zanim się cokolwiek uda potwierdzić lub wykluczyć minie długo), to nie chce go wypytwac, a i synowie raczej, niestety, nie przepadają za sobą.
                                                Napisałam w którymś poście, czy Twój syn bral takie standardowe narkotyki czy właśnie też leki, bo kiedyś u młodszego znalazłam jakieś tabletki, małe okrągłe, ale nie były one w żadnym opakowaniu po lekach, tylko wsadzone w zwykły plastikowy pojemnik taki jak na żywność, tylko że bardzo mały. Jak go o to zapytałam to coś tam wymijająco odpowiedział, że to nie jego, moge to wywalić, później wyszedł, temat umarł, ale ja nigdy później nic podobnego nie widziałam. Jasne, że mógł się kryć. Teraz żałuję, że wtedy tego nie sprawdziłam, bardziej nie pociągnęłam tematu.
                                                Chyba rzeczywiście bez wizyty się nie obejdzie, bo to wszystko bardzo niefajnie wygląda uncertain
                                                • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 10:57
                                                  Zapowiedz mu że cokolwiek znajdziesz w jego pokoju i nawet jeżeli będzie to nie jego bo będziesz traktować to jako jego rzecz. Nie ma przechowywania papierosów, tabletek dla innych - bo takie jest zawsze ich tłumaczenie.

                                                  Nie mam pojęcia co mój brał, jak go o to zapytałam to odpowiedział a czego ja nie brałem. Nawet jego kuzyn z którym ma dość dobry kontakt niczego nie zauważył. Sam też sporo próbował.

                                                  Jak masz wsparcie w mężu to spróbuj z nim wszystko ustalać. Facet jest przeważnie dużo mniej podatny na kłamstwa dzieci. Z młodym pogadaj , powiedz że się o niego martwisz o jego wybuchy i jeżeli on sam twierdzi że to nie żadne prochy to musicie iść do lekarza, bo tak naprawdę warto by było sprawdzić czy neurologicznie nic mu nie jest. Może też i psychiatra, może to jakiś zaczątek choroby psychicznej.

                                                  Mówisz że starszy syn ma problemy ze zdrowiem może młodszy czuje że poszedł w odstawkę i stąd to zwrócenie na siebie uwagi ?

                                                  Szukaj odpowiedzi.
                                            • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 11:25
                                              Niekoniecznie mogą to być od razu narkotyki, może ma jakieś problemy
                                              Albo po prostu przechodzi bunt
                                              Tylko nie rzucaj przypadkiem bezpodstawnych oskarżeń
                                              Na pewno warto zacząć od jakiegoś psychologa
                                              • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 11:41
                                                Niestety nie na wszystko mamy wpływ.
                                                Pamiętam że na jednym spotkaniu była matka 16-stolatka, który ćpał i nic nie mogła zrobić ... Tak naprawdę jeżeli sam chory nie zacznie choć trochę współpracować to jesteśmy bezsilni. Czytam kolejną autobiografię narkomana, słucham Siekielskiego i jego wywiadów z ludźmi chorymi - to straszna choroba.
                                                Każdy w życiu popełnia błędy, nie ma jednego wzoru idealnego rodzica. Charakter człowieka też dużo znaczy nie tylko wychowanie. Ale zawsze warto dobrze poznać wroga. I słuchać ludzi którzy na codzien mają styczność z tą chorobą.
                                              • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 11:41
                                                Oczywiście, że to może być w sumie wszystko. Nie rzucam oskarżen, ale widzę, że coś się niedobrego dzieje, bo jednak jest zmiana zachowania i to znaczna. Raczej nie chodzi tutaj o "zazdrość" o starszego (czy raczej próbę zwrócenia na siebie uwagi), bo ze starszym synem to jest świeża sprawa, a specjalista i wszystkie badania dopiero przed nami. Inna sprawa, że nie wiem, co poszło nie tak, że nasze dzieci się nie lubią, nie chcą rozmawiać ze sobą. Nic. Najchętniej wszystko osobno (na szczęście zawsze każdy miał swój pokój, a że starzy już pełnoletni, to wgl wszystko wygląda inaczej). Zaburzeń psychicznych też się boję, bo starszy syn w wieki podobnym do tego, w jakim jest teraz młodszy, miał próbę samobójczą i leczenie psychiatryczne. To jestem pewna, że gdzieś jest problem, gorsze jest to, że młodszy raczej nie lubi rozmawiać o sobie i o tym, co się dzieje w jego życiu.
                                                • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 12:02
                                                  Mój młody też w ogóle nie mówił o sobie. Już od przedszkola, od córki wiedziałam co się tam działo. Nie miał wybuchów złości - większych niż do tej pory. Ale zawsze miał problemu ze złością, nie powodzeniem. W gimnazjum chodził przez rok do psychologa, ale jak niedawno swojej siostrze przyznał to już wtedy był bardzo skryty i nic nie chciał mu mówić.
                                                  Moje dzieciaki też są z tych nie lubiących się. Na szczęście w ciężkich sytuacjach trzymają się razem, ale na codzien to im mniej razem tym lepiej.

                                                  To masz bardzo nieciekawie u siebie. Myślę że powinnaś go zaciągnąć do psychiatry, chociaż najlepiej jakby sam chciał - ale to facet więc może być ciężko. Coś na uspokojenie, wyciszenie, pod warunkiem że nie bierze nic innego. Te znalezione tabletki dają dużo do myślenia.
                                                  • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:27
                                                    eagle.eagle napisała:


                                                    > Moje dzieciaki też są z tych nie lubiących się. Na szczęście w ciężkich sytuacj
                                                    > ach trzymają się razem
                                                    U nas nawet tego nie ma. Przykre to jest bardzo, i zastanawiam się skąd się wzięło, bo i jednego i drugiego traktowalismy na równi, nie było faworyzowania
                                                    >
                                                    > To masz bardzo nieciekawie u siebie. Myślę że powinnaś go zaciągnąć do psychia
                                                    > try, chociaż najlepiej jakby sam chciał - ale to facet więc może być ciężko. Co
                                                    > ś na uspokojenie, wyciszenie, pod warunkiem że nie bierze nic innego. Te znalez
                                                    > ione tabletki dają dużo do myślenia.
                                                    To jest chyba ta sytuacja, że nie będę młodego pytała o zdanie czy chce do psychiatry - bo na pewno powie, że nie, tylko sama go zapiszę i niejako postawię przed faktem dokonanym. Nie chce przeżywać tego, co x lat temu, a wszystko się rysuje nieciekawie.
                                                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:42
                                                    Ja mam taki charakter że najpierw próbowałbym przekonać aby on sam chciał - wtedy może mieć to lepszy skutek.
                                                    Powiedz mu że się martwisz, że po tym co było z jego bratem to dmuchasz na zimne i żeby zrobił to dla Ciebie. Że nie możesz patrzeć jak on sam się męczy i bardzo chcesz mu pomóc. Plus to wszystko inne o miłości wink
                            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 18:52
                              Przestań pier... Kropka, bo mi się aż wszystko wywraca. Swojego synusia żeś już nam opisała i swoją troskę o niego również. A zdaje się jest sporo starszy niż syn autorki i dzieciaty. Mimo to długo go nakrywałaś pierzynka i nakrywasz nadal. Z każda pierdółka lecisz na matkę zatroskana. Ale na cudze dziecko klepiesz aż miło. Nie, to nie jego wina, że jako nastoletni chłopak nie poradził sobie w patologi.
                              • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:32
                                Moja droga, jakby mi mój syn powiedział, że pa, wraca za pół roku, to by dziecka nie zobaczył. Musi pracować, nikt za niego nie będzie zakładał. Nie, nie ma pierzynki, ma normalne życie a nie kolonię, albo oprze się pokusie albo nie, musi z nimi żyć, inaczej nie będzie żył z nami.
                          • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:24
                            ja jestem #teammakurosek
                            chociaz sprawe przedstawia w dosc nieprzyjemny sposob, wydaje mi sie, ze ma duzo racji. nastolatek nie do konca ma swiadomosc, jakie konsekwencje go spotkaja - wielu doroslym ludzi rowniez tej swiadomosci brakuje, jak np. rodzicom nastolatkow, kiedy pojawiaja sie zaniedbania, ktorych rowniez oni sami nie zauwazaja…

                            pamietacie „porozmawiajmy o kevinie”? nastolatek zrobil masakre w szkole- tak naprawde na zlosc matce. po jakims czasie, podczas jej odwiedzin, matka jak zwykle pyta go „dlaczego”?
                            a on pierwszy raz ze zwatpieniem w oczach odpowiada „kiedys myslalem, ze wiem, ale dzis juz nie jestem pewny…”
                            czy jakos tak
                            do dzieciaka zaczelo docierac jak bezsensowne to bylo. ale zmieniamy sie bardzo powoli i w roznym tempie i niektorzy jeszcze dlugo nie rozumieja „dlaczego zaczalem cpac i dlaczego czegos tam nie zrobilem”
                            • makurokurosek Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 15:44
                              Historia autorki również skojarzyła mi się z tą książką. Syn mało istotny i córeczka pochłaniająca całą uwagę mamusi.
                              • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 17:29
                                Ty za to zwyczajnie musisz chyba czerpać jakaś satysfakcję z tego, że możesz kopać autorkę.
                                Skąd to poczucie bycia takim super lepszym i sprawiedliwym?
                                • hrasier_2 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:42
                                  ankajagielonka napisała:

                                  > Ty za to zwyczajnie musisz chyba czerpać jakaś satysfakcję z tego, że możesz ko
                                  > pać autorkę.
                                  > Skąd to poczucie bycia takim super lepszym i sprawiedliwym?
                                  Niektórzy uwielbiają to. To takie harpie co mają satysfakcję z tego. Wyśmiać kogoś to nagminne. Faceci nie są tacy, baby potrafią dowalić do pieca.
                      • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 00:32
                        A zadanie od terapeuty, by to on mógł przyjechać do matki? Niewykonane. Czyli nie chce ją widywać, jest dorosłym człowiekiem, taki jego wybór - przepracowanie deficytów samodzielnie, nie poprzez dialog z matką. Dostał narzędzia do podjęcia tej decyzji. Kiedy jest już w tym wieku, to te relacje są w rękach ich obojga, niezależnie od tego, co zrobiła matka. On nie wykazał inicjatywy, ona tak.
                        • szafkanocna Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 13:38
                          w obliczu prawa stajemy sie dorosli, majac 18 lat, ale mentalnie jest to procesz duzo dluzszy i w przypadku osob tak zaburzonych, jak narkomani/ alkoholicy nie mozna oczekiwac, ze konczac 18 lat nagle zaczna podejmowac dorosle i odpowiedzialne decyzje, jakich by sie od nich oczkiwalo.
                          „cos” zostalo spieprzone w ich rozwoju i fakt przekroczenia 18. urodzin tego cosia nie naprawi
                          • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 18:58
                            Ale życie będzie tego od nich oczekiwało, złociutka, będą też odpowiadać karnie i samodzielnie stawać przed sądem za swoje wyskoki, jakby co, bez mamusi u boku.
                            Oprócz tego, że rodzic wspiera w leczeniu, musi być tym, który ustanawia pewne zasady, granice i nie daje sobą miotać - osoba uzależniona dzięki temu dość bezboleśnie a skutecznie uczy się na nowo konsekwencji swoich działań
    • turbinkamalinka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 01:25
      Szczerze mówiąć nie rozumie. Twój syn nie zrobił jakiegoś zadania terapeutycznego i w efekcie nie dostał przepustki. Dobrze zrozumiałam? A teraz ty masz zaiwaniać 600km żeby jemu nie było przykro? Czy on chociaż jakoś tłumaczy czemu przestaje współpracować?
      Ja bym nie pojechała. Facet zawalił. Dla ciebie jest to jakiś kłopot (finanse, czas, praca). Przykro mi ale to jego problem że zawalił. A chłopak starszy niż 13latek chyba powinien zrozumieć że kasa sama nie wypada z bankomatu, dorośli ludzie pracują i mają jakieś zobowiązania, zawalanie spraw wiąże się z konsekwencjami a 3 tygodnie to nie wyrok. Szczególnie że to on zawalił i przez to nie spotkał się z rodziną
      • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 01:30
        turbinkamalinka napisała:

        > Szczerze mówiąć nie rozumie. Twój syn nie zrobił jakiegoś zadania terapeutyczne
        > go i w efekcie nie dostał przepustki. Dobrze zrozumiałam? A teraz ty masz zaiwa
        > niać 600km żeby jemu nie było przykro? Czy on chociaż jakoś tłumaczy czemu prze
        > staje współpracować?
        > Ja bym nie pojechała. Facet zawalił. Dla ciebie jest to jakiś kłopot (finanse,
        > czas, praca). Przykro mi ale to jego problem że zawalił. A chłopak starszy niż
        > 13latek chyba powinien zrozumieć że kasa sama nie wypada z bankomatu, dorośli l
        > udzie pracują i mają jakieś zobowiązania, zawalanie spraw wiąże się z konsekwen
        > cjami a 3 tygodnie to nie wyrok. Szczególnie że to on zawalił i przez to nie sp
        > otkał się z rodziną

        Właśnie tak, masz zupełną rację.
        • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 07:17
          Nie pojadę, chociaż trochę mi smutno z tego powodu. Za to napisałam do niego list w którym napisałam dlaczego mnie nie będzie i kilka różnych innych rzeczy.

          Podobno obcięli im rozmowę przez telefon dlatego że za dużo mieli przyjemności... Dla mnie to złe i niezrozumiałe. Wiem że przed odwykiem, mając syna w domu, mniej treściwie z nim rozmawiałam niż przez te kilka rozmów telefonicznych jeszcze 2 miesiące temu. Zaczynałam poznawać swojego syna, przy którym można żartować, uśmiechnąć się.
          • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 08:11
            Słuchaj a powiedz czy syn sam zdecydował się na odwyk czy ugiął pod presją rodziny?
            Pytam bo mam w bliskim otoczeniu osobę która okazało się nadużywa leków typu xanax (to ta sama osoba od depresji)
            Próbujemy jak możemy namówić ją na terapię
            Na razie chodzi do psychologa ale o odwyku słyszeć nie chce. Nie wiemy ile tego bierze ale podejrzewamy że sporo
            Prawdopodobne leki które nadużywa generują jeszcze większą depresję
            A kupuje je na czarnym rynku

            A wszystko wyszło jak sama mi raz spontanicznie powiedziała o tym przez telefon, prawdopodobnie będąc pod wpływem leków
            • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 09:09
              Już wyżej napisałam na ten temat .

              eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 08:27

              Wiem Od niego samego. To cholerstwo jest tak tanie że byłam pewna że jak nie ciągnie pieniędzy, to nic nie bierze.

              Jak powiedziałam mu że nie zamierzam go karmić i ma iść do pracy, to poszedł do jednej, wytrzymał 1,5 miesiąca , później druga robota i znowu to samo. I w końcu doszedł do swojej ściany i przestawał dawać sobie rady samym ze sobą i zaczął szukać pomocy. I jak nie umiał wytrzymac w pracy ponad 2 miesiące to na odwyk jeździł codziennie przez prawie 4, później postanowił że pojedzie na ten zamknięty.
              Byłam z nim na wycieczce przez parę dni i ... nic nie widziałam. Później, z jego notatek się dowiedziałam że czekał aż pójdę wtedy spać i szedł się napić .

    • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 09:43
      Nie jechać - skoro tyle z tym komplikacji.
      Syn miał okazję przyjechać do domu, skoro wybrał tak, że nie zrobił tego, co trzeba i nie dostał przepustki - to i ty wybierz tak, jak tobie pasuje.
      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 10:23
        Pewnie że bym chciała pojechać i być z nim. Ale właśnie nie czuję żadnego starania z jego strony. Czułabym się jak męczennica i to by było jeszcze gorsze. Może zatęskni , zrozumie że i od niego dużo zależy , od tego co robi jak się zachowuje. Że teraz i on odpowiada za swoje stosunki z innymi ludźmi. Napisałam list, wysłałam, jutro powinien go dostać gdzie wyjaśniam dlaczego nie mogę przyjechać i żeby wracał po zakończeniu terapii i ewentualnie wybrał następny odwyk już bliżej domu.
        • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 11:33
          Myślę, że dobrze zrobiłaś.
          Koszty, odległość, konieczność kombinowania z pracą - to jest naprawdę kłopot i dorosły człowiek powinien dać coś z siebie, skoro bliska osoba odwiedzając go musi uporać się z tyloma problemami.
        • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:17
          To może powinnaś pojechać i zapytać dlaczego? Może czas zacząć też wyciągać rękę i próbować zrozumieć? Za relacje jesteście odpowiedzialni oboje, ale nie oszukujmy się rodzic zawsze ma pozycje silniejsza i wpływ na problemy dzieci. Może właśnie należałoby powiedzieć synowi to co tutaj i omówić ten temat osobiście? Tymczasem kopiesz się ze swoim dzieckiem, bo skoro on tak to i ja mu tak. Naprawdę warto? Moim zdaniem nie. Bardziej warto jako dorosła i bardziej doświadczona matka odbudowywać relacje niż trwać w bylejakiej przeszłości.
          • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 21:41
            Dokładnie Moim zdaniem układ rodzic dziecko, nawet jeśli jest dorosłe to nie miejsce na jakieś gierki „ on mi tak to ja mu tak”
            Albo „on ma w dudzie to ja też mam w dudzie”

            Jeśli dziecko się pogubiło i sięgnęło po tak silne środki to popchnęła je zapewne jakaś ogromna rana z dzieciństwa
            Rolą rodzica jest danie dziecku wsparcia, aby mogło z tego dołu w którym się znalazło wyjść,

            Tylko że rodzic aby mógł to zrobić sam musi się postawić do pionu, być samemu emocjonalnie stabilnym i autentycznie zaakceptować dorosłe dziecko z dobrodziejstwem inwentarza
    • enith Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 16:30
      Wizyta w ośrodku (zwłaszcza w sytuacji, gdy nie możesz sobie na to pozwolić ani czasowo, ani finansowo, ani logistycznie), byłaby zdejmowaniem z syna odpowiedzialności za jego własne decyzje. Jego decyzją było wybrać ośrodek 600km od domu rodzinnego, jego decyzją było niewywiązanie się z zadania terapeutycznego, co zaskutkowało odebraniem mu przywileju wyjazdu na przepustkę do domu. Nie jest twoim zadaniem ratować syna przed konsekwencjami jego własnych poczynań. To jest klasyka współuzależnienia. Syn jest już dorosły, leczy się i w toku leczenia musi się między innymi nauczyć tego, że inni nie będą go dłużej kryć, gdy coś zawali. Nawet ta spłata długu za niego jest dla mnie dyskusyjna, bo to on jest odpowiedzialny za niedopilnowanie tej sprawy, ale tak po ludzku rozumiem twoją motywację. Chciałaś, by syn nie martwił się potencjalną sprawą karną i skupił wyłącznie na leczeniu. No, ale chyba dość tego. Dla syna czas najwyższy dorosnąć mentalnie do wieku metrykalnego. A zobaczycie się niebawem, trzy tygodnie to nie wyrok.
      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 16:59
        Dziękuję.
        Może nawet i tydzień, bo obiecał że w tym tyg zrobi zadanie i w przyszłym będzie na przepustce. Dzwonił dzisiaj.
        • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 18:54
          Czyli widzi, że ma możliwość spiąć poślady i samemu na coś wpłynąć. Jemu też musi zależeć, żeby to wszystko miało sens.
    • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 18:36
      Do własnego dziecka poszłabym nawet piechotą. Nie ważne, że nie przyjechało na przepustkę, nie ważne, że znalazło sobie odwyk 600 czy 6000 kilometrów od domu. To jest moje dziecko i do końca życia jako matka będę za nie odpowiedzialna i będę wspierała na ile mi sił starczy. Tym bardziej, że u was nie ma ojca. On ma tylko ciebie. Ja wiem, że mi się jeszcze łatwo gada, bo moje jeszcze nie chodzi, ale już teraz zrezygnowałam dla niej z wielu ważnych dla mnie rzeczy, których już nigdy nie odzyskam. I z wieloma myślami bije się codziennie czy robię dobrze i czy nie powinnam zrobić inaczej dla jej dobra. Twój syn jest dopiero na początku dorosłego życia, a już to życie zafundowało mu kanał. Możesz odpuścić, ale bardziej warto uczciwie przyznać przed sobą, że coś się zawaliło i wesprzeć dzieciaka, żeby dał radę dalej, bo z nałogu nie wychodzi się do końca swojego życia. Nałóg będzie z nim już zawsze i już zawsze będzie z nim walczył.
      • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 18:52
        Tylko że to że do niego nie pojadę nie jest równoznaczne z tym że go nie wspieram !!!
      • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:01
        W przypadku takiego nałogu wsparcie to też stawianie pewnych wymagań, zadań do wykonania, uczenie człowieka na nowo, że pewne rzeczy musi załatwić i przeprowadzić, jeśli chce mieć pozytywne efekty. Jak widać podziałało, bo młody człowiek jednak chce zrobić to, co miał do zrobienia i załapać się na kolejną przepustkę.
        Nie wiesz, o czym mówisz, zresztą jak zazwyczaj.
        Wątpię, żebyś poszła 600 km na piechotę albo wydała na podróż tysiaka, którego nie masz - fantazja ponosi cię, że aż miło, czemu mnie to nie dziwi...
        • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:16
          N9 dokładnie, same pieniądze tutaj mogą grać dużą rolę, bo to odległość naprawdę duża.
          Za to to wsiadanie na każdym kroku na autorkę... niefajnie, niefajnie.
        • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:24
          No cóż. Mogę sobie i fantazjować, ale to nie ja mam problem z dzieckiem, które ćpa, a ty. Co było zresztą do przewidzenia i forum mówiło tobie to już dawno. Otóż jakkolwiek nie było w moich relacjach z matką to jedno zawsze było pewne, kochała mnie, wspierała i przyszłaby piechotą kombinując z podróżą. Zrobiłaby to nawet dziś, do
          dorosłej baby. Moi dziadkowie podobnie. I już bez jaj, że podróż pociągiem 600 km wymaga aż tysiąca zł. Zresztą to jedynie tysiąc. Tego tysiaka spokojnie autorka może mieć od córki, która jest chyba bogatsza niż matka. Ba, tego tysiaka to dla własnego brata sama bym matce dała. No, ale fantazjuje.
          • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:35
            Jezu, dobra, żal że się odezwałam, bo to i tak idzie w próżnię.
            Tyle powiem - te rady nie mają najmniejszego zastosowania do osoby uzależnionej, po prostu nie spełnią ani trochę swojego zadania. Wsparcie, które opisujesz, jest wsparciem pełniącym swoje zadanie w zupełnie innym typie rodziny i przy zupełnie innych problemach.
            Jedynie tysiąc? Siostra ma dać? Obrzydliwa i pusta jesteś tak przy okazji.
            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:41
              Obrzydliwa jestem bo? Bo napisałam prawdę? Tak, siostra przygarnia co miesiąc 1500 zł, gdzie całkowite utrzymanie zapewnia jej matka i może nie wydawać złotówki. Tak, siostra to oprócz matki też najbliższa rodzina dla tego chłopaka i w normalnych rodzinach nie wypina się tyłka na matkę czy brata w potrzebie. Tym bardziej, że ten problem dotyczy rodziny. Ale nie dziwi mnie, że ty nie rozumiesz. Szkoda tylko, że przez nierozumienie matek zbyt duże konsekwencje ponoszą ich dzieci.
              • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:45
                Ja jestem prawie pewna, że mój starszy syn by nie dał złamanego grosza na swojego młodszego brata. I odwrotnie też by to się działo. Bo się nie znoszą. Bywa i tak. A sa to dopiero nastolatkowie, z tym że jeden już jest pełnoletni.
                A niektórzy nie mają na tyle, żeby z tysiaka ot tak wyskoczyć. Po prostu. I co wtedy? Poza tym samo 600 km to też nie bułka z masłem.
                • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:49
                  No i rodzeństwo nie ma obowiązku wyskakiwać z kasy na brata/siostrę
                  • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:52
                    Obowiązku to nikt nie ma, nawet matka. Ale jest jeszcze coś takiego jak miłość i w normalnych rodzinach otrzymuje się wsparcie w potrzebie. Może też zacznij pracować nad relacjami w rodzinie Anko, bo niedługo sama wystartujesz z podobnym wątkiem.
                    • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:58
                      Zmusić rodzeństwo które się nie cierpi do tego, żeby się jednak pokochali? Nie da rady. Choć bym chciała. Chcieć to sobie jednak mogę, a życie sobie.
              • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:58
                Ale siostra nie ma takiego obowiązku i nikt jej nie zmusi - z tego, co pamiętam, to ta akurat wypina tyłek na ludzi w potrzebie i jeszcze dużo żąda od matki.
                • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:11
                  alex_vause35 napisała:

                  > Ale siostra nie ma takiego obowiązku i nikt jej nie zmusi - z tego, co pamiętam
                  > , to ta akurat wypina tyłek na ludzi w potrzebie i jeszcze dużo żąda od matki.
                  >


                  Źle pamiętasz, ona jest bardzo atencyjna , ale ma bardzo dobre serduszko i jak ma to zawsze się podzieli czy pieniędzmi, czy czasem , paliwem, jedzeniem. I faktycznie dużo ode mnie żąda ale to już mój problem na co jej pozwolę a na co nie - a przynajmniej tak było parę lat temu. Ona jako dziecko próbowała swoich sił, ja jako rodzic musiałam stawiać granicę - i nie było to łatwe ani przyjemne. Ale taka rola rodzica. Dała mi popalić. wink
                  • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:21
                    Plus to że to jedyna osoba (córka) której się syn otworzył. Jak się dowiedziała że jedzie na terapię to zapłakana do niego poszła i chyba po raz pierwszy młody tak szczerze z kimś rozmawiał. Ja pewnie nie wiem o wszystkim co rozmawiali , tylko tyle ile chciała mi powiedzieć. Między innymi doszli do wniosku że bardzo mnie żałują że mam takie dzieci i podziwiają bo ja w ich wieku miałam rodzinę i wszystko ogarniałam. Ona mu szykuje paczki, napisała też list do niego. To jej w swojej "piosence" podziękował , wyciągała go, pomagała w kilku zjazdach - ja naprawdę nic nie widziałam. A jak mi mówiła to nie chciałam temu wierzyć, bo przecież nie ciągnie pieniędzy, bo jego zachowanie się nie zmienia ... Bardziej się martwiłam że to depresja - u mnie w rodzinie to norma, czy jakieś inne zaburzenia.
                    Więc na córkę nie dam złego słowa powiedzieć, na syna też.
                  • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:45
                    Pamiętam, jak chciała od Ciebie pieniądze na pazury i przyjemności mając chyba kasę z renty, a Ty jeździłaś na jakimś bolcie i woziłaś ludzi po nocach z gorączką - stąd mój komentarz.
                    No i ostatni wyjazd, jakieś warunki z jej strony, zabieranie kawalera, palić musi w aucie - dla mnie to jest roszczeniowość.
                    • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 21:00
                      Tak, masz rację czasami jest bardzo roszczeniowa, i to wszystko idzie przeze mnie, ja muszę to wszystko filtrować i pozwalać jej lub nie. Stawiać jasno granicę albo stwierdzać że na to mogę się zgodzić.
                      Ale z nią rozmawiam codziennie, często przez godz lub parę godzin. Rozmawiamy o wszystkim, o jej ojcu, terapiach, moich rodzicach o swoich charakterach. Jeżeli potrzebuję jej pomocy to ona jest zawszę chętna - no chyba że chcę aby posprzątała to z tym bardzo kiepsko. Podobnie też z bratem. Jak ten poszedł na odwyk wypytała się czy ma jakieś długi na mieście bo chciała je spłacić. Na szczęście nie miał. Ona jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. No i fakt , pieniądze się jej nie trzymają, ale już oddała długi i przestała pożyczać. Wspólne jeżdżenie to faktycznie tylko na krótkie dystanse - wtedy się powstrzymuje z paleniem. Nie pamiętam co do gorączki i jeżdżenie w nocy ... To może ona po kogoś pojechała nie ja ?

                      Właśnie sobie przypomniałam o tym jaki jest mój syn. On się nigdy nie kłócił, nigdy nie buntował, zgadzał się na wszystko, wszystkiemu przytakiwał aby mieć święty spokój i aby już nie musiał rozmawiać. Co jakiś czas go gdzieś wyciągałam na spacer chociaż , wyjazdy tylko z nim aby do niego dotrzeć, pobyć razem, razem zwiedzić Polskę - niestety nie udało się.
                  • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:25
                    Gdzieś można w google poczytać o przykładach takich zadań jak twojego syna, czy to tajna i poufna wiedza terapeutów? Bardzo jestem ciekawa.
                    • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:36
                      taki-sobie-nick napisała:

                      > Gdzieś można w google poczytać o przykładach takich zadań jak twojego syna, czy
                      > to tajna i poufna wiedza terapeutów? Bardzo jestem ciekawa.


                      To są zadania typu że np mój syn ma w sobie dużo lęku, i ma przepracować ten temat z terapeutą a później to wszystko razem z grupą na forum. Każdy z nich miał swój własny problem. Syn ma problem aby to wszystko przerobić z grupą, całą resztę robi.
                      • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 22:22
                        Czy "przepracować X" oznacza "pogadać na temat X"?
              • cegehana Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:18
                Może nie jesteś obrzydliwa, ale na pewno bogata. Nawet w klasie średniej klocek to spora suma.
                • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:27
                  No może jak chodzi o nowe usta to i sporo. Ale nie o tym tu mówimy.
            • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:05
              Ja już przestałam odpowiadać na takie komentarze. Czasami tylko prostuje kłamstwa.

              Dzięki wszystkim. Wiem już chyba to co powinnam wiedzieć.
              Wiem że nie jadąc nie zostawiam mojego syna, nie oznacza to też że go nie wspieram. Co też czasami przychodziło mi do głowy. Bo przecież mogę a nawet powinnam się dla niego nagiąć, pozmieniać moje plany, wziąć z kupki kasę - przecież po to jest , dla dzieci. Alex pierwsza rzuciła hasło że tak myśli osoba współuzależniona.
              Leciałam po niego do przedszkola jak strasznie płakał i już więcej tam nie poszedł, pojechałam i zabrałam z kolonii i już na żadne inne go nie wysłałam bo bardzo nie chciał. Jechałam i zabierałam go z każdego miejsca w którym działa mu się krzywda - teraz mu się ona nie dzieje, jest bezpieczny, chce tam być. Teraz w jego dorosłym życiu zostało mi już tylko pytać, czy mogę Ci jakoś pomóc? Czego ode mnie oczekujesz ?
              Załatwiam tu jego rzeczy, sprawy, odbieram, składam zeznania, wybielam - wie że tu na miejscu będzie miał wszystko ogarnięte , nie wróci do stosu nieodebranych awizo. Nie wiem czy dobrze - ale czuję że tak chcę i że tak powinnam.

              Wiem że nie byłam idealną matką, ale nie zamierzam się biczować z tego powodu. I mam prawo dalej być nieidealna. Wprost rozmawiam o tym z dziećmi. Jeżeli nie będą chciały mnie znać to będzie ich decyzja. Jak narazie każde z nich dom rodzinny uważa za swoją ostoję i zamek.

              Forum spełniło swoje zadanie wink
              Jestem spokojniejsza i pewna swojej decyzji, co nie oznacza że z chęcią bym pojechała aby zobaczyć syna.
              • aqua48 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:08
                eagle.eagle napisała:

                > Leciałam po niego do przedszkola jak strasznie płakał i już więcej tam nie posz
                > edł, pojechałam i zabrałam z kolonii i już na żadne inne go nie wysłałam bo bar
                > dzo nie chciał. Jechałam i zabierałam go z każdego miejsca w którym działa mu s
                > ię krzywda

                No i to był chyba Twój błąd - nie uczyłaś radzenia sobie z trudnymi dla dziecka sytuacjami tylko ucieczki od nich.

                > Załatwiam tu jego rzeczy, sprawy, odbieram, składam zeznania, wybielam - wie że
                > tu na miejscu będzie miał wszystko ogarnięte , nie wróci do stosu nieodebranyc
                > h awizo. Nie wiem czy dobrze - ale czuję że tak chcę i że tak powinnam.

                A dlaczego sprzątasz cały bałagan jaki zostawił, czy syn Cię o taką pomoc choćby poprosił? I czemu nie czujesz że powinnaś raczej wspólnie z nim obgadać w jaki sposób ON mógłby pozałatwiać te jego sprawy? Podsunąć mu kilka możliwych rozwiązań i pomóc wyciągnąć wnioski jakie te rozwiązania mogłyby nieść za sobą konsekwencje DLA NIEGO?

                • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:32
                  > No i to był chyba Twój błąd - nie uczyłaś radzenia sobie z trudnymi dla dziecka sytuacjami tylko ucieczki od nich.

                  Bo miał 4 i 6 lat ! I był moim synem i nie chciałam aby był nieszczęśliwy. Miałam go zostawić w miejscach gdzie dla niego to była trauma, nieszczęście?!!!


                  >A dlaczego sprzątasz cały bałagan jaki zostawił, czy syn Cię o taką pomoc choćby poprosił? I czemu nie czujesz że powinnaś raczej wspólnie z nim obgadać w jaki sposób ON mógłby pozałatwiać te jego sprawy? Podsunąć mu kilka możliwych rozwiązań i pomóc wyciągnąć wnioski jakie te rozwiązania mogłyby nieść za sobą konsekwencje DLA NIEGO?

                  Może dlatego że od pół roku jest zamknięty w ośrodku, nie mam możliwości nawet zadzwonienia do niego.
                  Fakt, nie prosił mnie o załatwianie jego spraw , za to zawsze dziękuję że to robię i docenia.


                  U nas w domu tak to działa, ostatnio młoda latała z moimi dokumentami od biura do biura. Jak nie ma syna to ja latam z jego dokumentami. Zawsze wychodzę z założenia że nie można uciekać od problemu tylko trzeba rozmawiać z ludźmi i załatwiać sprawy. Syn osobiście nie ma takich możliwości dlatego ja to robię.
                  • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 10:14
                    Akurat z załatwianiem jego spraw bardzo dobrze robisz. Mógłby wyniknąć jeszcze większy kanał albo przytloczylyby go jakby wyszedł. To się tylko tak dobrze gada, uzgodnić. Tylko nic nie uzgodnisz z kimś kto ma depresję i nałóg. Wystarczy, że poszedł już do tego ośrodka. To najważniejsze.
        • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:34
          Mnie może i ponosi fantazja, ale to nie moje dziecko zaczęło ćpać, a twoje. Cobyś mi nie mówiła to rodzina jest w dużej mierze odpowiedzialna tak za nałóg jaki i późniejsze wychodzenie z niego. Nie poradzę, że wychowałam się w rodzinie, w której mimo różnych problemów z matką zawsze wiedziałam, że wyciągnie do mnie rękę. I tak, zarówno moja matka jak i babcia umiałby mimo swoich niedogodności przebyć te 600 km,nawet teraz, do dorosłej baby. Podróż pociągiem nie kosztuje tysiaka. Tego tysiaka spokojnie można mieć. Wystarczy, że urocza siostra by wysupłała, bo zdaje się ma więcej kasy od matki. Kasa w życiu i pochylenie się nad własnym matczynym złym losem to nie
          wszystko jak widać i osobiście się już o tym dotkliwie przekonałaś. Co zresztą forum mówiło ci już dawno temu. Ale to fantazjuje.
          • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:38
            To tylko na koniec: wyciąganie ręki do narkomana w sposób, który opisujesz, kończy się tym, że zostajesz bez ręki. Bo już nie ma człowieka, który odwzajemni ci się tym samym, nie ma uczuć, bliskości z jego strony jest mechanizm nałogu, który wyssie i wykorzysta zarówno swojego "nosiciela", jak i jego bliskich. Dopóki się go jako tako nie pokona.
            Co piszę zresztą nie po to, żeby z taką pustą kobitą prowadzić niekończącą się dyskusję, tylko może akurat komuś to się przyda.
            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:43
              To cieszę się, że ty wreszcie nie jesteś pusta i naumiana.
              • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:55
                Czas i na twoją przemianę, królewno.
          • pseudo_stokrotka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:54
            Pominę twoje fantazje o przejściu 6000 km piechotą, ale co do tego tysiaka, to autorka napisała, dlaczego akurat tyle to kosztuje. Bo musi zarezerwować hotel i dojechać do ośrodka syna taksówką, nie wiem jakie koszty jeszcze są tam wyszczególnione, ale możesz sobie poszukać jej posta.
            Ta podróż pociągiem to nie sam bilet.
            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:56
              A coś się tak uczepiła tego piechota, przecież to zwykle powiedzonko funkcjonujące od lat.
              • pseudo_stokrotka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 21:21
                Wiem, że "piechotą" to przenośnia, i tak się do tego odnoszę. Ty uważasz, że matka powinna zrobić wszystko, a ja, że powinna zrobić tyle, ile może. Jeśli nie ma tysiaka na kupce, to go z tej kupki nie weźmie. Rozumiesz?
                Pewnie nie, dla ciebie chyba talon na 100 zł był obraźliwy...
            • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:57
              Często takie ośrodki są w totalnym wypizdowie, więc trzeba wyjechać taryfą z jakiejś miejscowości i pojechać np. do lasu, koszt w 1 stronę spokojnie ze 150 wtedy.
              • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:23
                Nadal pieniądze nie powinny stanowić centrum wszechświata i życia. Co z tego, że będą leżały na kupce?
                • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:47
                  Ludzie, dla których pieniądze stanowią centrum życia, przeważnie nie trzymają ich na kupce, tylko dwoją się troją, żeby popłacić rachunki i w miarę zdrowo zjeść z tego, co zarobią. Ja wiem, że tu jest odrealniona zawsze zamożna ematka wonska specjalistka, ale naprawdę niemało ludzi w realu obraca każdą złotówkę, zanim ją wyda.
          • panna.nasturcja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:01
            Mylisz pojęcia Hrabino.
            Bo tak, rodzice mogą być odpowiedzialni za to, że dziecko wpadło w nałóg, mogą być nawet winni, mogli je w ten nałóg sami wpędzić (w skrajnych sytuacjach).
            Ale za wyjście z nałogu odpowiada wyłącznie osoba uzależniona. Nie ważne czy widzimy go jako sprawiedliwe czy nie.
            Dopóki uzależniony człowiek nie powie sobie naprawdę „odpowiadam za swój nałóg” nie ma najmniejszych szans z niebo wyjść.
            • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:06
              I nie na tym polega wsparcie, że rodzice się biczują, bo wpędzili w nałóg i skaczą na każde zawołanie.
            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:20
              Ale ja to wiem Nasturcja, że musi sam chcieć tym bardziej, że jest dorosły. I on już podjął walkę i wychodzi z nałogu. Wiem, że matka nie będzie z nim zawsze i w każdej sytuacji, ale teraz jest jeszcze bardzo bardzo wcześnie. Jest to delikatny etap i warto, żeby cała rodzina sobie poukładała wzajemne relacje. Warto pracować nad tym, żeby w chwili kryzysu wiedział do kogo się zwrócić i miał pewność, że dostanie tam wsparcie zamiast sięgnąć po prochy czy alkohol. A przecież on wiele razy będzie chciał sięgnąć po prochy, pytanie czy sobie odmówi i nie sięgnie. Natomiast stała wspierająca osoba będzie mu bardzo potrzebna.
          • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:54
            Nie, rodzina nigdy nie jest odpowiedzialna za czyjeś wychodzenie z nałogu.
            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 10:16
              Powiedziała ta, która niedawno pytała czy syn nie powinien się poddać wazektomi 😀😀😀
              • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 22:19
                😂😂😂
      • aqua48 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:14
        hrabina_niczyja napisała:

        > To jest moje dziecko i do końca życia jako matka będę za nie odpowiedzialna i
        > będę wspierała na ile mi sił starczy.

        Nie. Za poczynania dorosłego dziecka matka (ani ojciec) NIE jest odpowiedzialna. Wsparcie owszem, ale tyle ile samemu ma się zasobów. I dorosłe dziecko musi to zrozumieć.
        • ankajagielonka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:16
          W punkt
        • alex_vause35 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:17
          Dodajmy, że wsparcie uzależnionego nie polega na niunianiu go na zawołanie...
        • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:38
          Jeżeli te poczynania zaczynają się w wieku nastoletnim tylko konsekwencje następują w wieku lat 18 czy 20 to owszem jest się odpowiedzialnym, nawet bardzo. A wsparcie i jego wymiar ustala rodzic, a nie ty, także pozwól, że każdy sobie może decydować o sobie. Tym bardziej, że w wątku mówimy o 20latku na odwyku, a nie starym koniu, który zostawił rodzinę i poszedł chlać. Na zrozumienie jeszcze przyjdzie czas.
          • cegehana Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:25
            Tylko z tej odpowiedzialności mało wynika dzisiaj, jak to już Nasturcja celnie napisała. Nie da się cofnąć do momentu kiedy dziecko miało np. 15 lat i zrobić coś czego się wtedy nie zrobiło. Jeśli syn ma 20 lat to troszcz się o niego jak o 20-latka (dorosłego). Jego deficyty są jego.
            • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:33
              Cofnąć się nie da, ale naprawić, poprawić i odbudować już tak. Sama z matką miałam ciężkie relacje, ale żeśmy pracowały nad nimi i zawsze miałyśmy siebie. Dziś mamy fajny, normalny kontakt. Obie zdajemy sobie sprawę że swoich niedoskonałości, obie zrozumiałyśmy swoje błędy i jesteśmy tego bardzo świadome. I tak, nasze deficyty są nasze, ale nie oznacza to, że się w nich nie wspieramy. Wspieramy, zawsze. I fakt, że ktoś ma 20 lat czy 43 jak ja nie oznacza, że raptem możemy się troszczyć mniej. Troszczymy się na tyle na ile sytuacja wymaga.
              • cegehana Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:50
                Z tym się całkiem zgadzam: da się naprawić, ale pytanie jak to robić, jakie kroki podjąć jest trudne. Fajnie, że napisałaś o swoim przykładzie, to daje nadzieję.
              • aqua48 Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 21:58
                hrabina_niczyja napisała:

                > Cofnąć się nie da, ale naprawić, poprawić i odbudować już tak.

                Ależ oczywiście i autora wspiera, syna, była u niego, utrzymuje kontakt.

                > I fakt, że ktoś ma 20 lat czy 43 jak ja nie oznacza, że raptem może
                > my się troszczyć mniej. Troszczymy się na tyle na ile sytuacja wymaga.

                Ale troszczymy się też na tyle na ile sami możemy.
              • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:34
                >Wspieramy, zawsze. I fakt, że ktoś ma 20 lat czy 43 jak ja nie oznacza, że raptem możemy się troszczyć mniej. Troszczymy się na tyle na ile sytuacja wymaga.

                Ja bardzo nie lubię rozmawiać z moją mamą, ale ją kocham i też się o nią troszczę i pomagam jej zawsze jak da znać że czegoś potrzebuje.
      • ikoniecikropka Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 22:46
        To się bardzo, ale to bardzo pokrywa z ostatnim tutejszym wątkiem i tak częstym nawoływaniem, żeby drzwi uzależnionym dzieciakom zamykać, wystawiać walizki, działacie jak chorągiewki.
    • hrabina_niczyja Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 19:50
      Jeszcze tak sobie pomyślałam. Nie znam się na tym kompletnie, ale może pomóż mu znaleźć kolejny ośrodek bliżej domu. Może taki, w którym wszyscy rodzinnie będziecie mogli korzystać z terapii, dostaniesz wsparcie i ty i on. Przecież nawet jak on wyjdzie to dalej jest dupa. Pójdzie do pracy, wypadałoby żeby skończył też szkołe, coś zrobił z tym swoim życiem. Zostawiony sam sobie tego nie udźwignie
      • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 22:24
        hrabina_niczyja napisała:

        > Jeszcze tak sobie pomyślałam. Nie znam się na tym kompletnie, ale może pomóż mu
        > znaleźć kolejny ośrodek bliżej domu. Może taki, w którym wszyscy rodzinnie będ
        > ziecie mogli korzystać z terapii, dostaniesz wsparcie i ty i on. Przecież nawet
        > jak on wyjdzie to dalej jest dupa. Pójdzie do pracy, wypadałoby żeby skończył
        > też szkołe, coś zrobił z tym swoim życiem. Zostawiony sam sobie tego nie udźwig
        > nie



        Dokładnie
    • riki_i Re: Jechać nie jechać 16.04.24, 20:53
      Przeczytałem trochę tego wątku i mam dość. Niektóre panie walą koszmarne mundrości prosto z odbytu.

      Szanowna autorko wątku!

      Nie słuchaj kompletnych idiotek i nie daj się wpędzić w jakiekolwiek poczucie winy!

      A do syna NIE JEDŹ. Nie muszę tłumaczyć dlaczego.
      • znowu.to.samo Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 22:26
        Rysiek ty wracaj do swojego wącisza i licz dalej ile kto miał partnerów, a o sprawach o których nie masz pojęcia lepiej się nie wypowiadaj
        • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 17.04.24, 22:57
          znowu.to.samo napisała:

          > Rysiek ty wracaj do swojego wącisza

          A najlepiej tam też nie.
          • eagle.eagle Re: Jechać nie jechać 18.04.24, 03:50
            taki-sobie-nick napisała:

            > znowu.to.samo napisała:
            >
            > > Rysiek ty wracaj do swojego wącisza
            >
            > A najlepiej tam też nie.


            Widzę że mamy mistrzów ceremonii, alfy i omegi. Prowadzicie ku światłu.
            • taki-sobie-nick Re: Jechać nie jechać 18.04.24, 21:24
              O czym ty...?
        • waleria_bb Re: Jechać nie jechać 18.04.24, 05:10
          Opowieści Rikiego w wątku o liczbie partnerów wyjątkowo obleśne, zwłaszcza ta odnoga o brudnym materacu, feee. Jednak tu się z nim zgodzę, pewne ematki przyszły chyba tylko w celu pokąsania i dobicia autorki. Co ciekawe, rady Alex (matki uzależnionej córki) są jakoś kompletnie inne od rad forumek, które nie mają pojęcia o problemie.
          Trzymaj się Eagle, słuchaj terapeutów i bądź dobra sama dla siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka