zandrala
15.09.24, 15:39
Nietypowa chyba sprawa. Mój mąż jest pasjonatem historii lokalnej, historykiem z wykształcenia zresztą, ale nie pracuje w branży. W wolnych chwilach zawsze dużo czyta o dziejach danego miejsca, w którym mieszka lub które odwiedza. Chodzi na spacery, czasem rozmawia ze świadkami historii. Pasją tą zaraził zresztą 11-letniego syna.
Wszystko dobrze, ale czasami ma swoje trochę ekscentryczne zachowania. W zeszłym roku w końcu zrealizowaliśmy swoje marzenie i wyprowadziliśmy się pod miasto, wcześniej kupiliśmy działkę i postawiliśmy dom. Mąż oczywiście przeczytał o historii tego miejscu i jak się okazało na tym terenie były aż 4 duże bitwy od czasów średniowiecza do współczesnych, dwa cmentarze a w czasie drugiej wojny miejsce rozstrzelania kilkudziesięciu osób. To ostatnie wydarzenie jest zresztą upamiętnione odpowiednią tablicą w okolicy, a jeszcze 20 lat temu było tu sporo stanowisk archeologicznych.
Po zagłębieniu się w historię miejsca mąż bez konsultacji ze mną postawić w ogrodzie naprzeciwko ganku drewniany krzyż wmurowany w ziemię z tablicą “Szczątki ludzkie. Cześć ich pamięci”. Zrobił to pod moją i syna nieobecność, byliśmy u teściów. Po moim powrocie i ogromnym zdziwieniu wytłumaczył mi, że bez żadnych wątpliwości ziemia, na której stoi nasz dom oraz na której mamy ogród jest miejscem, w którym spoczywają setki jeśli nie tysiące ludzi i należy im się upamiętnienie.
Częściowo przekonują mnie te argumenty, ale po prostu nie chcę oglądać takiej tablicy zaraz po wyjściu na ganek i na ogród. Syn z kolei jest zachwycony i podoba mu się taki pomysł. Ale on to traktuje jako nietypową dekorację, a ja po prostu nie lubię cmentarnych klimatów.
Jak byście próbowały porozmawiać z mężem, żeby jednak gdzieś indziej przenieść taką tablicę, jeśli już musi być na naszym terenie?
Obraz przykładowy, ale tego typu tablica.