Wątek o charakterze wyżalnym. Czy ktoś tu jeszcze ma tak w życiu, że jak coś tylko może pójść nie tak to na pewno pójdzie? Nie mówię o efektach własnych działań i decyzji tylko o tzw. zdarzeniach niezależnych i losowych.
Jestem strasznie zmęczona tym, że nic mi nie może przyjść łatwo, czasami czuję się jak bohater takiego filmu akcji, który wprawdzie wyjdzie z bagna, przegryzie gardło krokodylowi, a na koniec z nożem kuchennym i sznurkiem pokona czterech nożowników no ale ile można... Bo to nie jest tak, że nic nie osiągam i nie realizuję celu tylko że to nigdy nie idzie gładko.
Coś się z tym robi? Afirmować? Medytować? Wizualizować obfitość?

Tylko bez kursów na Bali za miliony ..Można też ojojać bo mam dość