Ale miałam dzisiaj śmiesznie...Od listopada pracuję na zastępstwie w dużym mieście. Podjeżdżam samochodem do małej mieściny, parkuję w bocznych uliczkach i na małej stacyjce łapię pociąg do miasta.
Znam już tę malutką mieścinkę dobrze, mam obczajone najlepsze miejsca do parkowania, skróty, sklep, szkołę, kościół, pomnik ku czci i inne takie...ale dopiero dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłam to wszystko w świetle dziennym. Miałam dzisiaj tylko pół dniówki, więc wróciłam dziennym pociągiem - i wrażenie niesamowite, zupełnie jakbym się nagle znalazła w równoległym świecie. Chodziłam i podziwiałam, jak turystka. A już najfajniej było przejechać przez jeden wąski zaułek, normalnie ciemny, nieoświetlony i okazało się, że tam, gdzie normalnie była ściana ciemności, znajduje się tartak ze stosami drewna
A co tam u was w to wtorkowe popołudnie?