Wracałam do domu, w rękach dwie siaty zakupów i torba listonoszka przerzucona przez ramię.
I pomyślałam, że zanim wrócę to wdepnę do laboratorium po wyniki krwi. Doszłam do laboratorium a tam przerwa w pracy. Postałam chwilę przed zamkniętymi drzwiami i wróciłam na przystanek.
Na przystanku postanowiłam sprawdzić, która godzina w telefonie i ... nie mam go w torbie.
Patrzę do jednej i drugiej siatki a tam pusto.
Szybko myślę gdzie byłam zanim trafiłam do laboratorium.
Byłam w drogerii, potem dzwoniłam do mamy, potem weszłam do budynku, w którym jest laboratorium i przeszłam przez budynek do apteki.
W aptece coś kupiłam.
Pobiegłam do apteki i pytam o tel. Tam go nie ma.
W całym tym zamieszaniu pogoniłam do drogerii...yam też nie było mojego telefonu.
Próbuję zebrać myśli...i tak, miałam tel w laboratorium...
Biegnę przez miasto, serce mi napierda.la nieźle.
Telefon mam zablokowany a więc nikt się nie dostałby do treści. W oprawie jest numer tel do mojego męża.
Ale....czy ktoś zadzwoni i zgłosi zgubę? Wątpię.
Wpadam, czerwona jak upiór do laba a tam na krześle przed drzwiami leży mój telefon...
Jaka ja byłam szczęśliwa