kasza75
24.11.04, 09:54
Zastanawia mnie fakt przeklinania przy dzieciach.
Z zasady nie klnę, a przy dzieciach wydaje mi się to karygodne, jednak
ostatnio miałam na tym tle niemiłą scysję z teściową. Otóż ona dość dużo
przeklina w codziennej nawet rozmowie, co mnie b. drażni. Nie mówi np.
"zepsuło się" tylko "spieprzyło się" , przykładów mogłabym mnożyć. Ostatnio w
zwykłej rozmowie nazwała mojego męża (przy dzieciach) palantem, na co łagodnie
acz stanowczo zareagowałam że nie życze sobie aby tak do niego mówiła (on
nawet się nie zorientował). Nastąpiła straszna obraza z jej strony, wyleciała
od nas z domu jak oparzona, po czym tłumaczyła ze ona na pewno nie powiedziała
tak, tylko "pieprz się". Myślałam że padę.
Potem próbowałam jej spokojnie wytłumaczyć o co mi chodzi, że z zasady nie
lubię jak się klnie, że syn ma 5 lat i uczy się od nas takich wszystkich
zwrotów itd. Ona na to , że dziecko w tym wieku powinno wiedzieć co mu wolno a
czego nie , bo "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie", a skoro syn tego
nie wie to widocznie źle go wychowuję. Trochę jestem przyłamana, bo zależy mi
żeby moje dzieci mówiły jak kulturalni ludzie. Z drugiej strony nie jestem w
stanie kontrolować co i jak babcia do nich mówi (i ochoty chyba też nie na
bycie żandarmem)
Jak jest z tym u was? Czy przeklinacie przy dzieciach licząc że one tego nie
będą naśladować? Czy pozwalacie aby przy dzieciach przeklinano? Jak
reagujecie? Czy wasza najbliższa rodzina klnie?