andallthat_jazz
02.01.26, 20:48
Starosc to sie zupelnie nie udala. Mam na oddziale pacjenta z mocna demencja. Przyszedl z influeca, juz dawno zdrowy. Ale... zupelny brak rodziny. Mieszkal sam i w takim stanie nie mozemy go puscic do domu i na pastwe losu. Wiec czeka u nas na miejsce w osrodku. To potrwa nawet i kolejne 2 miesiace. Bardzo biedny czlowiek. Spokojny, nieagresywny, tylko bardzo zlakniony kontaktu. Najbardziej lubi chodzic z kims za reke. Albo wchodzic innym pacjentom do lozek. Trzeba pilnowac, zeby nie wybyl z sali. Ksiazka, czy gazeta zainteresuje sie pare minut i znow zaczyna swoje wedrowki po oddziale. A ten zupelnie jest nieprzystosowany do takich pacjentow (no nie ma bata, zebym chodzila z nim za reke podajac np.leki. Wielu pacjentow jest poruszonych jego losem, wielu kolegow tez. Ale sa tez pacjenci, ktorzy sie skarza. Fakt znalezc dzikiego wspolokatora w lozku, to srednia przyjemnosc. 🙄 On sie meczy, my sie meczymy. Dzis po raz kolejny wywinal orla. Na szczescie bez uszkodzen. Ot tak, wygadac sie chcialam. Na opieszalosc systemu, na jego dramat a nasza bezsilnosc.