bywalec.hoteli
12.01.26, 00:06
Jak tak czytam sobie wątek, w którym Riki spiera się z paniami i na bazie własnych obserwacji, to się zastanawiam czy związki to jest zazwyczaj walka o zasoby? Takie coś, gdzie po prostu istnieje konflikt interesów, którego nie da się do końca rozwiązać? Można żyć zgodnie, ale każdy musi dużo odpuścic i z wielu rzeczy zrezygnować? Już wielka nieobecna twierdziła że w życiu od pewnego wieku chodzi tylko o walkę o zasoby i sama pazurami o te zasoby ropy walczyla.
No porownajmy:
Mężczyźni pragną:
- dobrze zjeść
- dobrego i dużo seksu z atrakcyjną kobietą i aktywna w lozku
- czystego domu
- tego że mogą intensywnie pracować i mogą się zmęczyć, ale mają też czas na odpoczynek i spokój, kiedy nikt nie będzie im zawracał doopy ale może to być dobry seks (ale bez zawracania doopy)
- żeby on i rodzina nie chorowali, najlepiej bez konieczności specjalnego dbania o to
- żeby mieli swoje zabawki i hobby i żeby był czas i miejsce by z nich korzystać
- żeby można było z dziećmi przeżywać przygody, dobrze się bawić i moc się nimi pochwalić
- jak podejmują się jakiejś pracy to ma to być coś co da efekt wow, co inni będą podziwiać
- żeby ona była miła i za dużo nie gadala
A czego pragną kobiety:
- dobrze zjeść
- potomstwa
- ochrony, wyżywienia i wykształcenia dzieci
- żeby potomstwo dobrze jadło i było zdrowe i żeby można było się dziećmi pochwalić
- żeby czuć się atrakcyjną, wysluchaną, zadbaną, pożądaną
- tego by dom był zasobny, czysty zadbany
- żeby oni i rodzina mieli zadbane zdrowie (to nie to samo o co chodzi mężczyźnie)
- żeby nie być zmęczoną i zamiast seksu się wyspac
- jak podejmują się jakiejś pracy to wola ja wykonywać często i regularnie ale żeby nie była za bardzo męcząca
- żeby on był silny, ale dużo z nią gadał
Więc czy są to pragnienia do pogodzenia?
Zapraszam do kulturalnej dyskusji, bez chamstwa, bez wyzwisk i bez obrażania dyskutantów czy piętnowania innych opinii niż swoja