Dodaj do ulubionych

Wszystko dobrze, ale

15.03.09, 15:14
przynajmniej w Warszawie z wyborem liceum jest jeszcze jeden
problem: odległość.
Wczoraj Elka pobuszowała sobie w necie i spodobało jej się liceum na
Bema. Wszystko pasowało poza odległością. Wyliczyliśmy z mężem, że
musiałaby w zasadzie wychodzić z domu pół do siódmej, żeby na pewno
zdążyć. Z powrotem też ponad godzina niewyjęta. No i co? No i guzik,
to zwyczajnie bez sensu. Liczmy zajęcia do 15-16, w domu po 17.
Zakładając pobudkę przed szóstą, nie ma co liczyć na to, że będzie
siła na naukę. A kiedy normalne życie?
Jak się zapatrujecie na ten aspekt wyboru szkoły? Jest dla Was
jednym z ważniejszych czy raczej uważacie, że jeśli szkoła będzie
miała ten wymarzony profil to odległość to kwestia drugorzędna?
Obserwuj wątek
    • agatka_s Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 16:06
      My zamieszkaliśmy przy metrze (decyzja jak szedł do podstawówki)
      właśnie po to aby syn mógł sam dojeżdzać (przez całe zycie szkolno-
      studenckie). Bierzemy pod uwagę tylko szkoły gdzie da się dojechać
      metrem, no ewntualnie jakiś dodatkowy przystanek (jak np Staszic).
      Dla mnie dojazd, lokalizacja (bezpieczna) to było i jest pierwsze
      kryterium wyboru szkoły.
      • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 16:18
        Lepiej blizej. Ale godzinny dojazd to jeszcze nie jest klęska - o
        ile liceum jest naprawde idealne i jedyne w swoim rodzaju. Inaczej
        nie warto.
        • joa66 Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 17:57
          Godzina w jedną stronę?

          Przypominam też, że przed Euro2012 pewnie cała Warszawa będzie
          rozkopana. Szczęśliwi ci, którzy mieszkają prze metrze, przynajmniej
          trasy nikt im nie zmieni;). Ja na razie mam trzy typy, z tego dwa z
          sensownym dojazdem (tramwaj, ok 30 minut) i jedno bardzo fajne, ale
          podróż do szkoły trwałaby godzinę w jedna stronę.

          Do Witkacego, do którego idzie wielu absolwentów obecnej szkoły (i
          wszyscy są zadowoleni), mamy wyjątkowo parszywy dojazd, więc ja
          odpuściłam, ale kto wie, może jednak znajdzie się na "liście" mojego
          syna.

          • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 18:36
            Mój syn chodzi do gimnazjum przy Witkacym - 5 minut piechota od nas -
            ale niestety, do Witkacego sie nie dostanie.
            • marina2 Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 20:30
              nasza córka wychodzi z domu najpóźniej o 7.00.wstaje 6.15
              teoretycznie dojazd do szkoły powinien zajmować jej 20 min,ale w wyniku
              masakrycznych remontów dróg,które trwać mają do maja jest jak
              jest-korki....oprócz tego,że jedzie autobusem 15min pokonuje szybkim marszem i
              co? okazało się to super rozwiązaniem dla jej ogólnej sprawności.ten spacer dwa
              razy dziennie wcale nie w spalinach,bo ruch drogowy całkowicie wyłączono
              sprawił,że spaliła od października 5kg.
              wraca do domu na ogól 16.30-17 je obiad od 18 się uczy.po nocach nie uczy się
              wcale.na klasówki w weekendy.muszę przyznać ,że jest dość dobrze zorganizowana.
            • joa66 Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 20:33
              Mój teoretycznie powinien się dostać , jeżeli nic się nie zmieni(ale
              pewnie byłby w tych dolnych strefach przyjętych) ...ale skąd mam
              wiedzieć, czy na przykład nie zakocha się w 3 klasie i zamiast uczyć
              się, będzie śpiewał serenady pod oknem jakiejś dziewczyny?;)

              Czyli w pewnym sensie może nawet dobrze, że wykluczyłam Witkacego ze
              względu na odległośc, przynajmniej nie będę zatruwac mu życia;)

              Moim zdaniem jeżeli młody człowiek ma wracać do domu koło 17.00,
              szkoła powinna zapewniać naukę na takim poziomie, że dodatkowe
              lekcje nie powinny byc potrzebne.
    • kmir Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 21:33
      Co najmniej 30% uczniów mojej szkoły mieszka poza Warszawą i
      codziennie dojeżdża. Podobnie jest w wielu liceach w Śródmieściu.
      Dojazd w jedna stronę zajmuje czasem prawie dwie godziny. Są poza
      domem przez 12 godzin dziennie. Jest to oczywiście wybór uczniów i
      ich rodziców.
      W momencie podjęcia studiów po maturze przez uczniów dojeżdżających
      ich sytuacja będzie podobna do obecnej.
      • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 21:47
        Nie do konca - moi znajomi, ktorych dzieci dojezdżały spod Warszawy,
        na studiach masowo wynajmowali tanie pokoje. Chocby dlatego, ze
        zajecia na uczelni nie koncza się o 16, a do biblioteki tez trzeba
        iść.
        Córka kolezanki, dojezdzajaca wlasnie te 2 godziny, wlasnie zawala
        kolena klasę, niestety. Wstawanie o 5, powrot o 17-18 nie daja czasu
        na normalna, spokojna naukę.
      • klemens.strozynski Istnieje życie także poza Warszawą 15.03.09, 22:13
        kmir napisał:

        > Co najmniej 30% uczniów mojej szkoły mieszka poza Warszawą i
        codziennie dojeżdża.

        A moje dzieci, syn i córka, dojeżdżały z Wronek do liceum w
        Poznaniu. W jedną stronę 50 minut pociągiem plus do dworca we
        Wronkach no i przez Poznań. Na studiach wynająłem im stancję.

        Nauka w liceum trochę uciążliwa, bo dodatkowo robili szkołę
        muzyczną (tak, tę na Głogowskiej, którą kończył Rafał Blechacz).
        Żyją.
    • telusp Re: Wszystko dobrze, ale 15.03.09, 22:28
      Ja osobiście nie mieszkam w Warszawie, mieszkam w Słanie, ale zamierzam iść do
      szkoły do Koszalina oczywiście jeżeli się uda, bym musiał jeździć. Wstawać o 5 i
      na 6 do autobusu lub pociągu i około godzina jazdy, trudno no ale niekiedy
      trzeba się poświęcić, jeżeli jeszcze będę jeździć z kimś znajomym to nie
      koniecznie musi być tak źle. :P
      • joa66 Re: Wszystko dobrze, ale 16.03.09, 08:56
        Na pewno jeszcze nikt nie umarł od dojazdów do szkoły:)
        Tylko zawsze warto zadać sobie pytanie czy warto, czy to co
        otrzymujemy w danej szkole jest warte takiego wysiłku. I tutaj
        przyznałabym jednak decydujący głos osobie zainteresowanej czyli tej
        która ma dojeżdżać:) Jeżeli syn uzna, że chce dojeżdżać do w/w
        Witkacego albo nawet do Szczecina czy Timbuktu, na pewno nie będę
        protestować, a nawet pomogę to wszytsko zorganizować. Ale namawiać
        (ani nawet sugerować) też nie będę.
    • tukata Re: Wszystko dobrze, ale 16.03.09, 09:41
      Mieszkamy pod Warszawą, dzieci znajomych masowo dojeżdżają do
      Warszawy do liceów, dają radę, normalnie żyją. Ale tak naprawde nie
      mamy innej alternatywy, jeżeli szkoła ma być dobra czy bardzo dobra.
      Jeśli chodzi o studia, to prawdą jest, że wielu znajomych studentów
      wynajmuje mieszkania, ale to wynika chyba bardziej nie z
      uciążliwości dojazdu, tylko z chęci większej swobody.
      • joa66 Re: Wszystko dobrze, ale 16.03.09, 10:01
        Wiadomo, że nikt nie idzie (a przynajmniej nie powinien iść) do
        zawodówki krawieckiej tylko dlatego, że jest na tej samej ulicy.
        Ale sądzę, że jeżeli np. do liceum trzeba dojeżdżać przez całą
        Warszawę , to warto zastanowić się czy nie ma bliżej szkoły, która
        zapewni nam to czego szukamy, ewentualnie ma inne zalety.

        Blisko nas jest liceum z pierwszej dwudziestki rankingu, szczerze
        mówiąc nie bardzo podoba mi się to co mają do zaoferowania, ale
        plusem byłoby to, że syn byłby w domu przed 15.00 i miałby czas na
        ewentualne inne zajęcia.
        • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 16.03.09, 20:16
          Mój syn chodził do szkoły, do ktorej dojazd zajmował wprawdzie tylko
          (az?) 45 minut, ale za to dziennie było 9-10 lekcji. Czyli w domu
          był miedzy 17.30 a 18.30. Cóż, wszystko niby da się przezyć, ale
          zareczam, ze w tym ukladzie nie było mowy o dodatkowych zajęciach.
          Może sa stachanowcy, ktorzy potrafią pracowac od 7 do 21, ale nie
          wiem, czy warto.
          Jak się przepracuje tak trzy lata majac 40-43 lata, to dziury w
          niebie nie będzie. Jak się traci lata między 16 a 19 rokiem życia,
          to pewnych rzeczy już nic i nigdy nie zwrci. Młodosci nie da się
          powtorzyć...
          • kmir Re: Wszystko dobrze, ale 16.03.09, 21:35
            > Mój syn chodził do szkoły, do ktorej dojazd zajmował wprawdzie
            tylko
            > (az?) 45 minut, ale za to dziennie było 9-10 lekcji. Czyli w domu
            > był miedzy 17.30 a 18.30. Cóż, wszystko niby da się przezyć, ale
            > zareczam, ze w tym ukladzie nie było mowy o dodatkowych zajęciach
            (...)

            Dlatego najważniejsza jest dobra znajomość oferty edukacyjnej
            szkoły - ile jest godzin zajęć z poszczególnych przedmiotów, jak
            jest zorganizowana nauka przedmiotów rozszerzonych, o której kończą
            sie lekcje itp.
            • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 16.03.09, 22:18
              Ja bardzo dobrze zznalam oferte edukacyjna tej szkoły i zostala
              wybrana świadomie.
              Bo do innej syn się nie nadawał i tyle.
              • claratrueba Re: Wszystko dobrze, ale 17.03.09, 07:20
                Podobny dylemat rozstrzygnęli mi znajomi, którzy wysłali zdolnego syna do szkoły
                słabej ale blisko. Nie tracił czasu na dojazdy, fakt. Tracił na korepetycje bo
                szkoła realizowała swoje zadania tak, że cyt. "średnio zdolna małpa miałaby w
                niej piątki".Po klasie pierwszej udało sie dziecko przenieść do szkoły lepszej
                ale dojazd w sumie 2,5 godziny. Efekt, dziecko wraca do domu o 17-18 ale
                korepetycji mieć nie musi. Czasowo wychodzi tak samo, choć nieco dogodniej- z
                korepetycji waracał i o 21. No i "dudki się w kabzie zostają".
                • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 17.03.09, 14:31
                  A gdzieś pomi edzy 2,5 godziny a pierwszej lepszej pod domm nie było?
                  No i ja - poza naprawde kilkoma wybranymi szkolami - nie bardzo
                  wierze w zdolne dziecko, ktore w piwrwszej klasie potrzebuje
                  korepetycji, bo szkola slaba, a w dobrej wszystkiego go nauczą -
                  szczególnie w przypadku języka. Dzieci moich znajomych, z elitarnych
                  szkół, chodziły jednak na kursy językowe, tak samo jak dzieci ze
                  szkół slabszych. A na kursach do matury miałam niemal całą salę
                  uczniów najlepszych szkół warszawskich.
                  • joa66 Re: Wszystko dobrze, ale 17.03.09, 15:58
                    Zauważyłam, ze czasami ludzie mierzą motywację nastolatka do nauki
                    trudnością z dojazdem do liceum (Im trudniej i dalej, tym bardziej
                    zmotywowany i odpowiedzialny jest młody człowiek;) )

                    Moim zdaniem jeżeli nasze dziecko bierze pod uwagę też (podkreślam
                    TEŻ, nie TYLKO) dojazd świadczy to o jego dojrzałości.

                    Przekładając to wszystko na nasze dorosłe życie. Oczywiście zarobimy
                    więcej pracując 16 godzin na dobę, wracając do domu tylko po to,
                    żeby się przespać. Ale czy o to chodzi?

                    verdana pisała o różnicy między 3 latami w wieku 16-19 lat i w wieku
                    40-43 lat. To nie tylko o to chodzi. Często kiedy zaczynamy tak żyć
                    w wieku 16 lat , to potem już lecimy jak motorek do pięćdziesiątki.
                    • klemens.strozynski Tacyśmy mądrzy... 17.03.09, 16:13
                      Tacyśmy mądrzy, tyle mamy dobrych doświadczeń. To bardzo
                      interesujace, że nasze dzieci, zamiast po prostu wziąć od nas
                      mądrość życiową, wolą popełnić jeszcze raz wszystkie nasze błędy i
                      do tego dołożyć swoje.

                      A może w tym jest jakaś wielka szansa, któej nie potrafimy zauważyć?
                      • joa66 Re: Tacyśmy mądrzy... 17.03.09, 16:25
                        Oczywiście nasze dzieci mogą powtarzać nasze błędy, będą też
                        popełniać swoje własne:) Jest w tym i szansa i ryzyko:).

                        Co nie znaczy, że my nie możemy mieć swojego zdania:)
                        • verdana Re: Tacyśmy mądrzy... 17.03.09, 16:53
                          Sa pewne błedy, ktore mozna pozwolic popełniać dzieciom na wlasny
                          rachunek, sa takie, ktorych nie należy pozwalć i sa te gdzieś
                          posrodku - gdzie rola rodziców jest usilnie odradzać. Bo czasem
                          błędy sa wynikiem zwyklego braku doswiadczenia, a nie po prostu
                          wyboru, ktory rodzicom nie odpowiada.
                          Znam naprawde kilkoro dzieci zasuwających te 14 godzin w wieku
                          licealnym. Jedno ma się dobrze, jest prawnikiem w dobrej kancelarii.
                          Pozostałe maja kłopoty ze skonczeniem studiów. No, a moze jestem
                          dlatego tak uczulona, ze córka kolezanki, uczaca się doskonale,
                          śpiewajaca w chórze, majaca mnóstwo dodatkowych zajęć wylądowała na
                          onkologii, gdzie lekarze stwierdzili, ze przyczyną choroby mógł być
                          spadek odpowrnosci, zwiazany z przemęczeniem i stresem - i ze mają
                          połowę odsziału młodych pracoholików.
                          • nisar Co do błędów 17.03.09, 22:20
                            Jasne, że każdy musi popełnić swoją porcję błędów, natomiast dla
                            mnie rola rodzica polega m.in. na tym, żeby nie dopuścić do tych,
                            których konsekwencje są zbyt poważne i/lub długofalowe.
                            Dla mnie takim błędem byłby wybór szkoły, do której dojazd
                            zajmowałby dziennie powyżej półtorej godziny. Konsekwencje bowiem
                            ponosiłoby moje dziecko przez trzy lata. Za długo.

                            Tak, wiem że są dzieci dojeżdżające do szkoły kilkadziesiąt
                            kilometrów dziennie. I co z tego, przepraszam, ma wynikać dla mojego
                            dziecka? Bo nie do końca rozumiem...
                          • tukata Re: Tacyśmy mądrzy... 19.03.09, 11:22
                            Znam naprawde kilkoro dzieci zasuwających te 14 godzin w wieku
                            > licealnym. Jedno ma się dobrze, jest prawnikiem w dobrej
                            kancelarii.
                            > Pozostałe maja kłopoty ze skonczeniem studiów

                            Ja też znam dzieci, które wg ciebie zasuwały kilkanaście godzin w
                            liceum i każde z nich kończy lub skończyło studia, mało tego -
                            świetnie fumkcjonują w pracy. Czyli proporcja odwrotna do twojej,
                            więc nie można uogólniać.
                            Te dzieci,właśnie ze względu ilość zajęć potrafią się świetnie
                            zorganizować, czas na dojazdy wykorzystują na czytanie książek,
                            powtórzenie lekcji,słuchania muzyki, kontakty towarzyskie i powiem
                            więcej bardzo sobie to chwalą.Póżniej w życiu dorosłym okazuje się,
                            że mimo bardzo wielu zajęć na wszystko mają czas, i na pracę i na
                            dzieci, i na męża i na przyjemności, bo właśnie jak były w liceum
                            nauczyły się planować i wykorzystywać każdą wolną chwilę. Wszystko
                            jest kwestią priorytetów. Dziecko wybiera lepszą szkołę dalej od
                            domu kosztem najczęściej wolnego czasu, ale tych wyborow dokonuje
                            się całe życie. Dorosły też wybiera lepszą pracę dalej od domu,
                            kosztem wszelkim - najczęściej czasu spędzonego z dziećmi, mężem
                            itd, lub wybiera gorszą(mniej płatną)bliżej domu, ale kosztem
                            skromnejszego bytowania. Coś za coś. Ważne, żeby w tym wyborze być
                            szczęśliwym.
                  • claratrueba Re: Wszystko dobrze, ale 18.03.09, 06:57
                    nie bardzo
                    > wierze w zdolne dziecko, ktore w piwrwszej klasie potrzebuje
                    > korepetycji, bo szkola slaba, a w dobrej wszystkiego go nauczą -

                    A ja niestety, sporo takich znam. Które w szkole mają 5 i 6 co nie jest wielka
                    sztuką jeśli możliwie najbardziej infantylnego podręcznika udaje się
                    nauczycielowi "przerobić" połowę, bo klasa albo rżnie głupa albo rżnąc nie
                    musi.A "zdolne dziecko" niekoniecznie oznacza "dziecko, które będzie samo tak
                    dojrzałe i pracowite, że w domu zrobi to, czego szkoła nie wymaga". Nie w tym
                    wieku, nie każde dziecko.
                    • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 18.03.09, 14:57
                      Widzac wiedze moich ucznió z bardzo dobrych liceów - to i tak w
                      trzeciej klasie wiedza z pierwszej (procz językow i matematyki,
                      gdzie ak sadze wiedza jest 'ciągła")sie niemal wyzerowuje. Taka jest
                      smutna prawda.
                      • Gość: genny Re: Wszystko dobrze, ale IP: 217.11.129.* 19.03.09, 07:12
                        Verdano, rozumiem, że prowadzisz kursy dla maturzystów, prawda? Z
                        jednego przedmiotu. To skąd wiesz, jaka jest ich wiedza z tych
                        innych? Trochę zastanawia mnie Twoja pewność, że wiesz tyle o
                        oświacie i szkolnictwie. Zwłaszcza, że jest ona tak niesłychanie
                        spolaryzowane. I o tym wiesz, czytam Twoje posty. Bardzo nie lubię
                        uogólnień.
                        • claratrueba Re: Wszystko dobrze, ale 19.03.09, 09:50
                          Widzac wiedze moich ucznió z bardzo dobrych liceów - to i tak w
                          trzeciej klasie wiedza z pierwszej (procz językow i matematyki,
                          gdzie ak sadze wiedza jest 'ciągła")sie niemal wyzerowuje. Taka jest
                          smutna prawda.
                          • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 19.03.09, 15:50
                            A mnie i mężowi kompletnie się wyzerowała ze wszystkiego, z czego
                            nie korzystamy.
                        • verdana Re: Wszystko dobrze, ale 19.03.09, 15:49
                          Ja wiem, jaka jest z tego jednego 9dwóch). I wnioskuję, ze mało jest
                          prawdopodobne, aby zapomnieli TYLKO tego jednego przedmiotu, ktory w
                          dodatku wybrali sobie jako maturalny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka