dawna_panikara28
14.03.26, 21:55
Nie wiem czy pamiętacie moje wątki - byłam frajerką i nadal jestem. Max powiedział, że chce się rozwieść. Kilka lat nie było ksów (odmawiał mi, bo go nie pociągałam), uczucie wygasło, krzyczę, 10 lat temu podczas ksu powiedziałam mu żeby się postarał, nie wspieram go itp. Mieszkam w jego mieszkaniu, jestem tu zameldowana, wiem, że mogę tu mieszkać aż do rozwodu, ale nie zliczę, ile razy słyszałam, że mam się wyprowadzić. Obecnie stać mnie na wynajem klitki. Atmosfera jest ciężka. Powiedzcie, jak wyglądał Wasz czas przedrozwodowe? Jeszcze nie dostałam pozwu. Dążyłyście do uznania partnera za winnego rozpadu małżeństwa?