milva24
06.05.26, 11:15
Mój wniosek z kilkunastu lat rodzicielstwa - zaszkodziła mi ematka. Pewnie nie tylko ona, również totalny zachwyt nad własnymi dziećmi, podporządkownie im całego życia rodzinnego, parcie na rodzicielstwo bliskości i wizja wychowania bez kar i nagród. Z 10 lat temu ktoś mi tu napisał, że wychowanie bez kar i nagród na dłuższą metę się nie sprawdza. Jako matka maluchów oburzyłam się, z perspektywy czasu muszę się przyznać, że u mnie się nie sprawdziło. Dużo czytałam na tematy dotyczące wychowania, oczywiście w uznanym przez siebie nurcie, bardzo chciałam być inna niż moi rodzice. Mąż się ze mną nie zgadzał, uważał, że jestem za miękka i dzieci włażą mi na głowę ale ja wszelkie próby wprowadzenia przez niego dyscypliny negowałam. W efekcie odsunęłam go i od wychowania dzieci i od życia rodzinnego. Dzieci coraz mniej nas szanowały i miały coraz większe wymagania a później były rozgoryczone bo nie byliśmy w stanie ich spełnić.
Z perspektywy czasu i na skutek między innymi terapii rodzinnej doszłam do następujących wniosków:
- wychowanie za pomocą naturalnych konsekwencji nie jest dla każdego
- czasem lepsze jest dawanie kar za nieodpowiednie zachowanie niż próba wytłumaczenia po raz kolejny dlaczego pewnych rzeczy nie należy robić
- złe jest stawianie dzieci w rodzinie na pierwszym miejscu,
- złe jest traktowanie wszelkich prob wprowadzenia dyscypliny jako agresji
- złe jest wykluczanie jednego z rodziców ze współdecydowania o wychowaniu dzieci
- złe jest postrzeganie siebie przede wszystkim jako matki i podporządkowywanie wszystkiego tej roli bo dzieci tego i tak nie docenią a prowadzi do wypalenia.
- zła jest wreszcie próba wychowania dzieci w ten sposób, żeby były zawsze szczęśliwe bo to prowadzi do rozpieszczania a szczęścia i tak nie daje.
Mam nadzieję, że aktualnie jesteśmy na dobrej drodze bo na tę chwilę ani my ani dzieci nie jesteśmy szczęśliwi a życie rodzinne to wieczna walka o wykonanie najprostrzych czynności. Może mój wpis przyda się jakiejś młodej mamie.