Dodaj do ulubionych

Za późno na dziecko... co poradzić?

11.02.05, 15:47
Mam koleżankę - 31 lat. Koleżanka jest mężatką gdzieś od 8 lat, wyszła za
starszego rozwodnika (obecnie jakieś 48 lat). Małżeństwem są udanym ale...
facet nie chce dzieci. Zdecydowanie wypowiedział się niedawno, wcześniej
decyzję odsuwał na zasadzie: małe mieszkanie, niestabilna praca, jesteś
jeszcze młoda, pomyślimy później, jeszcze wakacje i wyjazd itd. Nie
protestowała bo generalnie argumentacja trzymała się kupy.
Teraz jest późno, chyba za późno na zmiany.
- Może odejść od męża. Zanim się zdecyduje, odpłacze, odcierpi decyzję miną
ze dwa lata. Gwarancji, że pozna kogos w wieku przypuśćmy 34 lat kto będzie
chciał stałego związku i dzieci nie ma.
- Załóżmy nawet, że kogoś pozna. Zanim zdecydują się oboje na dziecko trochę
czasu minie i najwcześniej zacznie próbować mając gdzieś ok. 35 lat. 36 lat
na pierwsze dziecko to dużo, dochodzi ryzyko niepłodności, komplikacji itd.
- Z mężem nie "wpadnie" - facet się pilnuje, zresztą wrabianie kogoś w
niechciane potomstwo jest świństwem - tak czy owak by ją zostawił.

No i co mam jej poradzić?
Obserwuj wątek
    • milka_milka Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 15:57
      Wrabianie w dziecko jest świństewm, to prawda, ale facet tez nie jest w
      porządku. Nie określił sie jasno na początku: nie chcę dzieci i już. Bał się,
      że młoda dziewczyna się z nim nie zwiąże? To też jest oszustwo!
      A co do koleżanki, chyba musi się zastanowić, na czym jej bardziej zależy: na
      mężu czy dziecku i macieżyństwie. Czy będzie mogła żyć z nim dalej spokojnie i
      szczęśliwie, wiedząc, że przez swój egoizm pozbawił ją najpiękniejszych chwil w
      życiu. Jeżeli tak, to niech z nim zostanie i pogodzi się z tym, że nie ma i nie
      będzie miała dzieci. Jeżeli nie, albo nie zajdzie z nim w ciąże a potem zobaczy
      (biorąc pod uwagę ewentulane rozstanie) albo nie odejdzie od niego natychmiast
      i próbuje ułozyć sobie zycie z kimś innym. Ale sprawa nie jest łatwa... Radzić
      można, ale to ona będzie cierpieć...
      • milka_milka Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:19
        Oczywiście "macierzyństwo" przez "rz". Ale wstyd...
      • aszar.kari Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:21
        No to chyba juz nie bardzo jest co radzic - Ona juz Mu nie moze za bardzo ufac
        w przyszlosci, On zas przez kolejne lata bedzie sie tylko bal i skupial na tym
        zeby nie byc "wrobionym" w dziecko - ciezko zyc w takim zwiazku bez wzajemnego
        poczucia bezpieczenstwa jakie obie strony winny sobie dawac. Tak z boku patrzac
        to to malzenstwo jest juz w zasadzie "bye bye" sad Szkoda, ze sie nie dogadali
        wczesniej i ze NIKT Jej nie podpowiedzial jak wazne jest ustalenie spraw
        prokreacji (szczegolnie ze starszym partnerem) PRZED zwiazaniem sie na stale.
        Teraz juz sie "mleko rozlalo", mozna pewnie porozpaczac ale watpie czy jest
        jakis ratunek, bo nawet zakladajac, ze facet sie "poswieci" i zgodzi na
        dziecko, perspektywa na przyszlosc jest ciagle mglista - czy nie wypomni Jej
        tego gdy mlode bedzie zabkowac, wybije sasiadom szybe, bedzie przezywac
        nastoletnie hustawki hormonalne? Zawsze bedzie nad Nimi wisiec perspetywa Jego
        wyrzutu "sama tego chcialas".
        Niestety, buduje sie ciezko i mozolnie ale niszczy sie tak latwo sad
        Aszar
        • iwcia75 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:27
          ja sie meza nie pytalam, po prostu zaszlam,bo chcialam, a on sie ucieszyl,choc
          na pewno nie chcial tak bardzo jak ja- ma 40lat,czyli jest 10lat starszy.

          kiedys sie spotykalam z chlopakiem,ktory jeszcze nie chcial dziecka
        • triss_merigold6 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:27
          On nie chce dzieci bo już ma. Dwójkę z pierwszą żoną, kontaktu z nimi nie
          utrzymuje (jego wersja: kobieta nie pozwala; moje przypuszczenia są nieco inne).
          Ostatnio wypowiedział się do mojego męża, że dzieci nie chce bo to kłopot, nie
          można tak sobie pojechać motorem, iść na imprezę, pobalować. Wiem, wiem -
          wieczny chłoptaś. Generalnie to facet jest miły, uroczy towarzysko, przystojny
          i totalnie nieodpowiedzialny.
          Kiedy koleżanka go poznała miała 22 lata, on był w trakcie rozwodu. Zakochała
          się, żyła z nim na zasadzie "mam jeszcze czas" a tu cholera czas się kończy.
          Strzelić sobie dziecko z pierwszym lepszym gachem mogłaby of course ale nie po
          to brała ślub żeby skończyć jako samotna matka z owocem świadomego przypadku -
          b. nie fair wobec potencjalnego dziecka to by było.
        • laskosia Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:32
          ja bym jeszcze próbowała się dogadać ... ale jak facet zdecydowanie nie chce
          dziecka którego ona chce bardzo to chyba bym się zdecydowała na odejście, bycie
          w związku gdzie nie ma kompromisów nie jest dobre , a wyłączność na decyzje
          tylko jednej strony jeszcze gorsza...

          pozdrawiam
          Kasia

          p.s.
          tris jak Twój maluszek ?
          • triss_merigold6 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:37
            Jaki widzisz kompromis w przypadku dziecka, bo ja nie widzę. Jesli jedno chce a
            drugie zdecydowanie nie wówczas ktoś MUSI ustąpić. Nie można być trochę w ciąży
            albo mieć dziecko rok, później oddać, mieć tylko w weekendy a wakacje wolne itd.

            Moja perełka ma 3 miesiące.smile
            • laskosia Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:55
              chodziło mi ogólnie o kompromisy w związku- nie wyobrażam sobie bycia z kimś
              kto nie liczy się ze zdaniem drugiej osoby i nie ustępuje za nic… a takie
              wrażenie odniosłam czytając Twoją wypowiedź- może niesłusznie...
              wiadomo, że jeśli chodzi o decyzję mieć dziecko czy też nie- nie ma kompromisu!!
              znam parę która miała bardzo podobną sytuację, kobitka zrobiła w końcu skok w
              bok, facetowi dopiero zapaliła się czerwona lampka - powiedział, że gdyby
              wcześniej zdał sobie sprawę z tego jakie to dla niej ważne to zgodził by się
              nawet na 6 dzieci...
              tris jeśli to Wasi dobrzy znajomi to może, pomogli byście zrozumieć koledze, że
              dziecko to nie tragedia - fakt na motorze roczniaka raczej samego nie
              przewiezie ale za kilka lat... i z imprezami tez nie ma stresu wystarczy się
              zorganizować- może koleś nie chce bo się boi, bo ma takie czy inne
              doświadczenia z okresu kiedy został ojcem... to bardzo delikatna sprawa, ale
              nie ma rzeczy niemożliwych, może nie jest z nimi jeszcze tak źle...
              Kasia
    • jagienkaa Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:25
      właściwie to mam zdanie jak milka, chciałam się jeszcze dowiedzieć czy w grę
      wchodzi np adopcja.
      Mój wujek miał tak kiedyś. On miał wtedy ponad 50 lat; kobita - po 30tce. Byli
      ze soba kilka lat (ale nie małżeństwem)i ona chciała mieć dziecko, on twierdził
      że jest za stary. I w końcu się rozstali, ona niedługo potem znalazła sobie
      kogoś i urodziła dziecko...
      Mój ojciec ma 52 lata i został niedawno tatusiem po raz 3, jego 'dziewczyna' ma
      42 lata...
      • triss_merigold6 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:30
        W grę nie wchodzi żadna adopcja, mowy nie ma. Ona by chciała własne,
        ostatecznie jeszcze biologicznie może przez parę ładnych lat.
        Szukanie sobie kogoś jest możliwe pod warunkiem, że ostatecznie zdecyduje się
        opuścić męża. Z drugiej strony ona jeszcze kocha, nie był złym partnerem, łączą
        ich wspólne lata itd. Tak sobie odejść to nie jest łatwa decyzja.
        • jagienkaa Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:32
          no pewnie że nie łatwo...
          ale z tego co napisałaś to jeśli on jest wiecznym chłoptasiem to w ogóle może
          być nieciekawie, bo żona już nie jest taka młoda jak kiedyś, może mu się w
          ogóle znudzi za kilka lat i wtedy Twoja koleżanka zostanie na lodziewink
          • triss_merigold6 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:35
            Teraz facet jest uroczym niemal 50-latkiem. Wygląda młodziej. Za 10 lat przy
            obecnym imprezowo-motocyklowym trybie życia będzie dziadem. Nie wiem czy ona mu
            się znudzi... twierdzi, że ją kocha itd. IMO jest popaprany, chociaż jako
            znajomego go nawet lubię.
            • jagienkaa Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:39
              wiesz ja nie wiem czy w ogóle chciałabym mieć dziecko z takim facetem. Owszem,
              niektórzy się zmieniają, ale to rzadkość. Wydaje mi się że on nie szukał żony
              tylko partnerki do imprezowania a jak teraz będzie go 'męczyc' to sobie
              znajdzie następną, młodszą...wiadomo że miłość jest między nimi, na pewno mu na
              niej zależy skoro jej wcześniej nie mówił że nie chce dzieci, ale jak już ktoś
              inny napisał, nie ufałabym temu facetowi za grosz teraz. Oszukiwał mnie cały
              czas.
              ale ja to zawsze tak pesymistycznie patrzęwink
              • triss_merigold6 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:41
                No, ja bym go kijem nie tknęła.D Jako partner życiowy ma możliwie najgorsze
                cechy i jedyne co gwarantuje to brak stabilizacji. Ale zrozum, jak się poznali
                koleżanka była 22 - latką, pierwszy poważny związek, imponował jej.
                • jagienkaa Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:45
                  ja to wszystko rozumiemsmile ja poznałam męża jak miałam 18 latwink
                  no a co na to wszystko ta koleżanka? czego ona chce? czy mogłaby wychowywać
                  dziecko sama?
                  powiem Ci tak, mój ojciec jest takim właśnie człowiekiem i jak teraz mają to
                  dziecko, to ona jest z tym małym sama. Mój ojciec nie jest dobrym ojcem, sił
                  juz też nie ma, pracę ma taka że nie ma go nigdy w domu i kobita owszem ma
                  swoje wymarzone dziecko ale nie jest jej łatwo.
                  Mając dzieci trzeba mieć stabilizację.
        • joasiiik25 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:33
          KURCZE PRZECIEZ MUSIELI WCZESNIEJ O TYM ROZMAWIAC, WIEDZIALA ZA PEWNE, ZE MOZE
          NIE CHCIEC BO MA JUZ DWOJE
          ale z drugiej strony... mogla miec nadzieje,ze zechce bo ja kocha i zna jej
          marzenia.
          co ma zrobic? porozmawiac szczerze.
          • triss_merigold6 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:39
            Ona miała 22 lata, prokreacja była mocno niepożądana. Była małolatą, dzieci
            chciała ale w odległej przyszłości. Zlituj się Joasiik, dużo starszy,
            doświadczony mężczyzna potrafi znakomicie młodej pannie zrobić wodę z mózgu.
            • joasiiik25 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:44
              czemu mam sie zlitowac?
              wiem,ze favcet i to nie tylko DUZO starszy moze niezle namieszac w glowie, ale
              czy to jest wytlumaczenie calej tej sprawy?
              jezeli tak -to po co byc z takim facetem, nie lepiej "odmieszac"...
              chce miec dzieci to naturalne dla kobiety - nie tylko po 30 roku zycia.
              niech rozmawia, tlumaczy albo...zbierze sie w garsc i niech odejdzie.
              Ja bym odeszla.
    • ma.dzia Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:42
      No wlasnie, ciekawe co by zrobil gdyby zona mu powiedziala,ze odejdzie bo nie
      wyobraza sobie zycia bez urodzenia dziecka. Trudna sprawa. Czesto przeciez
      instynkt macierzynski jest tak silny,ze kobieta,ktora nie moze urodzic
      niewyobrazalnie cierpi. Mam nadzieje,ze uda jej sie to wszystko ulozyc.
    • melka_x Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 16:46
      Najpierw rozmowa. Wiem, wiemwink, że rozmawiali, i pewnie nie raz, ale nie jestem
      pewna, czy facet sobie zdaje sprawę jak bardzo macierzyństwo jest dla niej
      ważne. Czy on wie, że dla niej jest to na tyle istotne, że zastanawia się nad
      rozwodem? Druga rzecz to czy dociera do niego jak bardzo ją skrzywdził?
      Usłyszał to od niej? Gdyby przed ślubem powiedział jej, że dzieci nie chce
      sytuacja byłaby czysta, to byłby jej wybór i teraz pretensje mogłaby mieć
      wyłącznie do siebie. Z tego co piszesz rozumiem jednak, że zwodził ją przez
      kilka lat. Owszem zrozumiałabym go, gdyby na pytanie o dzieci odpowiadał przez
      te lata 'nie wiem', a teraz 'nie'. Ale on jej wpierał, że to kwestia mieszkania
      czy niestabilnych dochodów. Nie wiem na ile to były świadome kłamstwa, a na ile
      to nieświadoma ucieczka przed trudną rozmową, ale efekt jest ten sam, kobieta
      po 8 latach małżeństwa dowiaduje się, że o dzieciach może zapomnieć. Tak się
      nie postępuje wobec kochanej osoby.
      Jeśli żadne rozmowy nie przyniosą efektu, ja bym odeszła (tak przynajmniej
      wydaje mi się), nie tylko ze względu na dzieci, ciężko żyć z kimś kto oszukał
      cię w tak ważnej sprawie (słusznie ktoś napisał, że to jest porównywalne
      świństwo z 'wrobieniem')

      Piszesz, że będąc po 30-tce nie ma gwarancji, że jeszcze jej się uda znaleźć
      odpowiedniego partnera i mieć dzieci. To prawda. Ale jeśli nie odejdzie dzieci
      mieć na pewno nie będzie.
      I teraz rozstrzygające pytanie - na czym jej bardziej zależy? Na mężu przy
      świadomości że tak poważnie nadużył jej zaufania, czy na macierzyństwie?
      • wieczna-gosia Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 12.02.05, 20:36
        zgadzam sie.
        i TO bym poradzila przyjaciolce.
      • aluc Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 12.02.05, 21:19
        też z się podpisuję

        triss - to jeszcze nie jest za późno, żeby znaleźć ojca dla swojego dziecka,
        poza tym nie warto demonizować pierwszej ciąży po 35 roku życia, takie stare
        baby też rodzą w większości doskonale zdrowe bobasy smile)

        nie umiałabym zrezygnować z macierzyństwa dla mężczyzny, ale nie umiałabym
        także zrezygnować z mężczyzny na rzecz samotnego macierzyństwa - a mam to
        przemyślane, bo miałam kiedyś takie chore pomysły w poprzednim związku
    • milka_milka Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:01
      A tak w ogóle zobaczcie, ilu facetów zostaje wiecznymi chłopcami? Jakoś nie
      słychać (a w każdym razie jest ich mało) skarg panów, ze żona nie chece dzieci,
      że interesują ją tylko imprezy i balowanie, że jest nieodpowiedzialna...Czemu
      najczęściej kobiety musza borykac się z problemami braku dorosłości u swoich
      mężczyzn?
      • joasiiik25 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:04
        A tak w ogóle zobaczcie, ilu facetów zostaje wiecznymi chłopcami? Jakoś nie
        słychać (a w każdym razie jest ich mało) skarg panów, ze żona nie chece dzieci,
        że interesują ją tylko imprezy i balowanie, że jest nieodpowiedzialna...Czemu
        najczęściej kobiety musza borykac się z problemami braku dorosłości u swoich
        mężczyzn?

        _________________________
        poniewaz kobieta jest stworzona do bycia matak a facet nie koniecznie poczuwa
        sie do odpowiedzialnosci bycia ojcemsad
    • lola211 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:15
      > - Z mężem nie "wpadnie" - facet się pilnuje, zresztą wrabianie kogoś w
      > niechciane potomstwo jest świństwem - tak czy owak by ją zostawił.


      Najlepiej byloby poszukac innego kandydata na ojca, no ale wlasnie, to nic
      pewnego.
      Ja jednak w desperacji popelnilabym to swinstwo i postarala sie o zajscie w
      ciaze wbrew facetowi.Zostawi albo nie zostawi, tego do konca przewidziec nie
      mozna, ale po stokroc wolalabym byc samotna matka niz bezdzietna mezatka.Jesli
      ona chce dziecka to naprawde bedzie kiedys bardzo zalowac, ze postawila na
      faceta.
      Pisze to rozumiejac sytuacje, bo sama mam faceta 20 lat starszego, ktory ojcem
      zostal majac 45 lat, wczesniej o dzieciach nie chcial slyszec.Na szczescie dla
      mnie zachcialo mu sie dziecka, a przeciez moglam byc w takiej samej sytuacji
      jak Twoja kolezanka.Dla zadnego mezczyzny nie zrezygnowalabym z macierzynstwa.
      • triss_merigold6 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:31
        Też bym nie zrezygnowała z macierzyństwa.
        Lola, teraz sobie wyobraź: niechciana przez męża ciąża, wyrzuty, atmosfera
        przez te 9 miesięcy koszmarna potem dziecko na jej głowie. "Chciałaś to masz."
        Niby para a jednak samotna matka. Rozwód ewentualny, maleństwo ma na dzień
        dobry niepełną rodzinę...
        Przypuszczam, że jeśli dziewczyna nie zdecyduje się teraz to za 10 lat będzie
        kobietą w pełni sił, bez szans na macierzyństwo, ze starzejącym się facetem.
        Ty byłaś w takiej sytuacji, że Twój mąż nie miał dzieci. Ten ma. I nie
        utrzymuje z nimi kontaktu (co falatnie o nim świadczy zresztą).

        Mam z nią rozmawiać niedługo ale między wódkę a zakąskę wcinać się nie będę.
        Jest mi jej żal bo dziewczyna się miota ale za nią samą nikt decyzji nie
        podejmie.
        • milka_milka Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:40
          Przypomniałam sobie, że miałam przykład takiego małżeństwa wśród znajomych
          rodziców. On dużo starszy, mił już własne dziecko, ona młoda, zakochana, na
          studiach. Potem on tez powiedział zdecydowanie nie. Ona z nim została, dziecka
          nie ma. Teraz jest panią ok. 60-tki, samotmo i bardzo nieszczęśliwą. Mąż nie
          żyje, ona co prawda zrobiła karierę zawodową (bo co mogła robić innego), ale
          swoją decyzję przypłaciła depresją, kłpoptami zdrowotnymi i odsunęła się od
          znajomych z dziećmi, mówiąc wprost, że za bardzo boli ją brak własnych dzieci.
          nigdy nie pytałam jej, czy żałuje, że od niego nie odeszla, ale myślę, że
          tak...Może Twoja koleżanka powinna jednak pomyśleć o sobie i swoim życiu, a nie
          o tym, czego chce mąż. Z jego postawy wynika bowiem, że tak naprawdę to jej
          potrzeby i marzenie niewiele go obchodzą.
        • lola211 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:40
          Sytuacja jest naprawde trudna, i tak źle i tak niedobrze.Jednak ja bym
          postawila wszystko na 1 karte i zaszla w te ciaze, chocbym miala sie na drugi
          dzien od niego wyprowadzic i wychowywac je samotnie.
    • aleksandrynka Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:39
      nie wiem, co poradzić, moim zdaniem facet zachował się bardzo nieuczciwie.
      Najpierw zbywał zonę, żeby w końcu oświadczyć, że z dziecka nici. Po co to
      robił? Pewnie po to, żeby się do niego bardziej przywiązała, bo wcześniej
      łatwiej byłoby jej odejść, a tak, są razem juz długo, latka lecą... Dla mnie
      fatalne. Gdybym to ja bardzo, bardzo chciała mieć dziecko i facet by mi tak
      wypalił, to postawiłabym sprawe na ostrzu noża. W końcu mnie oszukał, nie liczy
      się ze mną... Gotowabym była nawet odejść, tak mi się wydaje. To oczywiście
      zależy od priorytetów. Ja nie wyobrażam sobie nie mieć dzieci, trochę dla mnie
      dziwne, że nie uzgadniali tego wcześniej, nie rozmawiali. No ale jeśli ją
      oszukał, to decyzja może łatwiejsza... Kiedyś rozmawiałam o tym z m.,
      powiedział, że rozstałby się z kobietą, która by oświadczyła, że dzieci
      (jednak) nie chce mieć...
    • gepart_czester Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 17:43
      Triss powiem Ci co ja bym zrobila:
      gdyby moja sytuacja finansowa byla stabilna i wiedzialabym, ze podolam
      obowiazkom spoczywajacym na samotnej matce nie szukalabym zadnego przygodnego
      gacha tylko zrobilabym sobie dziecko z wlasnym mezem. Oczywiscie trzeba byc
      gotowym na taka decyzje i wszystkie jej skutki, poniewaz najprawdopodobniej
      facet by mnie wowczas zostawil. Kolezanka, jesli naprawde bardzo jej zalezy na
      dziecu i jest silna powinnna tak zrobic. Dziecko przynajmniej bedzie mialo geny
      kogos z kim ona byla zwiazana kilka i kogos kogo koachala. Natomiast to jak
      wychowa swojego potomka bedzie zalezalo od niej. Moze z niego zrobic "piotrusia
      pana" ale rowniez moze wychowac dziecko na wspanialego czlowieka. Faceta zaraz
      po zajsci w ciaze powinna obserwowac i gdy tylko zacznie chodzic na boki kopnac
      w dupe - to zawsze mniej boli niz bycie semmu kopnietym. Aha i jest duze
      prawdopodobienstwo, ze nawet z dzieckiem znajdzie partnera z ktorym zostanie do
      konca. Pol zartem pol serio: ze strategicznego punktu widzenia nie ma czasu na
      zmiane partnera a pozniej dziecko dla tego powinna zrobic odwrotnie - najpierw
      dziecko a pozniej rozejrzec sie za ewentualnym tatusiem. Jesli nawet nikogo nie
      znajdzie (choc watpie) zawsze bedzie miala choc czesc rodziny, w przypadku jej
      partnera ia tak nie wiadomo czy nawet bez ciazy kiedys nie odejdzie.
    • agacz2905 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 21:21
      Wiem, że łatwo mi pisać, bo nie jestem w takiej sytuacji. Też mam męża dużo
      starszego (13lat) ale my przed ślubem rozmawialiśmy o dzieciach, których On
      bardzo pragnął (w momencie ślubu miał 38 lat, ja 25) a ja niebardzo. I
      ustaliliśmy, że przynajmniej jedno dziecko będziemy mieć. Ad rem jednak: otóż
      na miejscu Twojej koleżanki rozwiodłabym się z mężem. Po mojemu on ją po prostu
      w tak ważnej życiowej kwestii OSZUKAŁ i tu nie ma przeproś. Czy znajdzie
      partnera i ojca dla swojego (hipotetycznego na razie) dziecka? Głęboko ufam, że
      tak. Na miejscu Twojej koleżanki nie mogłabym "wpaść" z człowiekiem, który tak
      stanowczo nie chce mieć już dzieci, mimo iż od 8 lat jest moim mężem. Jakoś bym
      po prostu nie chciała.... Pozdrów koleżankę.
      Agnieszka
    • mamakevina1 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 11.02.05, 23:35
      Niech zachodzi w ciążę z mężem (trzeba uśpić jego czujność smile) i zobaczy co
      dalej. Inaczej może żałować do końca życia. A w razie czego to samotnej matce
      należą się alimenty. A Dziecko będzie miała i już smile))
      • edytkus Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 12.02.05, 07:01
        mamakevina1 napisała:

        > Niech zachodzi w ciążę z mężem (trzeba uśpić jego czujność smile) i zobaczy co
        > dalej. Inaczej może żałować do końca życia.

        Najprawdopodobniej bedzie (zalowac do konca zycia) jesli zrobi jak radzisz. Wyobraz sobie odwrotna
        sytuacje: on chce a ona nie, jak myslisz czy bylaby szczesliwa gdyby ktos ja zaplodnil dla wlasnego
        widzimisie?

        A w razie czego to samotnej matce
        > należą się alimenty. A Dziecko będzie miała i już smile))

        Ale to dziecko nie bedzie mialo ojca sad Owszem, niewykluczone ze facet je pokocha ale wieksze szanse
        ze zwyczajnie odejdzie a alimenty milosci nie zastapia! Chcialabys byc na miejscu tego dziecka,
        chcialabys zyc ze swiadomoscia ze istniejesz bo tak zachcialo sie Twojej matce a ojciec ma Cie gdzies?


        Ta dziewczyna powinna zaakceptowac syutacje (moze wciaz probowac naklonic meza do zmiany
        zdania) albo odejsc.
    • kawka74 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 12.02.05, 07:46
      nie wiem, co Twoja koleżanka powinna zrobić, wiem tylko co ja bym zrobiła - wszak każda z nas ma inną "konstrukcję psychiczną", wiem, ile ja wytrzymam, ale nie wiem, ile wytrzyma Twoja koleżanka. Otóż odeszłabym od niego - nie tylko ze względu na to, że on nie chce mieć dzieci, ale dlatego, że oszukał, łgał cały czas w sprawie dla Twojej koleżanki chyba najważniejszej. W żadnym wypadku nie chciałabym mieć dziecka z takim facetem. Małżeństwo to związek na długo, jeśli nie na całe życie, a żyć z typkiem, który ma sposób myślenia nastolatka i chce takim pozostać do śmierci, nie chciałabym.
      Dziewczyna ma dopiero 31 lat. Moim zdaniem to jest ostatni (albo jeden z ostatnich) dzwonek, żeby coś zmieniła w SWOIM życiu. Bo na to, że facet nagle zmieni się w troskliwego i opiekuńczego ojca i męża, nie liczyłabym.
      • triss_merigold6 Dzięki za wszystkie uwagi 12.02.05, 10:27
        Facet się nie zmieni, cudów nie ma.
        Piszecie o oszustwie. Szczerze mówiąc nie wiem jak było, na początku pewnie
        oboje mówili "nie chcę dzieci" tylko ona myślała TERAZ a on WCALE. Sprawa
        dziecięca na pewno jeszcze 2-3 lata temu nie była dla niej jakoś istotna
        (pamiętam nasze rozmowy o dzieciach i planach). Obecnie zegar biologiczny tyka..
        Mówicie odejść. Która z Was tak z dnia na dzień odeszła od męża? Czy decyzje
        podejmowane pod presją czasu, nagle są trafne?
        Sama nie wiem. Jak pisałam, będę z nią rozmawiać za parę dni, zobaczymy czy coś
        postanowiła.
        • iwcia75 Re: Dzięki za wszystkie uwagi 12.02.05, 10:44
          ja mysle,ze zycie jest przewrotne i nieprzewidywalne. Twoja kolezanka 8 lat
          temu pewnie nie pomyslalaby o tym,ze bedzie tak bardzo chciala miec dziecko.
          ciezko przewidziec,co bedzie za rok,a co dopiero za 8lat. wszystko sie zmienai.
          moge tylko powiedziec,ze ja ich oboeje rozumiem. mysle,ze ona powinna starac
          sie go przekonac do dziecka. ja akurat mialam wiecej szczescia, bo moj maz jest
          inny-tez chcial dziecka, jednak nie tak od razu,jak ja,ale mimo tego ciaze
          zaakceptowal szybko. tez jest starszy-ponad 10lat
        • caramamma Re: Dzięki za wszystkie uwagi 12.02.05, 11:12
          Hej,

          dorzuce swoje trzy grosze...

          nie wiem co bym zrobiła na miejscu Twojej kolezanki, chyba nikt nie wie, dopóki
          nie doświadczy...., w dodatku kazda sytuacja jest inna, kazda z nas jest inna,
          ale tez ważny jest dany moment w życiu...co teraz jest ważne za kilka lat może
          okazać się mniej ważne, i na odwrót....

          nie będę oryginalna- myślę,ze najważniejsze to ustawić priorytety..., ale z
          postu wynika, że to właśnie jest problemem...

          to tyle "wymądrzania", a teraz chciałabym opisać co zrobiła w podobnej sytuacji
          moja koleżanka, nie twierdzę, że to był dobry pomysł, ani że zły, ale może sam
          pomysł warty jest rozwazenia:

          moja koleżanka tez wyszla za "wiecznego chlopca", który nie chcial miec dzieci,
          po kilku latach malzenstwa moja kolezanka postawila rozstrzygnela sprawe tak,
          ze powiedzila, ze dla niej jest to bardzo wazne i ze nie chce z tego
          rezygnowac, poniewaz nadal go kochala powiedziala mu, ze dzieckiem bedzie sie
          zajmowac ona i ze ono nie zakloci ich sposobu zycia... zagrozila ze inaczej
          odejdzie...

          chloptas sie zgodzil, podkreslajac ze robi to dla niej i ze dzieckim zajmowac
          sie nie bedzie...

          poszla na to, po porodzie wyprowadzila sie na 3 miesiace, potem wynajela
          opiekunke na stale, tak aby nie musieli rezygnowac z wyjazdow, imprez itd....
          zacisnela zeby i sama zajmowala sie malym....

          i wiecie co? kiedy maly mial 2 latka- nagle przemiana w chloptasiu nastapila- i
          teraz.... moja kumpelka jest drugi raz w ciazy a jej maz nie moze sie tego
          dziecka doczekac..., a ze starszym gra w pilke, jezdzi na motorze, chodzi na
          basen itd itd... podjal nawet probe nawiazania blizszego kontaktu z jego corka
          z poprzedniego zwiazku...

          sam twierdzi, ze musial do tego dorosnac... ma teraz 52 lata - coz lepiej pozno
          niz wcale....

          oczywiscei, to co zrobila moja kolezanka bylo ryzykowane, uciazliwe, czasami
          bardzo dla niej przykre (kiedy musiala wszystko robic sama...) i napewno mocno
          niesprawiedliwe...

          ale poswiecila sie i koniec koncow - oplacilo sie...

          co oczywiscie nie musi byc wcale regula...

          pozdr

        • burza4 triss 12.02.05, 16:16
          Gdyby nie inny wiek, pomyślałabym, ze mamy tę samą koleżankęsmile

          Trudno ocenić, czy on ją faktycznie świadomie oszukiwał, czy też odwlekał
          sprawę w czasie z nadzieją że się rozejdzie po kościach. Dlatego nie postrzegam
          tego w kategoriach oszustwa. Piszecie, że powinien to ustalić przed ślubem.
          Tylko - czy takie sprawy można ustalać ze 100% pewnością? Moi znajomi tak
          zrobili - pobrali się w dojrzałym wieku, i świadomie oboje podjęli decyzję, że
          dzieci mieć nie chcą. Tylko że ona nie przewidziała, że po kilku latach jej się
          odmieni... i co dalej? facet niby jest ok, powiedział jasno i klarownie przed
          ślubem, że dzieci mieć nie chce, i niby nie można mieć do niego pretensji. A
          jednak coś wisi w powietrzu, jakiś żal, pretensja. Zobaczymy - na razie ona ma
          jeszcze nadzieję, że go przekona. A czasu ma znacznie mniej bo skończyła 35
          lat. Jego opór jakby słabnie...

          Wracając do twojej koleżanki - musi sobie poukładać pewne rzeczy - po pierwsze -
          z czego wynika jego niechęć. Np. ograniczenie swobody to kwestia
          organizacyjna - Triss - sama wiesz - wszyscy pisali ci jak to dziecko
          całkowicie pochłania - a ty sobie poradziłaś i masz czas dla siebie i nie
          czujesz się uwiązana... więc da się być rodzicem i się w tym nie zatracić.
          Słowem - przeanalizować sytuację i stwierdzić, czy przeszkody są nie do
          przezwyciężenia, czy dałoby się coś zrobić. Po drugie - odpowiedzieć sobie na
          pytanie - czy chcę dziecka nawet za cenę małżeństwa? i jak w takiej sytuacji by
          sobie ewentualnie poradziła - choćby finansowo? Po trzecie - niestety jakąś
          decyzję trzeba podjąć. Im więcej czasu poświęci na dywagacje, tym mniejsze
          szanse będzie miała na zrealizowanie planów z kimś innym. Póki co ma 31 lat,
          fakt - zanim by się otrząsnęła i ułozyła sobie życie na nowo miałaby parę latek
          więcej. Ale jeśli poczeka - będzie miała nie np. 34 a 38 lat i wtedy faktycznie
          szanse spadną - i na zamążpójście (wszyscy zajęci) i na macierzyństwo...

          Najgorszą opcją jest według mnie zajście w ciążę wbrew jego woli - jeśli jest
          tak jak piszesz - prawdopodobieństwo że on się oswoi z sytuacją jest znikome. A
          już absolutnym świństwem jest zalecane przez niektóre przedmówczynie -
          zachodzenie w ciążę za plecami faceta i myślenie pt. "chociaż alimenty będzie
          płacić". Kurde - jak się podejmuje taką decyzję, to etyczne byłoby liczenie
          wyłącznie na siebie. No i kwestia samego dziecka - nie jest łatwo wyjaśnić
          odrzuconemu dziecku, że ojciec ma je gdzieś, bo czuje się wykorzystany...
    • mamakevina1 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 12.02.05, 21:42
      Edytkus napisała:
      "Chcialabys byc na miejscu tego dziecka,chcialabys zyc ze swiadomoscia ze
      istniejesz bo tak zachcialo sie Twojej matce a ojciec ma Cie gdzies?"

      Wiesz wiele dzieci musi żyć ze świadomością że nikomu nie chce się ich kochać a
      świadomość że mama tak bardzo go chciała że zaryzykowała rozstanie z ojcem...
      cóż to uwierz mi bardzo wiele! Odpowiadam: TAK chciałabym żyć ze świadomością
      że istnieję bo mama bardzo tego chciała! Pozdrawiam
      • asiaasia1 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 13.02.05, 15:37
        Mamo kevina , zgadzam się z Edytkus .
        Nikt nie bierze pod uwagę przyszłości i emocji dziecka .
        Wiesz , jak niefajnie wracać po szkole do domu i mieć tylko czekającą mamę ?
        Wiesz , jak niesuper się czuje dziecko , kiedy wszyscy koledzy opowiadają sobie
        o swoich ojcach i chwalą się rodzicami a tylko ono jedno nie może ?
        Często samotne macierzyństwo to konieczność .
        Po co się w to pchać z wyboru ?

        W opisanej historii każde rozwiązanie będzie tragiczne .
    • a_weasley No dobrze, wcześnie nie jest, ale żeby za późno? 13.02.05, 17:55
      triss_merigold6 napisała:

      > Mam koleżankę - 31 lat.

      Wot smarkula wink

      > Małżeństwem są udanym ale...
      > facet nie chce dzieci.

      Tja... operacja się udała, ale pacjent umarł.

      > Teraz jest późno, chyba za późno na zmiany.

      Łe? Jak poznałem moją narzeczoną, mieliśmy po 36 lat. Teraz mamy 37 oraz
      szczery i nieodwołalny zamiar rozmnożyć się. O wynikach będziemy informowali na
      bieżąco wink

      > - Może odejść od męża. Zanim się zdecyduje, odpłacze, odcierpi decyzję miną
      > ze dwa lata. Gwarancji, że pozna kogos w wieku przypuśćmy 34 lat kto będzie
      > chciał stałego związku i dzieci nie ma.

      Ale MSZ jest to bardziej prawdopodobne niż to, że jej aktualny mąż szczerze i
      stabilnie zapragnie dzieci.

      > - Załóżmy nawet, że kogoś pozna. Zanim zdecydują się oboje na dziecko trochę
      > czasu minie i najwcześniej zacznie próbować mając gdzieś ok. 35 lat. 36 lat
      > na pierwsze dziecko

      to nie jest wcześnie, ale przy obecnym stanie medycyny dalece nie za późno.
      Lepiej 36 przy mężczyźnie pragnącym dziecka, niż 32 przy facecie, który się na
      dziecko zgodził pod rewolwerem lub zgoła został w dziecko wmanewrowany. Dla
      przebiegu ciąży stan psychiczny matki ma duże znaczenie.

      > No i co mam jej poradzić?

      W życiu bym nie przypuszczał, że komuś tak będę radził, ale: niech się
      rozwiedzie. Niech się chłopiec dalej bawi motocyklem, jak w starym sztubackim
      kawale, gdzie się nieuprzedzonego kolegę pytało:
      - Ty, wiesz, czym się różni dziewczyna od klocków Lego?
      - Nie...
      - To baw się dalej klockami!
      Co więcej, jeżeli brali ślub w kościele, to można się zastanawiać, czy to
      małżeństwo w ogóle jest ważne (pozornie zgodził się na dzieci, a ona chciała od
      początku i bez tego podstępu nie byłaby go poślubiła).
    • minerwamcg Na dziecko za późno nie jest 13.02.05, 18:40
      Na dziecko nie. Spokojnie można urodzić mając 36, 38 czy nawet 40. Ale czy
      przypadkiem nie jest za późno na nowy związek? A co z facetem, z którym
      przeżyło się kawał czasu i którego się, jakkolwiek leszcz z niego niewąski,
      kocha?
      Trzeba sobie dać jasną odpowiedź. Co jest w życiu ważniejsze - partner czy
      dziecko? Jeżeli dziecko, oczywiście należy się rozwieść i poszukać kogoś, z kim
      owo dziecko mogłoby i chciałoby się mieć. Też, prawdę mówiąc, bez gwarancji, że
      się znajdzie. Jeżeli partner - cóż, rezygnuje się z dziecka i zostaje z nim.
      Obawiam się bowiem, że w opisanym przypadku nie da się zjeść ciastka i mieć go
      w dalszym ciągu - facet na ojca się wyraźnie nie nadaje. Podstęp nie naprawi
      niczego, przeciwnie, może wszystko popsuć, wybór zatem jest alternatywą. Z
      niepewnym wynikiem w jednym przypadku, bo jak powiadam, faceta, z którym będzie
      chciała i mogła mieć dziecko nikt jej notarialnie nie zagwarantuje. Chyba, że
      ma kogoś "upatrzonego", ale to już inna historia. W drugim przypadku małe jest
      prawdopodobieństwo, żeby facet zmienił swój stosunek do potomstwa. Nawet
      wiedząc, że ona zostaje z nim wbrew swoim naturalnym potrzebom i pragnieniom.
      Na jej miejscu chyba jednak bym odeszła. Czułabym się wmanewrowana w sytuację,
      w której ktoś - podstępem - próbuje mnie pozbawić czegoś, bez czego moje życie
      straci istotny element. Bez czego będę się czuła niespełniona i czego będę
      żałować do końca życia.
    • umasumak Nie za późno 13.02.05, 21:30
      Od razu chce zaznaczyć, że nie czytałam całego wątku, więc może ktoś już to
      napisał.
      Po pierwsze, jak dla mnie facet byłby już przegrany - nie potrafiłabym żyć z
      kimś, kto wykorzystał moje zaufanie i najzwyczajnie w świecie oszukał. Co za
      tym idzie, wszelkie projekty typu: wykorzystać go jako dawce i czekać co dalej,
      odpadają. Kogoś takiego nie zaakceptowałabym w życiu jako potencjalnego ojca
      moich dzieci.
      Po drugie, jeśli jednak koleżance nadal zależy na związku, powinna rozmawiać,
      negocjować. Być może faceta przekona. Jeśli nic nie wskóra, pozostaje jej
      zrobić rachunek, na czym jej bardziej zależy - na tym panu czy na
      macierzyństwie.
      Po trzecie, jeżeli zdecyduje się opuścić męża, to wcale nie oznacza, że nie
      zdąży znaleźć kogoś odpowiedniego i szczęśliwie urodzić. Na Boga Triss, wiele
      30 - latek wiedzie jeszcze życie knajpiano - imprezowe i perspektywa
      macierzyństwa jawi się im zaledwie mgliście w dali, a partnera życiowego przy
      nich nie uświadczysz, a zapewniam Cię, że więkrzość z nich zostanie żonami i
      matkami. Pzdr
      • kasiulka1313 Re: Nie za późno 14.02.05, 01:56
        Kiepska sprawa... oczywiście dla tej dziewczyny. Sama mam partnera 19 lat
        starszego i trochę znam ten temat ;o) Z tym, że ja mam w tej chwili 24 a on 43.
        Jesteśmy razem 5 lat i mamy 2,5 letniego synka. U nas było troszkę inaczej. Ja
        byłam młodziutka (chyba trochę za młoda) i mimo, że on ma już syna z
        poprzedniego małżeństwa zdecydowaliśmy się na dziecko. Ja wiedziałam, ze jezeli
        się nie zdecydujemy ten związek nie przetrwa. I dzisiaj wiem, ze by nie
        przetrwał. Na początku jak się poznaliśmy były jakieś gadki w stylu że już miał
        żonę i dziecko i wiecej nie zamierza. Na szczęście z czasem sam zmienił zdanie
        i zaczął temat dziecka, bo bał się że potem będzie za stary na ojca i w pewnym
        momencie moze go zabraknąć. Może ten mąż koleżanki tego sie boi i nie chce się
        do tego przyznać?? Z drugiej strony ja wiem, ze gdyby nie było dziecka i miało
        nie być nie czułabym się spełniona i odeszłabym. A co byłoby potem za
        kilkanaście lat?? Byłabym taka samotna jak ta Pani z któregoś wcześniejszego
        postu.
        Mam koleżankę, której meżczyzna ma 51 ona 25 i mają rocznego synka i się nie
        bał. Nie wiem co myśleć ale koleżance szczerze wspólczuje, bo to chyba będzie
        najważniejsza decyzja jej życia...
        Kasia
        www.filip-kmiec.com
    • evee1 Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 14.02.05, 02:47
      Za pozno? Punkt widzenia zalezy od punktu siedzienia. Ja mam prawie 39 lat i
      uwazam, ze swobodnie moglabym jeszcze urodzic jakiegos brzdaca. Ale ze dwojke
      juz mam, wiec mi sie juz nie chce smile)).

      Minerwa napisala:
      > Trzeba sobie dać jasną odpowiedź. Co jest w życiu ważniejsze - partner czy
      > dziecko? Jeżeli dziecko, oczywiście należy się rozwieść i poszukać kogoś, z
      kim
      > owo dziecko mogłoby i chciałoby się mieć. Też, prawdę mówiąc, bez gwarancji,
      że
      > się znajdzie. Jeżeli partner - cóż, rezygnuje się z dziecka i zostaje z nim.
      Tu lezy chyba sedno sprawy. Napewno nie jest to latwe, ale kolezanka musi sobie
      odpowiedziec co jest dla niej najwazniejsze. I musi te decyzje podjac sama i co
      wazniejsze ja zaaceptowac. Czy zostajac z mezem jest w stanie zrezygnowac z
      dzieci, ale tak, zeby sie sama z tym faktem pogodzic - pomijam juz wypominanie
      o tym swojemu mezowi? Jezeli nie, to moze lepiej odejsc i probowac ulozyc sobie
      zycie z kims innym. A moze jako samotna matka, jezeli bardzo pragnie tych
      dzieci (i moze sobie na to finansowo pozwolic).
      Ja w sytuacjach "na rozdrozu" staram wyobrazic sobie siebie za lat 5-10-20 w
      jednej i drugiej sytuacji. I czy wtedy potrafie bez zalu patrzec w przeszlosc.
      Trzeba pamietac, ze teraz kolezanka ma wplyw na swoja przyszlosc, a za 20 lat,
      ta przyszlosc bedzie juz tylko przeszloscia, ktorej zmienic sie nie da.
      Ja bym chyba odeszla, bo balabym sie, ze zostalabym w przyszlosci i bez meza,
      bo nie moglabym chyba darowac mezowi, ze nie chcial sie zgodzic na dziecko i
      bez dziecka, bo na jego urodzenie za 15 lat bedzie naprawde za pozno.
      Ale to pisze z pozycji dzisiejszej, kiedy dzieci mam i nie potrafie sobie
      wyobrazic, ze moglbym ich nie miec. Niestety (a wlasciwie moze na jej
      szczescie) kolezanka nie ma jeszcze dziecka i nie czuje co tak naprawde by
      stracila, ale jezeli i bez tego bardzo chce miec dzieci, to nie wiem czy bez
      nich bedzie szczesliwa kobieta.
      • a_weasley Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 15.02.05, 15:30
        evee1 napisała:

        > Ja w sytuacjach "na rozdrozu" staram wyobrazic sobie siebie za lat 5-10-20 w
        > jednej i drugiej sytuacji. I czy wtedy potrafie bez zalu patrzec w przeszlosc.
        > Trzeba pamietac, ze teraz kolezanka ma wplyw na swoja przyszlosc, a za 20
        lat,
        > ta przyszlosc bedzie juz tylko przeszloscia, ktorej zmienic sie nie da.
        > Ja bym chyba odeszla, bo balabym sie, ze zostalabym w przyszlosci i bez meza,
        > bo nie moglabym chyba darowac mezowi, ze nie chcial sie zgodzic na dziecko

        Przy czym jest jeszcze jedna opcja: że i jej kolega małżonek będzie miał dosyć,
        to ostatnia chwila, żeby jeszcze raz poderwać na motor coś młodszego.
    • mama_szefusia Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 14.02.05, 09:32
      Ja mam męża starszego o ponad 20 lat. Kiedy się poznaliśmy miałam 22 lata
      (podobnie jak koleżanka). Mamy dziecko, synka. Sporo o tym rozmawialiśmy na
      początku, bo mąż ma też dorosłą córkę z pierwszego małżeństwa i rozumiałam, że
      może nie chce po raz drugi pakować się w tę odpowiedzialność tuż po tym jak
      udało mu się z tego wydostać. Życie podjęło decyzję trochę za nas, bo mimo
      zabezpieczeń zaszłam w ciążę. Na szczęście stało się to w momencie kiedy już
      bylismy zdecydowani na wspólne życie, a planowany potomek (jak wynikało z
      rozmów) miał się pojawić na świecie po skończeniu przeze mnie studiów. Był
      wcześniej.
      Teraz co do tej sytuacji. Rozumiem faceta, bo w otoczeniu mojego męża sporo
      jest takich typów. Faceci w pewnym wieku dosyć często związują się z młodszymi
      partnerkami. W naszym otoczeniu jest kilka takich par. Niektórzy mężczyźni nie
      chcą zobowiązań, dla nich związek z młodszą partnerką jest ucieczką od
      codziennego kieratu, nudnych obowiązków, realizowaniem pewnego marzenia z
      młodości. Tylko wydaje mi się, że jest to pewna iluzja, ucieczka od
      rzeczywistości. Tak jak dziewczyny napisały powyżej trzeba rozmawiać, szczerze.
      Obydwoje muszą wiedzieć na czym stoją i jakie konsekwencje będą miały ich
      wybory dla ich związku. Czasami deklarowana przez mężczyznę niechęć do
      posiadania dzieci jest zasłoną dymną, to nie do końca musi tak być. Mój mąż też
      jest typem rozrywkowym, wygląda młodziej, lubi szaleństwa jest niespokojnym
      duchem. Ale mimo to jest fantastycznym ojcem, bardzo oddanym rodzinie i
      odpowiedzialnym partnerem. Jego przewagą jest też bagaż doświadczenia
      życiowego, dzięki któremu czasem łatwiej, dojrzalej udaje nam się pokonywać
      różne zakręty losu. Poza tym, jak to już trafnie ktoś zauważył, dziecko nie
      musi oznaczać uwiązania. To kwestia organizacji i dobrych chęci.
      Po swoim związku widzę, że najważniejsza jesy miłość. Wtedy nasze problemy
      łatwiej się rozwiązują.
      Komercyjnie walentynkowo pozdrawiam
      Ola mama Jasia
    • iwles Re: Za późno na dziecko... co poradzić? 14.02.05, 12:41
      Nie wchodząc w układy żona- mąż, powiem tylko:
      Urodziłam dziecko (pierwsze, mama nadzieję, że nie ostatniesmile w wieku 34 lat.
      Moja koleżanka: pierwsze dziecko kilka dni przed 36 urodzinami i jak powiedział
      jej mąż - to dopiero dobry początek smile
      Inna moja koleżanka (36 lat) - wychodzi w kwietniu za mąż - planują dzieci.

      Chodzi mi tylko o tę kwestię - "za późno". Nie biorę pod uwagę nastawienia i
      wieku mężów.
    • kubusala Zupełnie nie rozumiem 14.02.05, 13:27
      Nawet w czasach gdy oboje z mężem jeszcze nie chcielismy dziecka, bo włąsnie:
      studia, mieszkanie, samochód itd.. to i tak snulismy plany, rozmawialismy o tym
      czy chcemy chłopca czy dziewczynke, jak będzie miało dziecko na imie itd itd
      Mysle, ze wyczułabym gdyby mój mąz był temu przeciw, bo choc argumenty wtedy za
      nie posiadaniem dziecka mielismy równie mocne, to pragnienie było.
      Czułabym sie na miejscu Twojej kolezanki bardzo oszukana, ale co fakt to fakt
      odejśc z dnia na dzień od męża ciężko. Mysle,że przedstawiłabym swoje argumenty
      stanowczo, a potem wysłuchała Jego argumentów, a Z TEGO CO WIDAC,TO NIE MA ICH
      ZA BARDZO: TYLKO COS NA ZASADZIE NIE, BO NIE.
      Męczyłabym go rozmową codziennie aż by się zgodził, albo wyrzucił mnie z domusmile

      • triss_merigold6 Re: Zupełnie nie rozumiem 15.02.05, 16:11
        Uściślając: koleżanka jakoś bardzo oszukana się nie czuje - znała stosunek męża
        do planów prokreacyjnych, sama dzieci kiedyś nie chciała i nie planowała. Teraz
        chce.
        Mężczyznę i jego niechęć do kolejnego dziecka rozumiem. W końcu dwójkę ma, parę
        lat z pierwszą żoną i dziećmi żył więc powodem niechęci nie jest strach przed
        nieznanym. Wręcz przeciwnie powiedziałabym. Kogoś kto nie chce dzieci
        racjonalnymi argumentami nie da się przekonać, "męczenie", Kubusalo, niewiele
        przypuszczalnie da. Tak więc oskarżanie faceta, że jest świnią i oszustem to
        nadinterpretacja - w końcu mówił, że nie i zdanie podtrzymuje.
        Patowa sytuacja.
        Na marginesie: chyba jestem bardziej wyrozumiała niż niektóre z Was, bo
        rozumiem ludzi, którzy nie mają ochoty na posiadanie potomka. I rozumiem
        argumenty typu "ograniczenie wolności", "mniej kasy", "za duża
        odpowiedzialność, której nie chce się przyjmować". Brzmią rozsądnie IMO.
        Co nie zmienia faktu, że koleżanka ma autentyczny życiowy problem, ktory staje
        się coraz bardziej naglący.
        • kawka74 Re: Zupełnie nie rozumiem 15.02.05, 16:15
          napisałaś w pierwszym poście, że mąż koleżanki nie tyle zdecydowanie
          wypowiedział się przeciw posiadaniu potomstwa, ile odsuwał decyzję o dziecku w
          bliżej nieokreśloną przyszłość. A to IMHO jest duża różnica. Więc jak to
          właściwie jest?
          • triss_merigold6 Re: Zupełnie nie rozumiem 15.02.05, 16:50
            Mówił "nie teraz", "porozmawiamy o tym kiedyś", generalnie wymijająco
            deklarował, że ochoty na kolejne dziecko nie ma. Wiesz, ja znam sytuację z
            relacji dziewczyny i nie dam sobie ręki uciąć za jej aktualne słowa. Nie wiem,
            może teraz sobie coś dopowiada kiedy wspomina jak było na początku? Ostatecznie
            nie znałam ich te 8 lat temu kiedy się pobierali. W ub. tygodniu kolega
            wypowiedział się jasno i wyraźnie do mojego męża, że dzieci nie chce i koniec.
            O tym, czego i kogo chce jego żona nie wspominał.
            • kawka74 Teraz jasne (może nie wszystko....) 15.02.05, 17:04
              Pytam o to, bo to niejako determinuje rozwiązanie. Jeśli mąż koleżanki
              zdecydowanie od początku wypowiadał się, że nie, żadnych dzieci (w końcu można
              to spróbować zrozumieć, ma dwójkę dzieci czy nie ma: nie każdy chce mieć
              dzieci), sprawa wygląda trochę inaczej. Aczkolwiek to nie zmienia faktu, że
              obywatel mąż w swoich planach nie uwzględnia planów i marzeń swojej żony.
              Tak się zastanawiam, aż mi dym uszami idzie, co bym zrobiła. Łatwo tak hop siup
              decydować, więc wzięłabym kartkę i spróbowała zapisać - co będzie, jeśli
              zostanę, co będzie jeśli odejdę, plusy i minusy obu tych rozwiązań.
              Wydaje mi się jednakowoż, że chyba trudno tu będzie o konsensus. Tu się nie da
              zrobić tak, żeby każda ze stron była zadowolona. Obawiam się, że koleżanka
              będzie musiała dokonać wyboru: mąż albo dziecko (z innym mężczyzną, wrobienia
              męża nie polecam). Ostatnie, na co bym liczyła, to to, że mąż zmieni zdanie.
              pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka