gocha71
23.02.05, 01:01
"Hej, moja odpowiedź będzie trochę od drugiej strony. Mam dwójkę: 5 latka i 3
latkę, obecnie jestem na urlopie wychowawczym. Gdy synek skończył rok,
pracowałam, zajmowała się nim moja mama. Od urodzenia córeczki jestem na
urlopie - i chyba wracać do pracy nie planuję. Przynajmniej nie tam, gdzie
jestem teraz zatrudniona. Warunki są super, kariera, doskonałe wynagrodzenie
itd - owszem, ale to wszystko wymagałoby ode mnie dojeżdżania 30 km i
nieobecności w domu przez 12 godzin. Rozterek i przemyśleń mam mnóstwo, pracy
mi brakuje, ale nie aż tak, bym odważyła się zostawić wszystko komuś innemu.
Miszkamy w dużym domu, przedszkole i szkoła dość daleko - dzieci tu czy tam
trzeba będzie jescze długo wozić, sprzątanie, całe "gospodarstwo" - ktoś musi
to nie tylko robić, ale cały czas oraganizować i o tym myśleć. Może, gdybym
miała inną pracę, mniej angażującą - bardziej bym rozważała powrót,a tak... No
cóż, nie chcę cały czas improwizować, spieszyć się, szarpać, widywać dzieci
wieczorem. Wystarczy, że mąż pracuje. Ja poświęcam się dzieciom, domowi i...
sobie. Nie jestem typem domowym bynajmniej, ciągle mnie nosi, ale nie mogę
sobie teraz pozwolić na zaangażowanie w pracę etatową. Nie można mieć
wszystkiego. Często zastanawiam się, co będzie ze mną za jakiś czas, co będą
moje dzieci odpowiadać na pytanie: kim jest twoja mama? czy będą mnie szanować,
czy trochę lekceważyć. Co ja sama będe mogła o sobie powiedzieć? czy jednak
stopniowo nie rozleniwię się i nie zapuszczę? Nie wiem. Myślę, że nie ma
złotego środka, każda decyzja niesie ze sobą rozterki.
Pozdrawiam"
to nie sa moje słowa, ale Ecco-mamy (mam nadzieję, ze nie pomyliłam nicka)z
innego wątku , a ośmieliłam się je zacytować, bo tak trafnie oddaja moje
obecne rozterki...
"Siedzę" w domu ponad dwa lata i zastanawiam się, czy wracać do szkoły od
września. W zasadzie wychowawczy mam do kwietnia przyszłego roku, ale jak w
takim okresie wrócić do pracy w szkole - po prostu się nie da.
Mam dwoje dzieci: syn od wrzesnia pójdzie do zerówki, a niespełna trzyletnia
wówczas córa do przedszkola. Mogłabym wrócić, ale pamietam to siedzenie po
nocach czy w weekendy nad lekcjami czy testami (ułożyć i sprawdzić) - to na
prawde nie bylo tylko 18 godzin w szkole. Najbardziej nielubiłam właśnie tego
przynoszenia pracy do domu.
Na męża nie bardzo mogę liczyć w pracach domowych. Długo pracuje, a wieczorami
i w weekendy rozwija własny pomysł w internecie. On nie bardzo widzi mój
powrót do pracy, ale w grę wchodzi tu też jego wygodnictwo, nie ma co ukrywać.
Nie będę też ukrywać, że po kilku latach praca w szkole dużo starciła w moich
oczach i nie dawała mi już satysfakcji. Moja szkoła to nie jest miejsce, do
którego tęsknię i do którego chce mi sie wracać...
Boję się tego codziennego kieratu, bieganiny, szarpaniny i braku czasu...Nie
chcę tego !!!
Jeżeli zostane w domu, to na pewno stracę tę pracę i co zrobię ze sobą za te
kilka lat kiedy dzieci podrosną? Kim dla nich będę?
I nie wiem, co z tym wszystkim zrobić...Gocha