Dodaj do ulubionych

Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne :)

23.02.05, 01:01
"Hej, moja odpowiedź będzie trochę od drugiej strony. Mam dwójkę: 5 latka i 3
latkę, obecnie jestem na urlopie wychowawczym. Gdy synek skończył rok,
pracowałam, zajmowała się nim moja mama. Od urodzenia córeczki jestem na
urlopie - i chyba wracać do pracy nie planuję. Przynajmniej nie tam, gdzie
jestem teraz zatrudniona. Warunki są super, kariera, doskonałe wynagrodzenie
itd - owszem, ale to wszystko wymagałoby ode mnie dojeżdżania 30 km i
nieobecności w domu przez 12 godzin. Rozterek i przemyśleń mam mnóstwo, pracy
mi brakuje, ale nie aż tak, bym odważyła się zostawić wszystko komuś innemu.
Miszkamy w dużym domu, przedszkole i szkoła dość daleko - dzieci tu czy tam
trzeba będzie jescze długo wozić, sprzątanie, całe "gospodarstwo" - ktoś musi
to nie tylko robić, ale cały czas oraganizować i o tym myśleć. Może, gdybym
miała inną pracę, mniej angażującą - bardziej bym rozważała powrót,a tak... No
cóż, nie chcę cały czas improwizować, spieszyć się, szarpać, widywać dzieci
wieczorem. Wystarczy, że mąż pracuje. Ja poświęcam się dzieciom, domowi i...
sobie. Nie jestem typem domowym bynajmniej, ciągle mnie nosi, ale nie mogę
sobie teraz pozwolić na zaangażowanie w pracę etatową. Nie można mieć
wszystkiego. Często zastanawiam się, co będzie ze mną za jakiś czas, co będą
moje dzieci odpowiadać na pytanie: kim jest twoja mama? czy będą mnie szanować,
czy trochę lekceważyć. Co ja sama będe mogła o sobie powiedzieć? czy jednak
stopniowo nie rozleniwię się i nie zapuszczę? Nie wiem. Myślę, że nie ma
złotego środka, każda decyzja niesie ze sobą rozterki.
Pozdrawiam"

to nie sa moje słowa, ale Ecco-mamy (mam nadzieję, ze nie pomyliłam nicka)z
innego wątku , a ośmieliłam się je zacytować, bo tak trafnie oddaja moje
obecne rozterki...
"Siedzę" w domu ponad dwa lata i zastanawiam się, czy wracać do szkoły od
września. W zasadzie wychowawczy mam do kwietnia przyszłego roku, ale jak w
takim okresie wrócić do pracy w szkole - po prostu się nie da.
Mam dwoje dzieci: syn od wrzesnia pójdzie do zerówki, a niespełna trzyletnia
wówczas córa do przedszkola. Mogłabym wrócić, ale pamietam to siedzenie po
nocach czy w weekendy nad lekcjami czy testami (ułożyć i sprawdzić) - to na
prawde nie bylo tylko 18 godzin w szkole. Najbardziej nielubiłam właśnie tego
przynoszenia pracy do domu.
Na męża nie bardzo mogę liczyć w pracach domowych. Długo pracuje, a wieczorami
i w weekendy rozwija własny pomysł w internecie. On nie bardzo widzi mój
powrót do pracy, ale w grę wchodzi tu też jego wygodnictwo, nie ma co ukrywać.

Nie będę też ukrywać, że po kilku latach praca w szkole dużo starciła w moich
oczach i nie dawała mi już satysfakcji. Moja szkoła to nie jest miejsce, do
którego tęsknię i do którego chce mi sie wracać...

Boję się tego codziennego kieratu, bieganiny, szarpaniny i braku czasu...Nie
chcę tego !!!

Jeżeli zostane w domu, to na pewno stracę tę pracę i co zrobię ze sobą za te
kilka lat kiedy dzieci podrosną? Kim dla nich będę?

I nie wiem, co z tym wszystkim zrobić...Gocha


Obserwuj wątek
    • bea.bea Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 01:24
      oj oj oj.....
      jestes i będziesz zawsze dla swoich dzieci wspaniała mamą.....głowa do góry...smile)
      niby czym gorszym jest kobieta niepracująca???
      moja mama nigdy nie pracowała , mielismy ogromny dom z ogrodem i nie pamietam
      mamy by sie zwykła nudzić ...sprzątanie , ogród, dom , dwoje dzieci...nigdy nie
      przyszło mi do głowy by myśleć o mamaie źle...smile
      sama pracuję , mam własna firmę ( jeśli mozna to nazwać firmą smile)) i dzieki temu
      moge tak organizowac sobie czas by więcej czasu spedzic w domu....z dzieckiem ,
      ale nie wiem czy gdybym mogła nie wolałabym niepracowc.....
      osobiście uważam , ze nie ma podziału na lepsze obiety bo pracujące, i gorsze
      niepracujące....jeśli ktos sie uprze to zawsze można udowodnić wyższośc jednych
      nad drugimi i odwrotnie...

      wazne jak to będziesz na siebie patrzyła...jeśli będziesz uśmiechnięta i
      zadowolona, to niezależnie co będziesz robić twoje dzieci tak będa cie
      postrzegać ....pozdrawiam cie cieplutko ....
      • ledzeppelin3 Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 08:54
        Wiesz, to teraz w pismach kobiecych typu "Twój Styl" prezentują się
        kobiety "spełnione", tj. pracujące, i tam promuje się modne obecnie opinie
        typu: "Jak nie będę pracować, to mnie dzieci nie będą szanować, będę dla nich
        nikim". To jedna z większych bzdur. Dziecko szanuje matkę za to, że je kocha i
        za to jakim jest człowiekiem, praca nie ma tu nic do rzeczy. Trudno mi coś Ci
        radzić, przy takich wyborach którą opcję nie wybierzesz, zawsze będziesz się
        zastanawiać, czy nie zrobiłaś źle...Może spróbuj, i jak będzie źle to
        zrezygnujesz? Ja niedługo też staję przed podobnym wyborem, i też pojęcia nie
        mam...
        • aszlan Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 09:17
          Ma racje ledzeppelin miłości i szacunku dziecka nie zdobywa się praca
          zawodową, IMHO, argument "jak nie będę zarabiać to dziecko się będzie mnie
          wstydzić" jesdt mhm... karkołomny. Można przecież pójśc dalej, są zawody i
          Zawody, skąd wiesz akurat Twoje dzieco będzie szanowało Twój?
          • mama.tosi Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 10:27
            hej!
            nie pracuję. jestem w domu. i nie uważam się za gorszą!
            skończyłam "rynkowy" kierunek, drugi zrobiłam hobbystycznie, znam języki obce i
            nie mam zamiaru (tak długo jak się da) iść do pracy (na szczęście mąż jest w
            stanie utrzymać nas sam). i szczerze mówiąc nigdy wcześniej do głowy mi nie
            przyszło, że moje dzieci będą się mnie wstydzić dlatego, że mama nie chodzi do
            pracy. przecież to bezsensu tak stawiać sprawę!
            mój wybór to nie poświęcenie. w moim odczuciu nie pracując zawodowo nie tracę
            nic na czym by mi zależało. z całą pewnością też nie tracę miłości i szacunku
            dziecka. przeciwnie: nasze wzajemne relacje zyskują bardzo dużo.
            jeśli decyzji o powrocie do pracy nie musisz podejmować ze względów
            finansowych, to zastanów się co TOBIE ten powrót da. czy pozwoli Ci to mieć
            poczucie samorealizaci, spełnienia. może lubisz wyzwania zawodowe i męczy Cię
            ich brak? może lubisz mieć świadomość, że "namacalnie" zarabiasz pieniądze...
            zostając w domu natomiast nie stajesz się głupsza, nie ubywa Ci inteligencji,
            nie jesteś mniej wartościowym człowiekiem.
            a szacunku i miłości dziecka nie dostaje się za chodzenie do pracy. czy
            pracujesz zawodowo czy prowadzisz dom na dobre relacje z dziećmi tez
            trzeba "zapracować"
            pozdrawiam serdecznie
            kasia
    • lajlah Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 10:24
      Ja nie pracowałam nigdy, moje dziecko ma skończone 5 lat, a ja ciągle w domu.
      Co prawda pomagam mężowi, prowadzę mu księgowość, ale to nie jest taka praca
      jak w firmie(jak mi się nie chce, to zrobię jutro).Nie wydaje mi się, żeby
      dzieci mniej nas przez to szanowały, że siedzimy w domu. Wręcz przeciwnie, moje
      dziecko jest bardzo zadowolone, że ma mnie na codzień. Inne mamy są zsgonione,
      a my mamy czas na spacer, czytanie, basen, rower, itp. To nasza postawa
      zyciowa, a nie praca decyduje o stosunku naszych dzieci do nas. Pozdrawiam
      wszystkie mamy pracujące i "kury domowe".)
      • gocha71 Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 10:50
        Dziekuję za wszystkie wypowiedzi smile i chcę sie ustosunkowac do paru mysli w nich
        zawartych.
        Prawdę mowiąc nie mam poczucia niespelnienia "siedząc" w domu z dziećmi, nie mam
        aspiracji na kareire zawodową (czy jest to w ogóle możliwe w szkole?). Tak na
        prawde mysle o powrocie do pracy dlatego, że w końcu trzeba - ale czy na
        pewno...Poznałam tylko jedną matkę, która zrezygnowała z pracy dla dziecka, ale
        niestety nie porozmawiałam z nią więcej na ten temat.
        Pracować teraz chyba wypada (oczywiście sa sytuacje i to bardzo częste, kiedy po
        prostu trzeba) i na kobietę świadomie rezygnująca z pracy patrzy się jak na
        dziwoląga - i tego też się obawiam.
        Nie muszę wracać do pracy ze względów finansowych, ambicji zawodowych nie mam.
        Prawde mowiąc szkoda by mi było tego czasu, ktory mogę teraz poświęcic dzieciom:
        mam czas na sanki, spacer, zabawę, czytanie książek.
        Obawiam się tylko, co zrobię ze soba za kilka lat, gdy dzieci podrosna i nie
        będą już. mnie tak potrzebowały...Z drugiej strony mam świadomość, że ten czas
        "siedzenia" w domu moge wykorzystac tez dla siebie: uczyć się języków, skończyc
        jakieś jescze studia i potem pomyslec o sobie, o nowej pracy, może o czymś
        własnym. Przecież nie mam gwarancji, czy za rok, dwa nie zwolnią mnie ze szkoły
        (idzie niż, a matka dwojki dzieci nie jest w pełni dyspozycyjna); jeżeli wroce
        do pracy w szkole znaczna część mojej pensji pochłonie opiekunka, która będę
        musiała znaleźć do opieki nad chorującymi często moimi dziećmi, lub gdy ja będe
        jescze w pracy (w mojej szkole jest też wieczorówka i mogę dostać tam godziny).
        Czy to miałoby sens?
        Tak na prawdę chodzi czyba o te dwie kwiestie:
        - co ludzie powiedzą, jak bedę odbierana,
        - co zrobić ze sobą za parę lat.

        Gocha.
        • mama.tosi Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 11:02
          co ludzie powiedzą? miej to w nosie! to nie ich sprawa. ja to olewam totalnie.
          ci, na których mi zależy akceptują mój wybór, choc sami często dokonuja innych.
          a zdanie wszystkich innych mało mnie obchodzi.
          k.
        • mama.tosi druga kwestia 23.02.05, 11:22
          co zrobić ze sobą za parę lat? przecież świat Ci się nie zamyka. to, że jesteś
          w domu nie znaczy, że nie możesz mieć swoich pasji i zainteresowań, czegoś co
          lubisz robić. jak dzieci dorosną to to zostaje.
          a poza tym kwestia pracy zawsze jest otwarta. zawsze można np. coś własnego
          założyć...
          k.
    • loneczka1 podobny problem 23.02.05, 10:54
      Mam podobny problem do autorki tego postu. Jestem z małą w domu już ponad
      półtora roku,plus pół roku przed porodem. Dłuuuugo. Cieszę sie moim dzieckiem
      jak mało czym, ale zaczyna mi czegoś brakować. Zaczynają mnie nużyc te
      codzienne, takie same czynności żywieniowo-pielegnacyjne. Czasami jestem zła,
      że nie mogę poświęcić sobie więcej czasu, wyjść etc. Jest mi trudno jednak
      odpowiedzieć sobie zdecydowanie na pytanie czy chcę coś z tą sytuacja zrobić.
      Waham się czy ropocząć już poszukiwania opieki dla mojej Mai, a dla siebie
      pracy.
      A może jak skończy 3 lata i pójdzie do przedszkola? Nie muszę pracować,
      finansowo nie jest nam źle, choć nie przelewa się. jEŚLI TO ZROBIĘ BĘDZIE TO
      DLA MNIE UCIECZKA OD CÓRKI, od domowych spraw.

      • beata985 Re: podobny problem 23.02.05, 11:10
        to ja teżsmile
        jutro idę właśnie na rozmowę i w zależności od tego jak sie potoczy czeka mnie
        ew.wyjazd na szkolenie-ale za to pózniej praca jest na miejscu,więc mam troszkę
        łatwiej.szkoła i przedszkole tez mam pod nosem-dosłownie-wiec nie ma sie co
        zastanawiac-a jednak całe zycie odwróci mi sie do góry nogami.
        ale kto nie ryzykuje ten nie ma.przede wszystkim my "kury domowe" musimy zadac
        sobie pytanie,czy chcemy zyc w ten sposób.dzieci wiecznie małe nie będą,kiedys
        wyprowadzą sie z domu,a co jeżeli nasz mąż ,który teraz poza nami świata nie
        widzi wymieni nas kieedys na młodszy-lepszy model.zostaniemy
        same ,niezrlealizowane,zgorzkniałe...do kogo wtedy będziemy miały pretensje-
        tylko do siebie-bo zamiast siedziec w domu i prac skarpetki mogłam wtedy
        pojechać na to szkolenie.
        ja bynajmniej próbuję,skarpetki niech sobie pierze samwink
        trzymajcie jutro za mnie
        • mama.tosi Re: podobny problem 23.02.05, 11:15
          na młodszy-lepszy model to może zawsze wymienić. z różnych powodów. z powodu
          tych skarpetek niepranych teżsmile)) co gorsza może też na starszy model
          wymienićsmile))
          k.
          • beata985 Re: podobny problem 23.02.05, 11:27
            wiesz to była przenośnia-chodzi mi o to ,że istnieje prawdopodobieństwo,że
            kiedyś możemy zostać same i to nie tylko chodzi o inną kobietę,ludzie również
            umierają(odpukać trzy razy)i co wtedy???
            a skarpetki -no cóż dlaczego to tylko my mamy się poświecać.to jak przyjdę z
            pracy i szybko w domu bo trzeba wszystko zrobić ,a szanowny M to już nic.to
            niech lepiej od razu spada na drzewo-przynajmniej będę wiedziała na czym stoję.
            cóż wysiłek i poswięcenie raczej powinno wychodzić z dwóch stron
            niestety niektórzy są tacy ,że jak niepracujemy to żle,jak idziemy do pracy-ło
            matko a jak ,a co???
            a pózniej nikt się nami nie przejmuje
            • mama.tosi Re: podobny problem 23.02.05, 11:52
              wiem, że to przenośniasmile
              ale myślę, że nie ma sensu z góry czekać na najgorsze. jasne, że możemy zostać
              same z różnych powodów. jasne, że nie będzie nam, wtedy lekko. ale jakos pewnie
              damy sobie radęsmile
              "a jutro pewnie bedzie lepiej"smile)))
              natomiast co do "partnerstwa przy skarpetkach" to oczywiście masz rację. to też
              była przenośnia, a raczej skrót. chodziło mi o to, że nie jesteśmy w stanie
              przewidziec i ubezpieczyć się na każdą sytuację...
              może za dużo mam optymizmu? możliwe. może się "przejadę"? może... ale tak wolę
              patrzeć na życie, chociaż pesymizm jest dużo łatwiejszy
              pozdrawiam
              :0))))
              kasia
      • agmar3 Re: podobny problem 23.02.05, 11:11
        A ja sobie nie radzę ostatnio. Praca, do tego synek zaczął chorować, siedzenie
        w domu, zaległości itp. Uwielbiam swoją pracę i denerwuję się zaległościami, bo
        nikt nie może mnie w niej zastąpić. Jak nie pracuję wydłuża się termin
        wykonania i tyle. Staram się pracować w nocy.
        Z drugiej strony bawimy się fajnie w domu.
        Nie mogę się czasem wyluzować, uwolnić od myśli o pracy. I wiem że to jest złe.
        Jak się wyluzować?
        Jak urośnie moje dziecko, to nie będę miała takich okazji do zabawy z nim.
        Idę budować miasto
        Pozdrawiam wszystkie mamy z dylematami
      • papamaja1 Re: podobny problem 23.02.05, 11:25
        Witajcie
        a ja wróciłam do pracy i po dwóch miesiącach byłam już z powrotem w domu-nie
        wytrzymałam.Teraz naprawdę zaczęłam doceniać to, że mogę siedzieć z dzieckiem,
        że mogę pracować, ale nie MUSZĘ. Z jakąś większą radością chodzę na spacerki,
        zajmuję się domem, plotkuję z sąsiadkami i wszystko z uśmiechem na ustach.
        Pogodziłam się już, że bycie mamą to bycie jednym wielkim wyrzutem sumienia-
        mała sama fajnie się bawi, ja czytam książkę,ale przecież mogłabym się pobawić
        z niąsmile)Twardo jednak siedzę w fotelu i próbuje czytać.
        Pamiętajcie, szczęśliwa mama to dobra mama

        Co do tego, że dziecko nie będzie szanować swojej niepracującej mamy to jakieś
        kompletne bzdury, zresztą sama złapałam się na myśleniu, że ten rok siedzenia w
        domu to jak całe życie, ale przecież jak się naprawdę chce( i ma ochotę) to
        wszystko można w swojej karierze nadrobić.
        Nikt nam nie każe siedzieć całe życie w domu
        Pozdrawiam
        • agnieszka-i-oskar Re: podobny problem 23.02.05, 13:13
          ja również wróciłam zaraz po macirzyńskim do pracy. Zrozumiała wówczas że
          siedzenie w domu nie jest dla mnie - działa na mnie depresyjnie. Nie wiem
          czemu. Po prostu muszę rano wstać wyszykować się i iść do pracy tak jak kiedyś
          do szkoły. Mały też zdecydowanie lepiej funkcjonuje w tym układzie. Rano jedzie
          do teściowej, tam jest jego kuzynka (7 lat)co prawda więcej się leją niż bawią
          ale i tak po weekendzie rzucają się sobie w ramiona. U babci ma więcej rozrywek
          niż u mnie w domu (zarówno dziadek jak i babcia nie pracują) jeżdżą latem na
          działkę, chodzą nad jezioro, spacery, huśtawki itp. Po południu jak go odbieram
          mały z przyjemnością bawi się swoimi zabawkami i buszuje po naszym ogrodzie.
          Chodzi o to że będąc cały dzień ze mną znudzi mu się już otoczenie a tak ma
          zapenioną jego zmianę. Ja wracając do domu jestem go bardzo stęskniona i
          naprawdę z przyjemnością poświęcam mu czas. Jest to dla obojga korzystny układ.
          Jeżeli czuję potrzebę dłuższego przebywania w domu biorę po prostu urlop - po 3
          tygodniach jak na skrzydłach wracam do pracy. Po prostu zrozumiałam po
          urodzeniu syna że ja nie nadaję się na siedzenie w domu, szkoda mi tych lat
          nauki i mojej wiedzy, z której nie robiłabym użytku. Z drugiej strony pamiętam
          jak kiedyś w domu zagoniona sprzątaniem marudziłam że człowiek całą młodość
          nakierował na naukę a teraz nawet grochówki nie umiem ugotować. Ale może
          człowiek jest tak zaprogramowany że musi pracować, nie wiem.
          Zgadzam się w 100 % z papamają że bycie mamą to bycie jednym wielkim wyrzutem
          sumienia.
          Argument że w razie śmierci tej drugiej osoby (tfu tfu)lub też rozejścia się
          nie poradzę sobie bez pracy jest też ważny. Samo życie nigdy nie wiemy co
          będzie jutro.
          I jeszcze jedno, ciężko byłoby mi żyć ze świadomością że korzystam z pieniędzy
          męża, może w kłótni wygarnął by mi że są jego, że on je zarobił.
          Pamiętam też jak bardzo chciałam żeby moja mama była w domu i nie pracowała.
          Moim zdaniem powinnaś się kierować tym czego ty pragniesz, co wolisz tak
          naprawdę pracować czy być w domu pomijając wszystkie inne aspekty. Po prostu z
          czym będziesz się lepiej czuła.
    • sm30 Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 12:17
      Moim zdaniem bardziej na to czy dzu=ieci będą cię szanować czy nie, ma nie
      praca zawodowa czypozostanie w domu, ale to jak twój mąż bedzie do ciebie
      odnosił się, zwłaszcza wtedy gdy wybierzesz opcję domową. Zwłaszcza po latach,
      gdy zapomni, że było to wygodniejsze dla rodziny lub wręcz, że nie było innego
      wyjścia i ty (mimo wszystko użyję tego słowa ) poświęciłaś się dla wszystkich,
      dla niego też. Zwłaszcza gdy po latach stopniowo, przestaniesz być już tak w
      domu niezbędna, nie będziesz miała do czego wracać a rozpoczęcie tzw. kariery
      będzie o niebo trudniejsze niż w chwili obecnej. Zwłaszcza gdy uzależnisz się
      od męża finansowo, gdy na rynku pracy nie będziesz wiele znaczyć a mąż bedzie
      już wysoko, wysoko.... więc jeśli przez wszystkie lata twojej pracy w domu mąż
      będzie cię szanował za to co robisz dla rodziny, będzie wymagał od dzieci
      respektu dla ciebie i twojej domowej pracy to dzieci napewno będą ci wdzięczne
      i z ciebie dumne. Jeżeli będzie odwrotnie ( a jak będzie to da się wyczuć już
      teraz ) to dzieci mimo miłości do ciebie, będą uważały, że "siedzisz" w domu,
      bo chcemy czy nie dzieci przejmują punkt widzenia rodziców.
      5-cio letni sąsiad, na pytanie kto mu kupił taki piękny rower
      odpowiedział, że tatuś ( wiem, że mamusia zajmuje się domem ). Na to ja : chyba
      Rodzice razem ci go kupili. Pięciolatek: nie, tatuś, mamusia nie pracuje.
      • lajlah Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 12:35
        Dziewczyny macie trochę racji w tym, że społeczeństwo postrzega kobietę
        niepracującą jako dziwoląga. Przykład; kilka dni temu bylam zapisać syna do
        zerówki, pani pyta o zawód i miejsce pracy taty i mamy. Odpowiadam jaki mam
        zawód i mówię, że nie pracuję. Pani pyta: bezrobotna? odpowiadam: nie, nie
        szukam pracy, po prostu nie pracuję zawodowo, wychowuję dziecko i prowadzę dom.
        Tak samo niektóre moje ciotki, nie potrafią tego zrozumieć i pytają kiedy mam
        zamiar iść do pracy. Wtedy mój mąż stanowczo informuje, że wtedy kiedy będę
        miała na to ochotę.
    • mbkow Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 12:37
      wybralam powrot do pracy ze wzgledu na rozne 'zalety' - bardzo blisko, na pol
      etatu (to jest skarb, nie praca smile, synkiem zajmie sie moja mama, utrzymam
      ciaglosc i ta posade, bo wiadomo, jak jest, ze sie oderwe, ze cos zarobie i
      najsmutniejsze, ze nie beda glupio gadac "nic nie robisz?"... ale towarzysza mi
      te same odczucia. ze praca na pol etetu to mit i skonczy sie na zarywaniu nocy,
      ze bede ja przynosila 'w glowie' do domu, ze ta praca nie jest szczytem marzen,
      ze pomoc mamy bedzie dla niej zbyt meczaca, ze jestem tchorezm, bo wcale nie
      chce tego, a nie umiem odmowic... juz raz sporbowalam i po 3 miesiacach
      zrezygnowalam.
      boje sie tez tej szamotaniny. ze wzgledu na dziecko (cierpliwosc w zaniku), ze
      wzgledu na meza (wieczorne zmeczenie), i ze wzgledu na siebie (wieczne
      poddenerwowanie).
      tak czy inaczej powtarzam sobie, ze sprobuje popracowac, moze tym razem sie
      ulozy. jezeli nie, zrezygnuje. jezeli strace prace, trudno. zrobimy szybko
      drugie dziecko wink cos wymysle. zycie sie roznie uklada, nie chce sie martwic na
      zapas.
      maz docenia moja role. uwaza, ze to odwazniejsze zostac w domu, niz wrocic do
      pracy. bo fakt, ryzykuje sie prace i wystawia na niepewne jutro oraz obiegowa
      opinie "ona nic nie robi".
      u Ciebie sprawa jest bardziej zlozona, masz dwojke, maz zajety, praca na wiecej
      niz pol etatu gwarantowana...
      • dapop Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 13:43
        Jestem kurą domową z wieloletnim stażem i uważam że nie ma co sie ogladać na to
        co inni powiedzą, rób to co Ci bardziej odpowiada. Właściwie to zostałam kurą z
        powodu renty ale jednak siedzę w domu. Gdy moje córki były jeszcze małe miałam
        oczywiscie wiecej zajęć ale kiedy podrosły to intensywniej zaczęłam szukać
        sobie nowych zajęć. Juz od ponad 20 lat maluje więc jak tylko mam ochote to sie
        tym zajmuję i czasami troche pieniązków wpadnie. Ważne abys miała jakąś pasję,
        która cierpliwie rozwijana może za jakiś czas przynieść ci wymierne korzyści.
        Mozna przeciez w domu robić tak wiele rzeczy: malować, haftować, robic ozdobne
        doniczki, pleść koszyki i wiele wiele innych smile
        Siedząc w domu nie musisz być zaniedbana, to nie prawda że kura domowa siedzi w
        dresie przed telewizorem i opycha sie pączkami! Ja nie mam na to czasu bo nie
        tylko maluję ale prowadzę tez dwa serwisy internetowe i jeden z nich jest
        właśnie skierowany do strażniczek domowego ogniska smile
        Głowa do góry, rób to co sprawi Ci przyjemność i nie obawiaj sie że nie beda
        Cię szanować.
    • flurcia Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 14:32
      Przecież będąc kurą domową jesteśmy najlepszymi menadżerami,
      logistykami, specjalistami w dziedzinie finansów i planowania strategicznego.
      Codziennie stawiamy czoła konfliktom między naszymi dziećmi, działamy jak
      balsamy na naszych zestresowanych mężów i nie-mężów, planujemy wydatki,
      rządzimy naszymi mini-państwami... Czy jakiś facet podjąłby się tego na dłuższą
      metę?

      To nie są moje słowa. Przeczytałam to gdzieś na forum i tak mi się spodobałao, że sobie zapisałam. Wpełni zgadzam się z tymoi słowami. I często my same źle się wyrażamy o sobie, bo na pytanie co robisz wiele z nas odpowiada : nic siedzę z dzieckiem w domu. Jak tak można! Daziewczyny nie mówcie tak. To co robimy będąc w domu z dzieckiem to tez jejst rodzaj pracy. Pracy co pradwa, któa nie wprzynosi może na razie wymiernych korzyści, ale zaprocentuje w przyszłosci a może juz procentuje.
      Ja jestem na rlopie wychowawczym i jestem z tego zadowolona. Może nie jest lekko, trzeba trochę zacisnąć finasowo pasa, ale cieszę się, ze jestem z Olą w domu. Nie potepiam jedank mam, które wracają do pracy. Widocznie tego potrzebują albo musza. Nie osądzam innych kobiet. Ja wybrałam taką drode razem z mężem i na razie jest ok. Pewnie, że martwię sie co będzie potem, czy mnie nie zwolnią jak wrócę. Ale tego nigdy człowiek nie jest pewien. Takie czasy.
    • wieczna-gosia Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 21:02
      Dzieci zazwyczaj w pewnym momencie zycia neguja wybory swych rodzicow. Moja mama
      sie realizowala naukowo i karierowo, a ja robilam jej awantury ze nie bywa w
      domu, potrafilam wyszydzic fakt ze nie wie nawet ze te buty sa moje, a przeciez
      kupilam je az dwa dni temu, czy nie pamieta imion moich kolezanek.
      Moje stare dzieci mialy dwa takie momenty:
      pierwszy byl w okolicach 2-3 klasy. Dzieci wtedy mialy mi za zle ze mam 27 lat a
      nie 35 jak wiekszosc rodzicow, ze nie pracuje jak wiekszosc rodzicow, ze one
      chodza na zajecia dodatkowe a nie jak wiekszosc dzieci siedza w pustym domu
      grajac na kompie itd.
      Druga faza zaczela sie niedawno i ucichla jak ucieta nozem bo wlasnie zaczelam
      pracowac wink) i juz sie zaczynaja niesmiale glosy ze w domu burdello bo mama nie
      ma czasu i szydercze smieszki.

      No wiec po pierwsze moj maz zawsze bardzo podkreslal fakt ze ja pracuje, czesto
      mowil ze musze odpoczac, w zyciu nei zrobil mi sceny ze ja siedze w domu a obiad
      niezrobiony, bo wychodzil z zalozenia ze mialam cos wazniejszego do zrobienia
      niz jedzonko.
      Po drugie- mi na nic czasu nie starcza. Moja praca obecna wynika bezposrednio z
      tego ze zawsze mialam pare pomyslow na zycie, nie wiem ile czas przynoszenia do
      domu pieniedzy potrwa, ale poki trwa jest git, jak sie skonczy tez bedzie OK,
      nie bede sie nudzic.

      Uwazam, ze kazda prace, wlacznie z ta domowa mozna wykonywac niekreatywnie.
      Mozna byc znudzona sprzedawczynia, cofajaca sie umyslowo ksiegowa, zaropila z
      nudow kura domowa, sztampowym copy writerem, beznadziejnym wykladowca
      uniwersyteckim o horyzontach krolika itd. Albo tez kazdy z tych zawodow mozna
      lubic, kochac, i sie w nim rozwijac.

      Jakbym sie przejmowala co moje dziecko w przyplywie nadszczerosci mi mowi, to
      bym seppuku popelnila, ja z tego co pamietam tez mojej mamusi po garach
      potrafilam przywalic.
      • jemma Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 23.02.05, 21:47
        Nie robić niczego wbrew sobie-to wazne.Ja jestem kurą domową-
        szczęśliwą,spełnioną,zadowoloną kurą.Mam córkę,która chodzi do drugiej klasy i
        córkę 5-letnia przedszkolaka od września.Mam zawsze czas dla dzieci,nie muszę
        nikogo prosić ani nikogo zatrudniać do opieki nad nimi.Nigdy nawet nie
        pomyślałam,że dziewczynki mogą mnie nie szanować,bo nie pracuję zawodowo.Nie
        dawno była u nas koleżanka mojej starszej córy i tak przez przypadek
        usłyszałam ich rozmowę,córka strasznie zapracowanych rodziców powiedziała coś
        takiego"Ty to masz fajnie,twoja mama zawsze po Ciebie przyjeżdza do szkoły,i
        jecie razem obiad i nie jest zmęczona..."A ludzie?nie powiem,czasami ich
        reakcje są różne,ale najważniejsze,że nie robię tego wbrew sobie,widzę w tym
        sens.Zresztą nie jest tak,że tylko dzieci i nic wiecej.A tak wogóle to uważam
        się za szczęściarę,że mogę sobie pozwolić no bycie kurą domową zwłaszcza wtedy
        gdy dzieci były małe.Znam wiele dziewczyn,które bardzo chciałyby być ze swoimi
        dziećmi w domu,a nie bywać i dawac je jakiejś obcej babie-ale niestety nie moga
        sobie na to pozwolić.
    • ivia Re: Do "kur domowych" i nie tylko - oj, długaśne 24.02.05, 09:13
      Wszystko zależy od tego, w jakiej roli TY się widzisz. Jeśli będziesz spełniona
      dbając o dom to świetnie, jeśli czujesz, że wolisz wrócić do pracy to też
      dobrze. A nawet jak podejmiesz decyzję o zajmowaniu się domem, to wcale nie
      znaczy, że będzisz zaniedbana, brzydka i rozczochrana.
      Ja osobiście chyba mam zadatki na "kurę domową" tylko możliwości mi brak, ale
      kiedyś, jak mój mąż będzie zarabiał nieprzyzwoicie dużo pieniędzy, to ja się
      zajmę domem i dziećmi.
      Ivia
    • ula_max a my kobiety pracujące... 24.02.05, 12:27
      A my kobiety pracujące oprócz tego że w domu tak jak kury domowe: „jesteśmy
      najlepszymi menadżerami, logistykami, specjalistami w dziedzinie finansów i
      planowania strategicznego. Codziennie stawiamy czoła konfliktom między naszymi
      dziećmi, działamy jak balsamy na naszych zestresowanych mężów i nie-mężów,
      planujemy wydatki, rządzimy naszymi mini-państwami „ to jeszcze robimy to samo
      w pracy.
      Po prostu co kto lubi. I czego oczekuje od życia. Nikt tu nie jest lepszy ani
      gorszy. Zawód kura domowa nie jest zawodem prestiżowym. Nie jest w ogóle
      zawodem. Dla mnie to powołanie, którego nie mam. Doczekałyśmy się czasów, gdy
      siedzenie w domu i bycie kurą domową jest niejako luksusem: „ja nie muszę
      pracować”. Ale luksusem tylko i wyłącznie w rozumieniu materialnym. Ja też nie
      musze pracować, mając na uwadze finanse, ale pracuję bo luksusem dla mnie jest
      osiągnięcie wysokiej pozycji materialnej i umysłowej dzięki wyłącznie swojej
      pracy i umiejętnościom. Prowadząc dom skazana byłabym na sukces męża, a to nie
      jest i nigdy nie będzie moją ambicją. Pozdrawiam gorąco wszystkie pracujące i
      niepracujące mamy
      • dapop Re: a my kobiety pracujące... 24.02.05, 16:12
        >pracuję bo luksusem dla mnie jest
        > osiągnięcie wysokiej pozycji materialnej i umysłowej

        hmm, czy to znaczy, że kury domowe mają niska pozycję umysłową?
        • ula_max Re: a my kobiety pracujące... 25.02.05, 06:56
          to znaczy że nie zrozumiałaś sensu mojej wypowiedzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka