dna2
15.03.05, 20:56
dlaczego pytam? otoz, zaczne od opisu:moja dobra kolezanka ma synka ktory we
wrzesniu poszedl pierwszy raz do szkoly, dziecko grzeczne , ulozone, nie
sprawiajace klopotow wychowawczych , uczy sie dobrze ale... jej dziecko jest
wiecznie w szkole maltretowane przez kolegow lobuzow, oczywiscie nie przez
wszystkich i nie tylko on, po prostu w klasie sa dzieci takie jak on i dzieci
ktore sa strasznie agresywne[ z domow niekoniecznie patologicznych] i az sie
trzesa aby komus przylac, po rozmowie z nauczycielka, znajoma dowiedziala
sie, ze nie ma ona wplywu na zachowanie uczniow gdyz po zwroceniu uwagi co
poniektorym rodzicom zostala zrugana i zmieszana z blotem, ze smiala
glosniejszym tonem zwrocic sie do ich dziecka i ze od wychowywania to sa oni
a nie nauczycielka.Tylko gdzie to wychowanie? czy polega ono na tym by
dziecko w szkole wszystkich obijalo bo czuje sie bezkarne?? sama mam corke
ktora niedlugo pojdzie do szkoly staram sie wychowywac ja z zasadami co dobre
a co zle z poszanowaniem dla innych ludzi a w tym rowiesnikow, natomiast moj
maz buntuje sie twierdzac, ze zle ja wychowuje, ze powinna byc w przyszlosci
[moze to smiesznie zabrzmi] hetera ktora rozpycha sie lokciami by osiagnac
cel i ktora nie da sobie narobic na glowe.Teraz nasuwa mi sie pytanie kto z
nas ma racje? czy dziecko dobrze wychowane, z dobrego spokojnego domu jest z
gory skazane na poniewierke lub wykolejenie w konfrontacji z dziecmi z
domow.. [umowmy sie-rozych, z nizin tez ]i czy jedynym wyjsciem jest
wychowywac dziecko ktore kopie w j... i idzie na przod? jak wy kochani rodzice
[matki] to widzicie? jak wychowujecie swoje dzieci?