natiz
17.03.05, 10:24
Mnie praktycznie na nic...
- nie mam czasu się wyspać, bo dzieci się budzą na zmianę w nocy
- nie mam czasu na przygotowanie obiadu (robi go nam babcia albo kupujemy)
- nie mam czasu o siebie zadbać (włosy, cera, paznokcie - makabra!)
- nie mam czasu na własne przyjemności (zakupy, lektura, plotki z koleżankami)
- mąż mówi, że nie mam czasu dla niego (hmm, szczególnie wieczorem)
- nie mam czasu na sprzątanie (chęci też nie, bo jak posprzątam na błysk w
jeden dzień to na drugi jest sajgon od nowa)
Żyję jak nakręcona, ciągle się gdzieś spieszę. Rano trzeba wstać szybko (po
nieprzespanej nocy), ubrać i nakarmić dzieci, zawieźć - jedno do przedszkola
drugie do babci, w pracy - na wysokich obrotach, po pracy szybko odebrać
dzieci, szybko zjeść obiad (dzięki Ci , Mamo!!!) i szybko do domu (po drodze
załatwianie bieżących spraw), w domu szybko wykąpać dzieci, nakarmić, ułożyć
do spania - co nie jest takie proste.Czas wolny - godz.20.00, ale jestem tak
padnięta, że kładę się spać (i tu pojawiają się pretensje od pana męża...)Aha
w międzyczasie jeszcze szkolenia (również w soboty, kolacje i wyjazdy
służbowe). Mam co raz podlejszy humor (jakieś przesilenie wiosenne czy co?),
zaczęłam przyjmować preparat magnezowy, bo wykończyłabym niedługo rodzinkę.
Rozpaczliwie brakuje mi czasu dla siebie!!!!Nawet do toalety dzieciaki właża
za mną!!!Jak Wy gospodarujecie swoim czasem? Może ja jestem jakiś rozmemłany
flegmatyk? Mam chęć uciec na bezludną wyspę, wysiąść z tego rozpędzonego
pociągu i uciec tam gdzie nikt nie będzie się ciągle o coś mnie pytał, czegoś
ode mnie chciał... (tak na tydzień, bo później umarłabym z tęsknoty za nimi,
hehehe)