Dodaj do ulubionych

Adoptować czy nie?

19.03.05, 13:52
Bardzo trudna decyzja, najbardziej rozumiem rozterki Zbyszka. Ostatnio dużo
się pisze odkryciach genetyki i w sumie okazuje się, że te geny tak silnie
nas kształtują że nie ma przed nimi ucieczki. Nawet wychowywanie w jednakowy
sposób dzieci własnych i cudzych nie zawsze sprawia, by zły bagaż nie
przeważył. Jest to duże ryzyko. Sama znam ok. 7 osób adoptowanych. Tylko w
jednym przypadku dziecko nie okazało się patologią. Alkoholizm, narkotyki,
przemoc i konflikt z prawem to patologie, które można odziedziczyć,
oczywiście NIE ZAWSZE, jest po prostu ryzyko. Myślę, że gdyby go nie było,
więcej osób decydowałoby się na adopcję. Ciekawa jestem kto zna osoby
adoptowane i może coś bardziej optymistycznego w tej sprawie napisać?
Oczywiście chodzi mi o sieroty społeczne a nie naturalne! Istnieją jeszcze
inne sposoby, np. zastępcza matka, zapłodnienie in vitro lub poszukiwanie
sieroty naturalnej, albo próbujcie dalej, macie jeszcze czas! Jak zacznie się
kończyć to możecie myśleć o adopcji! Poadrawiam!
Obserwuj wątek
    • eborejszo Re: Adoptować czy nie? 27.03.05, 10:51
      Jestem mamą 3 dzieci, a także lekarzem weterynarii.Nie wierzę,aby noworodek
      dziedziczył skłonność do zła - on w genach ma zapisane tylko takie cechy
      charakteru jak pobudliwość, extra/introwersja, odwaga itd. Może być więc
      łatwiejsze lub trudniejsze do wychowania. Oczywiście w przypadku adopcji jest
      większe ryzyko, że dwoje spokojnych, introwertycznych rodziców otrzyma
      pobudliwe, b.żywe extrawertyczne dziecko i wtedy nie będzie łatwo, choć może
      się okazać że dzięki niemu odkryją zupełnie inny,fascynujący świat. Jestem
      przekonana, że ludzie czynią zło w wyniku krzywd, jakich sami doznali, stąd
      pewne ryzyko związane z trudną przeszłością adoptowanego dziecka, także tą
      prenatalną, lecz sądzę, że miłość potrafi te przeszkody przezwyciężyć.
      Dużym problemem może być niechęć jednego z rodziców do adopcji - jeśli Zbyszek
      nie pokocha tego dziecka całym sercem, ono pewnie odczuje to w dwójnasób,
      wiedząc ,że nie jest jego naturalnym potomkiem.Ja sama, nie mogąc mieć dzieci
      napewno b.pragnęłabym je adoptować, ale chyba miałabym podobne kłopoty jak
      Ania.
      Moi przyjaciele mają córeczkę, którą adoptowali w wieku 1r., jest ona cudowną
      dziewczynką, b. opiekuńczą w stosunku do mlodszych dzieci, chodzi do 3 klasy
      szk. podst.
      ewa
    • hawan Re: Adoptować czy nie? 27.03.05, 11:15
      Mameja na edziecku znajduje sie forum poswiecone adopcji
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=581 mysle, ze znajdziesz tam wiele mam,
      ktore beda potrafily odpowiedziec na kilka waznych pytan.

      Pozdrawiam
      • hawan Przepraszam! 27.03.05, 11:17
        Przepraszam, wczesniej nie zauwazylam, ze chodzi o komentarz do artykulu!
    • anma Re: Adoptować czy nie? 27.03.05, 15:57
      Na pytanie zadane w tytule nie odpowiem. Bo radzić w takich sprawach komuś się
      nie podejmuję. Ja moge wiedzieć co ja bym zrobiła ale mówić komuś co ma robić w
      takiej ważnej kwestii? Nie.
      Ale odniosę się trochę do argumentów przytoczonych przez mameja2. Ja równiez
      znam 5 osób adoptowanych, które są w tej chwili juz dorosłe. Cztery z nich
      zostały wychowane na wspaniałych ludzi, dwoje z nich skończyło studia, jedno
      jeszcze studiuje. Dwoje ma już swoje rodziny. No i znam tez jednego adoptowanego
      syna moich sąsiadów (na szczęście nie mieszkamy już tam), który jest przykładem
      kompletnej porażki wychowawczej: pije, ćpa, sprowadza jakieś nieciekawe
      towarzystwo, nie pracuje, nie uczy sie (wiekowo dobiega trzydziestki). No i co?
      Czy przeważyły geny? czy może jednak wychowanie nie przebiegało jak trzeba? Nie
      wiem. Ale znamienne jest to skąd wiem, ze ten człowiek został adoptowany. Otóz
      jego matka po jakiejś głośnej imprezie i pretensjach sąsiadów sama się w ten
      sposób usprawiedliwiała, że no on taki jest, że skaranie boskie, no ale on jest
      adoptowany. No jak mieli takie podejscie do niego całe życie to w sumie trudno
      sie dziwić, że chłopak uciekł w nałogi i tym podobne rzeczy. Ale może i
      rzeczywiście to geny, pojęcia nie mam. Natomiast znam i osobiście i z widzenia i
      z innych okolicznośći całą masę ludzi, którzy nie są adoptowani a przejawiaja
      rozmaite zachowania patologiczne. I co? Jak się jest biologicznym dzieckiem
      własnych rodziców to nie grożą narkotyki, alkoholizm, przemoc i konflikty z
      prawem? No chyba jednak to nie jest tak. Zawsze można ponieść porażke
      wychowawczą, zawsze można odniesć sukces. To nie tylko od genów zalezy. Taką
      mama nadzieję.
      Pozdrawiamsmile
    • sakada Re: Adoptować czy nie? 27.03.05, 16:48
      Jestem zdania, że w genach możemy posiadać pewne preferencje, skłonności.
      Jednak nie uważam, żeby to one decydowały o tym jakimi ludźmi jesteśmy.

      Pozdrawiam
    • mroufka a może środowisko? 29.03.05, 14:59
      Przykłady można by mnożyć. A co powiecie na taki przykład. Rodzeństwo, ona ma
      rodzinę, dzieci, męża dom psa i fajną pracę i jest szczęśliwa. On mimo że
      przekroczył 30 mieszka z rodzicami, mimo skonczonych studiow od 10! lat nie
      potrafi znaleźc pracy, czasem pije....
      Ona to ja smile
      A on to mój rodzony brat smile
      Im bardziej na to patrze, tym bardziej przychylam się do teorii, że dziecko jest
      kształtowane przez środowisko i równiesników (fajna książka "Geny czy wychowanie")
      a nie przez geny czy wychowanie rodziców.
      Trudno mi streszxzać, ale przytoczono masę badań z których wynika w sumie coś na
      zdrowy rozum naturalnego. Dzieci chowane w dobrych osiedlach, stykające się z
      kolegami z tych osiedli znacznie częściej wyrastały na tzw "porządnych ludzi"
      niż ich koledzy ze złych dzielnic.
      udało się to nawet sprawdzić na rozdzielonych bliźniakach którzy mieszkali w
      złych i dobrych dzielnicach kiedy zostali rozdzieleni po rozwodzie rodziców.
      Oczywiście to badania zachodnie. tam dosyc łatwo powiedieć czy dzielnica jest
      dobra czy zła. U nas to trudniejsze, wszystko jest przemieszane i w środku "złej
      dzielnicy" może stać "dobre osiedle".
      Ale generalnie sprowadza się to do wniosku "z kim przestajesz, takim się stajesz"
      I cóż, ja i mój brat to ci sami rodzice, mała różnica wieku. Jedyna wieksza
      róznica to taka,ze ja chodziłam do szkoły w lepszej dzielnicy i juz tam zostałam
      a kiedy sie przeprowadziliśmy brat poszedł do szkoły w tej "gorszej". I zgodnie
      z teorią - przystosował się do grupy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka