sezon grilowy rozpoczęty, wiosna, ogrodeczek i rozwowy do poznej nocy
i tak mniej wiecej po trzeciej butelce wina temat wypłynął bardzo trudny
mianowicie, co by było gdyby... zresztą same wiecie
no wiec gdybys nie miala swojego dziecka
ja na to gdybym nie miała swojego zyłabym zapewne pelnią zycia dla siebie i
meza, moze bym miala stado kocurów ktore uwielbiam, kupowałabym
oszalamiająco drogie perfumy bez wyrzutów sumienia, zapewne tez bylabym super
ciotką dla siostrzencow i bratankow - ktorych zreszta nie posiadam jeszcze
natomiast wydaje mi sie, ze nie odczuwałabym potrzeby wysiłków swoich i czasu
poswiecac przez lat około 20, zeby pielegnowac i wychowywac cudze dziecko,
chociaz wspieram akcje mające na celu pomoc dzieciom i podziwiam tych, ktorzy
to robią z potrzeby serca
nie czulabym takiego moralnego obowiązku
na co zostalam zakrzyczana - glosno bylo

, w wiekszosci przez dzietnych, ze
jestem egoistka, bo oni to by na pewno adoptowali, bo to bez roznicy, czyje
dziecko, a jak swojego nie masz, to powinnas dom dac temu co go nie ma
to tak w skrócie
czy jestem egoista bo ja bym nie, a oni altrusici to tak?
a wy?
czy naprawde wychowywanie dzieci, wszystko jedno czyich, to jedyna słuszna
droga i dobry pomysł na zycie?
mam dziecko, chcialabym wiecej
nie uwazam wszakze, ze gdybym go nie miala zycie moje byloby zle i suche
nie wiedząc czego nie mam, cieszylabym sie z tego co mam, a pewnie byłoby to
cos innego
a moze łatwo mi mówic, bo pojawiło sie ono zanim tak naprawde zaczelam w
ogóle o dzieciach myslec?