buba27
23.05.05, 09:30
zazwyczaj nie dzielę się tego typu problemami ale może mi pomożecie. Może
nawet tatusiowie się wypowiedzą. Od kiedy w naszym zyciu pojawiła się
córeczka mąż zaczął pracowac a ja poszłam na wychowawczy (wczeniej to ja
zarabiałam a on studiował). Zarabia miniumum żebyśmy mogli w trójkę żyć, a na
większe potrzeby czasem musimy pożyczyć. Ale ja nie mam do niego pretensji że
zarabia tyle ile zarabia, ani że nie mam na to czy tamto. Na to co trzeba nam
starcza. Babcia za to lubi nam czasem pomóc i kupuje małej obiadki, soczki,
czasem jakieś ubranko, ostatnio chciała piaskownicę. Mi to odpowiada bo
zawsze ta pomoc się przydaje ale mój mąż po każdym takim zakupie jest
wściekły. Ostatnio z niego wydusiłam o co chodzi. On czuje się sfrustrowany
tym że nie stac nas np. na piaskownicę (która nota bene jest nam zbędna) i że
czuje się źle jak babcia przynosi inne rzeczy. Poza tym w weekendy chodzimy
do jednych lub drugich rodziców na obiadki (mi to odpowiada bo mogę weekend
spędzić na przyjemnościach i z rodziną a nie stać przy garach) a mój mąż się
wścieka kiedy wreszcie zjemy niedzielny obiad sami u siebie. Dodam że na
codzień gotuję. Jeśli chodzi o wyjścia to nie wychodzimy nigdzie, spotkania
ze znajomymi bardzo rzadko (z dzieckiem nie możemy pozwolić sobie na szalone
nocne imprezy) a jak chcę go namówić na jakiś rodzinny piknik, spotkanie z
innymi rodzicami (ja poznałam dużo takich osób) to jego to nie interesuje.
Efekt jest taki że ja planuję co będę robić z dzieckiem a on albo z nami
idzie albo nie. Wskutek tego wszystkiego oddalamy się od siebie, nie mamy
wspólnych tematów, a jego złość na otaczający go świat (czytaj: głównie moja
rodzina) ja biorę do siebie osobiście bo on zazwyczaj milczy i nie chce
powiedzieć czemu jest wściekły.
Ja nie rozumiem jak można mieć frustrację dlatego że ktoś nam bezinteresownie
chce pomóc, ja się z tego cieszę, ale może męski punkt widzenia jest inny.
Powtarzam mu że nie mam do niego żalu o to czy o tamto, a pewne rzeczy sobie
poprostu tłumaczę i staram się do nich zdystansować ale on tak nie potrafi.
Czy tak musi być? czy też macie takie problemy? jak sobie z tym radzicie?