Dodaj do ulubionych

mąż = przyjaciel???

11.06.05, 11:45
No właśnie czy Wasi mężowie są waszymi przyjaciółmi? Traktują Was jak kumpele
którym można wszystko powiedzieć, zwierzyć się, wyżalić, pogadać.Może to
głupie pytanie, ja chciałabym aby mój mąż traktował mnie jak kumpla
(oczywiście nie jak kumpla-faceta)a on wcale mnie tak nie traktuje.wręcz
przeciwnie ukrywa pewne problemy,rzeczy które go dręczą przede mną.Ostatnio
zrozumiałam ze bycie żoną nie oznacza bycie przyjacielem.Zona sprząta,
gotuje, rodzi dzieci i nie musi o wszystkim wiedziec(kretynski stereotyp)i
dowiaduje się ostatnia.Czy to możliwe w ogule a jeżeli tak to co mam zrobić,
bo ja uwazam mego lubego za swego kumpla(których zawsze miałam jak na
lekarstwo),co myślicie
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • zona_mi Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 11:51
      Mój mąż jest moim najlepszym przyjacielem. O ile wiem, z wzajemnością smile
      Pozdrawiam
      Zona
      • duramgama Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 18:25
        Mój też! Nie zamieniłabym go na NIKOGO! Facet do wszystkiego! Do miłości,
        śmiechu, smutku. Tośmy się pochwaliły, Zona...
        • kalina_p Re: mąż = przyjaciel??? 12.06.05, 08:09
          ja sie do Was przyłączę...
          Mój tez przyjaciel - od wszystkiego. I tez z wzajemnościa. I chyba ak poinno
          byc, że każdy klopot, smutek czy jaąs sprawe omawia sie właśnie z najbliższa
          osobą - czyli żoną/mżem.

          A jesli tak się nie dzieje? Nie wiem...może się od siebie oddaliliscie?
    • maggs1 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 12:00
      My też jesteśmy przyjaciółmi. Jest jedyną osobą na świecie, której mogę o wszystkim powiedzieć. Mąż też mi się zwierza.
      • june26 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 12:09
        zazdroszczę Wam
    • sabina74 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 12:16
      No właśnie mój mąż jest moim najlepszym przyjacielem, o ile nie jedynym. Tylko
      on zna mnie najlepiej i tylko jemu mogę zawierzyć moje myśli, smutki i radości.
      Wiem, że szczerze będzie się cieszył z moich sukcesów i szczerze będzie się
      smucił, gdy będzie mi źle, gdy zrobię coś nie tak. Nigdy mnie nie wyśmieje. Tak
      samo jest odwrotnie. Jego sprawy są moimi sprawami. Nie wyobrażam sobie innej
      sytuacji, bo to właśnie z nim dzielę swe życie.
      Jest on wobec mnie tak szczery, że czasami zwracam mu uwagę, że o takich
      sprawach, to niech opowiada kumplowi, a nie mnie. Później sobie myślę, że po
      prostu ma do mnie pełne zaufanie i chyba dlatego tak wszystko mi mówi.
      • koala500 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 18:49
        Sabino to co napisałaś dotyczy również mojej sytuacji -chciałam relacje między
        mną a moim meżem opisać prawie dokładnie tymi samymi słowami.Mamy do siebie
        stuprocentowe zaufanie i wiemy, że zawsze możemy na sobie polegać. Tak jest od
        początku naszego małżeństwa. Przed ślubem krótko się znaliśmy, bo tylko niecałe
        8 miesięcy, niektórzy się dziwili, że biorę ślub z kimś kogo tak krótko znam,
        ale ja nigdy nawet przez chwilę nie żałowałam. Mój mąż jest kochanym mężem i w
        ogóle bardzo dobrym człowiekiem.
    • kaylaga Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 12:25
      Cóż, mój mąż natomiast powiedział mi, że nigdy nie znajdę w nim przyjaciółki,
      takiej jak w mojej kumpeli. On jest mężem i tyle! Ja mówię mu prawie wszystko,
      ale nie wszystko, bo wiem, że to co mogę powiedzieć kumpeli, jego może np. zranić.
    • june26 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 12:41
      mój mąż nie traktuje mnie jak kumpla, pewnie z racji cech mojego charakteru
      (nwet mi to powiedział)recepta jest prosta pracować nad zmianą swojego
      zachowania i facet moze mi zaufa na tyle ze cos mi tam opowie,chciałabym aby
      było tak jak pisze sabina,moze mi sie uda.narazie jestem tym coraz bardiej
      rozbita.
      • misia695 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 13:26
        mój nie jest,zazdroszczę przedmówczyniom.
        ukrywa problemy,ja zwierzam się przyjaciółkom,czasami próbowałam,ale byłam
        wyśmiewana.
        • june26 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 13:31
          prze męża?mój tez ukrywa swoje problemy, nie reaguje jak próbuje cos wyciągniąć
          z niego - tylko sie ponizam, ja mysle ze oni by chceli gadac ale z kims innym-
          tzn z inną kobietą, o odmiennym charakterze niz my.
    • agatris Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 13:45
      mój jest moim najlepszym przyjacielem, nikomu tak nie ufam jak jemusmile)
      rozmawiamy o wszystkim, rozumie mnie i zna jak nikt inny
      fajny z niego facetsmile))
      i kochany...
      pozdr
    • margarettka Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 14:35
      Dolaczam do klubu zaprzyjaznionych z mezami...swoimi oczywiscie smile Moj jest nim
      jak najbardziej i bardzo sobie to cenie.
      • morgen_stern Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 14:55
        Mój mąż in spe (mam nadzieję) też jest moim najlepszym przyjacielem - i vice
        versa. Kiedy mu to kiedyś powiedziałam, to aż się wzruszył...
        Ale faktem jest, że o typowo babskich sprawach (menstruacja, ciuchy, kosmetyki
        i takie tam, same wiecie) to mogę pogadać tylko z przyjaciółką, on, jak to
        facet, brzydzi się takimi tematami smile)
        Ale o najważniejszych sprawach "zyciowych" - tylko z nim.
        • iizaa Re: mąż = przyjaciel??? jak to zrobić???????? 11.06.05, 15:03
          Chetnie bym się dowiedziała jakim sposobem uzyskałeyście tak cudne stosunki. Od
          czego to zależy? Czy możnazrobić coś, by pomóc mężczyźnie zaufać nam kobietom w
          pełnismile)
          Podzielcie się sposobem na sukcessmile))
          • june26 Re: mąż = przyjaciel??? jak to zrobić???????? 11.06.05, 15:08
            dołączam sie do tego
            • ala67 Re: mąż = przyjaciel??? jak to zrobić???????? 11.06.05, 17:49
              Mój jest przyjacielem - największym, jakiego kiedykolwiek miałam. Gadamy ze
              sobą godzinami, spieramy się - często mamy różne zdania. Bywało, że nas świt
              zastawał...Myślę, że mówimy sobie o wszystkim, co ważne. Jest chyba jedynym
              człowiekiem na świecie, którego nie potrafiłabym okłamać. I nie chciałabym, bo
              na jego zaufaniu za bardzo mi zależy.
              A ja mu ufam tak bardzo, że to aż niebezpieczne. Bo gdyby on mnie zawiódł, to
              koniec, świat mi się wali. Nikomu bym już chyba nie uwierzyła.
              A jak to uzyskać? U nas od początku tak było, równocześnie się w sobie
              zakochaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Myślę, że jedyne, co można zrobić, to być
              gotowym do rozmowy, nie zawodzić i być lojalnym.
              Reszta zależy od gotowości tej drugiej osoby do nawiązania takiej relacji.
              Powiem tyle - przed mężem chodziłam rok z chłopakiem. I nie był moim
              przyjacielem, nie stałby się nim nawet, gdybyśmy się pobrali- a mało brakowało.
              O, z nim miałam takie relacje, jak autorka wątku ze swoim mężem, i pewno
              identycznie pod tym względem wyglądałoby moje małżeństwo. Ja miałam w sobie tę
              gotowość, on niestety nie...
              A właściwie na szczęście nie...smile
              • juska2 Re: mąż = przyjaciel??? jak to zrobić???????? 11.06.05, 17:58
                Podpisuję się pod tym co napisała ala67 wszystkimi rękami i nogami. U nas też
                równocześnie pojawiła się przyjaźń i miłość , a może przyjaźń była trochę
                wcześniej? I zawsze na pierwszym miejscu stoi szczerość i zaufanie i rozmawiać,
                rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Pozdrawiam.J
    • ekan13 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 17:58
      Mój od początku był moim przyjacielem, jeszcze przed ślubem. Nikt nie zna mnie
      tak dobrze jak on. Nie mamy przed sobą żadnych tajemnic i nie ma właściwie
      takiej rzeczy, o której nie mogłabym mu powiedzieć. Poprostu bratnia dusza.
    • sabina74 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 18:21
      Ja myślę, że w dużej mierze zależy to od charakteru danych osób. Mój mąż jest
      wyjątkowo otwartym człowiekiem, ja zresztą też. U nas przyjaźń rozwijała się
      równolegle z miłością, a była to miłość "od pierwszego wejrzenia". Po prostu od
      razu przypadliśmy sobie do gustu. Nawet duża odległość w narzeczeństwie przez
      około 4 lata nie zepsuła tej miłości i przyjaźni, a obecnie jesteśmy już 3 lata
      po ślubie. Mój mąż jest najlepszym doradcą w każdej dziedzinie. Nawet był razem
      ze mną w salonie sukien ślubnych i pomagał mi ją wybrać. Tylko jemu ufam tak,
      że wiem, że daradzi mi jak najlepiej i najszczerzej.
      • fioolka Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 18:57
        A ja mysle ze przyjazn w małzenstwie wystepuje bardzo zadko , nie twierdze ze
        jest niemozliwa ale niestety sporadyczna.Wynika to z tego ze oboje z partnerem
        wchodzimy w nieco inną role,bedąc małzenstwem oczekujemy od siebie konkretnych
        postaw , pojawiają sie oczekiwania, wymagania.Są rzeczy ktorych nie możemy nie
        powinnismy robic bedac zoną /mezem i za zadne skarby swiata nie przyznamy sie
        do tych czynów partnerowi.I choc zyciowy partner powinien byc najblizszą nam
        osobą paradoksalnie nie jemu mowimy o wszystkim, czasami by go nie zranic , nie
        zawiesc oczekiwan itd itd Obawiam sie ze Te z Was ktore pisza o głebokiej
        przyjazni z mezem ulegają lekkim złudzeniom tak naprawde nie mozecie miec 100%
        pewnosci czy on jest dokonca szczery,pozostaje tylko w to wierzyc zazwyczaj
        złudzenia tryskają w momencie gdy odkrywamy przypadkiem jakas drobna czy
        wieksza nieszczerosc.
    • miuriel2 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 19:07
      a jakzezby inaczej, dobry maz to m.in. przyjaciel
    • gagunia Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 19:25
      maz jest moim najlepszym przyjacielem i wzajemnie. czesto nawet zwraca sie do
      mnie: przyjaciolko. nie wyobrazam sobie inaczej.
    • june26 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 20:09
      po przeczytaniu waszych postów wiem ze muszę dążyc do tego aby mój mąż był moim
      przyjacielem.my tez znaliśmy się 8 m-cy przed ślubem i nie zawsze było jak jest
      teraz, dużo gadaliśmy o wszystkim, ta bariera powstała później,może przeze
      mnie, ja stałam się po prostu zrzędą a mąż zamykał się w sobie coraz
      bardziej.najpierw jest przyjaźn później miłość bez tego wszystko jest bez sensu.
      pozdrawiam
      • gagunia Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 20:45
        chyba masz racje. my bylismy z soba 6 lat przed slubem. gdybysmy sie nie
        przyjaznili, to pewnie do slubu by nie doszlo smile
        mysle, ze powinnas pozwolic mu sie otworzyc. mniej gderac, zacisnac zeby i dac
        mu szanse sie wygadac. w zwiazku najwazniejsze jest wspracie w trudnych
        chwilach i do tego musicie dazyc. powodzenia.
        • june26 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 22:02
          dzięki za pomoc, rozmawialiśmy teraz o tym i moze cos z tego bedzie
          pozdrowionka
    • adsa_21 nie.. 11.06.05, 22:08
      ja nie traktuje meza w charakterze przyjaciela..maz to maz. Z klopotow i
      rodosci zwierzam sie przyjaciolkom i mamie.
    • pieczareczka Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 22:33
      no tak - przyjacielem jest na pewno, ale to nie znaczy wcale zaufania na 100% i
      zwierzania sie ze wszystkich mysli; to wlasciwie jedna z niewielu osob, ktora
      na pewno ucieszy sie z moich sukcesow i bedzie razem martwic porazka; ale wcale
      nie na wszystkie tematy rozmawiamy, bo niektore wcale go nie interesuja; a
      niektore ja zachowuje wylacznie dla siebie; w sumie duzo zalezy od charakteru
      czlowieka - zwlaszcza mezczyzny smile bo oni bywaja zwykle mniej rozmowni niz baby;
      jesli wiec u Ciebie keidys ta przyjazn byla to pewnie da sie ja odzykac; jesli
      maz nigdy Ci sie nie zwierzal to moze jest czlowiekiem, ktory nie czuje takiej
      potrzeby ?
      w kazdym razie na pewno wazne jest by umiec sluchac, bo tylko wtedy ten ktos
      bedzie chcial o sobie opowiedziec
      pozdrawiam
      pieczareczka
    • agacz2905 Re: mąż = przyjaciel??? 11.06.05, 23:37
      Mąż zdecydowanie jest moim przyjacielem. Nie treaktuje mnie co prawda jak
      kumpla do poklepywanie po plecach, żeby było śmiesznie, szanuje mnie jako
      kobietę i tego stara się nauczyć nasze (małe jeszcze) dzieci. Ale o
      najważniejszych i ważnych rzeczach zawsze sobie mówimy. To świetnie, że oprócz
      kredytu mieszkaniowego, dzieci, miłości i seksu łączy nas jeszcze przyjaźń i
      umiejętność rozmawiania ze sobą. jesteśmy już po ślubie 6 lat i wiemy, jak
      łatwo można to zaprzepaścić (kryzys już był). Tym bardziej doceniamy
      umiejętność komunikowania się, przyjaznych zwierzeń i atmosfery wzajemnej
      aprobaty.
    • vesnavenlo Re: mąż = przyjaciel??? 12.06.05, 10:48
      Skłoniłas mnie do zastanowienia, jak to jest z nami, ze mna i moim mężem - my
      przyjaciółmi zaczęlismy być najpierw, nasza miłość, pożądanie, małżeństwo,
      dziecko, codzienność - wszystko to pojawiło się później, wtedy kiedy przyjaźń
      była już tak szczera i głęboka, że zdaliśmy sobie sprawę, że nie chcielibyśmy
      już koło siebie innych partnerów, własciwie - można powiedzieć, ze miłość
      powstała z przyjaźni. Mąż jest starszy ode mnie 8 lat - posiada sprawny rozum i
      wydaję mi się, że potrafi kochac mądrze... Tak, na pewno jest moim
      przyjacielem, wiem, ze mogę mu powiedzieć o wszystkim, ale też, że nie muszę
      tego robic jeśli nie chcę. Myślę, że on tez ma swoje tajemnice i - choć po
      babsku pożera mnie ciekawość - po prostu muszę to uszanować. Jesli zacznę
      kaprysić i zrzędzić, mogę sprawić, że nie będzie miał ochoty na rozmowy ze mną -
      ponieważ sama też nie znosłabym zrzędzącego, niezadowolonego mężczyzny.
      Aby pozyskać w kimś przyjaciela tak trzeba być dla niego takim, jakiego
      chcielibyśmy mieć przyjaciela. A to strasznie trudne - choć na prawdę warto!
      • june26 Re: mąż = przyjaciel??? 12.06.05, 11:09
        "Jesli zacznę
        > kaprysić i zrzędzić, mogę sprawić, że nie będzie miał ochoty na rozmowy ze
        mną
        > -
        > ponieważ sama też nie znosłabym zrzędzącego"-świetnie powiedziane, musze
        przyznac ze na to nie wpadłam i w głównej mierze myslałam tylko o sobie a nie o
        uszanowaniu drugiej osoby(mąż nie cierpi jak zrzędzę)
        dzięki wielkie
    • ania.silenter Tak:))) 12.06.05, 11:00
      i mam nadzieję, że to się nie zmienismile.
      pozdrawiam
    • 18lipcowa Re: mąż = przyjaciel??? 12.06.05, 11:56
      Jak najbardziej jesteśmy kumplami. Razem się bawimy, imprezujemy, śmiejemy,
      wymieniamy uwagi, dyskutujemy, robimy sobie kawały i śmiejemy się z siebie
      nawzajem no i możemy na siebie liczyć w trudnych sytuacjach. To chyba to? Nawet
      mi pasuje że tego jest więcej niż czułości, przytulania, patrzenia w
      oczy...Przytulać się można z wieloma, a nawiązac dobrą nić porozumienia jest
      trudniej...
    • sebajna Re: mąż = przyjaciel??? 12.06.05, 19:15
      Z moim mezem rozumiemy sie doskonale. Jestesmy malzenstwem prawie 3 lata.
      Mielismy wzloty i upadki, ale te wzloty sa zawsze o wiele wyzsze niz upadki
      glebokie, wiec z biegiem czasu wzlatujemy coraz wyzej i wyzej. Jednak przyjazn
      nie pojawia sie tak po prostu, trzeba ja budowac. A kiedy juz jest, trzeba ja
      chronic i podtrzymywac. Slyszalam takie zdanie: dobre malzenstwa (przyjaznie)
      wymagaja czasu, a zle, jeszcze wiecej czasu. Nawet jesli u Ciebie cos sie teraz
      nie uklada, to jeszcze nic straconego!! Ja mam kilka zasad, ktore mysle,
      pomagaja w budowaniu mocnej wiezi.
      1. Kiedy cos jest nie tak, trzeba myslec kategoriami co JA moge zrobic zeby
      bylo lepiej, a nie w stylu: "to wszystko przez niego. Kiedy on byl moim
      przyjacielem?! W ogole to jakis taki beznadziejny sie zrobil..." i tak dalej,
      nakrecamy sie negatywnie, obwiniamy go, a nic i tak z tego nie wynika.
      2. NIGDY nie obgaduje meza, nie wyciagam jego slabosci przed kolezankami, nie
      wchodze w szczegoly trudnych sytuacji. No bo co z tego ze kumpela mnie
      wyslucha, pokiwa glowa, obgada swego meza, a i tak nic z tego nie wynika.
      Trzeba porozmawiac z NIM.
      3. Komunikacja to podstawa! Ale nie takie narzekanie, wygarnianie. Raczej
      zaatakowanie problemu RAZEM, a nie atakowanie siebie nawzajem.
      4. Szczerosc to nastepna podstawa! Mowimy sobie prawde. Jesli on robi cos
      dobrze, to mowie mu to. A jesli robi cos co mnie irytuje, to tez mu mowie,
      jednak kieruje sie zasada: "Mowcie sobie prawde W MILOSCI"(Apostol Pawel). W
      milosci, to znaczy nie zeby kogos ponizyc, ale zeby polepszyc ogolna sytuacje.
      Slyszalam kiedys taka wypowiedz: "Sama milosc, bez prawdy jest jak cieplo bez
      swiatla. Co z tego ze cieplo, skoro ciemno? A sama prawda bez milosci to jak
      latarka prosto w oczy. Co z tego ze swiatlo, ale jakie drazniace! Ale razem -
      milosc i prawda - to jak mieszkanie na Hawajah! Cieplo i slonecznie - cudownie!"
      5. Jak TY reagujesz na cos, czego nie chcesz slyszec, a o czym jednak on chce
      ci powiedziec? Ja mialam kiepski zwyczaj przyjmowania postawy "na jeza" -
      zwijam sie w kulke i wystawiam kolce - pole minowe, wstep wzbroniony smile Teraz
      staram sie miec bardziej otwarta postawe i moj maz wie, ze moze ze mna
      rozmawiac o wszystkim.
      6. Mamy dwoje uszu do sluchania i tylko jedne usta. Uszy naturalnie sie nie
      zamykaja, chyba ze je zatkamy. Natomiast usta mozna z latwoscia zamknac.
      Wyciagnijmy wnioski z tego jak zostalismy stworzeni i zastosujmy to w
      relacjach, nie przerywajmy sobie nawzajem co chwila, wysluchaj go do konca i
      dopiero potem twoja kolej.

      No dobra, bo juz sie z tego robi jakis wyklad smile Sorki! smile Ja to tak mam -
      wszystko w punkty ujac musze. Mam nadzieje, ze na cos to sie przyda. POWODZENIA!
      • june26 sebajna 12.06.05, 20:25
        super to napisałaś, naprawdę.muszę traktować go jak ja bym chciała aby
        traktował mnie, przyznaję ze czesto go obgadywałam, nawet kilka razy słyszał to
        i owo.
        wielkie dzięki
        • camilcia Re: sebajna 12.06.05, 20:56
          wiesz, my mieliśmy taki kryzys jak Majka miała ok 1/2 roku, też mi się wydawało
          że jakoś się zrobiło beznadziejnie, ja tylko dziecko/pranie/gotowanie itp i
          wogóle pretensje do całego świata o wszystko, a jemu gadałam nieprzerwanie itp,
          kiedyś leżeliśmy i oboje stwierdziliśmy że dalej tak nie chcemy, co się z nami
          stało? no i zaczęliśmy pracować nad tym, żeby było tak jak było albo lepiej.
          jest o wiele lepiej. jest super, oczywiście nieraz się złościmy, ale na
          spokojnie to wyjaśniamy i jest ok.
          my znajomość zaczęliśmy od ... namiętności tongue_out a potem jakoś przyszła przyjaźń i
          miłość, pomimo tej przyjaźni był kiepski moment, ale pewnie dzięki niej
          jesteśmy razem i ... czekamy na drugiego dzidziusia smile nie wyobrażam sobie
          życia bez M.
          życzę cierpliwości i udanego związku, wszystko się uda jak tylko będziecie
          chcieli
      • cocollino1 Re: mąż = przyjaciel??? 13.06.05, 12:17
        Pieknie to ujelas, u nas wlasnie tak jest. Mąż jest moim przyjacielem,
        najbliższą mi osobą, i chyba tak byc powinno!!!!
    • lolinka2 Re: mąż = przyjaciel??? 12.06.05, 21:21
      Szczerość 200%, nawet jak się prawie rozstawaliśmy i mieliśmy ludzi na boku,
      wiedzieliśmy o sobie wszystko (wiem że to drastyczne i dla wielu nieakceptowalne).
      Koniec końców, dzięki tej szczerości jesteśmy razem i gdyby nie szczerość,
      pewnie nigdy w zyciu nasze losy by się nie połaczyły, a gdyby nawet to z
      pewnością na krótko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka