Wyjście za mąż jest, jak się okazuje, skomplikowane towarzysko. Wraz z
podjęciem decyzji wyskoczyło jak diabeł z pudełka kilka problemów, w których
rozwiązaniu na Was liczę, jak zawsze

:
Problem numer 1 czyli "nie przyjeżdżajcie na ślub". Mam dalekich krewnych,
których chciałabym powiadomić, że zmieniam stan cywilny, ale nie bardzo ich
widzę na ślubie. Nie mam gdzie ich przenocować, na hotel mnie nie stać, że
nie wspomnę o wepchnięciu dodatkowych dziesięciu osób do knajpy, w której
mieści się w miarę swobodnie jakieś 30 dusz. Chciałam wybrnąć z tego
wysyłając im zawiadomienia, ale to nie jest takie proste, bowiem:
do dziś żyłam w - jak się okazuje dość niebezpiecznym - przekonaniu, że
zawiadomienie o ślubie oznacza "chcemy, żebyście wiedzieli, ale nie
przyjeżdżajcie", a do ściągnięcia gości na ślub i ewentualnie wesele służy
zaproszenie. Otóż nie - podobnież zawiadomienie o ślubie
oznacza "przyjeżdżajcie albo nie, wisi nam to". Mnie nie wisi, czy przyjedzie
dodatkowe 10 czy 12 osób, bo nie mam co z nimi zrobić. A jeśli wyślę im
zawiadomienia post factum, wyjdę na wstrętną cwaną małpę, która jest chytra i
nie chce wydać kasy na krewnych.
Problem nr 2 czyli "mała sala, dużo chętnych". Sala, w której będę brała ten
nieszczęsny ślub, pomieści (nie licząc mnie, męża i świadków) jakieś 10 głów.
A nie wypada nie zaprosić tego, tamtego i śmego, samych krewnych i znajomych
królika jest jakieś 25 sztuk, a bliscy nam ludzie spoza rodziny? Jeszcze
niedawno była to kwestia kilku- góra dziesięcioosobowego nadmiaru, dzisiaj
nadmiar przewyższa trzykrotnie liczbę miejsc na sali. A jeszcze moi koledzy z
pracy, którzy wiedzą o ślubie i których chciałabym na nim widzieć..? A tylu
osób nie wypada nie zaprosić...
Przyznaję się bez bicia - mamy niewiele kasy. Nie stać nas na ściąganie
kilkunastu krewnych i zapewnianie im noclegu, chyba, że na polu namiotowym
Nie stać nas na wynajęcie megaknajpy na sto osób i zafundowanie im wyżerki po
dziurki w nosie. Dlatego też musimy się ograniczać w szale zapraszania gości,
bo sami pójdziemy pod most już nawet nie z torbami, bo je nam też zabiorą
komornicy

Jak tu się wyplątać...?
BTW nie przerzucajcie tego na Młode Mężatki. Ja potrzebuję rady od Was, a nie
od dziewczyn, które znam tylko z kłótni o bukiet dla teściowej.