Dodaj do ulubionych

Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dzieci

11.08.05, 18:25
Z mojego własnedo doswiadczenia:
- dzwoniłam po karetke do mojego wtedy dwumiesięcznego synka i dodzwonienie
sie zajeło mi GODZINE;
- jak już karetka przyjechała i wsiedliśmy to mi kazali położyć sie na tej
leżance z maksymalnie podwyższonym oparciem i usłyszałam "niech pani go
trzyma" a na dworzu śnieżyca, ślisko strasznie i głównych drogach w Wawie
śnieg po kostki;
- mój synek na stałe bierze 11 różnych leków, jest pacjentem CZD ale trudno
żebym po każdą recepte tam jeździła wiec biore od pediatry w przychodni
rejonowej i musze mówić lekarzowi jak wypisać recepte;
- byłam u pediatry z synkiem jak miał gorączke, skierowano mnie na ostry
dyżur laryngologiczny... tam gdzie dyżuru nie było (był za to remont na
laryngologii);
- raz na dwa tygodnie oddaje mocz synka do analizy (tak musze ze względu na
jego chorobe), oddaje w 6 kubeczkach, mały ma przetoki czyli dwie dziurki na
boczkach którymi siusia więc siusia w sumie trzema dziurkami. 6 kubeczków bo
z każdej dziurki na badanie ogólne i na posiew a w przychodni powiedzieli że
nie mogą przyjąc tyle na raz, dopiero po interwencji lekarze z łaską sie
zgodzili;
- również z wielką łaska wydają recepty i skierowania;
- przychodnia w wakacje otwarta jest do 17 potem szukaj wiatru w polu;
- przepis: można wydać tyjko 40 sztuk danego leku na jedną recepte a synek
bierze ten lek 5 razy dziennie czyli starcza na 8 dni;
- dzieciom z przetokami przysługują specjalne woreczki refundowane przez NFZ
tylko na te woreczki synek jest dużo za mały i musze zakładać mu drugą
pieluche (przez co zużywan dwa razy więcej pieluch) ale pieluch już nie
refundują bo "wszystkie dzieci sikają";
- w szpitalu dziecięcym na patologii noworotka na ul. Nikłańskiej nie umieją
założyć cewnika i w dodatku robią to w znieczuleniu ogólnym;
- po 5 nieudanych próbach załozenia dziecku wenflonu pielęgniarka
powiedziała "no bo ja słabo widze";

Zasłyszane:
- w jednym ze szpitali powiedziano matce dziecka "będzie umierać tu czy
jedzie do domu"

A jakie są Wasze doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • headonshoulders Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 11.08.05, 18:39
      pare miesiecy temu wyladowalismy z malym w szpitalu mial podejrzenie wstrzasu mozgu.
      czekalam 3 dni na tomografie, laryngologa i neurologa bo byli zajeci gdzie indziej. dzieciak przelewal
      mi sie przez rece z dnia na dzien bylo coraz gorzej. jak nas wypisali po konsultacjach bo bogu dzieki
      nikt nic nie zauwazyl to powiedzieli ze to pewnie infekcja pokarmowa ale nawet posiewu nie zrobili i
      tak sobie lezelismy 3 dni bez powodu cieszac sie milym doswiadczeniem a pozniej musialam robic
      posiewy i zamawiac wizyty pediatrow do domu. Aha, lekarz prowadzacy w ciagu 3 dni nawet do nas nie
      zajrzal.


      za szyba mielismy dziewczynke z definitywnie podbitymi slepkami, dwa czarne kola po prostu-wstrzas
      mozgu = zapytalam pielegniarki czy zareagowaly wezwaniem policji a one na to ze rodzice mowia ze
      spadla z lozka i nic im do tego- powiedzialam matce tej malej zeby uwazala bo moj ojciec jest
      prokuratorem ( bzdura) i ze jesli dziecko jeszcze raz spadnie z lozka na mamusie i skonczy w takim
      stanie to bedziemy rozmawiac . zatkalo ja i zaczela przepraszac- recydywa alkoholiczka i psychol, po
      prostu widac bylo. Rzygac mi sie chcialo na ta kobiete, caly czas szarpala to dziecko i nikt nie reagowal,
      po prostu skandal. A, pielegniarki mowily na nia PANDA ! Niezly zart, nie? fajne to spoleczenstwo mamy
      • vatum Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 13.08.05, 08:51
        Moja córeczka ma chore jelita i jak jej się blokują i zaczyna wymiotować to w szpitalu mówią: o! gardło czerwone, pewnie angina! smile
        Potem wszyscy twierdzą że to infekcja pokarmowa. Leczą ją na jelita a wypis dostajemy z :zapaleniem górnych dróg oddechowych. Podawano: Debridat smile
        TRAGEDIA!!!
        Jak trafił na oddział 2letni chłopczyk, któremu "siekiera spadła na palec i go odcięła" to nikt nie zareagował. A rodzice tacy sami jak w Twoim opisie.
    • katarzyna11 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 11.08.05, 22:05
      Również z własnego doświadczenia:
      -3 godziny czekałam z dwumiesięcznym dzieckiem na konsultację neurologa. Syn
      zdążył się wyspać i zgłodnieć, kiedy otwarły się drzwi i zawołała nas obrażona
      madonna w białym fartuchu. Druga madonna badając głodne i zdenerwowane dziecko
      zdiagnozowała wzmożone napięcie mięśniowe i wysłała na rehabilitację. A wizyta
      była umówiona na konkretną godzinę.
      -Madonna od rehabilitacji umawiała się z pacjentami i albo wogóle nie
      przychodziła, albo spóźniała się kilka godzin. Ale to w końcu państwowa
      przychodnia... Przyjmowała znajomych i ich dzieci, a protesty innych kwitowała
      stwierdzeniem, że ona ma prawników w rodzinie i nikt jej nie podskoczy.
      -Nie muszę dodawać, że dzieci protestujących rodziców cudownie zdrowiały w
      gabinecie i nie wymagały żadnej rehabilitacji. Ci, którzy znali sprawę nie
      pyskowali...
      -Po trzech turnusach rehabilitacyjnych zleconych łaskawie przez madonnę
      przestałam chodzić, bo miałam dość. I stał się cud. Madonna na neurologii,
      gdzie jeszcze chodziliśmy (z zapasem jedzenia) zaczęła widzieć postępy, chociaż
      już od 3 miesięcy rehabilitacji nie było.
      -Na podstawie obserwacji wielkości głowy mojego syna zdiagnozowano wodogłowie.
      Mimo, że USG bez zarzutu, ale musi być wodogłowie, bo madonna nie może się
      mylić. Dopiero przy czwartej wizycie, na którą poszliśmy oboje z mężem,
      stwierdziła, że cytuję, "skoro rodzice mają takie wielkie łby, to co się dziwić
      dziecku" i wogóle jesteśmy inni. Dodam, że czapki kupujemy w standardowych
      rozmiarach, nie musimy szyć na miarę.
      -madonna w dyżurnej przychodni oprócz początków zapalenia ucha zdiagnozowała u
      dziecka nieleczoną krzywicę i zaleciła po 15 kropli wit.D3 do 18 roku życia.
      Ona tak leczyła siostrzeńca i miał piękne zęby. Nie wspomniała tylko czy ów
      siostrzeniec jeszcze żyje...
      - i jeszcze by się znalazło wiele wiele innych przykładów. Smutne to...
      • cocosek1 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 11.08.05, 22:15
        badanie kontrolne przed szczepieniem. Pani tfu.. doktor badając brzuszek
        stwierdza że dziecko pół roczne ma powiększoną wątrobę o 3 cm!!! skerowanie na
        oddział zakźny do szpitala i masę badań specjalistycznych. Badania zrobiłam na
        wszelki wypadek - wyniki super. Ze szpitala mnie wyrzucili bo nie bylo podstaw.
        Dziecko badało 4 innych specjalistów, nikt nic nie wyczuł, usg wykazało wątrobę
        normlnych rozmiarów. Za pół roku, miałam pecha i trafiłam na tę samą lekarkę
        (miała zastępstwo), poszliśmy z bolącym gardłem, zamiast zaglądnąć do gardła,
        złapała go za brzuch i mówi, że ma złe wieści bo dziecko ma powiększoną
        wątrobę. Nie poznała mnie oczywiście... Powiedziałam że wątroba jest ok i
        natychmiast wyszłam.
        a, i wkurzają mnie pediatrzy co na odległość śmierdzą papierochami!
        • przedszkolak2 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 11.08.05, 22:38
          Wiesz, Cocosek, ja myślę, że Twoja " tfu...pani doktor", tej powiększonej
          wątroby u kogoś nie rozpoznała i tak ciężko to przeżyła, że teraz na wszelki
          wypadek rozpoznaje u wszystkich.
          • czajkax2 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 11.08.05, 22:47
            Matko kochana co wy wypisujecie? Nie wiedziałam ze bywa az tak źle.
            U nas tez zdarzyło się kilka rzeczy,ale nic to w porówaniu z waszymi historiami.
            Wiadmo-łaska o receptę,skierowanie itp
            chodziłam z mała do lekarza 2 razy w tyg,bo miała brzydką skórę i cały policzek
            czerwony, z którego łuszczyła się skóra. Na moje oko nietolerancjia pokarmowa
            jak nic(mniej więcej jak mała miała3 mies). Lekarka przepisywała a to
            antybiotyk,a to mąsci itp. i jej teksty:" poczekamy, zobaczymy ja się sytuacja
            rozwinie; Pani chyba nie widziała jak wyglądają dzieci alergiczne,u Pani córki
            to jest nic takiego" itp. W końcu dzieko w piątym mies wylądowało w szpitalu z
            obrzękiem krtani,mocno łuszczącą się skórą. Córeczka jadła i na rękach mi
            zaczęła umierac. Tak miała obrzęknięte gardło. Myslałam ze umrę razem z nią. Na
            szczęście karetka b. szybko przyjechala i jakoś wszytsko wróciło do normy. Od
            razu zmieniłąm przychodnię i jest super. Nie mam z niczym problemu. Chodze tam
            bardzo często,mniej więcej raz w tyg po recepty(małajest alergikiem) i zawsze
            chtnie i miło wszytsko załatwiają.
          • vatum Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 13.08.05, 08:54
            Niezła!
            Matko i co tu robić, gdzie chodzić z dzieckiem...
            TRAGEDIA!!!
      • berecik7 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 11.08.05, 22:28
        Jezu, co wy tu piszecie. Ja na szczeście chodzę z małym tylko prywatnie, no ale
        mądra jestem , bo firma męża płaci za ubezpieczenie. Ale gdyby zmienił pracę to
        jestem pewna, że płaciłabym jakiś abonament z własnej kieszeni, bo z moją
        nerwicą nawet w ciaży nie chodziłam państwowo.

        A ostatnio:
        - dziecko mojego kolegi połknęło baterię od zegarka. Szybko dotarli do szpitala
        na Litweskiej, a tam oczywiście: "Spokojnie, spokojnie, baterię trzeba wyjąć,
        ale...nie ma anestezjologa". Czekali godzinę, w tym czasie bateria rozlała się,
        wylała się w brzuchu dziecka i doszło do rozległych poparzeń. Dziecko już od
        trzech tygodni jest na antybiotykach, sterydach itp. itp. Powikłaniem może być
        np. uszkodzenie strun głosowych. Jezu...
    • gosia_grabosia Może trochę optymistyczniej 11.08.05, 23:01
      Wiecie co dziewczyny, ja to mam chyba farta. Trafiłam do super pediatry w
      państwowej przychodni. Pielęgnniarki też miłe (szkoda tylko że nie ma juz pani
      Zosi, która robiła szczepienia, córcia strasznie ja lubiła), żadnych zastrzeżeń.

      Jak Zuzi zaczęły wychodzić zęby to trafiliśmy na Niekłańską do szpitala na
      ostry dyżur - dostała takiego kataru, że sie dusiła, a miała chyba ze 4
      miesiące. Doktor oczyściła jej drogi oddechowe, dała zalecenia i pojechaliśmy
      do domu. Też było normalnie.

      Raz też trafiiśmy do laryngologa na Niekłańską - wyczyścił uszko i wszystko
      ok smile

      A stomatologa mamy prywatnego - super babka, Zuzia wchodzi i wychodzi
      usmiechnięta.

      Życzę Wam wszystkim, żebyscie miały tak samo dobre doświadczenia jak ja
      • katarzyna11 Re: Może trochę optymistyczniej 11.08.05, 23:21
        To nie jest tak, że mam tylko złe doświadczenia. Pediatrę też mamy super, w
        Prokocimiu jak małemu ropiał pępek (miał 3 dni) zajęto się nami fachowo i
        troskliwie. Zabiegi zlecone przez madonnę od rehabilitacji wykonywały bardzo
        sympatyczne panie, pełne zrozumienia dla 3 miesięcznego malucha i jego
        zdenerwowanej mamy. Dobrych przykładów dziłania państwowej służby zdrowia też
        mogę podać wiele. Po prostu czasami trafiają się takie madonny i konowały od
        siedmiu boleści, a NFZ się dokłada wymyślając coraz bzdurniejsze przepisy.
      • monisia98 Re: Może trochę optymistyczniej 11.08.05, 23:39
        NA BOGA !!! to ja myslalam ze zawsze sorry na konowalow trafiam bo mam takie
        szczescie ale wy to chyba na grabarzy trfialyscie :moje przypadki
        1.maly mial 3 mies.wyszedl mu pryszcz na policzku pod samym okiem- chodzilam
        od lekarza do lekarza - chirurg-dermatolog-i znow chirurg -itd najlepsze ze
        kazdy mial inna wersje-jeden ze czyrak , drugi naczyniak , trzeci ze uczulenie
        itd ,kazdy mial inna wersje leczenia -zamrazac, wypalac, przecinac, itd..ja
        glupialam a ropniak rosl - wreszcie trafilam do herod baby chirurg -cylindry na
        nosie to sama chcialam uciekac to ona prawidlowo zdiagnozowala co mojjemu
        malemu dolega - obejrzala i powiedziala "ja to natne" - jak zobaczylam ten
        skalpel w jej reku - powiedzialam stanowczo " nie pozwalam" a ona na to; "co
        pani mysli ze jestem konowalem" machajac mi przed oczami plakietka swoja wiec
        spokojnie odpowiedzialam "ja nic nie mysle, ja sobie poporostu nie zycze" i
        wyszlam trzaskajac drzwiami i dalej szukalam tak znalazlam super pediatre on
        dal mi masc z antybiotykiem i wszystko zeszlo - nie ma ani sladu malo tego
        powiedzial mi ze jak bym sie zgodzila to naciac dziecko mialoby slad do konca
        zycia i szrama roslaby razem z twarzą malego. Takze nie bojcie sie mowic nie
        jak wam sie cos nie podoba.

        2)w 7 mies.ciazy trafilam do szpitala z krwotokiem - stalam sobie w sklepie w
        sobote i nagle olbrzymi bol , uklęklam z bolu a jak moj maz mnie podniosl
        bylam cala we krwi, -oczywiscie mnie zbadano silne skurcze, odwarstwienie wod
        plodowych , przyspieszona akcja serca, rozwarcie na 4,5 palca, no wiec
        zostawili mnie w szpitalu - lezalam, ktoregos dnia bardzo zle sie czulam
        zglaszalam to pielegniarce , mierzylam cisnienie co godzine bylo ze mna goorzej
        i gorzej mialam 70/60 cisnienie zaczelam sie dusic i nie moglam
        oddychac ,dopiero po 5 godz jak zglaszalam ze jest coraz gorzej ze prosze zeby
        przyszedl do mnie lekarz - jak to jeedna ladnie nazwala madonna w bialej
        szacie zjawila sie- ledwo mnie odratowano mialam zapasc !!!oczywiscie wtedy
        dopiero podano mi tlen i kropolowke-cale szczescie ze malej nic sie nie stalo-
        a pani doktor na wrzeszczala na wspaniale pieleegniarki ktore nie raczyly jjej
        poinformowac ze z pacjentka cos sie dzieje i kazaly mi pic kolejna kawe -
        beszczelne.Mojj maz zlozyl skarge do ordynatora szpitala.
    • beata118 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 12.08.05, 09:25
      Wczesną wiosną wylądowaliśmy na Niekłańskiej z prawie 6 letnią córką. Córka od
      rana a była to niedziela miała 39 do 40 syopni goraczki i wręcz płakała bo tak
      bolało ją gardło. Nigdy nie płakała z powodu bólu gardła. Dałam jej leki na
      spadek gorączki i bólgardła ale sytuacja nie uległa poprawie. Myślałam że
      dotrwamy do rana i pójdziemy do rejonu ale.. Trafiliśmy na NIEKŁAŃSKĄ tam
      odczekaliśmy ok 40 minut na Izbie Przyjęć bo w międziczasie były dzieci
      przywiezione przez karetki ja to rozumien sama pracuję w szpitalu i wiem że
      mają pierwszeństwo. Wreszcie trefiliśmy do pani doktor. Zdążyłam rozebrać
      dziecko i powiedzieć objawy a ONA na to że Ostry Dyżur Laryngologiczny jest
      piętro niżej! Ubrałam córkę która miała znów około 40 stopni gorączki poszliśmy
      tam. Odczekaliśmy około 1 godziny i stwierdzono anginę z komentarzem : to na
      tej izbie już anginy nie potrafią rozpoznać?!. Powiem wam że pracuję w służbie
      zdrowie i ja nie potrafiłabym odmówić wykonania badania a co dopiero dziecku
      które choć duże płacze bo ma wysoką gorączkę. Żałuję że nie napisałam skargi
      ale po pierwsze to była niedziela a po drugie bardzo zależało mi na przepisaniu
      antybiotyku na anginę bo prawdę mówiąc jej się domyślałam. Pewnie gdybym
      zrobiła awanture na Izbie przyjęć to tylko straciło by na tym moje dziecko.
      Pozdrawiam, życzę zdrowia i na pewno nie polecam Niekłańskiej!!!!!!!!!!!
      • kasiuncia25 Re: Apropo Nikłańskiej 12.08.05, 09:39
        Jak napisałam w moim powyższym poście zakładali tam mojemu dziecku cewnik w
        znieczuleniu ogólnym. W CZD robią to dosłownie w 5 min. i dziecko wychodzi z
        zabiegowego nawet nie zapłakane. Jak rozmawialiśmy z anastezjologiem w CZD
        przed operacją to na temat tego co zrobili na N. powiedział "bardzo silny
        chłopak, przy jego wynikach badań to było takie ryzyko jakby go z trzeciego
        piętra wyrzucili"...
        Ale jestem wdzięczna Niekłańskiej za jedno, skierowali go do naprawde swietnych
        lekarzy ale to tylko dlatego że sami nie wiedzieli co mają z moim synkiem robić.
        • edytek1 Lekarze 12.08.05, 09:56
          Z państową służbą zdrowia zetknełam sie ostatnio podczas porodu, ale lekarze
          wszędzie są różni:
          1. kiedyś moja mała miała grypę żoładkową typowe obiawy wymioty & biegunka
          wezwaliśmy lekarza przyjechał po 2 h obejrzał dziecko i stwierdził zapalenie
          gardła przepisując augumentin na pencylinie był głuchy na fakt,że ja i mąż
          jesteśmy na pencylinę uczuleni a dziecko nie miało wykonanej próby
          pencylinowej.
          Na szczęście złożylismy na niego skargę i w tej przychodni pan już nie
          pracuje, ale nadal wykonuje zawod lekarza pediatry.
          2. poszłam z dzieckiem na przegląd stomatotologiczny ( mała miała 2,5 roku) i
          lakierowanie zębów a pani stomatolog kiedy probowałam pokaząć małej gabinet
          powiedziała proszę posadzić dziecko sobie na kolanach usta otworzyć i i dać mi
          spokojnie pracować... Gdyby każdy sobie gabinet chciał obejtrzeć to bym nic nie
          robiła tylko pokazywała. Kiedyś nie było takich nawiedzonych matek a dzieciom
          żeby leczyło sie na siłę. Opierdziłam i wyszłam z gabinetu...


          Karolinka jest już przedszkolakiem. smile
      • lolinka2 Niekłańska - laryngolog 13.08.05, 09:28
        Śmiech na sali, paranoja i w ogóle.
        Natalia ma częste krwotoki z nosa, czasem nawet kilka razy dizennie, a
        przeciętnie 3 razy na tydzień. Spore są, małymi sie nie przejmujemy. Z jednym
        trafiłyśmy na Niekłańska.
        Czekania n godzin (najpierw mnie przegonili z krwawiącym dzieckiem z Litewskiej,
        więc szukanie kolejnego szpitala itp), porozmawiałam z zast ordynatora,
        powiedziała że jeśli krwotok ustał to zaczekać az lekarz zejdzie, a jeśli
        zacznie krwawić, mam wchodzić na oddział i żądać wizyty natychmiast. OK.
        Poczekałyśmy 2.5 godz.
        Pan dr miły nawet, chociaż lekko zdziwiony że 3-latka sama mówi co jej dolega i
        patzrył na nas jak na kosmitów. Lapisowanie.
        Po 3 godzinach powtórka, większy krwotok.
        Kolejna pani doktor w tym samym miejscu, spongostan, straszenie skazą
        krwotoczną, masa skierowań. Spongostan założony "na wcisk", szczelnie i głęboko.
        Nie wyjmować, wchłonie się.
        2 dni później- odbieram wyniki badań, szybciutko w drodze z pracy bo w domu
        spongostan się rozpuścił i młoda znowu krwawi. oglada je pan doktor z Oddziału-
        tu nic nie ma proszę pani, przyczyna tkwi w samym nosie. Proszę spróbować to
        zatamować "upchać jej szczelnie w nosie watę", było też o uciskaniu skrzydełka
        nosa, okładach i kilku innych.
        Kolejny tydzień później: krwotok tamujemy jakieś 40 minut bez skutku, znajoma
        pielęgniarka razem ze mną załadowała spongostan (wg wzoru pani doktor z
        Niekłańskiej 'na wcisk"), przeciekło, jedziemy na dyżur, znowu tam. Młoda pani
        doktor: O Jezu Chryste, co pani jej zrobiła!!!! Czyści nos, po czym zakłada
        ...spongostan, luźniutko, tuż za progiem szpitala wypada, krew leci dalej, nie
        chce mi się wracać. Poza tym: Kto pani o wacie nagadał. Spongostan naley
        wyjmować!!! A ponadto: niech pani pędzi do hematologa (po obejrzeniu wyników
        badań) bo dziecko jest cięzko chore.
        Wyszliśmy stamtąd ogłupieni doszczętnie z krwawiacym dzieckiem.
        Kolejny dzień u pediatry w Białej Podlaskiej: proszę pani, kto panią tak
        nastraszył. To odchylenie w wyniku świadczy o tym, że krew nie ma problemów z
        krzeplnięciem, ona to robi szybciej niż przeciętnie. 99,999% że to robota dla
        laryngologa, ale fachowca, który wie co robi i ma do tego sprzęt. Przecież ona
        nie ma sińców, wybroczyn, krew leci z jednej dziurki ciągle... Hematolog nic nie
        pomoze. Spróbujmy znaleźć dobrego laryngologa.
        No i za kilka dni mamy wizytę w IMiD. Zobaczymy jak będzie. Ale jeśli coś "nie
        zagra" to szukam dalej: kolejny pomysł który mam w odwodzie to DSK w Lublinie.
    • karolcia111 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 12.08.05, 09:57
      oj tak . CZD jest rewelacyjne. krew pobierają w sekundesmile)a w przychodni pieć
      wkłuć robią zanim pobiorą....
      • eewwa Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 12.08.05, 13:55
        z mojego własnego doświadczenia

        córka wtedy 18 miesięczna miała bardzo wysoką temperature , dałam jej czopki na
        spadek temp. ale nie zadziałały gdy dostała już drgawek zadzwoniłam na 999 pani
        dyspozydorka mnie zje...że rycze jej w słuchawkę , stwierdziła że karetka
        przyjedzie za godzine albo sama przyjade ...podała adres gdzie jechać , i nie
        był to szpital lecz przychodnia przy szpitalna która miała dyżór nocny , to
        była północ w zimie z dzieckiem które traciło przytomność pojechaliśmy do tej
        przychodni..tam nas nie przyjeli bo ...nie mają umowy z przychodnią
        dziecka ...obok był szpital , w szpitalu nas nie przyjeli bo ..niemieliśmy
        skierowania ...baba widziała ledwo żywe małe dziecko na rękach , mąż
        krzyczał ..nic to nie dało ..skierowali nas do pogotowia 10 km dalej ...tam pan
        doktor z rozbrajającą szczerością wyznał że na małych dzieciach się nie zna bo
        jest kardiologiem ....ręce mi opadły ...jedyne co zrobił to wypisał skierowanie
        do szpitala ...i znowu trafiliśmy do tego samego szpitala ...ale mineły dwie
        godziny ....trafiliśmy w ostatnim momencie , małą reanimowali maseczką ambu

        nigdy więcej jak wieczorem z małą coś się dzieje nie chodze po szpitalach w
        miare blisko mamy prywatne pogotowie FALCK wizyta kosztuje 40 zł , wole juz
        wydać te pieniądze i mam pewność że moje dziecko jest nalezycie zbadane ,i
        pomoc dostanie odrazu .
        • czajkax2 Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 12.08.05, 14:05
          To mi się jeszcze przypomnialo. dzwonię po pogotowie . Mówię Pani dyspozytorce
          ze dziecko sine, przestaje oddychac, umiera na moich rekach. A Pani
          rozbrajająco pyta: Co OPRÓCZ TEGO dziecku dolega??? Noramlnie nie rozwaliło.
          Jakby to co jej mówiłma to było mało,babsztyl zamiast wysyać karetkę to jeszcze
          by pogadała. Ale nawrzeszczałam na nią,że jak natychmiast nie wysle karetki,a
          dziecku cś sie stanie to ją do sądu za to pociągne. I karetka byla po 5
          minutach.
        • 76kitka Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 12.08.05, 14:17
          ja nie mam takich traumatycznych przeżyć za sobą. Pediatra małego jest super, ma podejście do dzieci, zna się na rzeczy, jak dziecko jest głodne mozna nakarmić, odpowiada na wszystkie pytania, daje bez zająknięcia skierowania na badania i wizyty u specjalistów, ba nawet dają w recepcji pojemniczki na siusiu, szczepienia ostatnie (14m-cy) bez płaczów. Gdy ktoś chce emlę przed wkłuciem trzeba przyjść godzinkę wcześniej i pani posmaruje tam gdzie będzie wkłucie, emlę trzemia mieć swoją. Lekarka wezwana na wizytę domową wszystko spisuje na karteczki i wczepia do kartoteki w przychodni. Mieszkamy w małej wiosce, więc cały personel zna dzieciaka po imieniu. Ale przytrafiła mi się sytuacja dziwna, wręcz śmieszna. Po przesiewowym badaniu słuchu na oddziale noworodkowym, neonatolog skierowała nas na badanie u audiologa w CZD, umówiła nas na 18 sierpnia, mały urodził się 16 maja. Moje pierwsze dziecko, mój ojciec ma niedosłuch nie czekałam tylko zaczęłam sama szukać lekarza, trafiłam do świetnej audiolog w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu, mały miał wtedy 6 tygodni. Po przeprowadzonym badaniu, lekarka skierowała nas jeszcze do laboratorium na badania komputerowe, wykonywała je jakaś laborankta, mąż spytał czy wszystko ok, a ona na to, że nie może stawiać diagnozy bo nie jest lekarzem, wynik badania zapisała na kartce skierowania i kazała spowrotem iść do lekarki, na kartce było napisane normalsmile
    • mieszkowamama Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 12.08.05, 14:12
      No to kolej na nas, może nic poważnego, a jednak potwierdza regułę. Mieszko
      (wtedy 14 mscy)dostał straszliwej wysypki. Pediatra nr 1: nietolerancja
      pokarmowa, pediatra nr 2: uczulenie na proszek... Poszliśmy do dermatologa,
      było coraz gorzej, synek był siny od tych krost. Dermatolog: nietolerancja
      białka. Leki, maści natłuszczające, zyrtek w końskich dawkach. Coraz gorzej,
      dziecko właściewie głodzone przez 2 dni. Pediatra nr 3: alergolog,
      błyskawicznie. Do alergologa... za 2 miesiące najszybciej. Prywatnie:
      uffffff!!!! Choroba dermatologiczna skóry (najprawdopodobniej zaraził się na
      basenie), zidentyfikowana w ciągu 2 minut. Źle leczony, natłuszczany (a
      należało to wysuszać), głodzony, źle zdiagnozowany przez dermatologów.
      Popłakałam się. Nie wiem, ze złości na poprzednich speców, ze szczęścia, że w
      końcu trafiliśmy właściwie. Normalnie leczy się to 7 dni, u nas trwało to 2
      miesiące od prawidłowego zdiagnozowania.
      Dziękuję Pani Doktor Przybyszewskiej z Olsztyna!
      • rysia_mama_wiktorka Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 13.08.05, 12:26
        My najgorsze doświadczenia mieliśmy na izbie przyjęć na Niekłańskiej. Wiktor
        akurat kończył roczek. W nocy nagle zaczął tak kasłac że nie mógł złapać
        oddechu a potem wymiotował rónież prawie się krztusząc. Przyjechało pogotowie
        ale ponieważ w karetkach nie jeżdzą pediatrzy/ no przynajmniej wtedy takiego
        nie było/ no to pojechaliśmy do szpitala. Przyjęli nas dość szybko. Ale pani
        doktor na izbie przyjęć była bardziej zainteresowana naszymi adresami
        zamieszkania i zameldowania niż dzieckiem. Na szczęscie już w szpitalu wszystko
        się samo uspokoiło. Nasze adresy były ciekawszym przypadkiem niż chore dziecko.
        Parę razy musiałam pani doktór opisywać, że gdzie indziej zameldowana jestem ja
        gdzie indziej mąż, a tak w ogóle to jeszcze gdzie indziej mieszkamy razemsmile
        ALeż to było ciekawe hehehe. Wiem tylko jedno nigdy więcej Niekłańskiej jeżeli
        mam już jechać z dzieckiem to jadę na Działdowską.
        pozdrowionka
    • abcxyz5 Re: UWAGA 12.08.05, 17:21
      pO PRZECZYTANIU TEGO WSZYSTKIEGO prawie płaczę. Służba zdrowia w Polsce to
      całkowite DNO!!!!!!!! Z zawodu jestem pielęgniarką, więc co nieco widziałam,
      powiem tyle: "Nie zgadzajcie się mamy drogie na zabiegi, co do których nie
      macie pewności lub macie wątpliwości" > jedno wiem: zawodu pielęgniarki juz nie
      będę wykonywała nigdy!Nie nawidzę tego zawodu! Nie mogłam patrzeć na pewne
      rzeczy: na niekompetencję pielęgniarek, lekarzy i ordynatorek!!!!! Moje dziecko
      raz było w szpitalu - powiem szczerze : o mało obiłoby sie o sąd. Dziękuje
      bardzo mojemu mężowi, że był ze mna wtedy i jakby trzeba było nie obeszło by
      się bez "szlagów".
      Nie będę wiecej opisywała, bo bardzo przykro mi ,że służba zdrowia to kompletne
      g....
      • przedszkolak2 Re: UWAGA 12.08.05, 17:38
        Pielęgniarko, miałaś szanse zrobic coś dobrego w tym g...nie, byłaś blisko
        pokrzywdzonych, cierpiących ludzi, mogłaś im pomóc. Mogłaś byc światłem,
        przykładem, aniołem. Dlaczego z tej sznsy nie skorzystałaś?
        • grzalka Re: UWAGA 12.08.05, 19:52
          bo gówna się nie dotyka, żeby sobie rączek nie ubrudzić, nie wiedziałaś ?
          • isma Re: UWAGA 12.08.05, 20:42
            Przedszkolaku, Grzalko,
            ja wiem, ze Wy pewnie wykonujecie swoja prace dobrze, wiem, jaka jest trudna,
            wiem, z jakim ryzykiem sie wiaze, i jak jest oplacana.
            Dlatego ja takie watki bym czytala troche jako autoterapie osob, ktore wreszcie
            moga wyrzucic z siebie emocje nagromadzone w strachu o wlasne dziecko
            (jestescie matkami, to wiecie, co to jest), a troche jako wskazowke, czego
            rodzice oczekuja od lekarzy, a nie zawsze sa to zadania wygorowane i
            bezpodstawne.

            Rok temu moja dwuletnia wtedy corka miala pneumocystozowe zapalenie pluc.
            Ciezkie, z dusznosciami, z kortyzonem idacym non-stop przez ponad miesiac
            hospitalizacji, z trzema kolejnymi antybiotykami, z IgE ponad poltora tysiaca.
            Ufam lekarzom. Dzieki nim od prawie 60 lat zyje z ciezka astma, a ponadto
            rozedma, cukrzyca, zakrzepowym zapaleniem zyl - moj ojciec. Dzieki nim zyje
            ja, z w pore powstrzymanym rozwojem alergicznych sklonnosci, ze skaza
            krwotoczna, z dwukrotnym nowotworowym epizodem w wieku lat osmiu i dwudziestu.
            Ale do czasu tamtej choroby bylam przyzwyczajona, ze lekarze traktowali mnie
            jak partnera, ze sluchali, co mowie, i tlumaczyli mi podejmowane dzialania.

            Od pierwszej doby prosilam o wymaz i antybiogram. Po dwoch tygodniach zdolalam
            uzyskac informacje, jakie antybiotyki corka dostaje (o sterydach mi nie
            powiedziano, sama sie domyslilam, zbierajac do kupy wiedze o stanie corki i
            wymijajace info: dostaje leki przeciwzapalne). przez caly pobyt toczylam boje o
            mozliwosc przechowywania w szpitalu wlasnych bodaj dziennych zapasow jedzenia
            dla corki, ktora jest na diecie bezglutenowej, bezmlecznej i bezjajecznej
            (dokladna liste produktow podalam w pierwszym dniu pobytu) - a wyzywienia
            zgodnego z ktora szpital nie zapewnial. W siedemnastej dobie, kiedy trzeci z
            kolei antybiotyk, z grupy cefalosporyn (na ktore corka reaguje silna biegunka,
            o czym uprzedzalam) nie skutkowal, a zaczal sie pogarszac stan ogolny, wreszcie
            wymaz pobrano. Wynik byl po kilku dniach - pneumocysty. Zastosowano oczywiscie
            biseptol - antybiotyki podawano niepotrzebnie.

            Mam zal o to, ze nikt mnie nie posluchal. O to, ze nie pozwolono mi wykonac
            badania, o ktore prosilam, odplatnie. O to, ze przez dwa tygodnie przed nos
            mojej corki wjezdzalo jedzenie, ktorego nie wolno jej bylo tknac, i ktore
            musialam jej odbierac. I o to, ze nikt nie uznal za stosowne - nie wiem,
            dlaczego - o czymkolwiek mnie informowac, albo informowac wymijajaco, tak, zeby
            dla laika uzyskane odpowiedzi rownaly sie ich brakowi.
          • palka_zapalka Re: UWAGA 13.08.05, 08:59
            grzalka jesteś niesprawiedliwa!
            Czy pomyślałaś,ze pielęgniarka wykonuje to co jej każą i mogła zrobć wele
            dobrego, ale jeśli jej sie to utrudnia to dlaczego ma sie przyczynić do tego g...
            Widziałam w szpitalach wiele wspaniałych pielęgniarek prostowanych przez lekarzy crying
            • palka_zapalka Re: UWAGA 13.08.05, 09:00
              i to jest jej sprawa, ze nie chce tam pracować tylko dlaczego odrazu taki ton!!
      • kasiuncia25 Do abcxyx5 12.08.05, 20:07
        Droga abcxyz5!
        Nie było moim zamiarem urazenie kogokolwiek. Są ludzie pracujący w służbie
        zdrowia, którzy cudownie wykonywali swój zawód. to nie było odwalenie dyżuru
        tylko świetne podejście, maksimum zaangarzowania. Służba zdrowia potrzebuje
        ludzi takich jak Ty, wrażliwych. Moze właśnie Twoja praca jako pielęgniarki
        pomogłaby wielu osobom, przywróciłaby uśmiech na twarz komuś potrzebującemu,
        choć na chwile.
        Przecież Ty nie odpowiadasz za słżbe zdrowia, nie masz wpływu na to co sie
        dzieje a te opisane historie niestety są negatywne ale moze warto by było
        zacząć alternatywny wątek - "cudowni ludzie w służbie zdrowia"?
        • yosmum Ci "wspaniali" lekarze... 13.08.05, 00:31
          Poszlam do pediatry z moja dwuletnia Julcia poniewaz wydawalo mi sie ,ze ma
          jakis czarny przedmiot w nosie (Styczen tego roku). Pani doktor stwierdzila, ze
          to zbitek glutkow i mam psikac Sterimarem to samo wyjdzie. Po miesiacu na
          szczepieniach mowie, ze nadal ma cos w nosie. Pani doktor swieci latarka,
          oglada, diagnoza ta sama... Po miesiacu dziwna wysypka, goraczka, dziecko
          slabnie. Podejrzewam jakas chorobe zakazna, mowie o tym lekarce. Ona na to:
          -Wie Pani, ja nie jestem specjalistka od chorob dzieciecych.
          Odpowiedzialam, ze ja tym bardziej....
          COS w nosie nadal jest.
          Po POL ROKU Julci leci katar tylko z tej jednej dziurki, zaczyna brzydko
          pachniec. Uparlam sie, ze ona w tym nosie cos ma, jedziemy na Nieklanska, na
          ostry dyzur (3 godz czekania oczywiscie). pan doktor sprawnie i szybko wyjmuje
          Julci z nosa kawal czarnej gumy/plastiku(?) z nosa, stan zapalny......

          Bez komentarza....
          Tak sie ciesze, ze wrocil do naszej przychodni cudowny Pan Doktor Kwiatkowski!
          Juz nie bede musiala chodzic do tych konowalow!!!
    • mawikt Re: Paranoja w naszej służbie zdrowia - dot.dziec 13.08.05, 12:56
      Moj synek zaraz po urodzeniu mial zoltaczke i anemie w zwiazku z konfliktem
      serologicznym. Ze szpitala wypuscili nas po 10 dniach, dopiero jak dostal
      wieekla strzykawe cudzej krwi, z zaleceniem czestego badania morfologii i
      podawania zelaza.
      W przychodni rejonowej, nie znalam tam nikogo, bo dopiero sie przeprowadzilismy,
      losowo wybrana lekarka obadala maluszka (3 tyg.), stwierdzila, ze super zdrowy.
      Ja opowiadam o jego problemach, upominam sie o zbadanie krwi, a ona ___mi to
      dziecko na anemie NIE WYGLADA!_______ Kurcze, jasnowidzka? A po co w takim razie
      przetaczali mu krew? Swierdzila, ze w tej przychodni panie i tak nie potrafia
      kluc tak malych dzieci i musialbym isc gdzies za pieniadze. Kierownictwo tej
      przychodni to w ogole jakies ofiary losu, bo prawie na nic nie maja podpisanych
      umow, np. na przeswietlenie bioderek.
      Z 15 minut tlumaczylam jej jak krowie na rowie, ze bardziej sie dla mnie liczy
      opinia neonatologa niz jej i ma mi dac skierowanie, np. do przychodni
      przyszpitalnej, bo mi sie dziecko anemizowac bedzie. Ona, ze rodzicom sie zawsze
      'wydaje', ze maja racje, a to przeciez lekarze sa od leczenia. Nieeee... jak
      sobie przypominam to nie moge...
      Synek dostawal Hemofer przez 4 miesiace... A nazwisko tej lekarki znalazlam na
      stronie Gerbera, polecaja ja... moze za jej nadnaturalne "widzenie"...

      M.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka