kasiuncia25
11.08.05, 18:25
Z mojego własnedo doswiadczenia:
- dzwoniłam po karetke do mojego wtedy dwumiesięcznego synka i dodzwonienie
sie zajeło mi GODZINE;
- jak już karetka przyjechała i wsiedliśmy to mi kazali położyć sie na tej
leżance z maksymalnie podwyższonym oparciem i usłyszałam "niech pani go
trzyma" a na dworzu śnieżyca, ślisko strasznie i głównych drogach w Wawie
śnieg po kostki;
- mój synek na stałe bierze 11 różnych leków, jest pacjentem CZD ale trudno
żebym po każdą recepte tam jeździła wiec biore od pediatry w przychodni
rejonowej i musze mówić lekarzowi jak wypisać recepte;
- byłam u pediatry z synkiem jak miał gorączke, skierowano mnie na ostry
dyżur laryngologiczny... tam gdzie dyżuru nie było (był za to remont na
laryngologii);
- raz na dwa tygodnie oddaje mocz synka do analizy (tak musze ze względu na
jego chorobe), oddaje w 6 kubeczkach, mały ma przetoki czyli dwie dziurki na
boczkach którymi siusia więc siusia w sumie trzema dziurkami. 6 kubeczków bo
z każdej dziurki na badanie ogólne i na posiew a w przychodni powiedzieli że
nie mogą przyjąc tyle na raz, dopiero po interwencji lekarze z łaską sie
zgodzili;
- również z wielką łaska wydają recepty i skierowania;
- przychodnia w wakacje otwarta jest do 17 potem szukaj wiatru w polu;
- przepis: można wydać tyjko 40 sztuk danego leku na jedną recepte a synek
bierze ten lek 5 razy dziennie czyli starcza na 8 dni;
- dzieciom z przetokami przysługują specjalne woreczki refundowane przez NFZ
tylko na te woreczki synek jest dużo za mały i musze zakładać mu drugą
pieluche (przez co zużywan dwa razy więcej pieluch) ale pieluch już nie
refundują bo "wszystkie dzieci sikają";
- w szpitalu dziecięcym na patologii noworotka na ul. Nikłańskiej nie umieją
założyć cewnika i w dodatku robią to w znieczuleniu ogólnym;
- po 5 nieudanych próbach załozenia dziecku wenflonu pielęgniarka
powiedziała "no bo ja słabo widze";
Zasłyszane:
- w jednym ze szpitali powiedziano matce dziecka "będzie umierać tu czy
jedzie do domu"
A jakie są Wasze doświadczenia?