ssabaudia
01.09.05, 16:55
Witam, jestem mamą prawie 10-cio miesięcznego chłopaka. Młody jest zdrowy,
rośnie pięknie i... i to chyba jest jedyna rzecz jaka mnie jeszcze trzyma w
kupie. Moje dziecko jescze nigdy w życiu nie przespało więcej niż 4,5 godzin
ani w dzień ani w nocy. W nocy budzi się po przespanych kilku godzinach
zaczyna "spacerować" po łóżeczku, przewraca się, wali główką po barierkach
w końcu staje na nóżkach i po kilku minutach zaczyna ryczeć bo... bo
już sama niewiem, zmęczył się, obudził? Po ułożeniu Go i kilkunastu
spokojnych sekundach cała bajka rozpoczyna się na nowo. Ja już po prostu
nie mam siły od prawie 10 miesięcy siedzę całymi nocami i dniami też na
brzegu łóżka i co chwilę układam dziecko do snu. Z kim rozmawiam to mówi, że
jego dziecko też wyczyniało brewerie w nocy ale odsypiało to wdzień - mój
syn w dzień śpi 1-1,5 godziny.... Usypianie zawsze odbywa się z rykiem -
nie umiem tego zmienić, ja już chyba próbowałam wszystkiego - Tarcy Hogg,
herbatek uspokajających, czopków - no po prostu CUDA WIANKI! Po raz kolejny
powtarzam: ja już nie mam siły - to dziecko zdarza się, że śpi po 5,6 godzin
na dobę. Rano budzi się już z rykiem i często -gęsto zdarza Mu się
marudzić i ryczeć cały Boży dzień. Jest bardzo nerwowy - nie umie usiedzieć
kilkunastu sekund bez ruchu - np. nie jestem w stanie nauczyć Go jeść
łyżeczką bo nie jestem w stanie utrzymać Go dłużej niż 30 sekund w foteliku
czy innym miejscu. Byliśmy u neurologa ale ten lekarz to już całkiem mnie
dobił - 100 % Polskij Służby Zdrowia niestety - porzucał Młodym po
przewijaku, zlecił USG głowy (wszystko ok) i powiedział, że "taki jego urok"
po czym wyprosił mnie z gabinetu bo czekali następni... Może znacie dobrego
neurologa w Katowicach (a może to nadaje się do innego specjalisty) bo nie
chcę łazić od jednego lekarza do drugiego a każdy powie co innego jescze
bardziej mnie dołując. Naprawdę proszę o pomoc bo ja już jestem na skraju
załamania nerwowego - chwilami już nad soba nie panuję, ja już kilka razy
nim potrząsnęłam, czasem ryczę na Niego jak głupia, regularnie ląduję kilka
razy dziennie w innym pomieszczeniu, żeby pokopać sobie ze złości po ścianie
i poryczeć... Za miesiąc kończy mi się umowa o pracę a ja nie widzę szansy
na powrót do pracy - chociaż bardzo bym chciała - chyba spałabym tam na
stole, a rodzinka też już pomału uchyla się od jakiejkolwiek pomocy bo nikt
nie może na dłużej wytrzymać z tym moim dzieckiem. A może to ja muszę iśc do
lekarza tylko jak to się skończy na prochach to dziecko będzie miało matkę
nie tylko wariatkę ale też lekomankę.