Dodaj do ulubionych

Kiedy bałyście się o swoje dzieci?

14.09.05, 11:43
Jak w tytule - kiedy tak naprawdę byłyście przerażone, serce Wam stanęło,
obłęd w oczach sie pojawił? Co takiego zrobiły Wasze dzieci, w jakiej
sytuacji się znalazły?
Ja przypominam sobie dwa najgorsze momenty (choć moje dzieci podnoszą mi
ciśnienie codziennie i na brak wrażeń nie narzekam):
1. Kiedy wylądowałam na patologii ciąży z młodszym
2. Kiedy starsza pociecha schowała mi się w sklepie i nie reagowała na moje
wołanie (wtedy zrozumiałam znaczenie słów kiedy to chwila okazuje się
wiecznością)
Obserwuj wątek
    • mamakochana Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 11:50
      1. Na chyba tydzien przed porodem, kiedy przestała się ruszać. Jechałam
      samochodem do szpitala na KTG i ryczałam. Prosiłam Boga żeby mi tego nie
      robił ;-( Jak czekałam w kolejce do KTG ( a jakże!) to się obudziła wink
      2. Jak zniknęła mi z oczu przed sklepem. Oj tak... ta chwila była wiecznością.
      3. Jak miała roczek i wysiała ją na ciało jakas paskudna bakteria, w pachwinach
      robiły się pęcherze, pękały i to wszystko w jakimś wariackim tempie się
      rozprzestrzeniało. Czekałam na "zadziałanie" antybiotyku. Horror.
      Nigdy wczesniej nie przezywałam takich emocji.
    • czajkax2 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 11:52
      często się boję,bo ,mała dostarcza mi aż nadto wrażen.
      Ale tak naprawe,naprawdę, to balam się kiedy miała 5 miesięcy i wystąpiło u
      niej uczulenie na leki i zaczęła mi umierać na rękachsad( Gdyby nie szybka
      interwencja pogotowia to ne wiem co by było. Naprawdę nie chcę o tym myslec. A
      pani dyspozytorka(kiedy dzwonilam na pogotowie) po tym jak powiedzialam ze
      dziecko się dusi,jest juz sine i bezwładne, słodko zapytala: A co dziecko POZA
      TYM dolega? Normalnie brak słów.
      • tortajada Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:09
        To bylo bardzo ważne pytanie. Chodzilo jej pewnie o powód tak ciężkiego stanu -
        wcześniejsza choroba, podejrzenie wady serca, zatrucie - dzieci czasem połykają
        coś szkodliwego. Oprócz stanu dziecka dla lekarza ważne też jest CO SPOWODOWAŁO
        TEN STAN. Ale rozumiem że w takich nerwach mogło sie to wydać kpiną...

        A poza tym to się bałam jak podejrzewano wrodzoną toksoplazmozę, jak rodzil się
        z pępowiną okręconą na szyi, jak przegryzł język na wylot i z ust tryskał potok
        krwi a ja nawet nie wiedzialam co się stalo.

      • gugus2004 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 17:46
        pierwszy raz gdy mial miesiac byl taki malutki i przestal oddychac biegalam z
        nim na rekach po domu i myslalam ze umre zadzwonilismy po pogotowie a oni
        powiedzieli zebysmyb przyjechali sami bo zanim oni dotra donas w tym korku to
        nie bedzie juz poco .zachcialo mi sie plakac jeszcze to wydazenie mnie oslabia
        pedzilismy z nim na leb na szyje ale zdarzylismy
    • fruzia80 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 11:56
      Kiedy córka miała 15 miesięcy (trzy miesiące temu), poparzyła się herbatą.
      Miała poparzone 30% ciała. Jechałam z nią karetką na sygnale do szpitala
      oddalonego 50 km. Przez trzy doby było ciągłe zagrożenie życia. Leżałyśmy w
      szpitalu prawie dwa tygodnie. Teraz została niewielka blizna pod szyjką. Ale ja
      nie zapomnę tego do końca życia i nikomu nie życze tego, co przeszłam. Tym
      bardziej , że jestem w ciąży i bałam się o dwójkę moich szkrabów.
      • ekan13 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:00
        Oj było tego trochę. Julka wpadła pod huśtawkę gdy miała 1,5 roku. Leżała pod nią bez ruchu a krew lała się strumieniem. Potem wszystko działo się dla mnie jak w zwolnionym tępie.
    • babka71 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:02
      Kiedy na ostrym dyżurze zrobiono mojemu synkowi lat 1,5 lewatywę jak dla konia,
      bez ceregieli strzykawa ok. 20 cm z płynem i bach myślałam, że rozniosę cały
      szpital TO BYŁ SZOK!!!
      Serce ! co tam serce nogi miałam jak z waty i zapomniałam jak się nazywam.., a
      mój mąż stracił głos na pół godziny i
      OOOO takie oczy miał mój mąż..., gdyby nie moje opanowanie po kilku minutach
      musiałabym ratować dwóch czyli syna i męża
    • e_r_i_n Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:03
      1. Gdy synek mial troche ponad miesiac, mila robione badania hormonow tarczycy (kontrola w zwiazku z moimi problemami z tarczyca). Wyniki wyszly tak zle,
      ze lekarka nie mogla uwierzyc, ze takie dziecko (wczesniej przez nia badane), ma takie wyniki. Od razu zaznaczyla, ze prawdopodobnie to blad w laboratorium, ale pilnie trzeba bylo zrobic badania (w przychodni, gdzie wyniki sa tego samego dnia). Ale ta doba - od kiedy dowiedzialam sie o tych tragicznych wynikach do momentu, gdy kolejne byly jak najbardziej prawidlowe - była dla mnie straszna. Tym bardziej, ze ja generalnie panikara jestem uncertain

      2. Synek swego czasu czesto chorowal na zapalenie krtani, mielismy juz doswiadczenie z atakami dusznosci (wietrzenie zawsze pomagalo). Ale pewnego razu choroba byla tak gwaltowna i silna, ze wietrzenie nic nie dalo i pedem lecielismy z ledwo dyszacym dzieckiem do przychodni (dzieki Bogu dwa bloki
      od nas).

      3. W marcu chorowal na zapalenie stawu biodrowego i jako ze choroba bardzo powoli ustepowala (na poczatku wrecz sie rozwijala), istnialo podejrzenie,
      ze to paskudna i dlugotrwala choroba Perthesa. Na szczescie alarm okazal sie fałszywy - ale wizja mojego dziecka unieruchomionego i na wozku co najmniej przez rok mnie przerazala.
      • e_r_i_n Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:27
        Jeszcze mi sie jedna sytuacja przypomniala, pod wplywem innego postu:
        wchodzilismy do sklepu, synek jadl mentosa jakiegos i w pewnej chwili sie nim zakrztusil (ma niestety tendencje do krztuszenia sie - dlatego pilnujemy,
        zeby nie pil i nie jadl w biegu, zeby polykal spokojnie itd).
        Moj maz natychmist przerzucil go sobie przez reke, zaczal stukac w plecy,
        ale przez dluzsza chwile nie odnosilo to skutku. W koncu synek zlapal oddech (ale usta mial juz sine uncertain), a ja potem sie zastanawialam, ktoredy najszybciej moznaby sie dostac do szpitala.
    • weronikarb Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:06
      O drżenie serca bardzo często mnie przyprawia ale co najbardziej pamietam:
      1. Ja zsiniał i nas zabrali na septyk po urodzeniu (na szczescie to było z
      głodu)
      2. Jak zobaczyłam ze go niemam w zasięgu wzroku i jest cisza, wyskoczylam na
      korytarz a on w polowie schodów (bardzo strome strychowe a on mial 15 m-cy)
      serce mi stanelo na moment wtedy
      3. Ja mial grype jelitowa. Spedzilam cala noc nie spiac i patrzac czy oddych
      pozniej w szpitalu drzalam czy nie uszkodzone nerki beda i jak go widzialam
      jak lezy nei ruszajac sie (bardzo zywe dziecko) podlaczony pod kroplowke to
      caly czas sie tylko modlilam i plakalam
      Wiele mnie jeszcze z nim czeka az sie boje smile
      • margosia.kr Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:50
        Było wiele sytuacji, gdy w związku z chorobą bałam się o swoje dzieciaki, to
        chyba normalne, ale zawsze pamiętać będę trzy sytuacje ( na dzień dzisiejszy ).
        1. Starszy syn miał roczek, mieszkaliśmy z moimi rodzicami. Był wieczór,
        robiłam coś w pokoju i nagle dotarło do mnie, że nie słychać małego. Wołam Go,
        a tu cisza. Wyszłam na przedpokój i pytam domowników co robi Danielek, a oni
        patrzą na mnie, po sobie i słyszę pytanie, a gdzie On jest ? Jeden pokój,
        drugi, łazienka, ubikacja dziecka nie ma. Mama krzyczy, że tato był wyrzucać
        śmieci. Otwieram drzwi wejściowe ,na klatce pusto. Oczami wyobraźni widziałam
        jak spadł ze schodów i leży na dole. Serce mi stanęło. Biegnę do schodów, nie
        ma. Od nowa biegamy po mieszkaniu. Nie ma. Kolejny raz wpadam do ubikacji i
        nagle widzę, a zza muszli wystają końcówki nóżek. Tak się wcisnął między
        muszlę, a rurę odpływową, że zupełnie nie było Go widać. Oczywiście buzia w
        pełni uśmiechnięta i moja również.
        2. Miał 2,5 roku i zapalenie płuc. Odział szpitalny przeładowany, nie ma
        możliwości zostania z dzieckiem. Lekarz znajomy ,więc pozwala pojechać do domu
        i być w ciągłym kontakcie telefonicznym. Wieczorem dochodzą wymioty. Nie
        treścią żołądkową, ale gęstą wydzieliną. Gorąca linia telefoniczna z lekarzem
        ( miał dyżur), mały nie przyjmuje nawet łyżeczki picia. Znajoma pielęgniarka
        mówi, że może się tą wydzieliną zadławić, mama płacząca, że w szpitalu nikt się
        nim nie zajmie tak jak my w domu. Koszmar. Lekarz pozwala być dalej w domu, ale
        minimalne pogorszenie i mam natychmiast przyjechać. Mały zasypia, ja siadam na
        dywanie przy łóżeczku i ciągle mam wrażenie, że dławi się wydzieliną, że nie
        oddycha.Trzymam mu rękę na klatce piersiowej , bo wtedy czuję jak się unosi.
        Patrzę na zegarek jest po 24. Nie wiem kiedey zasnęłam na tym dywanie. Nagle
        słyszę głośne jeść. Otwieram oczy, a synek trzyma moją rękę i woła jeść, pić,
        bawić się. Była czwarta rano. Siedzieliśmy na dywanie, jedliśmy, piliśmy i
        bawiliśmy się. Było dobrze. Kryzys minął.
        3. Jestem na porodówce, rodzę drugie dziecko. Jest problem, nie zrotowała się
        główka. Odchylona jest do tyłu i zatrzymała się w kanale rodnym. Położna
        przykłada słuchawki i widzę jakim wzrokiem patrzy na dwie inne. Ten wzrok mówi
        wszystko, nie czuje tętna. Te dwadzieścia sekund było wiecznością. Chciałam
        umrzeć. Nagle usłyszałam głośne UFF i mama przemy. Pęcherz płodowy tak twardy,
        że rozcinają go nożyczkami. Jest, słyszę płacz, słyszę-synek, podają mi Go, a
        On nie ma oczka, ma jedno. Zabierają Go. Leżę i boję się zapytać. Obojętnie jak
        będzie, kocham Go całym sercem. Po półtorej godziny dostaję Go ponownie, już
        ubranego. Patrzę i z trudem dostrzegam, że oczko jest tylko schowane pod wielką
        opuchlizną . Opuchlizna, krwawe wybroczyny na twarzy i czole, to wynik nie
        zrotownia główki, porodu twarzowego. Od połoznej słyszę 4200 i 60 cm. Jestem
        szczęśliwa.
        Ojjj, te chwile zawsze pozostaną w pamięci.
        Pozdrawiam - Małgosia
    • natiz Prawie wykończyłam mamusię.. 14.09.05, 12:17
      1. Dostałam hustawką w głowę - tak nieszczęśliwie, że w jednej chwili twarz
      zalała mi się krwią. Mama jak mnie zobaczyła... zemdlała. Tatuś miał kłopot,
      bo drzwi od mieszkania się zatrzasnęły i oprócz dwóch półprzytomnych bab,
      musiał się wspinać po oknach w celu otwarcia mieszkania.

      2. Mamusia zostawiła mnie samą w domu i poszła po zakupy do pobliskiego sklepu.
      Szok po powrocie odebrał jej mowę, bo dziecka w domu nie zastała, choć drzwi na
      klucz zamknęła. Kiedy jej krzyki ustapiły miejsca obezwładniającej bezsilności
      usłyszała moje chrapanie dochodzące z szafy na odkurzacz...
      • gabrysia_s Re: Prawie wykończyłam mamusię.. 14.09.05, 12:23
        natiz napisała:

        > 2. Mamusia zostawiła mnie samą w domu i poszła po zakupy do pobliskiego
        sklepu.
        >
        > Szok po powrocie odebrał jej mowę, bo dziecka w domu nie zastała, choć drzwi
        na
        >
        > klucz zamknęła. Kiedy jej krzyki ustapiły miejsca obezwładniającej
        bezsilności
        > usłyszała moje chrapanie dochodzące z szafy na odkurzacz...

        Syn znajomych moich rodziców wyskoczył z 3 piętra w piżamce i poszedł za mamą
        do sklepu. NIC mu się nie stało, gorzej z mamą, kiedy go zobaczyła.
        To było lata temu, ale mama nadal się o niego boi, chociaż jest juz babcią.

        • polka3 Re: Prawie wykończyłam mamusię.. 14.09.05, 13:29
          Największy koszmar - mój najstarszy syn-wtedy 3letni zgubił się w największym
          tłumie na zamku w Malborku. Szukałam go 20 minut odchodzac od zmysłów, patrzac
          w dół mostów ruchomych i biegajac jak we mgle....
          Cudem zresztą wypatrzyłan go w odległym tłumie, na skraju ruchliwej ulicy, 300
          metrów od bramy zamkowej...

          Poza tym masa innych sytuacji-podejrzenie zapalenia opon mózgowych.
          (starszy)..wstrząc uczuleniowy(starszy)...problemy po porodzie.(młodszy).upadki
          z łózek(obaj)...o mały włos mi nie wpadł do klatki słonia w ZOO(starszy)itd.
          cięzkie zatrucia pokarmowe i zadławienia(obaj)
          można mnozyć...
          Jak mamy nie mieć, my mamy, zszarganych nerwów??...smile




          --


          Blondynka
          Skarby
          POMÓŻ
        • polka3 Re: Prawie wykończyłam mamusię.. 14.09.05, 13:32
          Ach jeszcze młodszy spadł ze schodów jak miał rok ..a jak miał 2 lata wpadł
          prosto pod samochód-wybiegłam za nim zasłaniając go,samochód zrobił gwałtowny
          skręt....uff 0okazało sie,ze kierowca dopiero mnie zobaczył,dziecka nawet nie
          zauważył-pewnie by po prostu po nim przejechał brrrr
    • gabrysia_s Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:20
      Córka (3,5 roku)
      - jak dostała drgawek, wywróciły jej sie oczka i staciła przytomność. A potem
      jak w szpitalu mi powiedzieli, ze to może być zapalenie opon mózgowych i
      zrobili punkcję,
      - jak zniknęła mi spod sklepu,
      - ostatnio, jak zadławiłą się niedużą spinką do włosów - takim mini
      grzebyczkiem ze sprężynką. Na szczęście kolce nie wbiły się w przełyk i udało
      się z niej spineczkę wytrzepać (dosłownie).

      Syn (7 lat)
      - jak wybił ząbki w wieku 1,5 roku
      - jak zrzucił sobie na głowę 12 szklanek (takich grubych z ikei) i 6
      kieliszków - zrobiła się dziura w płytkach na podłodze, a jemu NIC się nie
      stało, bo całe szkło przleciało za nim a nie na niego.

      Generalnie córka jest spokojniejsza, ale to jej częściej zdarzają się jakieś
      wypadki.

      • socka2 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:56
        ponad tydzien temu malo zawalu nie dostalam...odstawilam Paule (lat 2,7) do
        domu, a moja mama wypuscila ja do mnie (myslala, ze czekam pod blokiem).
        wrocilam do domu, pytam gdzie dziecko,a mama mowi, że ze mna...od razu mlodego
        do domu i na poszukiwania. w ciagu 5-10 min. gdy jej szukalam mialam wszystko
        przed oczami, nie wiedzialam co robic, kogo powiadamiac...uffff....a moje
        dziecko poszlo do sklepu do mamy surprised i cala usmiechnieta, spokojna i szczesliwa
        wracala do domu, bo mamy nie znalazla....
        oprocz tego kazdy upadek i uderzenie w glowe sprawia, ze nogi mam jak z waty...
    • joanna_poz Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 12:54
      Kiedy usłyszałam, że u mojego 9-miesięcznego synka podejrzewają białaczkę i czy
      zgodzimy się na pobranie szpiku do zbadania. To był koszmar mojego zycia.
    • weronikarb Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 13:06
      Widzialam normalnie w zwolnionym tempie jak leci komoda (duza na 5 szuflad) z
      telewizorem, wielkim kwiatem i kolumna od wiezy.
      Az balam sie podejsc i zobaczyc go pod ta komoda - to wszystko trwalo sekundy a
      dla mnie jak wiecznosc.
      Szczescie w momencie gdy komoda upadala otworzyly sie szuflady i maly byl
      miedzy nimi w takim namiocie, kompletnie nic mu sie nie stalo
      • moyka_77 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 14:38
        Druga noc w szpitalu po urodzeniu córki. Mała płacze bo jest głodna i nagle
        cisza. Biorę ją na ręce, patrze oczy zamknięte (dziwne bo przed chwilą płakała
        z głodu) potrząsam nią lekko, później coraz mocniej, brak reakcji. Stoję z nią
        na środku pokoju i jedna myśl w głowie: Jak to?? Miałam dziecko jeden dzień i
        już go nie ma?? Przerażający, obezwładniający mnie strach i w tym momencie mała
        otwiera oczy, nabiera z wysiłkiem powietrza i znowu gaśnie. To mnie otrzeźwiło
        i w te pędy z małą po pomoc. Wpadam na porodówke (bo tam był cały personel 1 w
        nocy) i mówię, że moje dziecko nie oddycha, patrzą się na mnie dziwnie i
        komentarz: 16 dzieci się urodziło a twoje nie oddycha?? Jedna z pielegniarek
        wzięła małą na ręce i na szczęście zaczęła się budzić. Później usłyszałam od
        lekarki, że był to prawdopodobnie syndrom "śmierci łóżeczkowej" i gdyby nie
        moje wstrząsy, które pozwoliły jej znowu oddychać to mogłoby jej z nami nie być.
        Dostałam jeszcze ochrzan za to, że biegam z dzieckiem po korytarzu,ehhhhh życie.
        • weronikarb Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 14:42
          ty bo biegalas z dzieckiem, a ja ze nie powiedzialam ze maly sinieje. Pierwsze
          dziecko maly caly czas prawie wrzeszczal albo wisial na cycu ja po cc
          wykonczona bo srednio na dobe spalam 3-4 godz. a tak to siedzialam - on wisial
          albo chodzilam z nim. Tlumaczylam poloznym ze jest glodny - na koncu wyszlo ze
          jak bylam w ciazy to bylam przeziebiona i nawet o tym nie wiedzialam sad
    • sweet.joan Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 14:34
      Zginął mi na wakacjach. Miał 2 lata.
      Mieszkaliśmy w dwu sąsiadujących domkach: nasza trójka i moi rodzice - w jednym,
      rodzice męża i moja ciotka z synem - w drugim. Kupa ludzi i oczywiście Młody -
      pępek świata dla wszystkich. Jak się okazało tyyylu opiekunów jednocześnie to
      zdecydowanie za dużo. Tak jak z tymi kucharkami (Gdzie kucharek sześć, tam nie
      ma co jeść).
      Ja spokojna o młodego, bo każdy się nim zajmuje, oddałam się w poobiednie
      objęcia Morfeusza, mąż podpisywał kartki, a Młody, ogólnie rzecz biorąc, ciągle
      otoczony Rodziną. Nie mam pojęcia, jakim zbiegiem okoliczności nagle każdy
      znalazł jakieś niecierpiące zwłoki zajęcie, dokładnie w tej samej chwili,
      wszyscy jedznocześnie. Wyparowali...
      Każdy oczywiście myślał, że Młody jest z kimś innym, ale w końcu się okazało, że
      z nikim go nie ma. No i to była ta chwila...
      Wszystko mi stanęło przed oczami, jak usłyszałam mężowskie "Artura nie ma".
      W jednej chwili zobaczyłam go rozjechanego przez samochód, zaklinowanego w
      jakimś dole za ogródkiem itd.
      W końcu ciotka wychyliwszy się z okna drugiego domku zapytała, czego tak
      szukamy. "Artura? smile Artur siedzi u nas, bo szedł poszukać babci z dziadkiem,
      ale ich nie było, więc zaprosiłam go do nas smile"
      W życiu tego nie zapomnę.
      • mamamamamama Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 15:00
        Kiedy (niecały tydzień temu) poszła do sąsiadki ( sąsiadka ma córeczki mniej
        więcej w wieku mojej małej ). Ja wzięłam się przy okazji za pożądki i kiedy
        wyszłam na balkon wieszać pranie to okazało się , że moje dziecko wspina sie na
        krzesło postawione koło barierki!!!!! Dodam , że mieszkamy na czwartym
        piętrze.... Przez sekundę nie wiedziałam co mam zrobić i jak głupia zaczęłam
        się na nią wydzierać , a ona po chwili z płaczem przyszła do domu....
    • anoczek Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 14:52
      Kiedy w 5 miesiącu ciąży dowiedziałam się, że moje dzieco może urodzić się z
      jakimiś wadami (dzięki Bogu tak się nie stało)
      Drugi raz - kiedy moja córka poparzyła się wrzątkiem
      • arletta.wagner Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 14:59
        kiedy przy usg dowiedziałam się ze mała jest owinięta pepowiną za szyjkę i
        trzeba ciąć mnie natychmiast( w 35 tygodniu).wybiegłam z gabinetu z płaczem i
        pojechałam do swojego lekarza. zrobił usg- pępowina była owinięta o
        bark.szczęsliwe dotrwałysmy do 38 tc i ccsmile
    • lola211 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 15:13
      Gdy zgubila mi sie na basenie- horror przezylam.
      • gugus2004 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 17:56
        przypomnialo mi sie jeszcze pare takich lekkich jak zadlawienie kulkami z kakao
        i gdy spadl z wysokiego krzesla praktycznie karzdego dnia cos zawsze
        wykombinuje ze wlosy deba stajom
    • kasiuncia25 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 18:07
      Gdy lekarze powiedzieli w szpitalu że nie są w stanie powiedzieć czy przeżyje
      najbliższe 48 godzin, tak było dwukrotnie, jak miał 4 tydodnie i jak miał 3
      miesiące, oby nigdy więcej.
      Pozdrawiam
    • asientos Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 18:12
      1. urodziłam i położna powiedziała, że Emilka może być chora ale ją
      poobserwują. Leżę na poporodowej a za mną pokój Mowlaków i słyszę: No 29 nie ma
      szans - patrzę a to moje łóżko. Nikt mi nie chciał nic powiedzieć. Potem jak
      się dowiedziały, że słyszałam, to przepraszały, bo nie było szans na rooming in
      a nie na życie.
      2. jak siedziałam pod inkubatorkiem i dowiadywałam się...obustronne zapalenie
      płuc...zapalenie ucha...zapalenie mięśnia sercowego...i widziałam małego
      dzieciaczka owiniętego sznurkami i walczącego...brrr
      3. wchodzę do domu - nikogo nie ma, wychodzę na ogródek - wózek i skarpetka, a
      moja teściowa z Emu u sąsiadki!

      Moje przygody:
      1. upadłam na basenie - profilaktyczne prześwietlenie czaszki i telefon do
      domu: guz wielkości śliwki. Mama w bek mnie za rękę (5 lat) i do przychodni.
      Lekarz ogląda zdjęcie, ogląda i woła: Która ci.. wyciągała zdjęcia w wywołalni
      łapami???? - to był odcisk kciuka, jak się okazało szkolnej koleżanki mamy.
      2. czekam na mamę, mamy iść na spacer. W końcu zdenerwowana moim smuceniem
      mówi"idź gdzie chcesz" i poszłam, nie było mnie 3 godziny. Kolor paska, którym
      mnie zlała do dziś pamiętam. Jest usprawiedliwiona: naprzeciwko szpital dla
      umysłowo chorych, przecznicę dalej więzienie dla recydywistów... miałam 5 lat

      kto nam daje siłe, zeby to znieść????
      pozdrawiam, asia
    • vivyan Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 19:27
      Kiedy Kuba przechodził zabieg kardiochirurgiczny. Na szczeście wszystko się
      udało smile
    • umasumak Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 20:28
      Gdy młodsza zadławiła się jabłkiem z pół roku temu, mąż ją trzymał za nogi
      głową w dół, ja waliłam ją po pleckach jedną ręką, drugą próbowałam wyciągnąć
      nieszczęsny kawałek z gardziołka, a ona siniała w oczach... Dopiero, gdy mąż
      zbiegał z nią ze schodów wołając żebym wyjechała autem pod wyjście z domu
      jabłko wypadło, a malutka się rozpłakała z przerażenia. Wszystko trwało może
      kilkadziesiąt sekund, ale dla mnie to była wieczność. Gdy położyliśmy ją spać
      wieczorem, nerwy mi puściły i ryczałam jak głupia. Nigdy więcej takich przeżyć!
    • anias29 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 21:04
      Jak synek miał 11 dni, dostał w domu gorączki 39,5 stopni, wiozłam go w
      karetce, a jemu już tak oczy uciekały do tyłu i same białka było widać...
      Myślałam, że to już koniec:\
    • monislodz Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 21:56
      1.W czasie ciąży, kiedy dwa razy lądowałam w szpitalu, bo było zagrożenie
      poronieniem (raz już poroniłam, więc bałam się,że to się powtórzy).
      2.W czasie porodu, kiedy na szybko robili cc, bo małej zanikało tętno i dwie
      godziny później, kiedy usłyszałam od lekarki, że mała jest w stanie bardzo
      ciężkim, pod respiratorem, miała bardzo zaawansowane zapalenie płuc.
      3.Około dwa tygodnie później, kiedy już była znaczna poprawa przychodzę do małej
      do szpitala i słyszę, że się pogorszyło, że ma zakażenie krwi, byłam w takim
      szoku, że dopiero po kilku dniach pokapowałam, że zakażenie krwi=sepsa.
      Cały miesiąc drżałam o małą. Teraz na szczęście jest wszystko dobrze, mam
      nadzieję, że już zawsze.To był koszmar.
    • karusia82 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 22:11
      a ja bałam sie jak małego urodziłam, pokazali mi go i nastepnie zabrali do
      inkubatora - bo wczesniak i może tracic ciepłote ciała. Nie wiedziałam czy to
      groźne - obok mnie dziewczyny z maluszkami a ja przez pierwsza noc sama - oj
      straszne to było
    • sylvia2005 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 14.09.05, 23:44
      1. 8 miesiąc ciąży i mój upadek: mały nieruszał się przez pół dnia, chyba ze
      strachu;
      2. Atak krtani i wieczne 10 minut oczekiwania na izbie przyjęc na panią doktor.
      3. Złapanie wirusówki pokarmowo-jelitowej w szpitalu - dwa dni po wypisie 13
      miesięczne dziecko słaniało się na nogach, przechodziło niesamowite ataki bólu
      jelit, wymioty i ciągłą biegunkę. Kryzys nastąpił w wieczór śmierci Ojca
      Świętego. Potem było już tylko lepiej.
      Do codziennych otarć, guzów i upadków zaczynam się przyzwyczajać.
    • lila1974 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 15.09.05, 10:06
      Na szczęście los jest dla mnie łaskawy i nie straszy. A w sytuacjach
      wypadkowych potrafię zachować zimną krew. Koniczynka ma na koncie rozciętą brew
      i "znikniecie" w markecie. Nela na razie nic.

      Strach odczuwałam po narodzinach i pilnowałam dziewczynek nocami przed śmiercią
      łóżeczkową (jakiś miesiąc z Koniczyną a z Nelą chyba 3). Przy Koni czułam
      trwogę przez kilka długich miesięcy - urodziła się 2 dni po WTC.

      Za to ja dostarczałam rodzicom wrażeń przez długie lata.
      - mając 2 tyg. trafiłam do szpitala z zapaleniem płuc, lekarz dawał mi marne
      szanse
      - mając lat 4 zginęłam rodzicom na plaży w Świnoujściu,
      - nadal jako 4-latka spadłam na budowie ze schodów, w efekcie złamałam
      obojczyk. Tata bał się chyba bardziej mamy, niż o mnie, bo zabroniła mu
      zabierania mnie a on nie posłuchał i przychylił się do próś i błagań
      pierworodnej latorośli.
      - mając lat 6 sikałam krwią - lekaż to zlekceważył a mama odchodziła od zmysłów.
      - mając lat 7 nie wróciłam na czas do domu (zima, szkołę skończyłam o 17:00) -
      znalazł mnie tata koleżanki, z którą ulepiłam kulkę i ambitnie postanowiłymy
      pchać ją do samego domu. Zmieniłyśmy trasę powrotu, żeby nie przeszkadzali nam
      przechodnie. Tata koleżanki dopadł nas o jakieś 3 godziny za późno.
      - mając 8 lat mama widziała, jak autobus przygniata mnie do betonowego słupka
      bramy cmentarnej (byłyśmy na pogrzebie brata dziadka). Nie zemdlała tylko
      dlatego, że się potwornie darła. A mnie pociągnął ktoś za rękę i zdążył zanim
      tył autobusu dotknął bramy.
      - mając 8 lat (2 dni po zdarzeniu na cmentarzu) rozdarłam usta, wybiłam
      jedynkę, złamałam 2 a cała reszta mi się ruszała. Pojechałam na rowerze do
      koleżanki po lekcje. po drodze spotkalam inne koleżanki i bawiłyśmy się w berka
      na rowerach.
      - jeszcze tego samego roku, trafiłam do szpitala na operację nerek - to
      siusianie krwią jednak miało swoją przyczynę.

      Dodam jeszcze niezliczoną ilość angin, bóli brzucha, kolejne operacje nerek,
      zakażenie wirusem WZW B ... chyba to jeszcze nie wszystko ale chwilowo nie
      pamiętam więcej.

      W każdym razie moim rodzicom nie zazdroszczę smile
      • socka2 Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 15.09.05, 10:33
        lila, niezle dalas w kosc swoim rodzicom wink

        u mnie oprocz tego zaginiecia, to krztuszenie sie starszej - kilka razy
        musialam ja niezle pukac w plecki i za nogi trzymac, zeby kawalek jabluszka czy
        inne jedzenie wylecialo.... zawsze wtedy musialam brac prysznic, bo poty mnie
        oblewaly...
      • natiz Lila 15.09.05, 10:35
        Poczekaj, i Twoje dziewczynki kiedyś podrosną. Wszystko jeszcze przed Tobą!
      • polka3 LILA 15.09.05, 22:41
        Lila no niezły numer z Ciebie,jak Ty chcesz ,żebym ja syna dla twojej córy
        trzymała..a jak wnuki sie w babcię wdadzą ..i co? Stara będę, zawału dostanę!!!
        • lila1974 Re: LILA 15.09.05, 22:47
          Ty się martw ale nie o wnuki a o syna smile))
          Ostrzegam lojalnie, że tatusiowi Konstancji w tym względzie nie dorastam do
          pięt i mam tylko nadzieję, że się w niej niespotęgowały nasze geny, bo jeśli
          tak, to ja sama niechybnie padnę na zawał.
          A mojego zięcia (póki co) pozdrów serdecznie - tylko go nie budź, jeśli już
          śpi smile
      • lila1974 Re: Matko Kochana!!!! 15.09.05, 22:52
        Że mnie jeszcze żadna tutaj mama nie wyzwała za tego lekaŻa, to chyba tylko cud.
        Biję się w pierś i wstyd mi potwornie.
        Ale plama!!!
        • polka3 Omieniłaś, ot co... 16.09.05, 00:41
          Przyjmijmy,ze ten lekaż to inaczej lekkaż od "lEK KAZał brać"-wyjdzie lekkaz
          nie? Tak się ładnie odmieniłosmile
          • polka3 Re: Odmieniłaś, ot co... 16.09.05, 00:42
            No i o męzu trochę poopowiadaj,bo mnie zaintrygowałaś...
    • mama_szefusia Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 15.09.05, 11:18
      1. W piątym miesiącu ciąży wpadłam głową w dół pomiędzy motorówkę i pomost
      (poślizgnęłam się). Mój mąż w ostatniej chwili wyciągnął mnie za kurtkę.
      Pamiętam, że wtedy pierwszy raz doświadczyłam tego uczucia strachu nie o siebie
      tylko o dziecko.

      2. Tydzień przed porodem na ostatnim USG lekarz powiedział, że jest
      dysproporcja w rozwoju dziecka i żebym poczekała na drugiego lekarza, który mi
      wyjaśni co się dzieje. Czekałam dwie godziny. To były najdłuższe godziny w moim
      życiu. Na szczęście okazało się, że wszystko w porządku.

      3. Któregoś razu lonżowałam młodego konia (biegał na sznurku dookoła mnie). Mąż
      z synkiem podeszli popatrzeć. W pewnej chwili koń spłoszył się i zaczął biec na
      oślep. Usłyszałam krzyk męża i zobaczyłam moje dziecko na środku łąki, na
      trasie pędu przerażonego konia. Jakimś cudem koń ominął syna. Ja popłakałam się
      z nerwów, a następnie opieprzyłam męża jak nigdy w życiu.
    • gkjustyna Re: Kiedy bałyście się o swoje dzieci? 15.09.05, 12:55
      każdego dnia od chwili poczęcia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka