nnika5
14.10.05, 11:27
Witajcie,
Sytuacja w skrocie: kryzys malzenski, maz zaczyna pracowac poza domem, wraca na weekendy, wraca coraz rzadziej, maz wspomina ze poznal kogos, z kim dobrze mu sie rozmawia, mieszka daleko od niego (niby), zona zachodzi w ciaze, maz wydaje sie byc szczesliwy, mowi, ze chce byc z zona i dzieckiem, ze rodzina jest dla niego najwazniejsza i teraz jest juz tego pewien. Okazuje sie, ze ciaza jest pozamaciczna, zabieg, w szpitalu okazuje sie, ze nie zakonczyl kontaktow z tamta jak twierdzil. Awantura i dzien po powrocie zony ze szpitala maz sie wynosi juz na dobre. Nie wiem, ale pewnie wybiera tamta i z nia jest.
Sluchajcie, jest mi ciezko, jeszcze go kocham, brakuje mi go mimo wsyztsko. Przez 2 miesiace wydawalo mi sie, ze bedzie latwiej, ale wcale nie jest.
Zastanawiam sie, czy moze...czy moze podjac desperacja probe. Czy moze zaczac zachowywac sie tak, zeby zaczal zalowac, ze odszedl?
Wiecie o co chodzi...
Pewnie niektore mnie zbesztaja, ze nie mam honoru, dumy i bla bla bla.
Po prostu chce miec 100% pewnosci, ze to juz calkowity koniec, bo wlasciwie wiele rzeczy zostalo niedokonczonych, niedopowiedzianych. Jak cale nasz malzenstwo...