Dodaj do ulubionych

Przyznajcie się z ręką na sercu:))

02.11.05, 20:25
Czytam i czytam (choć i sama jestem w takiej sytuacji), że brat/siostra lekką
ręką dostają od rodziców: miłość, pieniądze...prezent w postaci "łatwego
startu w dorosłość".
Mój brat od zawsze miał pieniądze na markowe ciuszki, potem w ruch poszły
korepetycje, język obcy, teraz idzie mieszkanie, mama pichci jedzonko w każdy
weekend, dorzuca do pensji bo brat ma wieczne wydatki....
Ja takiego szczęścia nie miałam. Owszem, nauczyło mnie to wiele, choć kilka
dni temu usłyszałam od rodziców, że to właśnie na mnie ciąży obowiązek
względem nich. Pomijam kwestię obowiązku, to osobna sprawa, choć przykro mi,
gdy ojciec powiedział "jeszcze (bratu) mieszkanie kupię i będę miał was z
głowy" (no cóż, ja nadal spłacam kredyt mieszkaniowy, o czym ojciec chyba
zapomniał).

Wracając do tematu, podpytałam kiedyś brata, jak się z tym czuje, jak to jest
być tym "lepszym, urodzonym w odpowiednim czasie, tym kochanym,
rozpieszczanym". Usłyszałam, że jestem frajerka i idiotka, kasę trzeba
wyciągnąć ile się da, bo zaraz się skończy. A co do uczuć ze strony
rodziców..."widać, że matka cię nie lubi, no cóż, nie moja sprawa...".
Broń Boże żadnych wyrzutów, żadnego trzymania mojej strony, po prostu "łap i
uciekaj". A przecież jest dorosły, potrafił zauważyć, że rodzice nie traktują
nas jednakowo i nie tylko o pieniądze tu chodzi. Wystarczy popatrzeć na nas by
wiedzieć, że jedno z nas jest tu obce.

Tak więc zadziornie pytam, która z Was jest tą "lepszą" w rodzinie? Jak się z
tym żyje?? Która z Was jest wyraźnie uwielbiana przez rodziców w zakresie:
czułości, pomocy, codziennej troski...?

To chyba taki poświąteczny dołeksad(
Obserwuj wątek
    • be.em Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:29
      Ja jestem starsza, więc przecierałam szlakismile)) Brat młodszy o 5 lat miał
      łatwiej. Ale w kwestii kasy, podziału, miłości mam wrazenie, że mamy po równo,
      a jego łatwiejszy start odbijam sobie teraz, bo to ja jestem autorytetem w
      rodzinie (jako ta starsza i mądrzejszasmile)) Bogu dziękuję, bo Rodziców mam
      sprawiedliwych.
    • 18_lipcowa Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:38
      Ja się tak czuję połowicznie.
      Ojciec mnie rozpuszczał, mama rozpuszczała synka. Nie ma we mnie zazdroście
      tylko uczucie tego że on miał wiele podane na tacy, ja nic.
      Ale to dobrze.Teraz potrafię wszystko zrobic sama, on nie.
      • cruella Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:46
        A ja nawet nie jestem w stanie nazwać swoich uczuć: złość, zazdrość, żal...
        Nauczyłam się wielu rzeczy: chesz skończyć studia, mieć pieniądze na książki,
        ubrania - idź do pracy, chcesz mieć mieszkanie - weź kredyt...Czy jestem
        samodzielna? Nie wiem.

        Chcesz być otoczoną miłością, troską...tu zabrakło mi pomysłów. Masz jakieś?
        Niby święta, niby nastrój a ja znów dostałam wiązkę "wypominek".
      • kulawa.stonka Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:58
        Ja to tak samo jak Lipcowa...o dziwo!
        • 18_lipcowa Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 23:27
          to nie o dziwo. To sie czesto zdarza...Ja sie nie czuje poszkodowana.
          wink)))))))))))))))))))
          • kulawa.stonka Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 10:48
            Ja też nie czuję się poszkodowana...ale kiedyś tak. Zwłaszcza że brat jest
            starszy i to jemu na wszystko pozwalano - bo chłopak (to może później wracać,
            musi się wyszaleć,może to , może tamto).
            Jednak teraz czasami się w kieszeni nóż otwiera jak coś robi - jego sieroctwo
            mnie przeraża (np. 500 razy zmieniał pracę, nie zamierza się wyprowadzić od
            rodziców bo mu dobrze).
            No i braciszek ma postawę roszczeniową wobec wszystkich (ma 29 lat)
          • redudek Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 19:00
            Nikt mi w życiu nie pomagał,wszystko musiałam sama wypracować i się
            wystarać,nawet od matki nic nie chcę.
      • syla113 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 13:11
        ja mam siostre i obydwie nas rodzice tak samo kochali i tyle samo
        dostawalysmy to okropne ze rodzice moga nie kochac swoich dzieci tak samo
        mocno i tak samo ich traktowacsad
    • dagmama Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:40
      To jest tradycyjne wychowanie. Chłopiec musi zostać kimś, a dziewczynka tylko
      wyjść za mąż i potem mąż ją utrzyma. Ale za to na córce spoczywa obowiązek
      zajmowanie się rodzicami na starość.
      Córka pomaga zmywać, a syn idzie na angielski. Wielu rodziców tak postępuje.
      U mnie jest tak, że rodzice faworyzowali nas na zmianę. Raz ja byłam kochaną
      córeczką, a brat do niczego, a za parę miesięcy odwrotnie.
      Pomagali nam finansowo mniej więcej tak samo, tylko mnie mniej chętnie, no bo
      jak to, mogłam bogatszego męża wybrać, na przykład cudzoziemca, przecież mi radzili.
      • cruella Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:54
        Widzisz Dagmamo, zapomniałam dodać, że u mojego męża jest dokładnie tak samo.
        Tam faworyzowana jest również ta młodsza pociecha: tym razem córka.

        Tak więc padł tu mit "tradycyjnego wychowania".

        Nigdy nie byłam faworyzowana, rozpieszczana, otoczona troską, miłością. O
        finansach już nie wspomnę.

        Ale masz rację w tym, że córka powinna "dobrze wyjść za mąż". Pamiętam, gdy
        swego czasu mama wypomniała mi w obecności męża, że "w planach miałam wyjść za
        bogatego faceta, miałam być wziętą stomatolożką z równie wspaniałym kompletem
        klientów". A, że moje zainteresowania idą zupełnie w innym kierunku...kogo to
        obchodziło.
    • agacz2905 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:52
      Z ręką na sercu mogę się przyznać, że jestem niestety tą gorszą w rodzinie.
      Brat zgarnął jakieś 80% uwagi rodziców, kasę, zgarnie i mieszkanie, zanim ja
      zdążę spłacić kredyt za moje "m". Między nami jest nie tylko różnica wieku
      (jest ponad 7 lat młodszy ode mnie), ale też ogromna różnica poglądów i
      priorytetów życiowych. Przykład? Na wieść, że zaszłam w ciążę i urodzę drugie
      dziecko brat orzekł z obrzydzeniem, że sobie życie zmarnowałam. Czasem mnie
      szlag o wiele rzeczy trafia, zazdroszczę mu, bo ma lepiej, lżej. Ale generalnie
      mam i jego i moich rodziców.... gdzieś i rozluźniam kontakty jak tylko mogę.
      • cruella Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:56
        Mój jest młodszy ode mnie 11 latsad((

        A co do kontaktów...też rozluźniam, zwłaszcza, gdy nieźle zajdą mi za skórę. No
        i właśnie zaleźlisad(((
    • clk Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:53
      ja bylam starsza, ktora od malego zarabiala (w podstawowce truskawki na polu
      rodzicow kolezanki), potem w lo juz tez.
      moja siostra do dzisiaj nie pracowala od rodzicow dostala 100% wiecej niz ja smile
      nie narzekam, jestem szczeliwa, do wszystkiego powoli dochodze sama i bede
      dochodzic, ale jestem uzalezniona tylko od siebie.
      A moja siostra tylko od rodzicow.
      • karawara Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 20:56
        Ja jestem młodsza od mojego brata o 2 lata i to ja niby mam lepiej. Nie powiem
        żebym była szczęśliwa z tego powodu.
        • agrest9 Re: OKROPNE CZY NIE MOŻNA IM WYGARNĄĆ 02.11.05, 21:58
          Ja mam siostre bliźniaczke -nasza mama zawsze dawała nam rzeczy po równo ,a
          jesli nie stać ja było na dwie "rzeczy" to nie dawała żadnej.Nawet gdy była
          jedna pomarańcza to brałam tylko połowke żeby drugą połówke zostawić siostrze
          (tak nas nauczyła).Nerwowo bym nie wytrzymała takiej niesprawiedliowści jaką
          czynią wam wasi rodzice -czy tymi rodzicami nie można "wstrząsnąć"?
          • cruella Re: OKROPNE CZY NIE MOŻNA IM WYGARNĄĆ 02.11.05, 22:07
            Nie można. Brat uważa, że jemu się wszystko należy (od miłości począwszy).
            Rodzice teżsad(
    • melmire Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 22:00
      Ciesze sie ze jestem jedynaczka smile
      • october.fest Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 13:26
        Ja też generalnie cieszę się, ze jestem jedynaczką. Pewnie po prostu
        przyzwyczaiłam się do tego.

        Problem tkwi w rodzinie mojego męża. O ożenił się ze mną gdy miał 20 lat,
        wyprowadził się do moich rodziców, a jego rodzicom - odniosłam wrażenie, ze
        wyraźnie i natychmiastowo ulżyło. Bo przecież ożenił się z jedynaczką, której
        rodzice kupią mieszkanie, samochód i jeszcze co nieco dołożą.Natomiast 25-
        letnia siostra męża tzw. wieczna studentka nie dosyć, że studiuje na kredyt (w
        sumie nie moja broszka, teściowa bedzie się głowić, jak go spłacić) to już
        zapowiedziała, ze najlepiej zrobi, gdy wybierze się na studia podyplomowe,
        bo "gdzie ja pójdę do pracy, przecież nie do sklepu".
        A teść narzeka, że przecież oni oboje z teściową są na rencie a po dorobieniu
        kilkuset złotych mają tylko 2000 zł dochodu.

        Szlag mnie trafia, zaczynam się nakręcać.
    • mamausi Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 22:14
      ja zawsze byłam i jestem tą gorszą,narazie mam jedno dziecko i zastanawiam sie
      jak to będzie,czy będę potrafiłą kochać jednakowo wszystkie moje dzieci sad nie
      wiem,ale będę sie starać
      • rybkaisia Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 22:32
        Nas jest trzech - nie wiem jak to wygląda z perspektywy starszego rodzeństwa,
        bo jestem najmłodsza, ale wydaje mi się, że rodzice pod względem finansowym
        baaardzo się starali i starają, żeby było "po równo". Bo co do uczuć oraz
        zainteresowania jest po równo na 100%. Hm, muszę ich zapytać jak to robią?
        Był taki moment, że trochę się zatracili w pomocy dla jednego brata -ale w
        spokojnej rzeczowej rozmowie trochę otwarłam im oczy. Po jakimś czasie
        przyznali mi rację. Nie lubię po prostu jak ktoś robi z siebie biedaka a
        obkupuje się w nowe ciuchy, bo zeszłoroczne już niemodnesad
        • utalia Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 22:44
          tak sobie czytam i mysle, ze jeszcze nie najgorzej maja te osoby "gorsze",
          ktore sie z tym pogodzily i "staraja sie rozluzniac kontakty z rodzicami"...
          Gorzej jak przez cale dorosle zycie wierza, ze jak beda sie ustawicznie starac,
          nadskakiwac to w koncu "przeskocza" swoje ukochane przez rodzicow rodzenstwo.
          Fakty sa takie, ze nigdy to oszalamiajace przeskoczenie nie nastapi, bo czy sie
          zrobi zle czy wyjatkowo dobrze i tak konkurencja jest bezkonkurencyjna. A uwage
          rodzicow mogloby najwyzej przykuc zle zachowanie tego "gorszego" niz jego
          nadskakiwanie. Co o tym sadzicie? Utalia
          • paulka25 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 02.11.05, 23:26
            U mnie poza wzgledami finansowymi jestesmy traktowani tak samo. Nie czuje sie
            ani bardziej ani mniej kochana. Ale jesli chodzi o kase: ja zaczelam zarabiac
            jak mialam 17 lat wiec na ciuchy, piwo, plyty, ksiazki, kosmetyki itp. duperele
            nie bralam pieniedzy od rodzicow. Za studia rowniez placilam i place do tej
            pory sobie sama. Natomiast moj brat ma wszystko. Ma 24 lata, studiuje od 6 lat
            i konca nie widac, za studia placa rodzice, przez 2 lata wynajmowali mu
            mieszkanie we Wroclawiu i dostawal pieniadze "na zycie". Teraz ze wzgledu na
            brak ochoty do nauki wrocil do domu i dojezdza na zajecia. Do tego non stop
            wyciaga od nich kase na imprezy, dyskoteki, taksowki itp. Dodam tylko, ze z
            mezem nie mielismy jeszcze slubu koscielnego i wesela bo oszczedzamy na to. Nie
            przyszlo by mi do glowy prosic rodzicow zeby za to placili. Ale wiem, ze moj
            brat jesli kiedykolwiek znajdzie jakas naiwna dziewczyne, ktora go zechce ;-P
            bez skrupulow kase wyciagnie.
          • irena111 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 10:05
            Masz rację! Ja całe życie próbowałam być lepsza, szybko poszłam do pracy bo w
            domu było mało, mama miała wzięty kredyt na dom i nie starczało nam na życie.
            Ojczym starał się rozkręcić interes i też ciągle ładował kasę w firmę.
            Brakowało więc rzuciłam dzienne liceum, poszłam zaocznie, było wiele gadania
            ale widzieli, że nie jestem jakąś tępą panienką, która idzie na łatwiznę. Każdą
            wypłatę co do złotówki oddawałam rodzicom i jakoś tam szło do przodu... Zdałam
            maturę chociaż każdy myślał, że porywam się z motyką na księżyc, o dziwo ze
            średnią 4,8 . Cały czas pracowałam i każdą złotówkę do budżetu domu oddawałam.
            Ja nie miałam z tego nic brat Andrzej dostał komputer(2 lata młodszy), ja
            zdałam maturę, brat pojechał na wycieczkę, mam jeszcze Rysiaczka (5lat
            młodszy), niestety jemu zostały wakacje ze mną w domu przy dwójce dzieci z
            drugiego małżeństwa mojej mamy. Zdałam na studia i załamałam mmę bo poszłam na
            dzienne, jak mogłam to zrobić przecież Andrzej uczył się jeszcze w technikum?
            Na studia zarabiałam koprepetycjami, a moja wspaniałomyślna mama dawała mi 50
            zł miesięcznie gdzie za stancję płaciłam 100. Jeśli śledzicie moją sytuację na
            forum to wiecie jak bardzo jest mi teraz ciężko i ile mi "dobrego" zrobiła
            mama. Ostatnio pisałam jak ciężko jest Ryśkowi i mnie ale dla mamy ważniejsze
            jest, że Andrzej potrzebował wpłaty na mieszkanie i dostał od niej 17000 zł.
            Gdzie tu sprawiedliwość, ja nie mam na chleb a mama mi mówi, że ma dosyć moich
            problemów, nie odwiedz mnie, nawet w imieniny głupiej kartki nie dostałam, za
            to moja bratowa(żona Andrzeja) dostała mikrofalę... Fajnych to się ma
            rodziców...
          • cruella Smutna prawda Utalio:((( 03.11.05, 12:36
            Ja do tej pory nadskakuję, jak ten pajacyk na sznurkusad((
    • mamapiotra Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 09:24
      u mnie w domu jest troche inaczej. dochodzi róznica temperamentów i charakterów moich rodziców. Mój tata bez przerwy nam pomaga. ile moze. bratu finansowo - bo ciągle brakuje mu kasy (ale znalazł prace i stara sie zmiscic w finansach), a mi i mężowi merytorycznie. gdy samochód sie popsuł to zawiół do mechanika itp.
      mama natomiast chce abysmy oboje byli juz samodzielni i zostwili ja w spokoju. ze mna sie udało, a mój brat jest na najlepszej drodze do tego.
      a z bratem nie mamy tajemnic jesli chodzi sprawy finansowe. i inne tez smile
      • ala67 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 09:55
        A u nas tak: ja i młodsza siostra radziłyśmy sobie same, wcześnie wyszłyśmy z
        domu i usamodzielniłyśmy się. Szybko przyzwyczaiłyśmy rodziców, że nie potrzeba
        nam pomocy - za to wspierałyśmy się wzajemnie.
        No i najmłodszy braciszek - beniamineksmile Jeśli ktokolwiek miał lepiej, to on,
        ale to też dlatego, że jak on studiował, to my dawno byłyśmy w pełni
        samodzielne. Z tym, że on także w czasie studiów pracował i żył bardzo
        oszczędnie - starał się rodziców zbytnio nie obciążać. A te fory (mówię o
        finansowych - bo żadnych innych nie było i nie ma) to takie raczej symboliczne,
        typu: on dostał rower, o którym ja marzyłam całe dzieciństwo, no i nie miałam -
        bo rodziców wcześniej stać na to nie było. Nigdy z siostrą nie miałyśmy z tym
        problemu, same kupowałyśmy bratu z pierwszych zarobionych pieniędzy jakieś
        ekstra prezenty, od nas dostał np. pierwszy radiomagnetofonsmile ech, to były
        czasy...
        W rodzinach moich rodziców było inaczej, moi w związku z tym starają się być
        sprawiedliwi. I słusznie, uważam - tym bardziej, że dzięki takiej polityce
        rodziców mamy z rodzeństwem naprawdę dobre kontakty.
    • nikola151 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 09:34
      rzeczywiście tak często jest, że rodzice mimo deklaracji iż kochają swoje
      dzieci jednakowo, świadomie bądż nie faworyzują jedno z rodzeństwa. Urodziłam
      6 miesięcy temu drugiego synka i zauważyłam z przerażeniem, ze jest dla mnie
      ważniejszy niż starszy 5-latek, może dlatego, że jest taki maleńki i z czasem
      to minie, mam taką nadzieję, bo nie chciałabym aby któryś z nich poczuł smak
      faworyzacji, bo ja coś takiego przezyłam z moimi rodzicami
    • palka_zapalka Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 09:40
      Ja też się czuję tak popołowiewink
      Mimo,że jestem młodsza to mój brat miał lepszy start - auto, pomoc w urządzaniu
      domu, opieka nad córką.
      Kiedy ja skończyłam szkołę zaczełam studia zaoczne i pracowałam bo rodzice już
      mieli kryzys w firmie którą prowadzili.
      Do wszystkiego dochodziłam sama czasami rodzice pomagali, ale nie prosiłam -
      taka jestem od małego "Zosia samosia"
      Teraz rodzice mają swoje lata nie zawsze mają siły na zajmowanie się moją córką,
      mieszkają teraz daleko.
      Powiem jedno dla mnie najważniejsze - Cieszę się, że ich mam,to mi daje siłę i
      wiarę w siebie,że są. Czuję się bespiecznie mimo, ze róznie w życiu było jestwink
      • grzalka Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 10:01
        ja jestem faworyzowana ewidentnie od zawsze

        fakt, że ja bardzo wczesnie zaczęłam sama zarabiac (brat też) ale to mi rodzice
        podrzucaja kasę, to mi się dołożyli do mieszkania, nam pomagaja jednak bardziej
    • magszy Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 10:08
      Myślę, że trzeba na to wszystko spojrzeć inaczej. Lepsze traktowanie rodzeństwa
      jest dla niektórych tu pewnym problemem emocjonalnym. Jednak zastanówcie się
      czy rodzice chcą świadomie i celowo krzywdzić jedno z dzieci ? Wątpię w to.
      Czasami mają inne podejście do starszego dziecka lub młodszego dziecka, chłopca
      lub dziewczynki. Ale zastanówcie się od czego to zależy - może od ich aktualnej
      sytuacji ekonomicznej (teraz lepiej im się powodzi, wszak jedno dziecko na
      utrzymaniu to bardziej komfortowa sytuacja), a może od tego, że wyczuwają że
      jedne dzieci potrzebują więcej wsparcia a inne mniej (bo są silniejsze,
      bardziej samodzielne). Przecież zawsze tak jest, że jeden radzi sobie lepiej a
      drugi gorzej. Inne traktowanie nie oznacza jednak tego że oni inaczej kochają.
      Oddali by życie za każde swoje dziecko (nie mam na myśli jakiś przypadków
      patologicznych) i każdemu by się poświęcili. Ja mam trójkę rodzeństwa (i
      starsze i młodsze) i też mi się wydawało, że mnie traktują "najgorzej". Ale to
      jest nieprawda - ode mnie poprostu więcej wymagają, bo wiedzą, że sobie
      poradzę. Przecież nie mogą niańczyć wszystkich, bo to jest fizycznie
      niemożliwe. Obiektywnie najlepiej ma moja siostra - jest najmłodsza i została w
      domu sama. Jest oczywiste, że na więcej ją stać - ma nieporównywalnie łatwiej
      niż my wszyscy. Ale rodzice są w innej sytuacji. Z kolei najwięcej pomocy
      otrzymuje najstarszy brat - bo bez nich chyba by zginął. Nie uważam tego za
      jakieś faworyzowanie. Widzę, że rodzice kochają nas tak samo. I myślę, że z
      tego należy się cieszyć. Ty Cruello masz wybór - albo będziesz wpadać w dołki z
      tego powodu, że brat ma pozornie lepiej, albo będziesz się z tego cieszyć, że
      masz rodzinę, że nie wychowywałaś się na ulicy, że nie musiałaś żebrać na ulicy
      o chleb, że rodzice wychowali Cię na samodzielną kobietę, która doskonale radzi
      sobie w życiu. Bo nie sądzisz, że to trochę ich zasługa ? Życzę Ci wszystkiego
      dobrego i tego abyś Ty potrafiła równo traktować swoje dzieci.
      • pade niby masz rację 03.11.05, 10:41
        ale jak to się ma do wypowiedzi Ireny, która nie ma na chleb, a bądź co bądź
        obce babsko dostaje drogie prezenty?
        Niektórzy rodzice potrafią się obrazić na swoje dziecko, znienawidzić je,
        dłuugo chować urazy. Nie rozumiem tego i nigdy nie zrozumiem, ale wiem, że są
        tacy ludzie, krzywdzą swoje dzieci przede wszystkim emocjonalnym chłodem.
        To strasznie przykresad((
        • katse Re: niby masz rację 03.11.05, 11:08
          pomagać słabszemu z dzieci, jest dla mnie normalne

          ale pomagac na zasadzie podarowanie wędki a nie ryby

          umiec robic to w sposob niebolesny dla pozostalych dzieci, pewnie jest wielka
          sztuka.

          ja sobie juz radze sama, brat jeszcze nie, wiec normalka ze pomaga sie jemu,
          sama chetnie mu dokladam, do szkoly np. poki jest to dawaniem wedki - wszystko
          ok.

          ale emocjonalnie rodzice kochaja nas po rowno, bardzo bardzo mocno

          K
      • cruella Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 12:46
        Ano właśnie, czy ja traktuję dzieci jednakowo?
        Chciałabym i staram się bardzo ale różnica w "inwestowaniu" wynika choćby z
        różnicy wieku. Starszy ma opłacane zajęcia z języków, młodszy jeszcze nie. Ale
        obydwaj mają tyle samo prezentów pod choinką, obydwaj mają opłacany basen, inne
        atrakcje. Z obydwoma rozmawiam, słucham, przyklejam plasterkismile)

        A co do brata...sprzedał się i tyle. Rodzice przekupili go dość dużą kwotą
        pieniędzy (wystarczy na mieszkanie, nawet na domsmile, ja byłam szlachetna, nie
        prosiłam gdy sami nie dali. No to nie dali, brat wyciągnął bez skrupułów.

        Życie nauczyło mnie tego, że liczyć mogę tylko na siebie. Pozostaje mimo
        wszystko żal i nierówne traktowanie. Pomijam takie kwestie jak bicie, znęcanie
        się nade mną. Bratu tego oszczędzonosad((
        • ciuforek Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 12:54
          to zalezy od sytuacji. moja siostra jest starsza- ale wogole nie zaradna- nawet
          teraz jak wyszła za maz- to ja ciagna wszedzie za raczke- a ja pomimo ze z nimi
          mieszkam to pomocy finansowej nie mam- ani pomagaja- chociaz sa w lepszej
          sytuacji niz my- naszczescie rodzice zajmuje sie moim synkiem- roznice
          zasadnicza widac w relacji ja siostra w stosunku do dziadkow- z tej samej
          przyczyny- bezradnosci sisotry
    • agnieszka3613 Re: Ja chyba jestem tą gorszą 03.11.05, 12:24
      Od kiedy znajomy mojej mamy powiedział mi, że ona to chyba nigdy mnie nie
      kochała, coś we mnie pękło. Zresztą już wcześniej można było to odczuć ale może
      nie zwracałam na to uwagi. Tata był za mną, mama za bratem, ot taki klasyczny
      układ i chyba jest taki do tej pory. Brat dostał mieszkanie , ja...
      zapracowałam sama na nie. Teraz tata podrzuca mi od czasu do czasu jakąś kasę
      ale tak, żeby mama nie wiedziała o tym. No i chyba szalę goryczy mojej mamy
      przelał fakt, że jako pierwsza w rodzinie rozwiodłam się. Wyprowadziłam sie
      wtedy od rodziców i dopiero długo potem od ojca dowiedziałam się, że matka
      przyjmuje na obiadki mojego byłego/a tyle krzywdy jej zrobił/ i w dodatku
      pomaga mu pisać pisma do sądu o obniżenie alimentów. Koszmar i długo by jeszcze
      o tym można opowiadać. Walczyłam o jej aprobate ale chyba już mi sie nie chce.
      Ona sie nie zmieni a ja nie chce sie szarpać. Dodam, że z w wnukami jest
      podobnie - moje dzieci są gorsze od dzieci brata.
      Acha, ostatnio cos drgnęło, tzn. nie w moich stosunkach z matką ale w ten
      sposób, że brat spadł trochę z piedestału na którym mamusia go ustawiła. Wdał
      sie w romans z jakąś małolatą i zostawił/na tydzień/ rodzinkę. Mamusia chyba mu
      tego nie wybaczy. Nie pisze tego złośliwie, bo z bratem mam stosunki bardzo
      dobre. Akurat to w jaki sposób traktują nas rodzice nie ma wpływu na nasze
      kontakty...i dobrze.
      • cruella Re: Ja chyba jestem tą gorszą 03.11.05, 12:52
        agnieszka3613 napisała:

        > Od kiedy znajomy mojej mamy powiedział mi, że ona to chyba nigdy mnie nie
        > kochała, coś we mnie pękło. Zresztą już wcześniej można było to odczuć ale może
        >
        > nie zwracałam na to uwagi.

        Kilka miesięcy temu usłyszałam taką rozmowę: (rozmawiały dwie koleżanki mojej
        mamy) zobacz jak ona (moja mama) ją (mnie) traktuje, jak obcą osobę.

        Na nas wystarczy popatrzeć. Gdyby mogła, przybiłaby gwóźdź do mojej trumny z
        uśmiechem na twarzy. PO prostu mnie nie znosi i tyle. Do tego, kiedyś mogłam
        choć z ojcem porozmawiać, gdy miał "dobry dzień". Teraz, po latach omamiania,
        patrzy jej oczami. I chyba tego mi żal, utraty ostatniego rodzica.

        • agnieszka3613 Re: Ja chyba jestem tą gorszą 03.11.05, 12:57
          Wiesz co? Ojciec nadal jest za mną, matka nie urobiła go tak jak chciałaby. Ale
          znowu odbija sie to na atmosferze u nich w domu - ciągle awantury i pretensje.
          Aż przykro ich odwiedzać i nawet moje dzieciaki to wyczuwają.
          • cruella Re: Ja chyba jestem tą gorszą 03.11.05, 13:03
            U mnie jest tak samo. Dzieci widzą, że jestem inaczej traktowana niż brat. Gdy
            jesteśmy wszyscy, mama rozmawia z bratem, ze mną nawet słowa nie zamieni. Jeśli
            nawet próbuję zacząć rozmowę, ucina złośliwą ripostą.
    • mynia_pynia Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 12:57
      A mówi się że jedynacy to rozpieszczone bachory, które nie umieją się dzielić wink
      A tu widze że zazdrośnicy to ci co mają rodzeństwo.
      Mam siostrę, obie byłyśmy traktowane jednakowo, chociaż ja jestem starsza i
      bardzo mnie denerwowało że na imprezy zaczełam chodzić dopiero jak skończyłam
      18 lat (takie ostro zakrapiane, gdzie było dziwne towarzycho) a moja siostra
      chodziła ze mną (14lat) - tak jakbym dostawała ją pod opiekę.
      Kasy zawsze tyle samo miałyśmy. Ja o pieniądze nie dbam, łatwo przyszło łatwo
      poszło - siostrze oddałabym ostatni grosz.
      Rodzeństwo ma się jedno !!!
      • pade Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 13:08
        Tiaa, a jak widzisz, że siostra lub brat bez skrupułów wykorzystuje rodziców,
        doi ile wlezie, to też na to patrzysz łaskawym okiem?
        Nie wierzę, mimo wszystko w takiej sytuacji inaczej się patrzy na rodzeństwo i
        nie chodzi tu o zazdrość.
    • pade cruella 03.11.05, 13:13
      Na Twoim miejscu całkowicie olałabym rodziców. Może tu się zaraz na mnie gromy
      posypią, nieważne, nie zniosłabym takiego traktowania przez najbliższych. Z
      tego co opisujesz wynika, ze Twoja matka ma do Ciebie jakiś ukryty żal, może
      myśli, że "odebrałaś" jej męża? Wiem, że to chore, ale niektóre kobiety tak
      mają. Dodatkowo nastawiła przeciwko Tobie całą rodzinę i Twoje dzieci patrzą na
      to, jak jesteś traktowana, różnie mogą to postrzegać. Daj sobie spokój,
      przestań się kontaktować, nie rób z siebie męczennicy, przyjdą do Ciebie
      kiedyś, na pewno.
      • cruella Re: cruella 03.11.05, 13:16
        Już trzeci rok nad tym pracuję. Powolutku, powolutku, staram się żyć własnym
        życiemsmile Ale żal pozostaje.
        • pade Re: cruella 03.11.05, 13:18
          Musisz! Nie masz wyjścia, nie możesz żyć tylko smutkiem.
          Rozumiem, że masz żal, tez bym miała, ale musisz się od nich odseparować, zeby
          się wzmocnić, tak będzie dla Ciebie najlepiej. Wiem z doświadczenia, własnego
          niestety.
          Trzymaj się ciepłosmile
    • 76kitka Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 13:28
      ja jestem 14 lat starsza od siostry to miałam tak jakby dwie mamy, siostrze pomoagaja finansowo, bo Jej się nie przelewa, ja rodziców o pomoc nie proszę, bo jej nie potrzebuję, od czasu do czasu, pod pretekstem prezentu dla małego mama wciska mi do kieszeni zwitek banknotów. Ale na pewno jestem oczkiem w głowie po dziś dzień, siostry też, mimo swoich 29 wiosen smile
      • 76kitka Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 13:29
        to siostra jest 14 lat starsza - śpię chyba, sorry
    • gandzia4 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 13:29
      No cóż, ja i moja siostra nie dostawałyśmy takich samych prezentów, bo raczej
      mnie nie ucieszyłaby lalka, a jej elegancki ciuch - powodem jest różnica wieku
      tylko 15 latsmile Czasem pikało mi w sercu uczucie zazdrości, ale to o fakt, że
      jej biologiczny ojciec jest cudownym człowiekiem o wielkim sercu a mój taką
      małą mendą. Prawie zawsze mogłam liczyć na pomoc mamy i ojczyma - mówię o tej
      finansowej. Teraz jest właśnie taki czas kiedy nie mogą mi pomagać ponieważ
      siostra dostała się na studia do Wa-wy, a to kosztuje i ja to w pełni rozumiem.
      Natomiast mój mąż przez swoich rodziców jest traktowany jako ten gorszy. My
      mieszkamy sami od początku i staramy się sami utrzymywać, ich młodszy syn z
      żoną i dziećmi mieszkał dotąd z nimi, nie dokładał się do żadnych opłat
      śniadania i kolacje były też na konto teściów, a obiady u rodziców żony. Od
      kiedy skończył on studia to ciągle tylko słyszeliśmy jak to on biedaczek mało
      zarabia itd, nawet jak otworzył dwa sklepy to nadal był biedny. Kupił samochód
      (nówka), co roku latem wczasy nad morzem, zimą góry - szwagier żyje w nędzy, to
      opinia teściów. Moich rachunków nikt nigdy nie płacił, teście nie zapytali się
      nigdy czy mam na mleko dla dziecka (gdy urodził się Oskar mąż stracił pracę),
      by się utrzymać na powierzchni sprzedaliśmy samochód.
      Ostatnio teść mi oświadczył, że jego młodszy syn jest w przeciwieństwie do nas
      bardzo gospodarny, bo nie miał na chleb rodzice go karmili a on potrafił
      samochód sobie wziąść w leasing (przypominam ten biedak jest właścicielem dwóch
      sklepów od 5 lat, gdzie zatrudnia około 6 osób). Po prostu ręce mi opadły,
      jeszcze teść miał do męża pretensje o to że ma za mały dochód i umowę o pracę
      do końca roku bo nie może mu podżyrować kredytu. Na moją propozycję by wziął na
      żyranta młodszego syna usłyszałam: "No nie mogę, bo on taki biedny wziął
      właśnie 60 000pln kredytu na budowę domu". Rok temu teściowa śmiertelnie na
      serio powiedziała do mojego męża, gdy wygłupiał się z bratem: "ustąp mu
      przecież jesteś starszy i masz mu zawsze pomagać, po to ma się starszych
      braci". No cóż to chyba wyjaśnia wszystko.
      • october.fest Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 14:26
        Tak Gandzia, rodzice i teściowie czsami w swojej miłości do "wybrańca" potrafią
        się istnie zatracić.
        I co zaskakujące np. w moim przypadku to na teściów większy szlag mnie trafia
        niż mojego męża.
    • melmire Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 13:30
      Cieplo mi sie robi na sercu jak czytam ten watek. Sama jestem jedynaczka, i
      wiele juz razy slyszlalam, takze na tym forum, ze jedynacy to egoisci i tak
      dalej, mysla tylko o sobie. Z tego watku wynika ze rodzenstwa mysla jedno o
      drugim, zwlaszcza o tym kto ile dostal i dlaczego on a nie ja smile
      Ide sie napawac moim jedynactwem ( i herbatka z cytryna).
      A tak bardziej serio - tez sie boje ze jak bede miala kilkoro dzieci to nie
      bede ich kochac jednakowo, ze bede niesprawiedliwa itd.
      • kismet3 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 16:57
        Mam córkę i nie chceę mieć wiecej dzieci. Wiem co to faworyzowanie jednego
        dziecka i wiem jak cierpi dziecko to "gorsze" Chcę ,zeby moja córka była
        jedynaczką i nie musia/ła już na starcie brać udziału w swoistym wyścigu
        szczurów w rodzinnym domu...Ma jeszcze na to czas.
    • redudek Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 18:58
      Ja jestem tą gorsząsadJestem starsza o 2 lata od siostry,ale to moja siostra
      była i jest ulubienicą mojej mamy.Ja jestem dzieckiem z wpadki i może dlatego.
      Ale najbardziej na świecie moja mama kocha ....samą siebiesad
    • e_r_i_n Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 03.11.05, 19:35
      Ja jestem najstarsza, rodzenstwo mam mlodsze o 6 i 7 lat.
      Siłą rzeczy inaczej bylismy traktowani (tzn. dzieciaki tak samo, ja, jako
      starsza, inaczej), ale bylo to tylko zroznicowanie ze wzgledu na wiek, nie na
      mniejsza/wieksza milosc. Pod tym wzgledem na szczescie jest po rowno.
      Oczywiscie ode mnie, jako od najstarszej, wiecej wymagano (widze to chociazby
      teraz, gdy moje rodzenstwo jest juz prawie dorosłe) - ja w ich wieku mialam
      duzo wiecej obowiazkow, chociazby w pomocy rodzicom. Ale summa summarum wyszlo
      mi to na dobre wink
      Moje rodzenstwo dostawalo od rodzicow wiecej w sensie materialnym, niz ja,
      gdy bylam w ich wieku, bo sytuacja materialna sie poprawia (na szczescie).
      Ale nie jest to jakas przepasc, ktora wzbudzala by we mnie złośc.
      Generalnie od rodzicow nie oczekuje Bog wie czego. Dali mi mozliwosc
      ksztalcenia sie - i uwazam, ze na tym ich rola sie konczy. Reszte zdobede sama.
      Tak wychowali mnie, tak wychowuja moje rodzenstwo.
      Wazne, ze wiem, ze w podbramkowej sytuacji nie zostawia mnie (i mojego synka)
      samym sobie. A teraz to ja bardziej chce im pomoc, niz oczekuje pomocy od nich.
    • mazak13 Re: Przyznajcie się z ręką na sercu:)) 05.11.05, 14:24
      U mnie sytuacja wyglada tak. Wydaje mi sie, ze rodzice mniei moja siostre
      traktowali tak samo i staraja się traktowac do tej pory.

      Ja mam raczej problem z siostra. Ma 35 lat, meza i dwoje dzieci. Nie pracuje,
      jej maz pracuje jak mu sie chce. odkad pojawily sie dzieci jest troche lepiej.
      Mieszkanie kupili za kredyt i kase pozyczona od rodzicow obojga. Teraz rodzice
      splacaja za nich ten kredyt. to samo z samochodem i kilkoma innymi kredytami.
      Wiecie mi się finansowo układa w miare, nie zadna rewelacja, ale daję sobie
      rade. I nie mam nic przeciwko temu, zeby rodzice pomagali wiecej mojej
      siostrze, skoro ja tej pomocy nie potrzebuję, ale sposób w jaki ona to zalatwia
      jest dla mnie nie do przyjecia. kupuje telewizor na raty, za jakis czas okazuje
      sie, zę nie ma pieniedzy by go splacac, no i splaty rat wedruja do rodziców.
      Albo teksty w stylu, przyjechalabym do was, ale nie mam za co.No i chcac
      zobaczyć córke musza sfinansowac podróż.
      Dla mnie taki zachowanie dorosłych osób, majacych dzieci- rodzine, ponoszących
      za nią odpowiedzialnoć, jest chore i tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka